aA
To nieprawda, że historia musi dzielić Rosjan i Polaków. Mówią to tylko Ci, którym zależy by do pojednania nigdy nie doszło. Wolą, żebyśmy na zawsze byli wrogami. Wszystkie systemy totalitarne budowały swoje imperia na walce z kimś. Zmieniali się wrogowie, ale nie cele walki z nimi: budowa systemu prowadzącego do władzy absolutnej – totalitaryzmu. Nie ważne czym systemy te były i są podbudowane: chorą ideologią, filozofią utopijną czy religią. Jedno miały i mają wspólne – nie istnieje dla nich jednostka.
Historia, która łączy
© G. Aleknos/Bendrijos „Lemtis“ nuotr.

Czerwiec 1941 r.

Tak naprawdę nikt nie wiedział, co wetknęła mu w dłoń i dlaczego nie pozwalała jej nikomu otworzyć. Wiedziała, że jej trzyletni synek umiera. Wszyscy wiedzieli: dwaj starsi synowie – Karol i Zygmuś, sąsiedzi z przeludnionej wspólnej izby w nędznym baraku. Tuliła go, śpiewała mu i błagała, by jeszcze trochę wytrzymał. Mówiła, że ojciec niedługo wróci z więzienia i że już zaczął się czerwiec. Że w tajdze całkiem już puściły mrozy. Że będą jagody, maliny i grzyby. Że jeszcze trochę i skończy się głód.

Kołysankę śpiewała mu nawet, gdy już nie żył. Ale tak bardzo, bardzo cicho, tak, żeby innych w baraku nie pobudzić. Rano wszyscy musieli iść do pracy w tajdze. Praca to chleb, a chleb to życie. Dziecko umarło więc w ciszy.

Zmarł chyba nad ranem, choć pewności nie miała. Na Północy zaczęły się już białe noce i noc zlewała się z dniem. Ktoś zgłosił śmierć dziecka władzom obozu, ale nikt nie pofatygował się nawet, żeby zobaczyć ciało. Po co? Sami sąsiedzi zawinęli Kazia w koc, zbili skrzynkę i ponieśli na skraj lasu. Nie pamiętała, kto wykopał płytki grób, ani kto zmówił „Wieczne odpoczywanie”. Pamiętała, że stała trzymając dzieci za ręce. Pamiętała, że śpiewano „Anielski Orszak” i że sama też, w myślach, zaśpiewała jedną zwrotkę:

(…) „Niech cię przygarnie Chrystus uwielbiony,
On wezwał ciebie do królestwa światła.
Niech na spotkanie w progach Ojca domu
Po ciebie wyjdzie litościwa Matka”. (…).

Był 3 czerwca 1941 r. Mąż, Jan, wrócił do rodziny dopiero we wrześniu. Gajowy spod Łomży (miasteczka na północnym wschodzie Polski), ale też weteran I Wojny Światowej i bohater Wojny Polsko-Radzieckiej z 1920 r. trafił do więzienia, bo podejrzewano go o pomoc w ucieczce jednego z więźniów osady Soliuga pod Niandomą. Pomógł niejakiemu Wagnerowi. Skazano go za to na 10 lat. Trzy miesiące przed powrotem Jana, 22 czerwca 1941 r. Hitler napadł na Związek Radziecki. Dywersant i wróg stał się nagle sojusznikiem, ale z wyjściem na wolność musiał zaczekać do amnestii Stalina dla polskich więźniów, jeńców i zesłańców z 12 sierpnia 1941 r.

