Stryjek: Policja litewska i AK popełniły zbrodnie na ludności cywilnej

 (124)
Powojenny antykomunistyczny ruch oporu sięgał od Estonii przez Łotwę, Litwę, Białoruś, Ukrainę aż do Mołdawii, powiedział PL DELFI prof. Tomasz Stryjek. Największy rozmiar to zjawisko miało na Litwie, dodaje rozmówca.
Stryjek: Policja litewska i AK popełniły zbrodnie na ludności cywilnej
*

Gdyby miał Pan w kilku zdaniach scharakteryzować fenomen powojennej antykomunistycznej partyzantki w Związku Sowieckim i krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w jaki sposób by Pan go opisał?

Był to bardzo liczny ruch oporu sięgający od Estonii przez Łotwę, Litwę, Białoruś, Ukrainę aż do Mołdawii, zmagający się z totalitarnym imperium, liczący, że trwająca zimna wojna między mocarstwami przekształci się w trzecią wojnę światową. Jest to zjawisko – którego łączna skala sięgała ok. stu tysięcy partyzantów – dotychczas bardzo słabo zbadane, a na pewno niezbadane w ujęciu porównawczym, czego próbowaliśmy w naszej książce dokonać.

Jaką specyfikę miała partyzantka antysowiecka w krajach bałtyckich, czym się różniła np. od Ukrainy albo Polski?

Sądzę, że specyfika w Litwie, Łotwie i Estonii wynikała z tego, że było to drugie doświadczenie tych krajów ze Związkiem Sowieckim. Pierwszym była okupacja sowiecka w latach 1940-1941. Ówczesna skala represji: deportacje, likwidacja inteligencji, przy relatywnie bardzo małej liczebności narodów bałtyckich sprawiły, że narody te bardzo silnie zaangażowały się po stronie III Rzeszy w okresie 1941-1944, a następnie weszły w antysowiecką partyzantkę. Związek Sowiecki postrzegany był jako największe zagrożenie. Co wyróżnia kraje bałtyckie, to skala uczestnictwa w tym ruchu zbrojnym z uwagi na zagrożenie przetrwania narodów. W Polsce czy na Ukrainie naród tytularny [tj. dominujący liczebnie] był na tyle duży, że ten motyw nie był tak silny.

Czy możemy przedstawić pewne liczby: jak duża część ludności krajów bałtyckich była zaangażowana w partyzantkę militarnie, a także w sposób bierny, np. poprzez jej logistyczne wspieranie, dostarczanie kryjówek, pożywienia?

Bezwzględnie największy rozmiar to zjawisko miało na Litwie. W szczytowym momencie, w 1945 r., w partyzantkę było zaangażowane ok. 1% ludności (ok. 30 tys. mieszkańców). Istniało wówczas wiele komend, organizacji, ale następnie one się zjednoczyły i nawet przywróciły – w sposób symboliczny – litewskie państwo podziemne. W przypadku Łotwy i Estonii nigdy nie doszło do zjednoczenia tych jednostek. Skala w krajach na północ od Litwy jest niewątpliwie mniejsza, trudniejsza do oszacowania, ale z pewnością niższa proporcjonalnie do ogółu ludności. Partyzantka we wszystkich trzech krajach miała charakter zdecydowanie etniczny, skupiający narody tytularne. Bardzo rzadko uczestniczyli w niej przedstawiciele mniejszości narodowych (zwłaszcza Rosjanie).

Jak wyglądał zatem stosunek przeciętnego Litwina, Łotysza i Estończyka do partyzantki i jak się zmieniał w czasie?

To dobre pytanie. Ten stosunek nie da się zamknąć w jednym podsumowaniu: poparcia lub odmowy poparcia. Jest bardzo dużo zróżnicowanych postaw. Generalnie, o czym się czasem zapomina, w tych trzech republikach mieliśmy do czynienia ze sporym zaangażowaniem ludności w procesy społeczne, które były narzucane lub inspirowane przez władze sowieckie tj. odbudowa zniszczeń wojennych, kolektywizacja, alfabetyzacja, budowa przemysłu. W związku z tym można powiedzieć, że rosła represyjność podziemia wobec własnych rodaków, zwłaszcza tych, którzy jego zdaniem przekroczyli granicę lojalności czy kolaboracji.

