aA
Piotr Majchrzak, alkoholik nie pijacy od 12 lat. Mieszka w Rzymie, gdzie prowadzi grupę AA. Piotr opowiedział mam jak wyglądała Jego droga do trzeźwości.
Piotr Majchrzak
Piotr Majchrzak
© Autoriaus nuotr.

Mojabancarella: Piotrze mieszkasz w Rzymie gdzie, jako wolontariusz zajmujesz się grupą Anonimowych Alkoholików. Dlaczego właśnie AA?


Piotr Majchrzak: Odpowiedź jest prosta zajmuję się AA, dlatego, że jestem alkoholikiem i abym sam nie pił potrzebni mi są inni tacy jak ja niepijący alkoholicy, gdyż samemu nie można sobie z tą chorobą poradzić. Grupa AA jest nam potrzebna, ponieważ tam możemy rozmawiać na wszystkie tematy, nic nas nie dzieli… Dzieli nas tylko jeden kieliszek, a łączy trzeźwość i podobne doświadczenia życiowe.

 

Mb.: Czyli podjąłeś się prowadzenia grupy AA, ponieważ była ona potrzebna w pierwszej kolejności Tobie?
P. M.: Grupa AA potrzebna jest alkoholikowi po to, aby żył w trzeźwości, gdyż tak jak wcześniej powiedziałem samemu się nie da. Oczywiście są wyjątki od tej zasady, ale życie takiego człowieka i z takim człowiekiem jest bardzo ciężkie... Dlatego właśnie wraz z innymi alkoholikami założyliśmy grupę AA, po to, aby wzajemnie się wspierać, a także pomagać innym, którzy tej pomocy potrzebują. Jesteśmy otwarci dla nowych członków i wszystkich potrzebujących pomocy.

Mb.: Od jak dawna nie pijesz?
P. M.: Nie piję już prawie od 12 lat.

 Mb.: Co spowodowało, że 12 lat temu zacząłeś nowe życie? Jak nisko musiałeś upaść żeby zacząć od nowa?

P. M.: W 1998 roku trafiłem pierwszy raz na terapię odwykową. Oczywiście ja nie widziałem problemu. Nie było dla mnie problemem, że piłem alkohol codziennie, że piłem już od samego rana, albo, że piłem w pracy…, Gdy rodzina i znajomi mówili mi, że piję za dużo, to zawsze znalazłem jakieś wymówki, zawsze widziałem ludzi, którzy piją więcej… W pewnym momencie sytuacja zaczęła robić się nieciekawa. Moja pierwsza żona wyrzuciła mnie z domu i zamieszkałem w hotelu pracowniczym. Był to moment, kiedy piłem już bardzo dużo. Nie chodziłem do pracy, aby jakoś to usprawiedliwić wykorzystywałem urlop i zwolnienia lekarskie. Pracowałem wówczas w zakładach azotowych i jak brakowało pieniędzy na picie to brałem tzw. „chwilówki”, które później były potrącane przy wypłacie.
Któregoś dnia poszedłem po kolejną „chwilówkę” i Pani, która tam pracowała powiedziała mi „kolego ja nie chcę się wtrącać w Twoje życie, ale wydaje mi się, że masz problem z alkoholem, widać po Tobie, że bardzo dużo pijesz. Ja mam brata alkoholika i wiem jak to wygląda”.

 

To ta kobieta powiedziała mi o czymś takim jak miting AA, o którym ja w ogóle nigdy nie słyszałem. Powiedziała mi, że odbywa się on w piątek o godzinie 18.00. Pamiętam to do dziś. Spotkanie z tą kobietą było w środę albo w czwartek i tak sobie wziąłem do głowy to, co mi powiedziała, że postanowiłem pójść na ten miting. Pamiętam, że przed spotkaniem poszedłem do baru i zamówiłem sobie małe piwo, bo bardzo źle się czułem. Nie wypiłem tego piwa do końca. 
Siedząc na tym mitingu i słuchając rozmów ludzi byłem po prostu w szoku. To, co oni mówili o sobie, o swoim życiu nie było mi obce. Miałem wrażenie jakbym widział moje własne życie, moje problemy, moje lęki, moje zachowanie wobec innych… słuchając tych ludzi, czułem się tak jak gdybym w ich opowieściach zobaczył samego siebie.

 Mb.: Od jak dawna piłeś?
P. M.: Przed pójściem na pierwszą terapię piłem przez długi okres czasu… Zacząłem pić od 15-stego roku życia.

Teraz wiem, że uzależniłem się w wieku 20 – 21 lat, a na pierwszą terapię poszedłem w wieku 27 lat, kiedy byłem już w takim stanie, że mój organizm domagał się alkoholu. Podczas tego pierwszego mitingu, o którym wcześniej mówiłem zacząłem mieć dziwne objawy, zaczęły mi drętwieć ręce, usta, zacząłem widzieć „mroczki” przed oczami, po prostu zaczęło mi się robić słabo. 
Pamiętam, że dwoje ludzi zabrało mnie do szpitala. Tam dostałem zastrzyk uspakajający i przywieźli mnie z powrotem na spotkanie, które całe przeleżałem... Później zawieźli mnie do hotelu. Spałem może dwie godziny. Nie mogłem ruszać ani ręką ani nogą, całą prawą część ciała miałem niewładną. Wówczas po raz pierwszy bardzo się przestraszyłem, dotarło do mnie to, że mój stan spowodowany jest tym, że tak dużo piłem. Bardzo dużo dało mi do myślenia to, co usłyszałem na mitingu.
W poniedziałek znalazłem się w Lublinie i poszedłem do szpitala na oddział odwykowy, ale ordynator powiedział mi, że abym mógł być przyjęty do szpitala muszę być zupełnie trzeźwy a ja pomimo to, że nie piłem już przez sobotę i niedzielę w organizmie miałem prawie 4 promile alkoholu. Na oddział mogłem być przyjęty dopiero po tygodniu. 
Wtedy zaczął się robić problem, zaczynało mnie „suszyć” i chciało mi pić. Pamiętałem, co usłyszałem na mitingu, ktoś powiedział mi, że jeśli będzie mi się bardzo chciało coś wypić to mam pić bardzo dużo niegazowanej wody. 
No i miałem taki moment, kiedy wszedłem do sklepu z tak silną chęcią napicia się alkoholu, że zrobiłbym wszystko za przysłowiowy kieliszek, ale wiedziałem też, że jeśli się napiję to już nie trafię na terapię, a bałem się o to, co dalej ze mną będzie. 
Kupiłem jednak 3 półtoralitrowe butelki wody i wypiłem za sklepem. Od razu przeszła mi ochota na alkohol… i tak się leczyłem przez tydzień czasu. Dolegliwości, które odczułem to były lekkie objawy odstawienia alkoholu. Gdy się przestanie pić można mieć padaczkę alkoholową, delirium, różnego rodzaju bóle, kołatanie serca, bardzo wysokie ciśnienie, a nawet zwidy i omamy, dlatego bardzo dużo ludzi w tym stanie popełnia samobójstwa. Ja przeszedłem to dosyć łagodnie i po tygodniu znalazłem się na terapii.

 Mb.: Jak długo byłeś w szpitalu i jaki był następny etap Twojego leczenia?
P. M.: Na detoksie w szpitalu byłem tylko tydzień, dostawałem leki uspakajające i kroplówki, następnie przeszedłem sześciotygodniową terapię w Lublinie, w Ośrodku Terapii Alkoholowej i Uzależnień. Po wyjściu ze szpitala zatrzymałem się w hotelu robotniczym i wróciłem do pracy. Zacząłem chodzić na miting, spotykać się z ludźmi niepijącymi i takimi jak ja uzależnionymi od alkoholu. Starłem się nie chodzić w miejsca, w których piłem, unikać starych kolegów, barów… 

No i wszystko było dobrze, ale…. Dziś wiem, że w tamtym momencie nie do końca zrozumiałem, na czym polega choroba alkoholowa. Nie do końca pojąłem, jakie zasady pomagają w tym żeby żyć trzeźwo! Gdzieś po pół roku doszedłem do wniosku, że jest mało pieniążków (miałem bardzo dużo długów) i aby sobie dorobić, wieczorami poszedłem pracować do restauracji.
Przede wszystkim w tamtym czasie nie było we mnie pokory! Nie nauczyłem się bardzo ważnej rzeczy, którą wiem dopiero dziś, że na wszystko musi być swój czas…, ale nie żałuję tego, co się stało, gdyż to było mi potrzebne do tego abym lepiej zrozumiał samego siebie, dzięki temu dziś stoję twardo na ziemi na własnych nogach.

Mb: Pracowałeś w restauracji i nie piłeś?
P. M.: Pracowałem pół roku dopóki nie zapiłem. Wytrwałem w trzeźwości rok czasu. Dlaczego zapiłem? Przede wszystkim, dlatego, że przestałem spotykać się z ludźmi z AA, czyli z tymi, którzy mieli taki sam problem jak ja. Zacząłem ich wręcz unikać, przestałem chodzić na mitingi i co najgorsze (oczywiście wtedy tego nie wiedziałem) zacząłem rozmawiać z samym sobą. Taka rozmowa prowadzi do tego, że sam sobie tłumaczysz to, co chcesz usłyszeć, koloryzujesz, przetwarzasz złe rzeczy na dobre i usprawiedliwiasz samego siebie. Oczywiście jak sam ze sobą rozmawiałem to nigdy nie mogło się stać nic złego… nikt mnie nie krytykował.

 

Dlatego dzisiaj kładę wielką wagę na to, żeby nie rozmawiać z samym sobą. Między innymi, dlatego potrzebna jest grupa wsparcia, aby nie zostawać samemu ze swoimi problemami, nie magazynować w sobie problemów i kłopotów, gdyż do każdej najmniejszej rzeczy, która zostanie we mnie przykleja się następna rzecz i następna, i następna itd.… 
Jeśli ja nie wyrzucę tego z siebie to później pojawiają się swego rodzaju „klapki na oczach” i nie widzę nic poza tym, że mam „zajebisty” problem, z którym nie mogę sobie poradzić i co robię – sięgam po alkohol. Zapominam wtedy o mojej trzeźwości, zapominam o tym, co zyskałem przez te lata, gdy nie piłem, a wystarczy jeden kieliszek, aby popłynąć.

 Mb: Jak dalej potoczyła się Twoja historia?
P. M.: Nie jest łatwo o tym mówić, ale postaram się to ułożyć chronologicznie. 
W między czasie wróciłem do domu, do żony no i w miarę nasze życie zaczęło się układać, ale niestety w moją chorobę wpisane jest coś takiego, że ja nie mam prawa czuć się dobrze, więc zacząłem robić wszystko, aby czuć się źle…, Czyli zaczęło się od obwiniania żony i najbliższych, o to, że to jest ich wina, że oni mnie nie chcą, nie kochają, bo to ja jestem ten nieszczęśliwy, a wszyscy są przeciwko mnie i mam wszędzie wrogów...  a wszystko tylko i wyłącznie po to, aby w domu wytworzyła się niedobra atmosfera, tak abym miał pretekst do tego żeby wyjść z domu a co za tym idzie pokazać, że jest dokładnie tak jak sobie wymyśliłem…
Stopniowo zacząłem oddalać się od ludzi z AA i mimowolnie zacząłem się spotykać z ludźmi pijącymi, a pracując w restauracji było to nie do uniknięcia. 

I pewnego dnia popłynąłem…. Żona pojechała z córką na wakacje, ja nie mogłem pojechać razem z nimi w piątek, gdyż nie dostałem urlopu, powiedziałem, że dojadę w poniedziałek. W piątek żona wyjechała, ja poszedłem do pracy, a w sobotę nieświadomie znalazłem się w nocnym klubie. Wtedy myślałem, że było to nieświadome działanie, dzisiaj wiem, że sam podświadome do tego doprowadziłem… 
Moi znajomi chcieli jechać na jakieś ognisko, wiedzieli, że od dłuższego czasu nie piję, więc zaproponowali mi abym był kierowcą. Bardzo chętnie się zgodziłem. Zawiozłem ich na to ognisko no i tam popłynąłem…. Wziąłem do ręki butelkę z piwem i się zaczęło… Pamiętam, że piłem to piwo tak łapczywie i w tak zawrotnym tempie, że gdy inni wypijali jedno to ja cztery. Po prostu tak pragnąłem tego alkoholu, że aż się cały trząsłem. Oczywiście sięgając po alkohol nie pamiętałem o tym, że jestem alkoholikiem, osobą uzależnioną. Zapomniałem o tym! Klapki opadły mi na oczy i nic nie widziałem tylko to piwo, a jak poszedł pierwszy łyk tak poszło wszystko...
Skończyło się tak, że do domu już mnie przywieźli. Obudziłem się na drugi dzień, nic nie pamiętałem. W niedzielę miałem iść razem z teściem do pracy, oczywiście nie poszedłem. Teść dzwonił, ja nie odbierałem telefonu, później ktoś był pod drzwiami, ale nie otworzyłem. Dziwnym trafem, gdy tylko wyszedłem z domu, zaraz spotkałem kolesi i znowu zaczęło się picie, a że miałem chatę wolną zaprosiłem ich do domu i zaczęła się impreza…

 Mb: Pamiętałeś o wyjeździe na wakacje?
P. M: Nie, no, jaki wyjazd! Wtedy to już nie było mowy o żadnym wyjeździe. Z domu zrobiłem melinę, a impreza trwała do wtorku. Pamiętam, że we wtorek rano wstałem, nie wiem skąd, ale wiedziałem, że żona ma przyjechać, więc wstałem, aby doprowadzić dom do stanu używalności. Oczywiście wyszedłem żeby poszukać kolesi do pomocy przy sprzątaniu no i tak ich szukałem, że do domu wróciłem chyba koło czwartku. Gdy wreszcie wróciłem do domu, od razu dostałem po „ryju” no i do widzenia.
Wyrzucili mnie z pracy. Teść próbował mnie jeszcze jakoś przed tym zwolnieniem ratować, ale dla mnie to już nic się nie liczyło, nie dawałem rady, nie mogłem i bałem się przestać pić. No i w tym momencie to już popłynąłem na całego…. Wylądowałem na melinie, brudny, zaniedbany, po prostu totalne dno. 
Wyobraźcie sobie, że nawet będąc w takim stanie, jeszcze potrafiłem znaleźć gorszych ode mnie! Mówię to, bo chcę, aby wszyscy zrozumieli, jak straszna jest to choroba, jakie robi spustoszenie w głowie człowieka, że zawsze widzi się gorszych od siebie. Wszystko, byleby tylko znaleźć usprawiedliwienie dla własnego upadku. 
Od piątej rano stałem pod sklepem i żebrałem po te 20, 30 groszy, aby uzbierać tych parę groszy na picie i piłem, piłem, piłem….

 Mb.: I co kolejny odwyk? Jak na niego trafiłeś?
P. M.: W sumie nie pamiętam jak to się stało, że znalazłem się drugi raz na odwyku…. ale się znalazłem. Zostałem z niego wyrzucony przez głupotę. Był to chyba trzeci tydzień terapii, byłem na sali z kolegą, który rano nas budził, zdarzyło się, że wyjechał na przepustkę i nie miał nas, kto obudzić. Zaspaliśmy i spóźniliśmy się na poranną gimnastykę. To był powód, dla którego ordynator wyrzucił nas, że szpitala. 
Pamiętam, że pierwsze, co zrobiliśmy po wyjściu to poszliśmy kupić flaszkę. No i się zaczęło od nowa…. Niewiele pamiętam z tamtego okresu, wiem, że po jakimś czasie znalazłem się u brata, gdzie mieszkałem jakiś czas. Aż w końcu trafiłem do domu dla alkoholików, który prowadziła pod Lublinem pewna siostra zakonna, ale nie pamiętam dokładnie jak się tam znalazłem…. 

