Rożanowski: Mickiewicz zamieszczałby dziś wiersze na Facebooku i pisał po wileńskuNowe zdjęcia z akcji "...bo z nami jest wesoło"

 (79)
Jeśli w Internecie można zamieszczać, gołe baby, to dlaczego nie można tam zamieścić wierszy? - mówi w rozmowie z PL DELFI poeta Jan Rożanowski, którego debiutancki tomik został zaprezentowany w sobotę (15 grudnia) podczas Świątecznej Akcji Charytatywnej „… bo z nami jest wesoło”.
Akcja Charytatywna PzW
Akcja Charytatywna PzW
© Organizatorių archyvo nuotr.

W sobotę podczas akcji charytatywnej, zorganizowanej przez „Pulaków z Wilni”, miałeś okazję do zaprezentowania swojej twórczości „żywej” publiczności. Jakie są Twoje wrażenia po pierwszym publicznym występie?

To chyba trzeba zapytać u publiczności. Wrażenia są różne. To był mój pierwszy publiczny występ. Zwłaszcza w takim miejscu, w pubie, a poza tym grał ten zespół rockowy. Było wesoło. Sądzę, że było super! Być może za jakiś czas, kiedy pojawią się nowe pomysły i teksty, uda się coś takiego jeszcze raz zorganizować. Sądzę, że jest w tym sens.

Czyli możemy liczyć na drugi tomik poezji Jana?

To zależy. Wszystko będzie zależało, jak sprzeda się ten tomik. Jak go ocenią ludzie. Bo, gdy ludzie czytają w Internecie, to przeczytają i zapominają, a gdy jest wydane, to odbiera się to całkiem inaczej. Mam jednak nadzieję, że na pierwszym tomiku się nie skończy.

A jak się pojawił pomysł zamieszczania swoich wierszy w Internecie?

A dlaczego nie? Jeśli w Internecie można zamieszczać, przepraszam za niezbyt fortunną analogię, gołe baby, to dlaczego nie można tam zamieścić wierszy? To jest normalna sprawa. Tym bardziej, że są to wiersze w gwarze wileńskiej. A u nas nie ma tradycji wierszowania w gwarze, zwłaszcza w czasach powojennych, bo przed wojną coś tam było. To może być pewnego rodzaju kontynuacja tych przedwojennych tradycji. Za moim przykładem być może ktoś jeszcze będzie coś podobnego tworzył. Mówiąc szczerze już znam kilka osób, które zaczęły pisać jakieś teksty w gwarze wileńskiej. Zaczęły już je wrzucać do Internetu.

Niektórzy zarzucają Ci, że zniekształcasz język polski. Co o tym sądzisz?

Niech oni po pierwsze przeczytają te wiersze. To jest normalne, że pojawia się w nich czasami jakiś rusycyzm czy lituanizm. Jeśli porównamy przedwojenny wileński polski i polski warszawski, to się okaże że to dwa różnie języki polskie. Mi się wydaje czasami, że chyba warszawiacy nawet od tamtego czasu bardziej zepsuli swój język, niż my. My nabraliśmy rusycyzmów, a oni nabrali słów angielskich czy jeszcze jakichś. Język cały czas się zmienia, język jest czymś żywym. Niestety ten język nie jest językiem pisanym, nie publikuje się żadnych tekstów w gwarze. Sądzę, że gdyby „Kurier Wileński” był drukowany w języku gwarowym, to byłby bardziej czytany, niż obecnie. Bo jak mówi mój sąsiad-traktorzysta: „Ja w tej gazecie nic nie rozumiem”. On chyba i w tomiku nie wszystko zrozumie, a to jak pisze „Kurier” - tym bardziej. Musimy zdać sobie sprawę, że polska inteligencja kresowa w dużym stopniu, to dotyczy również młodej generacji, pozostaje poza granicami Polski. Więc chcemy tego czy nie chcemy, używamy tego gwarowego języka. Rozmawiamy w nim z kolegami i sąsiadami. To jest po prostu nasza rzeczywistość.

Mówisz bardzo dobrze po polsku, ale piszesz po wileńsku. A jakim językiem posługujesz się na co dzień? W jakim języku myślisz?

Opowiem taki kawał, który już wielu osobom opowiadałem. To nawet nie kawał, a sytuacja z życia wzięta. Kiedyś napisałem wiersz dla dziewczyny w klasycznym, literackim języku polskim. Ona przeczytała go i powiedziała, że jest to bardzo dobry wiersz, ale nieprawdziwy. Jest sztuczny. Gwara wileńska zawsze różniła się od języka literackiego. Nawet ci, którzy przybyli tu do nas kiedyś z Mazowsza po stu czy dwustu latach zaczęli mówić po wileńsku. Już wtedy były rusycyzmy. Oni, oczywiście, nie mówili wówczas „mabiłka”, bo wtedy nie było jeszcze telefonów komórkowych, ale gdyby były to na pewno tak nazywaliby je. Osobiście staram się nie zaśmiecać swoich wierszy rusycyzmami, używam ich tylko tyle, aby ludzie mnie rozumieli. Bo jeśli będę pisał „czysto” po polsku, to tego nikt nie będzie czytał. Ludzie bowiem wolą takie teksty, takie słowa, których na co dzień używają i które są w obiegu codziennym. Sądzę, że w pewnym sensie używanie gwary jest też oporem wobec lituanizacji. „Pulaków z Wilni” oskarża się, że zniekształcają język polski, ale mimo wszystko jest to język polski. Bo jeśli ludzie nie będą czytali „Pulaków z Wilni”, to będą szukali rozrywki na litewskich czy rosyjskich blogach. Będą się stawali częścią litewskiej lub rosyjskiej kultury, tożsamości. Myślę, że gdyby pojawiła się taka „pulacka” telewizja, to bardzo wiele osób ją oglądałoby. Niestety dziś większość z nich, z braku takiej alternatywy, ogląda rosyjską telewizję.

Czy w XXI w. kobietę nadal można zauroczyć wierszem? Bo jeśli dobrze zrozumiałem zacząłeś pisać wierszy, aby przypodobać się dziewczynom?

Chyba jak każdy z nas. Sądzę, że ty również to robiłeś. Poznałem w Internecie kilka osób, które również piszą wiersze. Tylko one lękają się je upublicznić. Dałem więc im pewien przykład. Być może doda im to odwagi. Natomiast czy można zauroczyć lub zaimponować dziewczynie wierszem, to chyba jednak zależy od samej kobiety czy dziewczyny.

Kiedy zacząłeś pisać wiersze?

Będąc urodzonym na Litwie i od samego dzieciństwa czytając Mickiewicza, naturalną koleją rzeczy zaciekawiłem się poezja, a następnie postanowiłem spróbować w niej swoich sił. Sądzę gdzieś tak zacząłem coś tam pisać już w klasie czwartej lub piątej szkoły średniej. Coś tam rymowałem i próbowałem naśladować innych poetów. Dziś już nie chcę nikogo naśladować i staram się nikogo nie naśladować. Zresztą tak naprawdę nie zaliczam siebie do poetów. Wolę nazywać siebie artystą. Bo artysta to taki człowiek bardziej wolny, który nie ogranicza się do jednej działalności. Artysta dzisiaj może napisać poezję, jutro prozę, może coś jeszcze sobie wymyśleć. Każdy chyba próbuje pisać wiersze. U mnie to odbiło się takim echem po długiej kilkuletniej przerwie. Kiedyś drukowałem w prasie wiersze pisane poprawną polszczyzną. Później to jednak jakoś zanikło. Aż pojawili się „Pulaki z Wilni”.

Czy nowe technologie – Internet, Facebook - pomagają w promowaniu sztuki? Jaki jest Twój stosunek do tych technologii?

To jest pytanie z dziedziny technicznej. Odpowiedzi jest bardzo wiele. Technologia i pomaga ludziom, i szkodzi. Wszystko zależy od tego jak się ją wykorzystuje. Sądzę jednak, że gdyby w czasach Mickiewicza istniałby Internet, to Mickiewicz zamieszczał swoje wiersze na Facebooku i pisałby po wileńsku…

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas

Kultura

Poezja dobra jak chleb. Święto Matki Boskiej Szkaplerznej w Taboryszkach

W niedzielę 17 lipca br. we wsi Taboryszki nad rzeką Mareczanką na Wileńszczyźnie obchodzono święto Matki Boskiej Szkaplerznej.

Polska mówi "Labas, Lietuva" (12)

Aktorka oraz prezenterka telewizyjna Beata Tiškevič od swoich fanów w serwisach socjalnych otrzymała zadanie. Miała poprosić 40 Polaków, aby przywitali się po litewsku.

700 - lecie Starych Trok (1)

17 lipca 2016 roku ma rodzinna miejscowość obchodziła chlubny jubileusz - 700 lat istnienia. Skromna to data w historii ludzkości, ale znaczna dla Litwy, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczpospolitej Obojga Narodów i - mam nadzieję - współczesnej Litwy.

Wydarzenia Centralne na Światowych Dniach Młodzieży

Wszyscy mogą przybyć na wydarzenia ŚDM, zarówno ci którzy się zgłosili i wykupili pakiet jak i ci, którzy zdecydują się dołączyć w ostatniej chwili – podkreśla kard. Stanisław Dziwisz.

Spotkanie z filmowcem Waldemarem Czechowskim

W poniedziałek, 25 lipca, o godzinie 18.00 w Instytucie odbędzie się specjalne spotkanie w ramach Letniego Klubu Filmu Polskiego, który w tym roku poświęcony jest dorobkowi PWSFTviT w Łodzi/ Łódzkiej Szkole Filmowej.
Facebook pl.DELFI.lt