Jałowik: rozważania londyńskiego taksówkarza

W Londynie można znaleźć wszystko, czego dusza zapragnie, mówi Jarosław Jałowik, Polak z Wilna, który został taksówkarzem w Londynie, w rozmowie z PL DELFI. Jednak w tym ogromnym, przeludnionym, ale bardzo barwnym mieście Jarosław Jałowik tęskni za pięknym, cichym i uspokajającym Wilnem.
Jałowik: rozważania londyńskiego taksówkarza
© Shutterstock nuotr.

- Dlaczego Pan się skusił na wyjazd do Wielkiej Brytanii i co zachęciło Pana do podjęcia takiej decyzji?

Przede wszystkim chciałem zwiedzić inne państwo, poznać nową kulturę, także byłem bardzo zainteresowany nauką języka angielskiego, pragnąłem poznać nowych ludzi i nabyć nowe doświadczenie życiowe

- W którym roku Pan wyjechał z Litwy?

W 2007. Na Litwie wówczas było dużo pracy, zwłaszcza w sektorze budowlanym.

Jakie były Pana pierwsze wrażenia po przyjeździe do Londynu i co było dla Pana szokiem kulturowym?

Pierwsze wrażenie – ogromne, przeludnione miasto, ale też bardzo barwne, „żywe” i żyjące w szalonym tempie. Widząc powszechny pośpiech i stres, zadajesz sobie pytanie: jak tutaj w ogóle można żyć? Okazuje się jednak, że można. Na początku też myślałem, że zamieszkam tu jedynie na rok, aczkolwiek piąty rok dobiega już końca od momentu mojego przyjazdu. Mówiąc o szoku kulturowym, to my, Polacy z Wileńszczyzny, jesteśmy raczej bardziej otwarci na ludzi, np. możemy do kogoś zagadać na ulicy i po jakimś czasie nawet się zaprzyjaźnić z tą osobą, Anglicy natomiast są... bardziej racjonalni. U nich wszystko powinno być zaplanowane, istnieje ta słynna oficjalność i prywatność angielska. Nie da się np. tak jak u nas do kogoś pójść bez uprzedzenia albo zatrzymać dłużej na kimś wzrok, ponieważ możesz zostać niezrozumiany.

Ale mam wrażenie, że i u nas zbyt długie patrzenie na kogoś nie należy do dobrego tonu.

Być może, ale tutaj to się odczuwa bardziej.

- Jakie było Pana pierwsze doświadczenie w poszukiwaniu pracy i ile czasu to Panu zajęło?

Na początku jakoś specjalnie pracy nie szukałem, gdyż mieszkałem i pracowałem u cioci. Wymalowałem dla niej cały dom. Ona nie chciała, żebym pracował gdzieś na budowie, ciągle zachęcała mnie do podjęcia pracy jako au pair w anglojęzycznej rodzinie, aby podciągnąć się z angielskiego. „Inaczej się nie da, na budowie angielskiego się nie nauczysz” – powtarzała mi tłumacząc, że otaczanie się Anglikami jest bardzo istotne jeżeli się chce szybko nauczyć języka. Na budowie natomiast najczęściej słyszymy ten nie najlepszy język, tak zwany cockney – język niższych warstw społecznych. Podejrzewam, że po takim doświadczeniu trudno by było potem pozbyć się tej sławetnej gwary proletariackiej i zacząć rozmawiać poprawnie. Co się tyczy pracy oficjalnej, to poprzez znajomego znalazłem pierwszą swoją pracę w wypożyczalni samochodów. Firma potrzebowała kierowców, więc zacząłem pracować dorywczo dwa razy w tygodniu. Minęły dwa miesiące, zanim dostałem etat i od tego czasu pracowałem w tej branży przez dobrych kilka lat.

- Czy Pan nie przypuszcza, że wokół ludzi pracujących w budownictwie tworzy się dużo nieuzasadnionych mitów odnoszących się do ich poziomu edukacyjnego?

Osobiście takim stereotypom nie ulegam, aczkolwiek Anglicy raczej tak. Logika tu jest bardzo prosta: skoro pracujesz na budowie, należysz do klasy robotniczej, a klasa robotnicza z zasady nie mówi poprawnie. Ze stuprocentową pewnością mogę rozpoznać człowieka należącego do klasy robotniczej, nawet jeżeli go nie widzę, a tylko słyszę. To jest bardzo odczuwalne.

Na Litwie tego nie ma. Na budowach mamy dużo ludzi z wyższym wykształceniem i niektórzy z nich naprawdę mają doskonałe umiejętności, dlatego też i stosunek społeczeństwa do nich jest zupełnie inny.

Czym zdaniem Pana różni się styl pracy na Litwie i w Wielkiej Brytanii?

Anglicy mają swoje odmienne podejście do pracy. Oczywiście, że nie wolno jest siedzieć i nic nie robić. Gdy nie ma roboty, to trzeba ją wymyślić lub pokazać, że coś się robi. Na przykład pije się wtenczas herbatę, ponieważ picie herbaty to też praca (śmieje się). Na Litwie natomiast jak się nie ma nic do roboty, to nikt się za dużo tym się nie przejmuje.

- Z tego co wiem, pracuje Pan obecnie jako kierowca taksówki. Jestem przekonany, że zostać taksówkarzem w Londynie nie jest zadaniem najłatwiejszym, więc jak to się Panu udało i jakie są zalety i wady tego zawodu?

Nie wiem, pomogło chyba to, że przez dłuższy czas pracowałem jako kierowca w wypożyczalni samochodów i zawsze pasjonowało mnie studiowanie map drogowych, a to z kolei jest najbardziej ważne w pracy takiego typu. Można słabo mówić po angielsku, jednakże powinieneś dobrze znać drogi. Z pewnością nie osiąga się tego szybko, bowiem zajęło to mi parę lat. Mówiąc o plusach i minusach, chciałbym podkreślić, że przed kryzysem taksówkarze zarabiali bardzo dobrze, średnio ₤ 3000 i powyżej. To był tak naprawdę dobry biznes, aczkolwiek teraz nie jest to żadna rewelacja. Konkurencja jest olbrzymia i jest mnóstwo spółek świadczących tanie usługi taksówkarskie, co oczywiście w żaden sposób nie sprzyja dobrym wynagrodzeniom taksówkarzy. Plusy? Niektórzy prawdopodobnie tego nie zauważają, ale na przykład dla mnie jest przyjemny sam fakt obcowania z ludźmi. Jest kategoria ludzi, którzy nie są zbyt chętni do rozmowy, ja wszakże lubię poznawać nowych ludzi i w ten sposób poznawać świat.

Czy zdarzyło się Panu mieć „trudnych” klientów?

Owszem, czasami się przydarza. Pewnego razu miałem klienta, który oburzył się jak mu powiedziałem ile ma zapłacić. Stwierdził, że jest za drogo. Mimo to, że zgodził się zapłacić, w międzyczasie zabrał mi mój telefon komórkowy. Byłem pewien na sto procent, że to on ukradł telefon, a jednak nic nie mogłem zrobić, ponieważ on wówczas zgłosiłby mnie na policję oskarżając o przemoc fizyczną. Ja z kolei też nie mogłem wezwać policję, ponieważ w zasadzie trudno byłoby coś udowodnić. A czas? To by zajęło mi mnóstwo czasu, a czas to pieniądz. W Londynie się bardzo odczuwa kiedy nie ma pracy, gdyż ciągle trzeba płacić za wynajem mieszkania, jedzenie i inne bieżące rachunki. Nie da się rozluźnić ot tak po prostu, nieustannie trzeba pracować.

Niewątpliwie chcąc osiągnąć pewien sukces tutaj, w Londynie, trzeba dobrze posługiwać się językiem. Jakie Pan miał trudności z językiem angielskim na początku i jakby Pan określił swój teraźniejszy poziom?

Powiem szczerze, że mój angielski był słaby, o czym świadczył chociażby ten fakt, iż nie mogłem zrozumieć Anglików. W mojej pierwszej pracy dominowali obcokrajowcy, menadżerami byli Ukrainiec i Słowak, toteż problemów w porozumiewaniu się zazwyczaj nie było. Później jednak, po przejściu do innej firmy, miałem do czynienia z zarządzającą z Australii i wówczas powstał problem. Musiałem zrezygnować z pracy nie dlatego, że pracowałem kiepsko, lecz dlatego, że nie mogłem należycie komunikować, wskutek czego powiedziano mi „sorry”. W następnym miejscu pracy miałem do czynienia z Arabem, który będąc obcokrajowcem rozumiał mnie lepiej i w różnorodny sposób starał mi się pomóc pokonać barierę językową. Ponadto, uczęszczałem do szkoły, lecz z powodu braku czasu szybko musiałem zrezygnować. Generalnie rzecz biorąc, mój angielski polepszył się wyłącznie dzięki bezpośredniemu obcowaniu z Brytyjczykami. Dopiero wtedy zacząłem wsiąkać język jak gąbka, ale chciałbym dodać, że najważniejsze jest nie bać się mówić i popełniać błędy, bo to jest moim zdaniem proces nieunikniony.

- Czym Londyn jest atrakcyjny dla młodego człowieka?,/strong>

Przede wszystkim swoimi możliwościami, w Londynie można znaleźć wszystko, czego dusza zapragnie. Mimo szalonej konkurencji panującej w tym mieście, każdy młody człowiek ma szanse urzeczywistnić swoje plany. Wszystko zależy od tego jak się człowiek wykaże.

- Co by Pan polecił zwiedzić osobie, która przyjechała do Londynu po raz pierwszy?

Najpierw zabrałbym tę osobę na przejażdżkę samochodem po Londynie i w ten sposób pokazałbym jakim różnorodnym to miasto może być: bogate i biedne, czyste i brudne, piękne i szkaradne itd. Poza tym, będąc tutaj, warto również zwrócić uwagę na znakomite muzea, galerie artystyczne, teatry, no i takie symbole stolicy brytyjskiej jak np. Big Ben, London Eye czy Tower Bridge.

- Wiem, że na Uniwersytecie Wileńskim Pan ukończył studia polonistyczne, a jak często Pan się posługuje językiem polskim będąc tutaj na obczyźnie?

W miarę często, ponieważ jest tutaj dużo Polaków. Idziesz do banku czy do sklepu i często spotykasz Polaka. Mam wrażenie, że w każdym banku można znaleźć pracującego tam Polaka.

- Czy ciekawi się Pan tym co się dzieje na Litwie?

Ostatnio zaglądam na portal Delfi, chociaż przez pierwsze lata zupełnie nie znajdowałem na to czasu.

- Jakie ma Pan plany na przyszłość?

Nie ma wątpliwości, że po pięciu lub dziesięciu latach chcę powrócić na Litwę. Co się dotyczy teraźniejszości, to mam zamiar za kilka tygodni wyjechać na rok do Kanady, czekam więc na wizę i niebawem wyruszam. Stosunkowo dobrze poznałem Londyn, aczkolwiek nie widzę już siebie w tym miejscu i mam raczej ochotę trochę popodróżować, poznać lepiej świat i siebie. Właśnie dlatego pomyślałem o Vancouver, o którym dużo się dowiedziałem z ust podwożonej kiedyś przeze mnie pasażerki z Kanady.

- Za czym Pan najbardziej tęskni będąc na emigracji?

Oczywiście za swoją najbliższą rodziną, przyjaciółmi, Wilnem... Pięknym, cichym i uspokajającym Wilnem.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas

Kultura

Poezja dobra jak chleb. Święto Matki Boskiej Szkaplerznej w Taboryszkach

W niedzielę 17 lipca br. we wsi Taboryszki nad rzeką Mareczanką na Wileńszczyźnie obchodzono święto Matki Boskiej Szkaplerznej.

Polska mówi "Labas, Lietuva" (12)

Aktorka oraz prezenterka telewizyjna Beata Tiškevič od swoich fanów w serwisach socjalnych otrzymała zadanie. Miała poprosić 40 Polaków, aby przywitali się po litewsku.

700 - lecie Starych Trok (1)

17 lipca 2016 roku ma rodzinna miejscowość obchodziła chlubny jubileusz - 700 lat istnienia. Skromna to data w historii ludzkości, ale znaczna dla Litwy, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Rzeczpospolitej Obojga Narodów i - mam nadzieję - współczesnej Litwy.

Wydarzenia Centralne na Światowych Dniach Młodzieży

Wszyscy mogą przybyć na wydarzenia ŚDM, zarówno ci którzy się zgłosili i wykupili pakiet jak i ci, którzy zdecydują się dołączyć w ostatniej chwili – podkreśla kard. Stanisław Dziwisz.

Spotkanie z filmowcem Waldemarem Czechowskim

W poniedziałek, 25 lipca, o godzinie 18.00 w Instytucie odbędzie się specjalne spotkanie w ramach Letniego Klubu Filmu Polskiego, który w tym roku poświęcony jest dorobkowi PWSFTviT w Łodzi/ Łódzkiej Szkole Filmowej.
Facebook pl.DELFI.lt