 Mb.: Czyli twój trzeci odwyk?
P. M.: Tak. U tej siostry byłem rok czasu. Przez cały ten rok nie miałem żadnego kontaktu z moją byłą żoną ani córką, ale przynajmniej przez rok nie piłem. Po roku poczułem się na tyle silny, że podjąłem decyzję o odejściu. 
W czasie pobytu w tym domu przez cały czas pracowaliśmy. W budynku, który siostra dostała na założenie domu dla alkoholików wcześniej mieściła się szkoła, więc trzeba go było przystosować do naszych warunków, zrobić pokoje do spania, łazienki itp.… Ja byłem jednym z pierwszych kuracjuszy.

 Mb.: Gdy wyszedłeś z ośrodka prowadzącego przez siostrę zakonną nie szukałeś grupy wsparcia?
P. M.: Nie, właśnie nie szukałem. Czułem się na tyle pewny siebie, że myślałem, że sobie poradzę. Zrozumiałem, że wiara bardzo dużo pomaga. W czasie pobytu w ośrodku stałem się człowiekiem bardzo wierzącym, co dzień uczestniczyłem we mszy świętej, co dzień odmawiałem różaniec i koronkę do miłosierdzia bożego. Wiara bardzo mi pomogła, dlatego po wyjściu czułem się silny.

 Mb.: Po roku wróciłeś do normalnego życia, jak sobie poradziłeś?
P. M.: Przez przypadek znalazłem się nad Zalewem Zęborzyckim koło Lublina, okazało się, że mój kolega prowadzi tam restaurację. Ja nie miałem gdzie mieszkać, nie miałem, co z sobą zrobić, więc przedstawiłem mu moja sytuację, powiedziałem mu, że nie piję od roku. Zgodził się przyjąć mnie do pracy i mogłem mieszkać na miejscu.
W tej pracy nie piłem gdzieś około pół roku. Po czym znowu „popłynąłem”.
Zaczęło się takie trochę hulaszcze życie, pracowałem, miałem dużo pieniędzy, alkoholu pod dostatkiem, więc robiłem, co chciałem. Zależało mi na tej pracy, więc w pracy nie upijałem się do nieprzytomności, ale po godzinach to już płynąłem na całego.
Często miałem problem, żeby wstać rano i otworzyć restaurację. Mój dzień zaczynałem od piwa. Pracując tam przez cały czas praktycznie byłem pod wpływem alkoholu, nie rzucało się to w oczy, bo wprowadzałem ten alkohol do organizmu regularnie. Aż do momentu, kiedy zacząłem „zawalać’ i po raz kolejny zostałem wyrzucony z pracy.
Chciałbym powiedzieć tutaj bardzo istotną rzecz, przy chorobie alkoholowej, żeby mój organizm w miarę normalnie funkcjonował, to musiałem mieć we krwi jakieś 3 promile alkoholu. Dlatego zdarzają się przypadki, kiedy ludzie mają w organizmie 8 czy 10 promili, przy czym dawka śmiertelna to 3 lub 4 promile. Czyli aby tak funkcjonować jak dzisiaj funkcjonuję bez alkoholu wtedy musiałem mieć z pół litra wódki w żyłach.