Ukojenia w bólu szukał potem walcząc z Niemcami w Armii generała Władysława Andersa. Został bohaterem walk pod Monte Cassino. Po powrocie do Polski z Wielkiej Brytanii w 1947 r., znów został aresztowany. Za „szpiegostwa na rzecz Anglii”. Tym razem jednak przez polską komunistyczną już bezpiekę. Siedział krótko – KBW (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego) zadowolił się Funtami Szterlingami, jakie przywiózł z Anglii. Nigdy nie otrząsną się z traumy po śmierci synka. Wielki, silny mężczyzna nie mógł znieść upokorzenia z powodu własnej bezsilności. Bo zsyłka na daleką Północ Rosji była dla niego przede wszystkim upokorzeniem. Był naprawdę wielki, silny i odważny. Pewnie gołymi rękoma potrafiłby rozszarpać z pół tuzina NKWD-zistów, lecz mimo to był bezradny. Bezradny wobec okrutnego komunistycznego systemu. Do ukochanej gajówki nigdy już nie wrócił. Póki miał siły do pracy, pracował jako woźny w Technikum Budowlanym w Łomży. Cóż, jego bohaterskie życie było politycznie niesłuszne…. Zmarł 11 listopada – w Święto Niepodległości Polski. Polski, za której wolność walczył w trzech wojnach.

Czerwiec 1983 r.

Czerwiec był w rodzinie miesiącem szczególnym. Od kiedy? – tego nie wiem. Na pewno od śmierci Kazia – 3 czerwca 1941 r. W czerwcu nie tylko wybuchła wojna niemiecko – radziecka (Wielka Wojna Ojczyźniana), która uratowała życie Janowi. W czerwcu urodziło się dwoje dzieci najstarszego dziecka Jana i Feliksy – Janka Karola (Wiesia i Darek). I Fela wiedziała, że powinna umrzeć w czerwcu. Zmarła 30 czerwca 1983 r. Dwa tygodnie przed śmiercią, opowiedziała o medaliku, jaki wetknęła w dłoń swojego umierającego dziecka, o tym, co pamięta z pogrzebu i o miejscu pochówku synka.

- Nie było tam cmentarza, bo nikt nie poświęcił tej strasznej ziemi. Położyliśmy Kazia między innymi dziećmi. Leżą na takiej górce jakieś 100- 200 metrów od naszych baraków. Tak trochę jakby nad torami kolejowymi –opowiadała.- Grobów pewnie już nie ma, bo zabrała je tajga. A i nędzne baraki mogły się już zawalić.

Kiedy chowali Kazia, podszedł nad grób administrator z obozu i kazał się pospieszyć, bo praca czeka. Zagroził, że jak się nie pospieszą, obetnie mężczyznom pół dniówki. To bardzo dużo: dniówka mężczyzny wynosiła 80 dag chleba. Kobiet i dzieci – po 30 dag. A kiedy mężczyzna chleba nie przynosił, dzieci – jak Kazio – umierały.

Administrator okazał się ludzki. Po zasypaniu jamy z ciałem dziecka pozwolił matce i dwójce jej dzieci zacząć pracę. I uciął „tylko” jedną stawkę. Tego dnia zarobili w trójkę 60 dag. czarnego czerstwego chleba.

Czerwiec 2013 r.

Nigdy nie planowałem wyprawy w tamte strony. Nie widziałem w niej sensu, nie widziałem szans powodzenia. Nikt mnie o to nie prosił. Pomysł zrodził się nagle. Podzieliłem się nim z rodziną i przyjaciółmi. Wszyscy zgodnie uznali, że taka eskapada mogłaby być fajnym prezentem na moje 50 urodziny.

Ruszyłem – dzięki za pomoc polskiej Redakcji Internetowej „Głosu Rosji” - na daleką Północ Rosji zwykłym samochodem osobowym. Wyjechałem 30 lat po śmierci mamy Kazia – Feli i równo w dniu rocznicy jego śmierci – 3 czerwca. Początkowo miał ze mną jechać Leon Wagner – krewny „tego Wagnera” z 1941 r., któremu pomógł w ucieczce ojciec trzyletniego Kazia – Jan. Dlaczego on? Bo był tam jako dziecko. Bo znał rodzeństwo i rodziców Kazia. Bo się przyjaźnimy. Bo opowiadając zawsze precyzyjnie oddziela fakty od spekulacji i uczuć. Bo uwielbiam z nim rozmawiać. Niestety, choć Leon czuje się wyśmienicie, kardiolog nie zgodził się na jego wyjazd. 82 letni emerytowany pułkownik Wojska Polskiego pozostał w rodzinnej Łomży. Zaproszenie na wycieczkę przyjął mój sąsiad i przyjaciel – Grześ Ostalski.