Największa represyjność partyzantki była na Litwie…

To prawda. Proporcja tych, którzy padli z rąk Litwinów działających w partyzantce za współpracę z wrogiem, nie będąc żołnierzami Armii Czerwonej czy sowieckich wojsk wewnętrznych, do tych, którzy byli członkami wymienionych struktur i zginęli w bezpośredniej walce z podziemiem, była największa, nawet jak osiem do jednego. Nie jest to jednak zjawisko całkiem wyjątkowe, większość partyzantek, która działała po II wojnie światowej, także w krajach kolonialnych, stosowała tego rodzaju praktyki.

Kraje bałtyckie mają swą geografię etniczną, polityczną, jak wyglądał stosunek partyzantek do mniejszości narodowych i terenów przez nie zamieszkanych tj. Wileńszczyzna czy Łatgalia?

W przypadku Litwy w latach 1944-45 nastąpiła tzw. wymiana ludności między ZSRS a Polską, więc okręg wileński AK został rozwiązany, jego struktury przenoszono do kraju wraz z ludnością wyjeżdżającą. Przestrzeń niekontrolowaną przez Sowietów w całej LSRS w większym lub mniejszym stopniu opanowało podziemie litewskie. Inna sytuacja była na Zachodniej Białorusi, gdzie tych struktur nie rozwiązano, i podziemie polskie zdecydowanie przeważało nad podziemiem białoruskim, które było bardzo słabe. Jeśli mówimy o Litwie i Łotwie, to po odejściu Niemców, nie było konfliktów zbrojnych między strukturami: czy to cywilnymi podziemnymi czy to wojskowymi Polaków i narodów tytularnych. Konflikt polsko-litewski miał miejsce w 1944 r. wokół miejscowości Glinciszki i Dubinki, gdzie obie strony, tj. policja litewska i AK popełniły zbrodnie na ludności cywilnej, które mogłyby zostać dziś zakwalifikowane jako zbrodnie wobec ludzkości. Były też starcia między żołnierzami polskiej armii podziemnej a oddziałami litewskiego korpusu gen. Plechavičiusa. To wszystko działo się jednak jeszcze pod okupacją niemiecką, po objęciu kontroli nad całym regionem przez ZSRR już tego nie obserwowaliśmy. Nawet – choć nie zbadaliśmy tego do końca – nastąpiły próby, z pewnością nieudane, rozmów między partyzantkami. Kontekst polityczny – oczekiwanie na wojnę między ZSRS a aliantami zachodnimi – skłaniał przecież do jakiejś formy porozumienia.

Wracając jeszcze na moment do geografii: podczas spotkania powiedzieli Panowie, że najsilniejsza partyzantka na Łotwie była w Kurlandii ze względu na obecność wojsk Legionu SS. Chciałem zapytać, czy było tak, że partyzantka rekrutowała się z jednej strony z przedwojennej kadry żołnierskiej, z drugiej zaś strony z formacji kolaborujących z Niemcami?

Inspiracja niemiecka i jej czynnik organizacyjny jest bardzo wyraźny. Najwyraźniejszy właśnie w przypadku łotewskim, o wiele mniej wyraźny na Litwie. Trudno powiedzieć, w jakich proporcjach partyzanci rekrutowali się z wojsk przedwojennych czy utworzonych przez Niemców jednostek zbrojnych. Nie przeprowadziliśmy analizy pochodzenia partyzantki z różnych formacji przed- czy wojennych. To wymagałoby znacznie dłuższych badań, ale mieliśmy do czynienia z życiorysami takich oficerów, którzy przeszli przez przedwojenne armie niepodległych państw, później armię sowiecką, ucieczkę z niej, włączenie się do dywizji SS czy innych powołanych przez Niemców formacji wojskowych/policyjnych, a na koniec trafili do partyzantki antykomunistycznej. Dobrym przykładem jest pułkownik Alfons Rebane, najbardziej znany estoński oficer, który taką karierę przeszedł. Był odznaczony przez Niemców Żelaznym Krzyżem za udział w obronie Estonii przed Armią Czerwoną w 1944 r., a następnie wydostał się na Zachód, gdzie stał się głównym mężem zaufania wywiadu brytyjskiego w kontaktach z podziemiem w kraju. Zmarł w RFN w 1976 r., ale w 1999 r. jego szczątki przeniesiono do kraju.