 Mb.: Kiedy była definitywna terapia odwykowa?
P. M.: W ostatnim okresie mieszkałem z pewna znajomą i dzięki niej znalazłem się na ostatniej terapii odwykowej.  Od tamtego czasu nie piję! Dzisiaj mogę powiedzieć, że bardzo ważną rolę w leczeniu oraz w wytrwaniu w trzeźwości odgrywają dobrzy psychologowie. Bardzo ważne jest to jak psycholog podejdzie do pacjenta, żeby wyzdrowieć trzeba wyrzucić z siebie wszystko, całą swoja przeszłość, przede wszystkim zacząć od dzieciństwa, jeżeli coś zostanie przemilczane, zatajone, to nasza podświadomość doprowadzi do tego, że to powróci, pomimo, iż nam wydaje się, że wszystko jest ok.
Dzisiaj wiem, dlaczego powracałem do nałogu i piłem do nieprzytomności. Głównym powodem było poczucie winy, które we mnie zostało. Kiedy byłem w wojsku moja mama zachorowała i znalazła się w bardzo ciężkim stanie, w szpitalu? Wyszedłem na przepustkę i miałem pójść ją odwiedzić… No, ale, niestety trafiła się okazja do picia to się upiłem i nie poszedłem… Następnego dnia rano zadzwoniła ciotka i powiedziała, że mama umarła. Poczucie winy, które miałem w sobie nie pozwalało mi żyć w normalny trzeźwy sposób i normalnie na trzeźwo radzić sobie z problemami i zmartwieniami. Przez lata dręczyłem się i zarzucałem sobie, że mogłem być z moją mamą w ostatnich chwilach jej życia, a nie byłem… Obwiniałem się, że byłem złym synem, bo wybrałem beztroskie chwile ze znajomymi zamiast pójść do szpitala, a przede wszystkim ta świadomość, że nie zdążyłem się z nią pożegnać…. Zawiodłem ją, dlatego piłem i powielałem schemat, zawodziłem kolejne osoby w moim życiu żonę, córkę, przyjaciół… Zawsze uruchamiał się we mnie ten mechanizm poczucia winy i zawodzenia wszystkich, którzy byli koło mnie: matki, żony, córki …ja byłem tym winnym i aby jakoś to w sobie zagłuszyć musiałem pić.

W czasie tej ostatniej terapii napisałem list do mojej matki. Ona nie żyła już prawie od 10 lat. Pisząc tamten list przeprosiłem mamę…. i w ten sposób wybaczyłem sobie, zrozumiałem, że tak właśnie w tamtej chwili musiało być. Ja byłem, jestem i zawsze pozostanę uzależniony od alkoholu. Dzisiaj najważniejszą rzeczą jest dla mnie to, że już niczym się nie obwiniam.

Dlatego dziś staram się żyć chwilą! Nie roztrząsam tego, co było, nie „gdybam”, żyje tu i teraz! Jest w AA taki program „24 godziny”, który mówi: żyj 24-rema godzinami, jeśli nie możesz sobie dać rady żyj 12-stoma godzinami, jeśli i tego nie możesz żyj 6-ścioma, a jak nie to żyj godziną, ale żyj teraz! Nie myśl o tym, co będzie za rok, co będzie jutro a już nie daj Panie Boże myśl o tym, co było w przeszłości!

Mb.: Od tego momentu rozpoczął się nowy etap w Twoim życiu?
P. M.: Od tamtej pory narodziłem się na nowo i dziś żyję świadomie. Alkoholizm jest chorobą śmiertelną i na chorobę tę będę chory do końca życia! Nauczyłem się Cieszyć z tego, że jestem osobą uzależnioną od alkoholu i nie piję. To jest najważniejsze! To, co widziałem w swoim życiu, sytuacje, które przeżyłem, to wszystko bardzo dużo mnie nauczyło, przede wszystkim szanowania samego siebie, kochania samego siebie. Dzisiaj zrozumiałem, dzisiaj wiem, że jeśli sam siebie nie będę kochał, to nawet żony nie pokocham, dzieci nie pokocham. Jak mogę kogoś kochać i mówić mu o tym, jeśli sam patrzę na siebie w lusterko i „bluzgam” sobie w twarz, bo siebie nienawidzę? Podstawową rzeczą jest zacząć od samego siebie, nie możesz dać bliźniemu tego, czego sam nie masz!
Poprzednie moje terapie kończyły się niepowodzeniem, ponieważ ja chciałem przestać pić dla kogoś ( dla byłej żony, córki, teścia, teściowej) a nie dla samego siebie, ja dla siebie nie robiłem NIC.

