Maciej Pastwa – człowiek przygotowany na śmierć

 (6)
Chciałbym przyjechać ze swoimi projektami na Litwę, spotkać z uczniami miejscowych szkół, opowiedzieć im o Afryce, tolerancji, podróżach. Nie biorę za to ani grosza, a spać mogę na podłodze, deklaruje Maciej Pastwa, znany polski podróżnik, który w podróżach spędził łącznie kilka lat, przemierzając autostopem w sumie około 60 tys. km i zwiedził na sześciu kontynentach 86 państw.
Maciej Pastwa, fot. archiwum domowe
Maciej Pastwa, fot. archiwum domowe

W chwili obecnej Maciej Pastwa, który od wielu lat angażuje się w działalność charytatywną, antywojenną, obronę praw człowieka nie tylko w Polsce, ale i w najbardziej egzotycznych krajach świata, próbuje zrealizować trzy projekty spotkań z młodzieżą. Łącznie w 100 szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach oraz uniwersytetach, za pomocą prezentacji multimedialnych rozmów i zabawy, będzie najmłodszych zachęcać do bezpiecznego podróżowania po górach, gimnazjalistom z kolei opowie o kontynencie małoznanym czyli Afryce, zaś licealistów i studentów będzie uczył jak realizować własne pomysły społeczne bez udziału stowarzyszeń, fundacji czy też środków unijnych. „Celem tych spotkań jest przekonać młodych ludzi, że blokada działań społecznych oraz realizacja marzeń podróżniczych jest tylko i wyłącznie w naszej głowie! A w rzeczywistości możemy zdobywać świat i zmieniać go na lepszy. Wystarczy tylko chcieć” — powiedział PL DELFI Maciej Pastwa.

„Chciałbym z tymi projektami trafić też do Was oraz do Polonii na Łotwie i w Estonii. Nie pobieram za te lekcje żadnego wynagrodzenia, jestem niewymagający – mogę spać u kogoś na podłodze. Będę jedynie zachęcał szkoły, w których wykładam by wpłaciły, jeśli je na to stać, jakieś symboliczne kwoty na rzecz Fundacji „Freespirit”. Powiedzmy po sto złotych. Zamierzam objechać 100 szkół, a więc jeśli zbiorę z 10 tysięcy złotych – dla Fundacji to będzie duża pomóc” — mówi Pastwa.

Fundacja „Freespirit” została założona przez Krystynę Choszcz, której córka - znana polska podróżniczka Kinga Choszcz - podczas swojej autostopowej podróży przez Afrykę, mając zaledwie 33 lata, zmarła nagle w Ghanie w 2006 r. na malarię mózgową. „Byłem w Ghanie i widziałem z jakim zaangażowaniem pracuje pani Krystyna Choszcz i jaki kawał dobrej roboty robi! Jeśli jednak którąś ze szkół na takie wsparcie tej Fundacji nie stać i tak się tam pojawię” — obieca Pastwa.

Dziewięć dni afrykańskiego więzienia

O Macieju Pastwie stało się głośno w ubiegłym roku, gdy trafił za kraty w Republice Środkowej Afryki, ponieważ odmówił zapłacenia 8 euro łapówki. Wszystko się jednak dużo wcześniej zaczęło, bo podczas 18 etapu sztafety „Afryka Nowaka”. „W trakcie podróży przytrafiła mi się poważna infekcja nogi. Podczas leczenia poznałem siostrę misyjną Margarit Quiiquine oraz włoską lekarkę-wolontariuszkę Patrizię Emiliani, dzięki którym zrozumiałem, że ja też mogę - a przede wszystkim chcę - zrobić coś dla ludzi z Afryki. Choroba zmusiła mnie do powrotu do Polski. Po dwóch miesiącach pojawiły się możliwości finansowe, by moje marzenie o ufundowaniu studni w Republice Środkowoafrykańskiej stały się realne. O projekcie powiadomiłem Patrizię, która z zapałem podchwyciła pomysł” — opowiada Maciej Pastwa.

Przelał na konto Patrizii 11 tysięcy euro, a z resztą pieniędzy 27 lipca 2011 roku przybył do Republiki Środkowej Afryki z Czadu. Kiedy dotarł autobusem do stolicy kraju Bangui, dyżurujący na rogatkach policjanci zażądali od niego 5 tys. CFA (czyli 8 euro) łapówki. Kiedy odmówił, bo poprzedniego dnia dwukrotnie został „ekspropriowany” z gotówki przez blokujących tu i ówdzie drogę rebeliantów, zabrali go do aresztu. W areszcie zabrano mu 2500 euro (600 z nich już nigdy „nie odnaleziono”) i wtrącono do celi.

„Nikt mnie nie bił, nie szarpał. Początkowo jeden ze współwięźniów próbował mię nieco przydusić, ale inni więźniowie wzięli mnie w obronę. U nas w naszej kulturze jest wielka nienawiść między policjantem i przestępcą, a w Afryce tego nie ma. Jak ktoś jest złapany to jest złapany, jak ktoś jest policjantem – to jest policjantem. Każdy gra swoją rolę. Każdego ranka wzywano mnie na przesłuchanie, a ja namawiałem ich, żeby mnie puścili, żeby pozwolili spotkać się z kimś z władz, któremu mógłbym wytłumaczyć co mnie do RŚA sprowadza. Tłumaczyłem im, że Polska to ważny kraj, akurat był okres polskiej prezydencji w UE, że nie zostawi mnie. Nie chciałem międzynarodowego skandalu, który mógł tylko zaszkodzić Afryce i mnie, dlatego tylko po czterech dniach powiadomiłem o sobie Polskę. Po kilku dniach szef aresztu poinformował mnie, że pojadę na spotkanie z ministrem. Uwierzyłem, a oni przewieźli mnie do jeszcze gorszego więzienia, do komandosów z kałasznikowami, część z nich pijana, po osiem osób w celi - ani wody, ani toalety, wiadro pełne moczu, zapleśniałe maty na ziemi. Ostatecznie jednak pozwolili spać w biurze. W niedzielę postawili człowieka na środku placu - jeden bił go kijem po pośladkach, a drugi po łydkach. Zastanawiałem się, czy to nie jest zrobione specjalnie pode mnie, bo przyciągnęli tego człowieka niemal pod moje nogi” - opowiada Pastwa. Ostatecznie po dziewięciu dniach w więzieniu Pastwa pod presją Polski i Unii Europejskiej został zwolniony, jednak naciski międzynarodowe rozzłościły prezydenta RŚA, który nakazał deportować polskiego podróżnika.

„Teraz mam zakaz wjazdu do Republiki Środkowoafrykańskiej z powodu – jak to zapisano w dokumentach – wątpliwej moralności” — śmieje się Pastwa.

Ostatecznie jednak w marcu br. w sierocińcu w Bimbo koło Bangui za pieniądze Pastwy zakończono rekonstrukcję studni: postawiono nowy zbiornik na 10 000 litrów tworząc wieżę ciśnień, Wykonano całą nową instalację hydrauliczną, a już istniejąca studnia została pogłębiona do 33 metrów. Dzięki temu cały sierociniec, który liczy 54 dzieci, jest wyposażony teraz w bieżącą, zdrową wodę. Zaś w miejscowości Paoua za pozostałe pieniądze zostały wybudowane kolejne 2 studnie: 1 tradycyjna-otwarta, 1 odwiert z pompą - głębinową.

„Chcę jednak podkreślić, że to co mi się przytrafiło – to był wypadek! Tysiące ludzi po Afryce podróżuje, chociaż Afryka nie jest dla turysty najprzyjemniejszym miejscem do podróżowania, i nic się im nie staje. Afryka jest fajna. Może nie ma zbyt wiele turystycznych atrakcji, ale za to ma wiele wspaniałych ludzi” — nadal tryska entuzjazmem Pastwa.

Nie mam lęku przed podróżowaniem

Już jako dziecko nie umiał usiedzieć w jednym miejscu. Mając zaledwie 12 lat samodzielnie włóczył się po Moskwie, a dwa lata później - po Budapeszcie. „Nie mam lęku przed podróżowaniem. Nigdzie nie czuję się tak dobrze jak w podróży. Nie muszę używać planów miast, pomimo że jestem w nich po raz pierwszy i nigdy przedtem nie studiowałem ich map. Ot, taki zwierzęcy instynkt, który dziś ludzie próbują zastąpić GPS-em. W 1981 roku prosiłem rodziców by zrobili mi zagraniczny paszport, bo akurat wówczas władze PRL pozwoliły wielu osobom wyjechać z kraju. Miałem wówczas 13 lat“ — wspomina Pastwa. Ostatecznie wyemigrował w roku 1986. Spędził 18 miesięcy w Grecji, a na początku 1988 roku osiadł w Kanadzie. Tam rozpoczął się etap długich podróży: najpierw samochodem po USA i Kanadzie, a później autostopem po Europie. W roku 1991 wrócił do Polski z podwójnym obywatelstwem.
Do tej pory w podróżach spędził łącznie kilka lat, przemierzając autostopem w sumie około 60 tys. km, w tym 24 tys. km w Australii oraz 4 tys. km w Nowej Zelandii, a pozostałe ponad 30 tys. km - w Europie, gdzie zwiedził wszystkie państwa, oprócz nowopowstałego Kosowa.

W maju 2008 roku, podróżując ze znajomymi po Ekwadorze, odwiedził Park Narodowy Cajas. Podczas tej wizyty dwukrotnie zabłądzili w parku - mimo posiadania mapy, którą otrzymali przy wejściu na teren Parku. Wówczas postanowił powrócić do Ekwadoru i zaproponować władzom parku naniesienie oznaczeń szlaku, tak jak jest to praktykowane w polskich parkach narodowych. Po dwutygodniowym namyśle i kolejnym zaginięciu 6 osób władze Parku wyraziły zgodę na realizację mojego pomysłu. W następnym roku powrócił, ufundował z własnych pieniędzy i w ciągu sześciu tygodni własnoręcznie przeprowadził oznakowanie 57 kilometrów szlaków turystycznych w parku narodowym Cajas. Po zakończeniu tych prac wykonał i zamontował w Parku 21 znak informujący gdzie rozpoczyna się szlak, jaki jest czas jego przejścia, jakie występują trudności i dokąd szlak prowadzi. Na zakończenie ufundował jeszcze materiał na wykonanie wiaty przy przystanku autobusowym, w samym sercu Parku, która dziś chroni przed często padającymi tu deszczami zziębniętych podróżnych i pracowników Parku.

W roku 2009 podróżując Amazonką trafił do miasta Iquitos i, jak napisała następnie lokalna peruwiańska prasa, został „wstrząśnięty ilością odpadków wrzucanych do rzek powodujących zanieczyszczenie środowiska“. Więc zorganizował sprzątanie rzeki Amazonki w Iquitos przy wsparciu wolontariuszy z klubów ekologicznych Uniwersytetu Narodowego Amazonii Peruwiańskiej. Po roku Maciej Pastwa powrócił do Peru ponownie, aby przepłynąć rzeki Ukajali, Amazonkę, ponadto Maranon i Huallaga, i przeprowadzić rozmowy z napotkanymi podróżującymi, takimi jak on sam, oraz lokalnymi mieszkańcami pouczając i uświadamiając, że plastikowe butelki nie powinny być wyrzucane do rzeki, lecz deponowane w specjalnych pojemnikach, by mogły być później dalej przetwarzane. W tym celu przygotował i rozkleił 500 wlepek ostrzegających „Plastikowa butelka ulega degradacji 200 lat” i „Nie wrzucaj śmieci do wody”, oraz rozdał setki worków do recyklingu.

