Venckienė: Refleksje nad 13 stycznia

 (3)
W sobotę różne myśli krążyły mi po głowie. Dopiero, gdy spojrzałam w kalendarz, zrozumiałam, dlaczego. 12 stycznia 22 lata temu wypadało w sobotę. W tym roku również.
Neringa Venckienė
Neringa Venckienė
© DELFI (K.Čachovskio nuotr.)

Nieuchwytny mistycyzm czasu, którego w biegu nie zauważamy. Sobota 22 lata temu, 12 stycznia, Litwa wzburzona. Jest już po zajęciu Domu Prasy, po innych działaniach żołnierzy sowieckich. W młodym państwie, dopiero rok po odzyskaniu niepodległości, doszło do rozlewu krwi. Była to noc z 12 na 13 stycznia.

Z tego okresu pamiętam jedynie ostatnie chwile wiadomości Telewizji Litewskiej, potem niezależny kanał telewizyjny oraz nagłówki gazety „Laisva Lietuva“ („Wolna Litwa”) - „Krwawa niedziela”. Dziś żyjemy w pokoju. Bez strachu, że do miasta, do czyjegoś domu wejdzie obcy żołnierz, będą ginąć przypadkowi ludzie, których winą jest tylko to, że opowiedzieli się po stronie swojej Ojczyzny.

Ale w tym stanie pokoju, w którym przez dwa ostatnie dziesięciolecia dobrze się żyło tylko wybranej przez nas władzy, nie zauważyliśmy nadejścia innego zagrożenia. Nieprawdy, niesprawiedliwości, oszustwa, korupcji, hipokryzji. Nie bronimy się, bo nie czerwone sztandary powiewają nad nimi, tylko nasza trójkolorowa flaga. Ich zadaniem nie jest rozjechać tłum, lecz uwięzić świadomość, wolną myśl, ideę, dążenia.

Nie chcę nikogo obrazić, ale 13 stycznia i 17 maja to dwie ważne dla mnie daty. 22 lata temu, jeszcze jako młoda studentka i obywatelka, która tak bardzo wierzyła w swój kraj, bałam się o przyszłość swojego kraju. W ubiegłym roku – bałam się o los córeczki mojego brata Drąsiusa Kedysa. Do domu moich rodziców, dziadków dziewczynki, wtargnęli nie sowieccy żołnierze, tylko dobrze przeszkoleni i uzbrojeni nasi mundurowi. Było ich aż 240. A może i więcej.

Ten dzień na zawsze utknął w naszej pamięci jako przykład strasznej brutalności władzy. Dosadnie pokazał, że w kraju, o który walczyliśmy, do którego dążyliśmy, człowiek jest nikim. Że policja, gdy wejdzie do naszego domu, przeciwko niewinnemu człowiekowi może zastosować dowolne środki. Pokazał, że demokracja na Litwie jest jedynie iluzją, że w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej, jesteśmy państwem policyjnym.

Krajem rządzimy nie my, obywatele Litwy, tylko klan władzy, który pragnie tylko jednego - trwać i niszczyć tych, co szukają prawdy. Zniszczyć fizycznie, moralnie lub wygnać z ojczyzny, jak to już zrobiło w przypadku miliona innych ludzi. Stajemy się narodem rozproszonym po całym świecie.

Wydarzenia 17 maja 2012 roku w Godlewie (Garliava) na wieki przejdą do historii jako jeden z najstraszniejszych i najbardziej hańbiących faktów. Ponieważ to właśnie rękoma funkcjonariuszy państwowych zniszczono autorytet prawa w niepodległej Litwie. Spowodowało to również spadek zaufania do państwa.

Wiem, że za to porównanie ściągnę na siebie lawinę krytyki, ale nie mogę milczeć. Losy zarówno Litwy, jak i małej dziewczynki są mi równie drogie. Jeżeli wykreślimy z historii los dziecka, nie zadbamy o jego uśmiech, dziecięce marzenia, codzienne radości, nie będzie i Litwy. Wystarczy wyrzucić małego człowieka na śmietnik historii, potem kolejnego, dziesiątego, tysięcznego, a państwo zacznie się staczać.

Wspomnienie ofiar 13 stycznia jest mi drogie, co roku krwawa data odchodzi coraz bardziej w przeszłość, a myśli pozostają, są tuż obok. Czuję ogromny szacunek do bliski ofiar, ich przyjaciół, współpracowników czy po prostu znajomych. Życzę siły i wiary. Wiary w Litwę. Wiary w to, że nadejdzie dzień, gdy będziemy znowu dumni ze swego kraju, odbudujemy w nim sprawiedliwość, zaufanie do władzy, będziemy się czuć bezpieczni nie tylko na ulicy, ale i we własnych myślach.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt