Wilniuk, który zabił Trockiego

 (5)
Wcześnie rano 24 maja 1940 r. grupa zwerbowanych przez znakomitego meksykańskiego malarza i jednocześnie zaciekłego stalinistę Davida Alvaro Siqueirosa spiskowców, przebranych w mundury policyjne, podjechała pod bramę willi w Coyoacán (Meksyk), w której mieszkał Lew Trocki - niegdyś jeden z liderów bolszewickiej rewolucji, twórca Armii czerwonej, a obecnie uchodźca polityczny i lider antystalinowskiej opozycji.

Trocki spodziewał się zamachu i mieszkał w podmiejskiej rezydencji jak w twierdzy, pełnej uzbrojonej po zęby obstawy. Jednak gdy Bob Harte, który akurat tego ranka stał przy bramie, usłyszał znajomy głos otworzył bez namysłu bramę. To przecież Józek! Chwilę później morderczy ogień z karabinów maszynowych spadł na okna i drzwi sypialni Trockiego i jego rodziny. Zaatakowani schowali się pod łóżkiem, zakrywając rękoma głowy. Tuż nad nimi świstały kule. Stalowe okiennice odbiły część z kilkuset pocisków, lecz mimo to w ścianach znaleziono następnie 76 kul, a w pobliżu domu jeden niewypał bomby. Zamachowcy pewni, iż po takiej szaleńczej kanonadzie nikt nie ma prawa przeżyć nawet nie sprawdzili efektów „roboty” i im szybciej się wynieśli z posiadłości. Trocki przeżył. Co prawda niedługo. Trzy miesiące później Ramon Mercader, jeden z jego współpracowników i jednocześnie agent NKWD, uderzył go z zaskoczenia czekanem w tył głowy i tego uderzenia Trocki już nie przeżył. Wracając jednak do wydarzeń z 24 maja 1940 roku — zamachowcy uciekając z Coyoacánu porwali ze sobą Boba Harte'a, ponieważ mógł wydać prawdziwego organizatora zamachu, którym był nie David Alvaro Siqueiros, jak powszechnie się uważa, tylko Karaim z Wilna i jednocześnie jeden z najwybitniejszych sowieckich szpiegów — Józef „Józek” Grygulewicz. Trup Harte’a znaleziono następnego dnia na obrzeżach meksykańskiej stolicy.

