Morawski: Nie ma mnie tylko w reklamie

W tej sztuce w sposób dowcipny, humorystyczny uświadamiamy sobie, że życie teatralne jest jednak gorzkie powiedział PL DELFI Cezary Morawski, polski aktor, który zaprezentował na festiwalu „MONOWschód I” spektakl „Aktor… to aktor..to aktor... to”.
Monowschód I
Monowschód I
© Organizatorių nuotr.

Czy zawsze osobiście wita Pan publiczność? Każdemu z osobna uścisnął Pan rękę przed spektaklem.

Ten spektakl zaczyna się na schodach. Powitanie publiczności przed wejściem na salę jest częścią spektaklu. Takie powitanie nadaje sens pierwszemu zdaniu spektaklu „Szczególnie mnie, po takim przywitaniu z Państwem, jest przykro odwołać spektakl”.

W taki sposób Pan wprowadza w błąd publiczność, jednocześnie nawiązując z nią pierwszy kontakt ze sceny.

Są to pierwsze kroki nawiązania kontaktu z publicznością, następnie próbuję posuwać się nieco dalej. Następuje pierwszy dotyk, pierwsza konwersacja. Badam publiczność, sprawdzam jak daleko mogę się posunąć.

Co symbolizuje mur na scenie?

W sumie mogło to być coś innego, ale autor wymyślił jak wymyślił. Czasami publiczność podtrzymuje temat muru. Podają dokładne wymiary cegieł, opowiadają z jakich cegieł budowali swój dom czy daczę.

Jak często trafia Pan na rozmowną publiczność?

Czasami się wdają w długie dyskusje. Przypominam występ w Łęczycy, który trwał 2 godziny i 20 minut, bo tak publiczność wciągnęła się w rozmowę, chociaż miał trwać półtorej godziny. Pamiętam też spektakl w Teatrze Capitol w Warszawie, kiedy po zaśpiewaniu piosenki góralskiej „W Zakopanem mieście głównym”, wstał człowiek zaśpiewał drugą zwrotkę, potem wstał trzeci i zaśpiewał trzecią zwrotkę, więc są takie sytuacje, które najpierw zaskakują, a później się rozwijają. W takich momentach spektakl żyje swoim życiem, ale pod moją kontrolą.

Dlaczego właśnie tę sztukę wybrał Pan do zaprezentowania w Wilnie?

To nie jest typowy monodram, który jest logiczny, z tezą, z jej udowodnieniem. W tej sztuce w sposób dowcipny, humorystyczny uświadamiamy sobie, że życie teatralne jest jednak gorzkie. Mówi się tu o sponsorowaniu kultury, o życiu aktorskim, w którym nie zawsze w pełni można oddać się twórczości, o mediach, które przejęły kontrolę na oglądalnością. To słynne zdanie, „że minuta milczenia w telewizji daje większą oglądalność niż całe życie spędzone w teatrze”.

Pan wyśmiewa telewizję, jednak sam gra w serialach.

Jestem z tym bardzo ostrożny, ponieważ trafiają się teraz seriale na bardzo wysokim poziomie, które można porównywać z filmami fabularnymi, które mają dobrze napisany scenariusz, mają pieniądze na scenografię. Chociażby serial „Lekarze”, którego scenografia jest prawie jak w szpitalu, już nie mówiąc o sprzęcie jaki mają. Sprzęt w kilku wyposażonych salach operacyjnych naprawdę działa.

Przed spektaklem stała taca z napisem „Zrzuta na kulturę”. Jakie są zbiory w innych miastach, salach?

Oby zawsze zbierałbym tyle, ile zebrałem w Wilnie. Tu się uzbierało około 150 litów.

A gdzie są pieniądze?

U mnie. Żartuję. Te pieniądze z tacy przeznaczam na nieuleczalnie chore dziecko mojego przyjaciela, który zginął w nieszczęśliwym wypadku pozostawiając żonę z synem. Jego syn zatrzymał się rozwojowo w wieku 4-5 lat, a ma teraz ponad dwadzieścia lat. Wymaga nieustannej opieki, codziennej rehabilitacji, więc w ten sposób próbuję odpłacić przyjacielowi za jego pomoc. W oddzielnych przypadkach zebrane pieniądze idą na rzecz lokalnego domu dziecka albo inne podobnej instytucji.

Może warto powiadomić publiczność o prawdziwym celu „zrzuty”?

„Zrzuta na kulturę” wynika z samego spektaklu, więc urwie się wątek samego spektaklu, a po spektaklu... przyznam Panu rację, przemyślę to sobie, ale muszę jeszcze sprawdzić jak to jest z podatkami od takiej oficjalnej „zrzuty”, którą później przekazuje się osobie trzeciej.

Gra Pan na scenie, w serialach, jest Pan profesorem...

Tak uczestniczę w szerokim wachlarzu aktorskim. Gram na scenie, w serialach, wykładam, podkładam głos czyli robię dubbing, reżyseruję. Nie ma mnie tylko w reklamie. Nie filmuje się w reklamach z przekonania, chociaż czasami żałuję, że omijają mnie te pieniądze, ale nie o pieniądze chodzi.

Jaka jest dzisiejsza młodzież?

Młodzież jest fantastyczna, ale mają trudne życie, bo coraz trudniej jest dostać jakąkolwiek rolę, ale cały czas coś grają i próbują się przebić, chociaż szanse są marne.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas

Kultura

Poezja dobra jak chleb. Święto Matki Boskiej Szkaplerznej w Taboryszkach

W niedzielę 17 lipca br. we wsi Taboryszki nad rzeką Mareczanką na Wileńszczyźnie obchodzono święto Matki Boskiej Szkaplerznej.

Polska mówi "Labas, Lietuva" (12)

Aktorka oraz prezenterka telewizyjna Beata Tiškevič od swoich fanów w serwisach socjalnych otrzymała zadanie. Miała poprosić 40 Polaków, aby przywitali się po litewsku.

700 - lecie Starych Trok (1)

17 lipca 2016 roku ma rodzinna miejscowość obchodziła chlubny jubileusz - 700 lat istnienia. Skromna to data w historii ludzkości, ale znaczna dla Litwy, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczpospolitej Obojga Narodów i - mam nadzieję - współczesnej Litwy.

Wydarzenia Centralne na Światowych Dniach Młodzieży

Wszyscy mogą przybyć na wydarzenia ŚDM, zarówno ci którzy się zgłosili i wykupili pakiet jak i ci, którzy zdecydują się dołączyć w ostatniej chwili – podkreśla kard. Stanisław Dziwisz.

Spotkanie z filmowcem Waldemarem Czechowskim

W poniedziałek, 25 lipca, o godzinie 18.00 w Instytucie odbędzie się specjalne spotkanie w ramach Letniego Klubu Filmu Polskiego, który w tym roku poświęcony jest dorobkowi PWSFTviT w Łodzi/ Łódzkiej Szkole Filmowej.
Facebook pl.DELFI.lt