Tom i Lewicki: Kresowiacy mają inną osobowość niż Polacy

 (11)
Kresowiacy zadziwili mnie swoją osobowością, troszeczkę inną niż takiego Polaka, który się urodził w Polsce i zawsze miał ojczyznę i z tego powodu często jej nie docenia. Natomiast u tych, którzy stracili ojczyznę, pozostały takie wartości, z którym na co dzień się rozmijamy, w wywiadzie dla PL DELFI powiedziała polska poetka Urszula Tom. Bez historii nie ma przyszłości, więc piszę o polskich Kresach, dodał poeta z Wileńszczyzny Aleksander Lewicki.
Aleksander Lewicki i Urszula Tom
© DELFI / Tomas Vinickas

Pochodzicie z różnych środowisk i krajów?

Urszula Tom: Urodziłam się w Siedlcach i nadal tam mieszkam. Całe życie zawodowe przepracowałam na uczelni siedleckiej, obecnie to jest Uniwersytet Przyrodniczo – Humanistyczny. Moim hobby jest poezja, wydałam 11 tomików, piszę również prozę.

Aleksander Lewicki: Urodziłem na terytorium obecnej Białorusi. Ukończyłem szkołę z białoruskim – rosyjskim językiem nauczania. Na stałe do Wilna przyjechałem w 1976 roku. Uważam, że w skali państwowej nie zmieniłem kraju zamieszkania, bo do 1939 roku te ziemie były nazywane województwem wileńskim i tak dla mnie to pozostanie.

W jaki sposób „odkryła” Pani Wilno?

U.T.: W Kielcach na konferencji zostałam zakwaterowana z poetką z Wilna Ireną Duchowską. Przypadłyśmy sobie do gustu i po jakimś czasie zostałam zaproszona przez nią do Wilna na Dni Kultury Polskiej.

Aleksandra poznawałam w ciekawy sposób. Mój mąż udał się z pielgrzymką do Wilna i nocował u Aleksandra, a że miał moje tomiki, to zostawił jeden dla niego. Aleksander natomiast przekazał swój numer telefonu i adres. Będąc po raz drugi w Wilnie skorzystałam z tego numeru i tak rozpoczęliśmy współpracę.

Od czego zaczęła się przygoda z poezją?

U.T.: Pierwszy swój wiersz napisałam na szkolną akademię ku czci nauczycielom i od tamtej pory po cichu „popisywałam”. Publikować się zaczęłam w dorosłym wieku. Pewien z profesorów nie chcący przeczytał moje wiersze i mocno się dopominał kto to napisał i właśnie on mnie popchnął do pierwszej publikacji, a potem poszło lawinowo.

A.L.: W tak zwanym okresie białoruskim nie miałem możliwości pisania po polsku, więc zacząłem pisać po rosyjsku. W szkole miałem długie włosy i byłem podobny do Gogola. Spisywałem przygody miłosne kolegów i koleżanek. Na egzaminie z języka białoruskiego pozwolono mi nawet pisać wierszem. W 17 lat przyjechałem do Wilna, gdzie mogłem pogłębić swoje znajomości języka polskiego, jednak nadal większe zapotrzebowanie było na język rosyjski. Przełom nastąpił w 1995 roku, kiedy spotkałem się z pielgrzymami niosącymi Krzyż ks. Popiełuszki, wtedy uświadomiłem, że jestem Polakiem i zacząłem pisać po polsku. Drugim przełomowym momentem był rok 2001. W prasie znalazłem ogłoszenie konkursowe. Wydawnictwo w USA na Florydzie zapraszało do uczestnictwa w Międzynarodowym Konkursie Poetów Emigrantów. Wysłałem kilka swoich prac. Nie rozliczałem na wygraną, po prostu chciałem pokazać, że na Wileńszczyźnie też są polscy poeci. Wysłałem i zapomniałem o tym. Były to ciężkie czasy dla mnie. Opiekowałem się chorą mamą i już wydawało, że nie wytrzymam fizycznie i psychicznie, kiedy listonosz dostarczył kopertę, a w niej dyplom uznania i informacja o włączeniu mych wierszy do Antologii Poetów Emigrantów. Ten fakt uznania dodał mi sił, udało mi się przetrwać ciężkie czasy. O dyplomie dowiedziano się w Warszawie w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, która początkowo zaprosiła mnie na inaugurację roku akademickiego, a później pomogła w wydaniu pierwszego tomika moich wierszy.

O czym Państwo piszą?

A.L.: W języku polskim dominuje u mnie temat „Bóg, Honor, Ojczyzna”, tematy patriotyczne. Piszę o polskich Kresach, co się może oczywiście nie podobać dla obecnej władzy. Staram się donieść do czytelnika, szczególnie młodzieży historię narodu polskiego właśnie na Kresach, bo bez historii nie ma przyszłości. W języku rosyjskim piszę o miłości. Wierzę, że jeszcze istnieje prawdziwa, szczera miłość w tym materialnym świecie, w świecie kłamstwa i oszczerstwa. Miłość istnieje, tylko ją trzeba znaleźć.

U.T.: Krytycy mówią, że piszę w stylu archaicznym , wzniosłym. Nie wszystkim to się podoba, ale nie wszystkim i musi się podobać. W ubiegłym roku byłam mile zdziwiona, że moja twórczość została bardzo serdecznie przyjęta w Wilnie. Gościna i występy w Wilnie nieco zmieniły moją twórczość poetycką. Stałam się bardziej otwarta na kraje Wschodu. Zadziwili mnie tutejsi ludzie, zadziwili mnie swoją osobowością, troszeczkę inną niż takiego Polaka, który się urodził w Polsce i zawsze miał ojczyznę i z tego powodu często jej nie docenia. Natomiast u tych, którzy stracili ojczyznę, którzy muszą walczyć o polskość, pozostały takie wartości, z którym na co dzień się rozmijamy. Przyjeżdżając tutaj, jakbym się cofnęła w czasie, co mi szalenie odpowiada, odpowiada mojej osobowości. Żałuję, że tak późno poznałam Wilno, ale mam nadzieję, że zdążę coś stworzyć o Wilnie, o tym kraju. Właśnie skończyłam prozę „Gdzie ptak po polsku śpiewa”, w której opisuję ludzi, którzy stracili ojczyznę, którzy ciągle tęsknią do niej.

Jakie są państwa największe osiągnięcia? Który utwór, którą pracę postawiliby Państwo na piedestale swojej twórczości?

U.T.: Moje rodzinne miasto Siedlce nie miało legendy, a jest to miasto wyjątkowe. Miasto, które w XVIII wieku należało do słynnego rodu Czartoryskich, do księżnej Aleksandry Ogińskiej. Są po niej zabytki, jest piękny pałac, ale nie było legendy związanej z panią miasta, z pałacem. Jestem autorką pierwszej legendy „Ćma z książęcego rodu”. Do legendy wplątałam ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego, bo był kuzynem Aleksandry Ogińskiej, więc legenda jest częściowo oparta na autentycznych wydarzeniach. Przestudiowałam historię XVIII wieku i znalazłam punkty zaczepienia, do których można dodać iskiereczkę legendy i wywołać ducha historii.

A.L.: Z namacalnych osiągnięć jest to dyplom uznania wydawnictwa amerykańskiego oraz wydane dwa tomiki wierszy.

U.T.: Aleksander ma bardzo dużo tekstów rosyjskich, tylko nigdy ich nie wydał. Język rosyjski jest bardzo wdzięczny dla poezji, a Aleksander ma ponad 200 wierszy, więc staram się go przycisnąć, aby wreszcie je wydał.

Jaki macie plany na przyszłość?

U.T.: Planuję wydać prozę „Gdzie ptak po polsku śpiewa”. Następnie wspólnie wybraliśmy moje wiersze i kilka fragmentów prozy, które Aleksander przetłumaczył na język rosyjski i białoruski. Zaczęłam najnowszy tomik „Tango o zmierzchu”, gdzie znajdzie się i miłość, i przyroda, i wszystko co życie podsunie, a życie jest piękne.

A.L.: Proszę o błogosławieństwo Boga na ten tomik rosyjski i mam nadzieję, że nasza twórczość pomoże chociażby jednemu człowiekowi w naprawieniu życia, znalezieniu miłości albo uwierzeniu w Boga.

Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 

Kultura

Poezja dobra jak chleb. Święto Matki Boskiej Szkaplerznej w Taboryszkach (1)

W niedzielę 17 lipca br. we wsi Taboryszki nad rzeką Mareczanką na Wileńszczyźnie obchodzono święto Matki Boskiej Szkaplerznej.

Polska mówi "Labas, Lietuva" (12)

Aktorka oraz prezenterka telewizyjna Beata Tiškevič od swoich fanów w serwisach socjalnych otrzymała zadanie. Miała poprosić 40 Polaków, aby przywitali się po litewsku.

700 - lecie Starych Trok (1)

17 lipca 2016 roku ma rodzinna miejscowość obchodziła chlubny jubileusz - 700 lat istnienia. Skromna to data w historii ludzkości, ale znaczna dla Litwy, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczpospolitej Obojga Narodów i - mam nadzieję - współczesnej Litwy.

Wydarzenia Centralne na Światowych Dniach Młodzieży

Wszyscy mogą przybyć na wydarzenia ŚDM, zarówno ci którzy się zgłosili i wykupili pakiet jak i ci, którzy zdecydują się dołączyć w ostatniej chwili – podkreśla kard. Stanisław Dziwisz.

Spotkanie z filmowcem Waldemarem Czechowskim

W poniedziałek, 25 lipca, o godzinie 18.00 w Instytucie odbędzie się specjalne spotkanie w ramach Letniego Klubu Filmu Polskiego, który w tym roku poświęcony jest dorobkowi PWSFTviT w Łodzi/ Łódzkiej Szkole Filmowej.
Facebook pl.DELFI.lt