Sowiecki James Bond

Cyngiel Stalina, akademik nielegalnych nauk, sowiecki James Bond, Lawrence z Sowdepii, bezlitosny polityczny zabójca i ceniony naukowiec Józef Grygulewicz urodził się w Wilnie 5 maja 1913 r. Jego rodzice byli Karaimami. Ojciec, Romuald Grygulewicz (ur. 1865), drobny urzędnik, następnie farmaceuta, pochodził z Poniewieża, natomiast matka Nadieżda z Ławreckich (ur. 1886) z Trok. Uciekając przed nacierającymi wojskami niemieckimi rodzina Grygulewiczów wyjechała w głąb Rosji. Po wojnie Grygulewiczowie osiedlili się w litewskim Poniewieżu, a w 1922 roku Józef podjął naukę w tamtejszym gimnazjum. Sytuacja materialna rodziny była jednak bardzo trudna i w 1924 roku ojciec zdecydował się na emigrację zarobkową do Argentyny. Z czasem utworzył w miasteczku La Clarita (niedaleko od Buenos Aires) niewielką aptekę. Nadieżda wraz z Józefem przenieśli się tymczasem na krótko do polskich Trok, a następnie w 1929 r. do Wilna, na ulicę Kasztanową, gdzie mieszkała jej siostra. W Wilnie Józef kontynuował edukację w Gimnazjum im. Księcia Witolda z litewskim językiem nauczania. Jonas Karosas, litewski pisarz, który był szkolnym kolegą Grygulewicza, tak go opisuje: „Na początku roku szkolnego, w siódmej klasie zjawił się nowy uczeń przeniesiony z poniewieskiego gimnazjum. Szczupły, brunet, o kędzierzawych włosach, ciemnych oczach, niedźwiedziowatych ruchach, ale interesujący. Powierzchowność miał semicką i cała klasa sądziła, że jest Żydem, tylko nazwisko – Józef Grygulewicz – budziło wątpliwości. „Ty pewnie nie chodzisz do kościoła?” – spytał go wreszcie jeden z kolegów. „Nie, nie chodzę – chyba, że są w nim jakieś wartościowe dzieła sztuki.” „A do synagogi?” „A co za różnica, kościół czy synagoga? Tu i tam modlą się do tego samego Boga” – ironicznie uśmiechnął się szerokimi wargami. „Jesteś ateistą?” „Karaimem – spokojnie odpowiedział Grygulewicz z tym samym uśmiechem. Dowiedzieliśmy się, że ojciec jego jest Karaimem z Poniewieża, matka zaś, też Karaimka, pochodzi z Trok. Grygulewicz mówił swobodnie po karaimsku, litewsku, polsku i po rosyjsku. Jedyny poliglota w naszej klasie. Żaden z nas więcej niż trzema językami dobrze nie władał. Ponieważ Grygulewicz był oczytany i sporo wiedział o Bliskim Wschodzie, klasa przezwała go „Amanullachem”. Grygulewicz już wówczas miał poglądy lewicowe (być może oddziedziczone po ojcu, który w 1917 roku był członkiem bolszewickiej Czerwonej Gwardii) i w 1930 r. wstąpił do nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. W grudniu 1931 r. jego grupa została aresztowana. Osiemnastoletni Grygulewicz otrzymał 13 maja 1933 roku jeden z najwyższych wyroków spośród skazanych – 2 lata więzienia, jednak w poczet kary wliczono mu okres aresztowania, więc w więzieniu na Łukiszkach zabawił zaledwie kilka miesięcy. Zwolniony w sierpniu 1933 r. otrzymał prokuratorski nakaz opuszczenia Polski i przy pomocy sowieckiego ambasadora w Warszawie Władimira Antonowa-Owsejenko wyjechał do Francji.

Wojna w Hiszpanii

Studiował krótko na paryskiej Sorbonie, pracował w kolegium redakcyjnym jednej z gazetek komunistycznych ukazujących się we Francji po polsku, w między czasie nauczył się języków francuskiego i angielskiego, a w sierpniu 1934 roku — z rekomendacji Zygmunta Modzelewskiego (późniejszego ministrem spraw zagranicznych PRL) oraz Edwarda Gierka wyjechał do Argentyny. „Na pokładzie w pewnej odległości od pasażerów trzymał się mocno za poręcze młody człowiek lat dwudziestu, wysmukły, o śniadej twarzy, z ciemną falistą czupryną i żywym spojrzeniem. Z uwagą wpatrywał się w witający statek tłum. W końcu ledwie uchwytny uśmiech przemknął po jego ustach – Józef rozpoznał ojca (jakże się on zestarzał po prawie dziesięcioletniej rozłące!)…” — tak opisał spotkanie Józka z ojcem w Buenos Aires rosyjski pisarz i apologeta Grygulewicza Nił Nikandrow. W Argentynie Grygulewicz pracował w aptece ojca, pisywał do „Socorro Rojo", szlifował swój hiszpański i czekał na szansę.

W tym czasie w Hiszpanii trwała wojna domowa, w której ogniu Stalin próbowal upiec własne kasztany. Przede wszystkim przetestować najnowszą sowiecką broń, przeszkolić oficerów oraz nie dopuścić do władzy nienawidzących stalinizmu anarchistów z Barcelony oraz trockistów z POUM (nawet kosztem upadku republiki). W 1936 roku Grygulewicz przybywa do Madrytu. Według jednej z wersji uciekł z Argentyny ponieważ na skutek donosu groził mu areszt, a w Hiszpanii dostał pracę tłumacza w ambasadzie Związku Sowieckiego. Zwerbować go miał dopiero w marcu 1937 roku mało znany rezydent NKWD Paweł Fridgut, który potem zginął w Afganistanie. Według innej wersji NKWD zwerbowało Grygulewicza jeszcze we Francji, podczas studiów na Sorbonie. Tak czy inaczej dwudziestokilkuletni wileński Karaim robi w szybkim czasie fantastyczną karierę — walczy w składzie Piątego pułku Enrique Listera (a propos w hiszpańskiej wojnie domowej walczyło po stronie Republiki około setki lewicowców z Litwy, nie tylko komunistów (Edvardas Slavinas, Adolfas Pivoriūnas, Aleksas Jasutis-Julmis czy Stanislovas Vaupšasovas-Vaupšas), ale i anarchistów (Andrius Bulota - autor nieudanego zamachu na litewskiego premiera Augustynasa Voldemarasa w maju 1929 roku), dowodzi kompanią internacjonalistów, zostaje zastępcą szefa sztabu armii na froncie madryckim. Ale w rzeczywistości ma o wiele poważniejsze zadanie: pracując pod pseudonimami „Maks” i „Felipe”, pod dowództwem szefa rezydentury NKWD w Hiszpanii generała Aleksandra Orłowa, tworzy lotne komando killerów dokonujące zabójstw wrogów politycznych Stalina (m.in. brał udział w porwaniu i zamordowaniu przywódcy POUM Andresa Nina, aresztowaniach anarchistów w Barcelonie i egzekucji trockistów pod Alcalá de Henares).

Apogeum terroru

Wojna domowa w Hiszpanii się kończy, Grygulewicz trafia na krótko do Moskwy. Widzi apogeum stalinowskiego terroru, każdego dnia na Łubiance znikają jego towarzysze z Hiszpanii, jego szef general Orłow ucieka na Zachód. Grygulewicz przerażony czeka aż i w jego drzwi zapukają czekiści, ale facet umiejący jednocześnie podawać się za Latynosa, Francuza, Polaka, Rosjanina jest zbyt cennym nabytkiem dla sowieckiej bezpieki. Już na początku 1940 roku wyjeżdża do Meksyku, aby zorganizować zamach na Trockiego. W tym celu werbuje swojego kumpla z czasów hiszpańskiej wojny domowej Siqueirosa i tworzy komando killerów. Pierwszy zamach, jak wiadomo, się nie powiódł, jednak do dwóch razy sztuka – Grygulewicz i szef operacji „Kaczka” Naum Eitingon nie składają broni. Trocki ginie w drugim zamachu, Grygulewicz i jeszcze pięciu zamachowców dostają ordery Czerwonej Gwiazdy, a NKWD zamiatając ślady wysyła swojego zaufanego agenta ponownie do Argentyny. Jako „Artur" pracował w tym kraju dla ZSRS do 1944 r. Stworzył grupę dywersyjną (tzw. D-Grupa), która m.in. założyła ładunki wybuchowe na ponad 150 statkach płynących do Niemiec. Grygulewicz był podobno też oficerem prowadzącym późniejszego noblisty Pabla Nerudy, a w między czasie ożenił się z meksykańską nauczycielką i komunistką Laurą Arayo Aguar (poznali się w Meksyku podczas przygotowań zamachu na Trockiego; Aguar była członkinią grupy Siqueirosa). Gdy argentyńska bezpieka wpadła na ślad D-Grupy — ucieka do Urugwaju, a stamtąd do USA.

Po wojnie znowu pojawił się jako „nielegał" w Meksyku. Tam związał się z opozycją kostarykańską. Był przez nią tak ceniony, że poproszono go o stworzenie programu politycznego. W 1949 r. zostaje przez sowiecką „razwiedkę” wysłany jako Teodoro B. Castro, z paszportem wystawionym na syna z nieprawego łoża pewnego bogatego Kostarykańczyka, do Włoch. Przebywa głównie w Rzymie, trudni się importem kawy (ten biznes przynosił mu tak olbrzymie dochody, że był w stanie z własnej kieszeni finansować nie tylko własne i rodziny utrzymanie, ale i stworzoną przez siebie siatkę agentów) i nawiązuje wiele kontaktów zawodowych i towarzyskich. Był m.in. przyjacielem bratanka Piusa XII, księcia Giulio Pacellego. Niezmiennie dobroduszny, pełny radości życia, dowcipny, ironiczny (przede wszystkim w stosunku do siebie), umial zjednywać ludzi i jednocześnie nie rzucać się w oczy. W 1951 roku po objęciu przez kostarykańską opozycję władzy zaproponowano mu pracę w dyplomacji tego kraju. Pewnie spory wpływ na tę decyzję miał fakt, że bogaty biznesmen Castro-Grygulewicz „wspaniałomyślnie” zrezygnował z ambasadorskiej wypłaty. Został ambasadorem przy Stolicy Apostolskiej i we Włoszech, akredytowanym następnie także przy rządzie jugosłowiańskim. A papież Piusa XII nawet odznaczył go orderem Krzyża Maltańskiego, który Grygulewicz podobno niezwykle cenił i szczycił się nim.