Miejsce docelowe – wieś Buraczicha leżąca 20 km od miasteczka Niandoma na Północy Rosji. Znajduje się ona ok. 800 km na północ od Moskwy i ok. 600 km na południe od Archangielska – północnego skraju europejskiej cywilizacji. Od Warszawy to ok. 2 000 km.

Cel wyjazdu – zostawić gdzieś w Buraczisze tablicę upamiętniającą śmierć trzyletniego Kazia.

Czas – wrócić do Polski na 14 czerwca, by przy butelce swojej urodzinowej wódki pomówić z Leonem. Pogadać o tym, co zobaczę i o tym, co on pamięta. Sącząc zaś wódkę zastanowić się, czy okrutna historia może zbliżać narody? Czyli, czy cierpienie może łączyć?

Głos Rosji
|Populiariausi straipsniai ir video
Įvertink šį straipsnį
Norėdami tobulėti, suteikiame jums galimybę įvertinti skaitomą DELFI turinį.
(0 žmonių įvertino)
0

Top naujienos

Balkonas nuo namo nukrito neatsitiktinai: visi buvo prieš dvi dienas įspėti nebesinaudoti balkonais (13)

Penktadienį pranešta apie incidentą Lazdynuose – nuo vieno iš šio mikrorajono daugiabučių...

Naujausi užsikrėtusiųjų maršrutai: viešbučiai, kavinės, restoranai ir viešasis transportas (100)

Nacionalinis visuomenės sveikatos centras paskelbė naujausius maršrutus, kur lankėsi asmenys,...

Prie Lietuvos artinasi šaltasis atmosferos frontas (18)

Po karštų dienų sulauksime atokvėpio. Gaivesnius orus atneš šaltasis atmosferos frontas, teigė...

Arūnas Milašius. Baltarusija – kruvinas ir pratylėtas Lietuvos šansas

Šios savaitės pradžios Lietuvos politinį gyvenimą galime įvardinti dviem žodžiais –...

Neramus signalas: žada neleisti į paplūdimius be asmens apsaugos priemonių (302)

Visuomenės sveikatos specialistams nerimą kelia pakrantes nugulę poilsiautojai. Medikai įspėja,...

Atsakė į svarbų klausimą: ar galima lenkimo manevrą baigti kertant ištisinę liniją? (65)

Lenkimas vis dar išlieka vienu sudėtingiausių manevrų, kuriuos tenka atlikti automobilių ir kitų...

Po skandalingų rinkimų rezultatų Baltarusijoje laukiama masinių protestų: Tichanovskaja juose nedalyvaus Minsko centre telkiamos pajėgos (23)

Opozicijos kandidatė į Baltarusijos prezidentus Svetlana Tichanovskaja nedalyvaus gatvės...

Vienos stambiausių Baltarusijos įmonių darbuotojai nutraukė darbą, pasiųsti OMON pareigūnai (236)

Baltarusijos metalurgijos gamykloje keletas cechų nutraukė darbą. Tyt.by teigimu, prie gamyklos...

Raudona vėliava – ne kliūtis: paplūdimiai pilni, užterštame vandenyje besimaudančiųjų netrūksta (11)

„Šiandien maudytis jau galima, vėjas teršalus nupūtė į kitą pusę“, - paaiškino narsus...

Žvirblienė: staigus viruso plitimas šalyje kelia du labai svarbius klausimus (24)

Vilniaus universiteto Gyvybės mokslų centro (VU GMC) profesorė, Lietuvos imunologų draugijos...

|Maža didelių žinių kaina