Mimo że od lat walczy z lękiem wysokości, wszedł na 11 najwyższych szczytów różnych krajów. W Europie zdobył m.in. najwyższy szczyt kontynentu Mont Blanc (4810 m), w Australii - Górę Kościuszki (2228 m), natomiast w Ameryce Południowej Aconcaguę (6962 m) - najwyższy szczyt Argentyny, a zarazem Ameryki Południowej, zaliczający się do tzw. Korony Świata.
„Wszędzie mi się podobało. Wszędzie czuję się jak w domu. W Afryce kocham step, chociaż z pozoru nic na nim nie ma, nie ma żadnych atrakcji. W Afryce czuję się jak u siebie. Olbrzymie wrażenie wywarła na mnie Australia. Czułem się tam jakbym był na innej planecie i chciałbym tam jeszcze kiedyś powrócić by przemierzyć cały kontynent samochodem. Dziś jest to już technicznie możliwe. Warte odwiedzenia są wulkany na Islandii, tylko radzę nie pchać się tam w lipcu-sierpniu, gdy pełno turystów. Pamiętam wspaniały zachód Słońca i tęczę na Litwie… Po drodze zawsze spotykałem wspaniałych ludzi, z którymi spędzałem wiele niezapomnianych godzin i dni, oraz wspólnych przygód. Interesują mnie nie miejsca, nie pamiętam wszystkich nazw miejscowości, w których byłem, tylko ludzie, ich życie. Dlatego staram się nie zatrzymywać się w hotelach, tylko u lokalnych mieszkańców, żeby poznać ich byt, radości i smutki. Nienawidzę być gościem, chcę stać się częścią ich rodziny. Nigdzie nie czuje się tak dobrze jak w podróży“ — powiedział w rozmowie z PL DELFI Maciej Pastwa.

Przez sześć lat praktykował jogę. Od roku 2001 prowadzi raz w tygodniu głodówkę, a od 2005 roku - cotygodniowe milczenie w niedzielę. „Co mi to daje? Wyciszenie. Relaks. W niedzielę dużo śpię, czytam, ściągam filmy z Internetu. Od 20 lat nie mam telewizora, więc niedziela to dzień, gdy mogę sobie ściągnąć na komputer jakiś film i go w spokoju obejrzeć. Pożyczyłem to od Gandhiego. On milczał przez jeden dzień w tygodniu i nie odstępował od tej zasady nawet, gdy spotykał się z wicekrólem. Kiedyś obejrzałem film, biografię Gandhiego, i wtedy pomyślałem sobie, że to coś dla mnie. Jestem chory na ADHD, jestem więc hiperaktywny i lubię ten stan, ale czas od czasu potrzebuję wyciszenia. Niedziela jest więc moim dniem odpoczynku i głodu” —wytłumaczył PL DFELFI polski podróżnik. Nie jada mięsa od 19 lat. „Jestem ateistą. Wierzę, że człowiek jest takim samym zwierzęciem jak inne, a więc dla mnie wartość człowieka i wartość zwierzęcia jest taka sama. Z tego powodu bojkotuje także zoo. Bo zoo – to takie więzienie dla zwierząt” — mówi Pastwa.

Śladami Kazimierza Nowaka

Ufundował tablicę pamiątkową na poznańskim dworcu kolejowym na cześć innego słynnego polskiego podróżnika, pochodzącego również z Poznania Kazimierza Nowaka. Nowak w latach 1931-1936 przebył samotnie kontynent afrykański z północy na południe i z powrotem (40 tys. km rowerem, pieszo, konno, na wielbłądzie, czółnem oraz pociągiem).
„Historia z N
owakiem była prześmieszna. W sklepie z tanią książka trafiłem na jego książkę „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" i podczas rejsu promem na Islandię miałem wystarczająco czasu by ją przeczytać. Zafascynował mnie kompletnie! Człowiek spod Poznania, który w latach 30. rowerem przejechał samotnie Afrykę! Nowak – to był człowiek z wielką pasją, który nie zawahał się by ją realizować. Tego bardzo często nam brakuje. Każdy powinien odnaleźć swoją pasję. Tragedią naszych czasów jest, że pół życia spędzamy w robocie, której nienawidzimy, a realizowanie naszych pasji odkładamy na później. I postanowiłem jakoś tego człowieka spopularyzować. Ta tablica na dworcu to było takie mini-minimum. Wymyśliłem, żeby poprosić o jej odsłonięcie innego wybitnego podróżnika – Ryszarda Kapuścińskiego. Wszyscy mi mówili, że to niemożliwe, ale okazało się, że Kapuściński też miał tę książkę Nowaka i chętnie się zgodził. Ta tablica była prowokacją, która się udała. Poszła lawina. Książka, której poprzednio sprzedało się zaledwie 500 egzemplarzy, rozeszła się 35-tysięcznym nakładem. Pojawił się pomysł, aby zorganizować sztafetę rowerową śladami Nowaka” — opowiada Pastwa, który wziął udział w jednym (2 tys. km) z odcinków sztafety, która miała przejechać Afrykę śladami Nowaka.

We wrześniu ub.r. poleciał do Czadu z dziewczyną by wziąć udział w kolejnym odcinku sztafety. Przez Czad i Niger na rowerze i wielbłądach. Ale w tym czasie w Nigrze trwały poszukiwania Kaddafiego. Chodziły słuchy, że ukrywa się z synem w Agadez. Było bardzo niebezpiecznie, dlatego ambasada Algierii, w której starali się o wizę do Nigru, nie zgodziła się na ich przejazd. Dwa bilety powrotne do Polski kosztowały 8 tysięcy złotych. Postanowili, że wrócą do kraju… motocyklem. Wzięli ślub na wydmach Sachelu, kupili Hondę o mocy zaledwie 11 koni mechanicznych i ruszyli w ośmiomiesięczną podróż przez Afrykę Zachodnią i Europę. Przemierzyli 22 tysiące kilometrów przez Afrykę i kolejnych 4 tys. przez Europę by trafić… na własne wesele.

„Staram się prowadzić takie życie, aby być zawsze gotowym na śmierć. Być może ta rozmowa jest moją ostatnią rozmową. Mam 45 lat, a więc już nie jestem takim młodym. Ponad 20 moich znajomych już nie żyje... Niektórzy ludzie mówią: „O, jabym chciał podróżować”, ale ciągle odkładają to na potem. Ja nie odkładam niczego na później” — mówi Pastwa.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas

Kultura

Poezja dobra jak chleb. Święto Matki Boskiej Szkaplerznej w Taboryszkach

W niedzielę 17 lipca br. we wsi Taboryszki nad rzeką Mareczanką na Wileńszczyźnie obchodzono święto Matki Boskiej Szkaplerznej.

Polska mówi "Labas, Lietuva" (12)

Aktorka oraz prezenterka telewizyjna Beata Tiškevič od swoich fanów w serwisach socjalnych otrzymała zadanie. Miała poprosić 40 Polaków, aby przywitali się po litewsku.

700 - lecie Starych Trok (1)

17 lipca 2016 roku ma rodzinna miejscowość obchodziła chlubny jubileusz - 700 lat istnienia. Skromna to data w historii ludzkości, ale znaczna dla Litwy, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczpospolitej Obojga Narodów i - mam nadzieję - współczesnej Litwy.

Wydarzenia Centralne na Światowych Dniach Młodzieży

Wszyscy mogą przybyć na wydarzenia ŚDM, zarówno ci którzy się zgłosili i wykupili pakiet jak i ci, którzy zdecydują się dołączyć w ostatniej chwili – podkreśla kard. Stanisław Dziwisz.

Spotkanie z filmowcem Waldemarem Czechowskim

W poniedziałek, 25 lipca, o godzinie 18.00 w Instytucie odbędzie się specjalne spotkanie w ramach Letniego Klubu Filmu Polskiego, który w tym roku poświęcony jest dorobkowi PWSFTviT w Łodzi/ Łódzkiej Szkole Filmowej.
Facebook pl.DELFI.lt