Mb.: Podczas tych pierwszych terapii odwykowych nie miałeś kontaktów z psychologiem?
P. M.: Terapia była, ale podejrzewam, że w tamtym czasie nie dorosłem do niej, nie zrozumiałem powagi problemu. Niby mówiłem, że jestem alkoholikiem, ale nie byłem tego świadomy. Lekarze napisali, że przeszedłem terapię. Ja jednak nie zaakceptowałem wtedy do końca tego, że to JA jestem alkoholikiem, że to JA robię terapię dla SIEBIE a nie dla innych. Dzisiaj wiem, że jak jestem trzeźwy dla siebie to wszyscy dookoła mnie są szczęśliwi, jeśli ja będę żył zdrowo i normalnie, a przede wszystkim trzeźwo to ludzie nie będą mogli mi niczego zarzucić. To ja mam prawo wyboru, nie muszę się już dzisiaj niczego wstydzić, chować głowy, uciekać na drugą stronę ulicy, ponieważ nie pamiętałem, co zrobiłem wczoraj, czy od kogoś pożyczyłem pieniądze, a może nawet pobiłem lub obraziłem. Dzisiaj chodzę z głową podniesioną do góry, ponieważ wiem, że nikt nie może mi niczego zarzucić! I tak jest wszędzie, w domu, w pracy… Wszędzie. Nie oszukuję samego siebie, ponieważ jak ja zacznę oszukiwać samego siebie to później będę oszukiwał wszystkich dookoła.
Nauczyłem się również nie oceniać ludzi, nauczyłem się przede wszystkim pokory. Zrozumiałem najistotniejszą rzecz, że w życiu na wszystko musi nadejść odpowiedni czas, nie można robić niczego na siłę. Tak jak nie można myśleć o dwóch rzeczach na raz tak nie można zrobić wszystkiego na siłę. Jeżeli będę czegoś pragnął to osiągnę to. Jeśli będę myślał źle to zło do mnie przyjdzie, będę miał nawet złych ludzi koło siebie, bo takich sobie znajdę, aby zrealizować te moje negatywne myśli.  Jeśli natomiast będę myślał dobrze to wróci do mnie samo dobro. 

Mb.: Jak układają się teraz Twoje kontakty z byłą żoną i z córką?

P. M.: Z moją córką i byłą żoną jesteśmy w dobrych kontaktach. Był okres, że nie miałem z nimi żadnego kontaktu, były takie momenty, że wręcz obwiniałem ją za to i miałem do niej olbrzymi żal o to, że wyrzuciła mnie z domu. Dzisiaj jej za to dziękuję, ponieważ jestem tu, mam to, co mam i jestem taki, jaki jestem. Nic się nie dzieje beż przyczyny.

Mb.: Zacząłeś wszystko od nowa, masz wspaniałą rodzinę…
P. M.: Mam – mówi uszczęśliwiony Piotr – wspaniałe córcie, cudowną żonę, która poznała moją historię pierwszego dnia, w którym się poznaliśmy. Nie widziała mnie nigdy pijanego i nie zobaczy! Mam wspaniały kontakt z pierwszą córką, która ma dzisiaj już 19 lat. Nie mam wrogów, mam przyjaciół i jestem szczęśliwym człowiekiem.
Po ostatniej terapii pracowałem w restauracji, miałem bardzo łatwy dostęp do alkoholu, ale moje myślenie w tej kwestii zmieniło się zasadniczo. Zrozumiałem, że wszystko siedzi w mojej głowie i nie ważne czy ja będę pracował w restauracji, fabryce gwoździ czy piekarni, jeśli będę chciał się napić to wszędzie się napiję. Wiadomo, że jest większa pokusa, kiedy alkohol jest za plecami. Jestem dumny, że jestem trzeźwy, ponieważ to, co się dzieje dookoła mnie zawdzięczam mojej trzeźwości, ale mam również tę świadomość, że aby stracić wszystko to dzieli mnie od tego tylko jeden kieliszek, jedno wyciągnięcie ręki i popłynę.