Zamach na Tito

Był członkiem kostarykańskiej delegacji na VI sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Podczas tej sesji doszło do zabawnego incydentu. Szef sowieckiej delegacji, minister spraw zagranicznych, jeden ze stalinowskich oprawców Andrej Wyszynskij obruszył się w jednym z przemówień na kraje Ameryki Łacińskiej, w szczególności Kostarykę, za (wiadomo) „wspieranie amerykańskiego imperializmu”. Te wypady nie mogły pozostać bez odpowiedzi, więc minister spraw zagranicznych Kostaryki zlecił… Grygulewiczowi napisanie odpowiedzi. Przemówienie Castro-Grygulewicza okazało się tak odważne, antysowieckie i pełne sarkazmu, że kilkakrotnie było przerywane śmiechem oraz oklaskami. Teraz już wszystkie drzwi w Rzymie stały przed nim otworem, w tym drzwi ambasady USA, premier Włoch Alcide De Gasperiego podarował mu nawet aparat fotograficzny z wygrawerowanym napisem „w znak naszej przyjaźni”, a sowiecki ambasador (niezorientowany w tajnej misji głęboko zakonspirowanego Grygulewicza) Michaił Kostylew w donosach do Moskwy pisał o Castro jako „o reakcjoniście i zacietrzewionym wrogu ZSRS”…. Jednocześnie Grygulewicz w tym czasie otrzymał tajnie obywatelstwo sowieckie i równie tajne członkostwo Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, a na początku 1953 r. wydano mu rozkaz zorganizowania zabójstwa jugosłowiańskiego dyktatora Josipa Broza-Tity. W celu wykonania zamachu Grygulewicz miał poprosić Tito, z którym spotykał się uprzednio wielokrotnie ze względu na pełnioną funkcję dyplomatyczną, o audiencję i podczas niej rozpylić w pomieszczeniu zarazki dżumy płucnej. Stalin plan zatwierdził, jednak 5 marca 1953 roku Wódz Narodów nareszcie zmarł, a nowy szef ZSRS Lawrentij Beria ogłosił kurs na normalizację stosunków z bratnią Jugosławią.

Grygulewicz zostaje odwołany do Moskwy i przeniesiony do „rezerwy MGB”. Gdyby nie spisek Chruszczowa-Malenkowa, który odsunął Berię od władzy, zapewne skończyłby w taki sam sposób jak wielu innych „nielegałów” wezwanych w tym czasie do Moskwy – sfabrykowanym oskarżeniem i śmiercią. Grygulewicz został wykładowcą w moskiewskiej Wyższej szkole Partyjnej i wkrótce dal się poznać jako odnoszący sukcesy naukowiec i pisarz. W międzyczasie zniknięcie z Rzymu, bez jakiegokolwiek śladu, kostarykańskiego ambasadora — wraz żoną i córką Nadieżdą — zostało przypisane… mafii.

