Konecki: Nie nawołujemy do nienawiści

 (29)
Żona i dzieciaki są dumne z tego, że gram w zespole. Nawet nazywają mnie „gwiazdą” – żartuje w rozmowie z PL DELFI Ryszard „Insmuth” Konecki, Polak z Wilna i perkusista najlepszego litewskiego zespołu metalowego Obtest. Na tle narodowościowym w zespole żadnego konfliktu nigdy nie było, mówi muzyk.
Ryszard Konecki, Obtest
Ryszard Konecki, Obtest
© Organizatorių archyvo nuotr.

Już 2 lutego w wileńskim klubie „New York” odbędzie koncert z okazji 20-lecia zespołu OBTEST. W 2006 roku jury A.Lt uznało Was za najlepszy zespół metalowy na Litwie. Jesteście jednocześnie jednym z najstarszych obecnie działających litewskich zespołów metalowych. Czego można się spodziewać po jubileuszowym koncercie?

W Wilnie nie graliśmy już od ponad roku, a teraz jest taka okazja, więc musi to być mocne uderzenie. Szykujemy program na około 1,5 godziny. Znajdą się w nim stare i nowe piosenki, video z historią naszego zespołu, ma być też jeszcze kilka niespodzianek.

Oficjalnie zespół powstał u schyłku 1992 roku. Czy pamiętasz dokładną datę powstania zespołu? Jak w ogóle doszło do jego powstania i jak w tym zespole znalazłeś?

Taka dokładna data nie istnieje. U schyłku 1992 roku gitarzysta, autor muzyki i tekstów Sadlave i wokalista Baalberith po prostu podjęli decyzję o założeniu zespołu, a ja dołączyłem w lutym 1993 roku. Mój sąsiad uczył się z tymi chłopakami w jednej szkole, sam też chciał grać w zespole, więc się spotkaliśmy u Sadlave, pogadaliśmy i tak można powiedzieć wszystko się zaczęło...

W oficjalnych źródłach na temat OBTEST wszędzie występujesz pod pseudonimem Insmuth. Co on oznacza i jak się pojawił?

Wiesz, zaskoczyłeś mnie tym pytaniem. To było tak dawno... To jest mroczna postać z jakieś książki typu „Władca Pierścieni”. Ta tradycja przybierania takich mrocznych pseudonimów wzięła sie od norweskiego black metalu, tam wszyscy mają pseudonimy (Immortal-Demonaz, Abbath, Mayhem-Hellhammer, Euronymous), a my akurat byliśmy w tamtych czasach pod dużym wpływem tej muzyki i ideologii.

Na początku lat 90-ych Polak w litewskim zespole metalowym, szczególnie patriotycznym - śpiewającym o pogańskiej Litwie, o litewskich wojownikach walczących z wrogami, a do tych wrogów i Polacy się niewątpliwie zaliczali, to chyba było dosyć niecodzienne zjawisko. Jak sam to odbierałeś? Nie miałeś z tego powodu jakichś przykrości, bo z tego co pamiętam kiedyś zdarzało się wam występować nawet na jednej scenie z Diktatūrą, której fani do mniejszości narodowych raczej szczególnych sympatii nie mają? Nie było w zespole jakichś spięć polsko-litewskich?

Dla mnie to nie był i nie jest problem. Na tle narodowościowym u nas żadnego konfliktu nigdy nie było, nawet nie wyobrażam sobie jak do niego może dojść. Zebraliśmy się, żeby grać metal i dobrze się przy tym bawić, a nie szukać problemów. Teksty piosenek mówią o historii tych terenów, różnie tu było, ale tego już nikt nie zmieni, nie nawołujemy do nienawiści na tle narodowościowym, ale jeżeli ktoś to tak rozumie, mówi się: trudno...

Odniosłeś spore sukcesy i w litewskiej muzyce, i w biznesie, nie wyrzekając się swojej polskości, swoich synów również, z tego co wiem, wychowujesz „w polskim duchu”. Jak z Twojej perspektywy wygląda sytuacja Polaków na Litwie? Jak oceniasz obecne stosunki polsko-litewskie?

Myślę, że głupie ambicje polityków mają największy wpływ na tę całą sytuację. Litewscy politycy za dużo grzebią w historii, a nie patrzą w przyszłość, robią z muchy słonia, czasem Polacy tu też dolewają oliwy do ognia, np z tymi tabliczkami w języku polskim z nazwami ulic. Między zwykłym ludźmi jednak nie ma tu żadnych problemów. Oczywiście od tej zasady są pojedyncze wyjątki. Innym problemem jest to, że na Litwie ludzie nie umieją się między sobą dogadać w prostych sprawach, szukają wszędzie problemów. Litwa, mały kraj, bardzo nerwowo reaguje na wszystkie tematy narodowościowe, zamiast myśleć o gospodarce, innowacjach czy oświacie. Dla Polski rynek litewski jest bardzo mały, gdyby nie mniejszość polska, w ogóle nie zawracała by sobie głowy tym regionem.

Początkowo OBTEST grał podobno bardzo brutalny death metal, jednak stopniowo twórczość zespołu ewoluowała w stronę bardziej melodyjnych, stonowanych brzmień i dziś jesteście uważani za liderów litewskiego pagan metalu. Jaka muzyka inspirowała Cie na początku grania w zespole i jak te fascynacje zmieniały się w ciągu 20 lat? Czego najchętniej słuchasz dzisiaj?

Na początku graliśmy thrash i heavy metal, później zaczął się death i black. Nasza muzyka myślę ma wszystkiego po trochu, taki mix. Ja w tej kwestii jestem trochę konserwatywny, praktycznie nie słucham nowych zespołów, wolę stare, ale dobre: Iron Maiden Slayer, Dio, Death, Morbid Angel czy Megadeth. Na słuchanie muzyki teraz praktycznie nie mam czasu, bo jeśli już słucham to tylko z płyty i na dobrym sprzęcie. Teraz praktycznie tylko jak jestem w trasie, mogę dłużej posłuchać swojej ulubionej muzyki.

OBTEST „słynie” z tego, że nagrywa bardzo rzadko albumy (zaledwie cztery w ciągu 20 lat). Z czego to wynika? Który z albumów lubisz najbardziej?

No wiesz, my nie chcemy nagrywać płyt „bo trzeba”. Nagrywamy wtedy, gdy mamy na to ochotę i gdy mamy co nagrać. Muzyki mamy dużo, ale z tekstami jest problem. Sadlave jest pod tym względem perfekcjonistą, chce żeby każde słowo i każda sylaba się układały idealnie w muzykę. Nie chcemy też się powtarzać, np. już nie będziemy więcej śpiewać o średniowiecznych walkach, bo to już było… Jeżeli chodzi o album jako całość to „Auka Seniems Dievams” i „Iš kartos į kartą” są według mnie najlepsze.

Koncerty gracie również dosyć rzadko, ale zdążyliście wciągu 20 lat zagrać w całej Europie oraz jako jedyny litewski zespół metalowy w USA. W czasie trasy po Stanach Zjednoczonych zagraliście nawet w rezerwacie indiańskim. Mógłbyś opowiedzieć o tym niecodziennym koncercie? Jak do niego doszło? Jak odbierała was czerwonoskóra publiczność?

Tak, to prawda, koncerty gramy rzadko, ostatnio w ogóle - zero. Na Litwie nie chcemy grać tego samego materiału po raz n-ty. Natomiast na Zachód jest ciężko się dostać: musi być dobry organizator takiej trasy koncertowej, a i tak warunki są nie do przyjęcia dla nas, bo musimy praktycznie opłacić ze swej kieszeni wszystkie koszty, coś sprzedać na koncercie i mieć nadzieje, że wypromujemy w trasie swój zespól na tyle, że się zwiększy sprzedaż płyt i będą nas zapraszać na jakieś festiwale. Do tego dochodzą problemy z wyrwaniem się z pracy, rodzina, a już i lata nie te (śmiech)…

Pobyt w USA najbardziej zapadł mi w pamięci, może nawet nie tyle występy, ile sama podróż z Chicago do Los Angeles. A do rezerwatu Indian trafiliśmy przez jedną dawną znajomą, Litwinkę, która akurat mieszkała tam z wodzem indiańskim i pisała jakąś prace naukową o miejscowej ludności. Był to taki nieplanowany koncert, zorganizowany na miejscu w ciągu jednego dnia. Odbiór był superowy, nawet tematowo jesteśmy zbliżeni do indiańskiej historii. U nich przecież też przyszedł ktoś z zewnątrz, zabrał ziemię i zaczął uczyć jak mają żyć.

Masz żonę, dwóch synów, własny biznes i jednocześnie nadal grasz na perkusji w zespole metalowym. To jedno drugiemu nie przeszkadza? Skąd masz czas na to wszystko? Jak udaje się pogodzić rodzinę, pracę, granie?

No jakoś daję sobie radę… Ostatnio to rzadko się z zespołem zbieraliśmy się, bo niby po co? Ale już zaczynamy próby z nowymi utworami, mamy nadzieję, że do końca bieżącego roku wydamy nową płytę. Czas na muzykę jakoś zawsze znajduję, cierpi na tym trochę praca, trochę rodzina, ale akurat rodzina bardzo mnie w tym wspiera, więc nie ma jakiegoś większego problemu.

Jak żona i dzieci reagują na Twoje granie? Są jakieś szanse na to, że synowie pójdą śladami ojca i będą grali metal? Próbujesz ich w tym kierunku wychowywać?

Powiem tak: żona i dzieciaki są dumni z tego, że gram w zespole trochę znanym na Litwie i w świecie. Popierają mnie. Nawet nazywają mnie „gwiazdą” (śmiech).
Czy chłopcy będą grali – zobaczymy. Nie chce ich do niczego zmuszać. Może kiedyś złapią tego muzycznego bakcyla i założą swój zespól, kto wie?

Dziękuję za rozmowę

Dzięki za zrobienie tego wywiadu! Zapraszam na koncert i pozdrawiam wszystkich czytelników PL DELFI. Metal forever!

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas

Kultura

Poezja dobra jak chleb. Święto Matki Boskiej Szkaplerznej w Taboryszkach

W niedzielę 17 lipca br. we wsi Taboryszki nad rzeką Mareczanką na Wileńszczyźnie obchodzono święto Matki Boskiej Szkaplerznej.

Polska mówi "Labas, Lietuva" (12)

Aktorka oraz prezenterka telewizyjna Beata Tiškevič od swoich fanów w serwisach socjalnych otrzymała zadanie. Miała poprosić 40 Polaków, aby przywitali się po litewsku.

700 - lecie Starych Trok (1)

17 lipca 2016 roku ma rodzinna miejscowość obchodziła chlubny jubileusz - 700 lat istnienia. Skromna to data w historii ludzkości, ale znaczna dla Litwy, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczpospolitej Obojga Narodów i - mam nadzieję - współczesnej Litwy.

Wydarzenia Centralne na Światowych Dniach Młodzieży

Wszyscy mogą przybyć na wydarzenia ŚDM, zarówno ci którzy się zgłosili i wykupili pakiet jak i ci, którzy zdecydują się dołączyć w ostatniej chwili – podkreśla kard. Stanisław Dziwisz.

Spotkanie z filmowcem Waldemarem Czechowskim

W poniedziałek, 25 lipca, o godzinie 18.00 w Instytucie odbędzie się specjalne spotkanie w ramach Letniego Klubu Filmu Polskiego, który w tym roku poświęcony jest dorobkowi PWSFTviT w Łodzi/ Łódzkiej Szkole Filmowej.
Facebook pl.DELFI.lt