Mb.: Piotrze bardzo dziękujemy za Twoją historię, już niebawem porozmawiamy na temat grupy AA w Rzymie. 
P. M.: Dziękuję, pozdrawiam wszystkich czytelników Mojabancarella, zapraszam wszystkich potrzebujących alkoholików na spotkania Grupy AA, w każdą sobotę, przy Kościele na via Merulana 31 – Rzym, o godzinie 19.00, natomiast spotkania otwarte dla wszystkich w ostatnią sobotę miesiąca lub do kontaktu ze mną pod numerem tel. +39 3473411158.

Mojabancarella 23/11/2013

Moja Bancarella
|Populiariausi straipsniai ir video
Įvertink šį straipsnį
Norėdami tobulėti, suteikiame jums galimybę įvertinti skaitomą DELFI turinį.
(0 žmonių įvertino)
0

Top naujienos

Pragariška naktis Baltarusijoje: tūkstančiai dalyvauja susirėmimuose su pareigūnais pranešama apie pirmąją auką ir sužeistuosius štabui pavyko susisiekti su Tichanovskaja; pildoma (1620)

Pirmadienio vakarą protestai vyksta įvairiuose sostinės rajonuose. Minske protestuotojai renkasi ne...

Gimusiųjų skaičius Lietuvoje per 30 metų nukrito daugiau nei dvigubai: mokslininkų prognozės – liūdnos (328)

Gimstamumo didinimas šiandien daugelyje Europos šalių yra aktuali tema. Lietuva – ne išimtis....

Nausėda: dabar jau esame įvaldę kitas poveikio priemones nei per pirmąją koronaviruso bangą (200)

Prezidentas Gitanas Nausėda mano, kad dėl represijų po rinkimų Europos Sąjungai atėjo laikas...

Incidentas prie Baltųjų rūmų: po pranešimo apie šūvius Trumpui teko evakuotis (2)

JAV prezidentas Donaldas Trumpas privalėjo nutraukti spaudos konferenciją po to, kai prie...

Rojumi žemėje pramintą salą ištiko ekologinė katastrofa: niekada neatsigausime po padarytos žalos (42)

Sunerimę Mauricijaus gyventojai krovė iš maišų su cukranendrių lapais užtvarą, kad...

Įvertino rinkimus Baltarusijoje: Lukašenka turi suprasti realybę – jo laikas baigėsi (144)

Skelbiama, kad sekmadienį Baltarusijoje daugiau nei 30 miestų ir miestelių vyko piliečių...

Poilsiaujant prie ežero sukandžiojo nežinomas gyvis: skausmas buvo toks stiprus, kad paėjau tik šlubuodama (151)

Į redakciją kreipėsi vilnietė, poilsiavusi prie Sienio ežero, netoli Aukštadvario, Trakų...

Karštis traukiasi – į Lietuvą atkeliauja šalto oro masė (2)

Antradienį Lietuvos orus lems virš Skandinavijos stiprėjanti aukšto atmosferos slėgio sritis, į...

Balkonas nuo namo nukrito neatsitiktinai: visi buvo prieš dvi dienas įspėti nebesinaudoti balkonais (180)

Penktadienį pranešta apie incidentą Lazdynuose – nuo vieno iš šio mikrorajono daugiabučių...

Kodėl Japonijoje sutuoktiniai miega atskirai (50)

Japonijoje net ir tose šeimose, kurios gyvena mažesniame name ar bute, sutuoktiniai dažniausiai...

|Maža didelių žinių kaina