W ZSRS został uznanym naukowcem, specjalizującym się w Ameryce Łacińskiej i Kościele Katolickim. Napisał 58 książek, z których sporą część (aby nie drażnić zazdrosnych kolegów) została opublikowana pod pseudonimem Josif Ławreckij (panieńskie nazwisko matki). Pamiętam, że jego książki były de facto jedynymi z których można było się czegoś dowiedzieć o krucjatach, inkwizycji czy teologii wyzwolenia. Podlane obfitym marksistowskim sosem, ale też napisane żywo i z pasją. Pełnił mnóstwo różnych funkcji w sowieckich instytutach naukowych i politycznych, był członkiem korespondencyjnym Akademii Nauk ZSRS, wicedyrektorem Instytutu Etnologii (mimo iż z etnologią nie miał nic wspólnego), wiceprezesem Towarzystwa Przyjaźni Sowiecko-Kubińskiej itp. Do końca życia pozostał komunistą, ale był znany z „wolnomyślicielstwa”, zdarzało mu się ostro krytykować kolegów-historyków, którzy zbyt dogmatycznie traktowali marksizm. Jedynie jak diabeł święconej wody unikał fotografowania się. Gdy pewnego razu jedna z koleżanek podczas wykladu na jakiejś konferencji naszkicowała jego portret, wkurzył się, nakrzyczal na nią, a rysunek odebral. Po upadku ZSRS szkic odnaleziono w archiwach KGB.

Wilno i Troki

Często bywał w Wilnie i Trokach, spotykał się z kolegami z gimnazjów w Poniewieżu i w Wilnie (m.in. trockim adwokatem Michałem Tynfowiczem), współtowarzyszami z podziemia, współwięźniami z Łukiszek. Zaprzyjaźnił się z innym wybitnym Karaimem Serają Szapszałem, turkologiem-orientalistą, pracownikiem Instytutu Historii i Prawa Litewskiej Akademii Nauk. Już od pierwszej rozmowy zrodziła się między nimi wzajemna sympatia, być może dlatego, że los Szapszała był równie zawiły i skomplikowany niż los Grygulewicza. Odszukał mogiłę matki (zmarła w 1933 roku) na cmentarzu karaimskim na Lipówce, postawił pomnik, a potem przy każdej sposobności odwiedzał grób. Zmarł 2 czerwca 1988 r. w Moskwie.

Wpis powstał na podstawie: Г. Чернявский, Иосиф Григулевич: ученый и убийца, www.vestnik.com; Ю.Папоров, Академик нелегальных наук, Petersburg 2004; E.Bezekowicz, O Grygulewiczu inaczej, www.awazymyz.karaimi.org; D. Smyrgała, A. J. Wrega, Cyngiel Stalina, „Wprost” 4/2009; bogdanclub.info; pl.wikipedia.org; ru.wikipedia.org; en.wikipedia.org.

Pierwotnie artykuø pojawił sié tu.

Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas

Kultura

Poezja dobra jak chleb. Święto Matki Boskiej Szkaplerznej w Taboryszkach (1)

W niedzielę 17 lipca br. we wsi Taboryszki nad rzeką Mareczanką na Wileńszczyźnie obchodzono święto Matki Boskiej Szkaplerznej.

Polska mówi "Labas, Lietuva" (12)

Aktorka oraz prezenterka telewizyjna Beata Tiškevič od swoich fanów w serwisach socjalnych otrzymała zadanie. Miała poprosić 40 Polaków, aby przywitali się po litewsku.

700 - lecie Starych Trok (1)

17 lipca 2016 roku ma rodzinna miejscowość obchodziła chlubny jubileusz - 700 lat istnienia. Skromna to data w historii ludzkości, ale znaczna dla Litwy, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczpospolitej Obojga Narodów i - mam nadzieję - współczesnej Litwy.

Wydarzenia Centralne na Światowych Dniach Młodzieży

Wszyscy mogą przybyć na wydarzenia ŚDM, zarówno ci którzy się zgłosili i wykupili pakiet jak i ci, którzy zdecydują się dołączyć w ostatniej chwili – podkreśla kard. Stanisław Dziwisz.

Spotkanie z filmowcem Waldemarem Czechowskim

W poniedziałek, 25 lipca, o godzinie 18.00 w Instytucie odbędzie się specjalne spotkanie w ramach Letniego Klubu Filmu Polskiego, który w tym roku poświęcony jest dorobkowi PWSFTviT w Łodzi/ Łódzkiej Szkole Filmowej.
Facebook pl.DELFI.lt