Czy 1953 r., który jest cezurą w Państwa publikacji, jest także granicą obowiązującą w krajach bałtyckich? Podczas debaty wspomnieli Panowie – anegdotycznie – o Estończyku, który został schwytany w 1972 r. Czy po 1953 r. istniała w krajach bałtyckich partyzantka antysowiecka?
Dla partyzantki jako zorganizowanego ruchu rok śmierci Stalina faktycznie jest przełomem. Wyraźnie słabła ona już od 1950 r., by od 1953 r. załamać się niemal zupełnie. W latach 1950-1953 giną lub zostają ujęci dowódcy największych partyzantek: Jonas Žemaitis na Litwie i Roman Szuchewycz na Zachodniej Ukrainie. Ważna jest tu nie tylko śmierć Stalina, ale także koniec wojny koreańskiej, bo dla Zachodu posłużenie się partyzantką przestało mieć wówczas tak istotną rolę.

Chciałem zapytać o współczesność – w jaki sposób Litwini, Łotysze i Estończycy po odzyskaniu niepodległości poradzili sobie z pamięcią o partyzantce? Który kraj wykonał największą pracę?

Chyba Litwini. Powołali oni do życia Centrum Badań nad Ludobójstwem i Ruchem Oporu na Litwie (Lietuvos gyventojų genocido ir rezistencijos tyrimo centras), mające najszersze kompetencje, porównywalne z polskim IPN, choć nie ma ono w przeciwieństwie do IPN np. swoich oddziałów terenowych. Prowadzi ono nie tylko działalność dokumentacyjną czy badawczą, ale także edukacyjną, odnośnie wojny i powojnia, ruchu partyzanckiego. Organizuje np. dla młodzieży obozy survivalowe, które łączą walory edukacyjne z przygodą. Na Litwie mamy też najwyższy poziom zgodności społecznej co do tego, że partyzantka jest powodem do dumy, pomimo jej bardzo silnej represyjności wobec ludności cywilnej. Wynika to przede wszystkim z tego, że współcześnie mniejszości narodowe na Litwie są stosunkowo nieliczne (Litwini stanowią 84 % ogółu społeczeństwa), a pamięć o wydarzeniach lat 40.-50. XX w. w tej części Europy jest związana przede wszystkim ze wspólnotami typu etnicznego. Na Łotwie i w Estonii linia podziału pamięci jest linią podziału narodowościowego pomiędzy narodami tytularnymi a bardzo liczną mniejszością rosyjskojęzyczną. Mamy tam dwie konkurencyjne pamięci, a władze państwowe nie inwestują aż tak silnie, jak na Litwie w kreowanie narracji martyrologiczno-heroicznej odnośnie do narodu tytularnego, przyczyniłoby się to bowiem do jeszcze większego zaostrzenia konfliktu narodowościowego.

Mimo istnienia takich instytucji jak Muzeum Okupacji Łotwy…

Jeśli idzie o muzea odnoszące się do czasów wojny i okresu 1944-1991 w tych trzech krajach, to tylko na Litwie jest ono w całości finansowane ze środków państwowych. Na Łotwie jest to inicjatywa społeczna, która korzysta ze środków państwowych, zaś w Estonii założenie takiego muzeum to była inicjatywa całkiem oddolna, głównie emigracyjna, i środki państwowe są w niej obecnie w niewielkim stopniu zaangażowane. Widzimy więc, że wewnętrzna sytuacja narodowościowa wpływa na politykę państwa wobec pamięci o tych wydarzeniach…

W historiografii Związku Sowieckiego podziemie określano jako bandytów, faszystów, reakcjonistów, czy współczesna rosyjska historiografia – głównego nurtu – próbuje nieco przedefiniować swój stosunek do tego tematu, czy powiela kalki sowieckie?

Jeśli za „główny nurt” weźmiemy historiografię akademicką, Rosyjską Akademię Nauk, i wiodące uniwersytety, to niewątpliwie mamy do czynienia może nie z „przełomem kopernikańskim”, a z pracami, które w sposób rzeczowy, uwolniony od języka ideologicznego i uwarunkowań politycznych, starają się to badać. Z tym, że przedmiotem tych badań nie jest raczej sam ruch partyzancki, a bardziej sowietyzacja państw bałtyckich (zob. np. Jelena Zubkowa, Pribałtika i Krieml 1940-1953, Moskwa 2008). W każdym razie występują prace rzetelne, które mają sporą wartość dla historyków polskich. Oczywiście, trzeba zdawać sobie sprawę, że rynek książki rosyjskiej jest opanowany przez nurt historiografii popularnej, gdzie mamy do czynienia z kontynuowaniem terminologii sowieckiej. 

Sporo takich prac możemy znaleźć w warszawskiej Bibliotece Sejmowej, są wydawane przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych…

Historycy ci korzystają z uprzywilejowanego dojścia do archiwów służb bezpieczeństwa. Te książki się z trudem czyta, bo z jednej strony trzeba odrzucać tę warstwę ideologiczną, zaangażowaną we współczesną politykę, z drugiej jednak fakt dostępu ich autorów do źródeł, do których inni nie mieli dostępu, daje historykowi perspektywę dowiedzenia się czegoś nowego. Sytuacja takiego wyróżnienia części historyków przez władze państwowe występuje jednak nie w krajach bałtyckich, a w Rosji i na Białorusi.

Ostatnie pytanie będzie dość prywatne. Jak pracowało się Panom nad bałtycką częścią książki?

To było fascynujące doświadczenie. To był nasz pierwszy wyjazd do krajów bałtyckich w celach naukowych. Byliśmy wcześniej w Wilnie, ale Ryga i Tallinn to była nowość. Organizację archiwów i bibliotek narodowych oceniamy jako bardzo dobrą, dostępność, tego czego oczekiwaliśmy była bardzo łatwa. Odczuwamy natomiast deficyt debaty naukowej z tamtejszymi historykami, bo jednak wyjazdy były dość krótkie. Nie mieliśmy do końca sformułowanych tez, zbieraliśmy dopiero materiał do książki, podchodząc do tematu „szerokim łukiem”. Być może dopiero teraz, kiedy książka się już ukazała ta debata z historykami litewskimi, łotewskimi czy estońskimi, będzie możliwa.

Tomasz Stryjek (ur. 1964) – historyk, profesor w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, wykładowca Collegium Civitas. Autor publikacji „Ukraińska idea narodowa okresu międzywojennego. Analiza wybranych koncepcji” (2000), „Jakiej przeszłości potrzebuje przyszłość? Interpretacje dziejów narodowych w historiografii i debacie publicznej na Ukrainie 1991–2004” (2007).

2 października w cyklu "Spotkanie z książką" odbyła się w warszawskim Domu Spotkań z Historią (DSH) promocja publikacji "Wojna po wojnie. Antysowieckie podziemie w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1944-1953". Obszerna praca autorstwa Grzegorza Motyki, Rafała Wnuka, Adama Barana i Tomasza Stryjka, licząca ponad 600 stron, obejmuje zakresem terytorialnym nie tylko Polskę, Ukrainę czy Białoruś, ale także kraje bałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię. Książka wydana przez Wydawnictwo Naukowe Scholar pod patronatem Instytutu Studiów Politycznych PAN i Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, analizuje konspirację antysowiecką, metody jej zwalczania przez NKWD, młodzieżowy ruch oporu, a także pamięć o partyzantce we współczesnych społeczeństwach posowieckich.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt