Vareikis: Litewscy uczniowie i polskie chorągiewki

 (90)
W ubiegłą sobotę prospekt Giedymina i okolice Sejmu były świadkiem dwóch pikiet. Uczestnicy obu zgromadzeń proponowali dokonania pewnych zmian na Litwie, ale można było odnieść wrażenie, że autorzy tych propozycji w przypadku jednej pikiety reprezentowali Litwę, a w przypadku drugiej – naszego południowozachodniego sąsiada. Konkretniej, w pikiecie i marszu w sprawie reorganizacji systemu oświaty dominowały polskie flagi.
Egidijus Vareikis
Egidijus Vareikis
© DELFI (K.Čachovskio nuotr.)

Zasady używania flag państwowych w różnych krajach mogą się różnić, ale flaga zawsze symbolizuje obecność konkretnego państwa w danym miejscu lub sytuacji. Każde państwo reguluje użycie swojej flagi za granicą i stara się, aby zawsze była honorowym symbolem kraju, by nie stawiała państwa w dwuznacznej sytuacji oraz nie powodowała politycznych lub etnicznych napięć.

Polska flaga reprezentuje kraj, którego bogata historia nadaje fladze ogromną wagę. Użycie flagi Rzeczpospolitej Polski na pikiecie jest albo nieudanym przejawem folkloru, albo nieprzyjacielskim gestem. Ktoś mógłby zażartować, że podobną flagę ma Górna Austria, Turyngia czy Tyrol, ale trudno uwierzyć, że Tyrolczycy mogliby się wtrącać w kwestie litewskiej oświaty.

Zagadnięci przeze mnie uczestnicy zgromadzenia byli obywatelami Litwy. Część litewskich uczniów narzekała, że nie uda im się w terminie dobrze zdać egzaminu z języka państwowego. Inni — że różne grupy etniczne nie mają równych szans i możliwości... Nie usłyszałem ani jednej wypowiedzi o tym, że powodem problemów jest Polska lub że Polska przygotowuje egzaminy dla litewskich uczniów.

Postronny obserwator mógłby odnieść wrażenie, że w obronie oświaty w rejonie wileńskim stają nie nauczyciele i uczniowie, ale wysłannicy innego kraju. I wcale nie walczą o szkolnictwo, tylko protestują przeciwko wszystkiemu, bo na Litwie wszystko z zasady jest złe. A czyja to sprawa, prawdę mówiąc...

Ostatnia pikieta i jej białoczerwona oprawa zaczyna budzić podejrzenia, że nie wszyscy zgadzają się w kwestiach, w których wydawało się, że zgadzamy. Sprawa oświaty, prawdę mówiąc, nie jest szczególnie obszerna. Zarówno eksperci litewscy, jak i europejscy nie widzą w ustawie naruszeń praw człowieka. Ustawa w ich opinii odpowiada wymaganiom stawianym przez szkolnictwo i konsoliduje społeczeństwo. Możemy rozmawiać o terminach jej wejścia w życie, ale nie jest to sprawa pikiet, lecz negocjacji. Odważę się wręcz powiedzieć, że lepiej zdać egzamin wcześniej niż później, choć jeśli ktoś bardzo chce, to naprawdę można negocjować.

Uzgodniliśmy, że niezależnie od pochodzenia narodowościowego wszyscy jesteśmy obywatelami Litwy. Dlatego należało przyjść z flagami litewskimi – byłoby jasne, kto odpowiada za wady i zalety reformy. Obywatele Polski, których reprezentowały flagi biało-czerwone, są tu „piątym kołem u wozu“ – nie muszą i nie będą musieli zdawać egzaminu z języka litewskiego jako państwowego.

Uzgodniliśmy, że traktujemy język państwowy jak państwowy, a nie jako sposób spędzania wolnego czasu. Zgodnie z tym, nieznajomość języka państwowego w Europie można porównać do analfabetyzmu. Nie mówiąc już o tym, że znajomość języka się przydaje. Znać go należy nawet jeżeli się go nie lubi, nie wspominam już o korzyściach z tego płynących.
Uzgodniliśmy, że język ojczysty jest niezbędny i będziemy się go uczyć. Język ojczysty i państwowy lub oficjalny nie zawsze są tożsame, niejeden z nas z tym się spotkał.

Naprawdę nienawidziłem Związku Sowieckiego i czasami specjalnie udawałem, że nie rozumiem po rosyjsku, ale z języka rosyjskiego jako przedmiotu miałem piątkę. Nawet teraz znajomość tego języka się przydaje. A i Telewizji Polskiej jestem wdzięczny do dziś, że nauczyłem się polskiego... Niektórzy uważają za swój język ojczysty język żmudziński. Proszę bardzo – ma on niezaprzeczalną wartość kulturową, jak i gwara „tutejsza“. Mieszkam w rejonie wileńskim i często ją słyszę, prawie się jej nauczyłem.

Uzgodniliśmy, że wszyscy przeczytamy Konstytucję w całości, nie tylko jeden artykuł. Że przeczytamy cały tekst Europejskiej Karty Języków Regionalnych i Mniejszościowcyh, nie tylko jedno zdanie. Zobaczymy wówczas, że status języka państwowego, używanie języków regionalnych i oświatę w języku niepaństwowym można połączyć. Więcej zaufania wobec siebie, a dogadalibyśmy się i w sprawie liter, i nazwisk, i tablic...
Uzgodniliśmy, że problemy litewskie będziemy rozwiązywać na Litwie i nie pozwolimy, aby rozwiązania były niezgodne z ogólnie akceptowalnymi zasadami demokracji, praw człowieka i szacunku wobec tradycji.

Flaga Litwy na pikiecie nie tylko oznaczałaby trzymanie się tych zasad, ale wskazywałaby na solidarność społeczną. W ramach tej solidarności znalazłoby się miejsce również na konsultacje ze specjalistami polskiej oświaty (przecież mówimy o częściowej oświacie w języku polskim). Niech wtedy negocjatorzy usiądą do stołu z litewskimi i polskimi flagami, ponieważ w tym wypadku rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z interesem dwóch suwerennych państw.

Zamiast Post Scriptum można dodać, że inne grupy narodowościowe flag państwowych na pikietę nie zabrały – w ogóle nie dołączyły do akcji, może uważają, że problem nie istnieje lub pozostawiają sprawy litewskie Litwinom. Czyż nie?

Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt