Songaila: Litwa dla Litwinów! Co nie pasuje?

 (133)
W czasach odrodzenia narodowego Vincas Kudirka i jego współtowarzysze rozpowszechnili hasło „Litwa dla Litwinów”. Jeszcze do niedawna zasługi historyczne Vincasa Kudirki na rzecz niepodległości Litwy nie budziły żadnych wątpliwości.
Gintaras Songaila
Gintaras Songaila
© DELFI (Š.Mažeikos nuotr.)

Jednakże ostatnio sytuacja się nieco zmieniła. Niektórzy nawet dr. Jonasowi Basanavičiusowi zarzucają, że poprowadził Litwę złą, ”etnocentryczną” drogą i proponują przekreślić całą przedwojenną litewską historiografię, symbolem której została „historia Šapoki”, a zarazem i całą „etnolingwistyczną” litewską tożsamość kulturową, stworzoną za „czasów Smetony”.

Inni, bardziej umiarkowani w swoich poglądach, choć wprawdzie przyznają, że bohaterzy, którzy walczyli o niepodległość Ojczyzny, w swoim czasie byli na swoim miejscu, jednocześnie głoszą, że we współczesnym świecie model państwa narodowego jest już nieaktualny, że zmieniły się pojęcia konstytucyjne, gdy Litwa została członkiem UE itd.
Proponują oni, by pojęcie „naród” utożsamić z pojęciem „społeczeństwa obywatelskiego”, jako że akcentowanie, że Litwa miałaby istnieć dla Litwinów, jest nietaktem, ponieważ w tej sytuacji upokarza się godność obywateli innych narodowości. Powodem, by wrócić do tego tematu stało się niedawno przeprowadzone na Łotwie referendum w kwestii wprowadzenia drugiego języka państwowego oraz marsz 11 Marca.

Co mówi Konstytucja: Naród czy społeczeństwo obywatelskie?

W Konstytucji Republiki Litewskiej nie istnieje pojęcie „społeczeństwo obywatelskie”. Już w preambule jest mowa, że państwo to tworzy naród litewski. Dalej w tekście pojęcie „naród” jest traktowane w inny sposób, niewątpliwie odnosząc się do wszystkich obywateli Republiki Litewskiej.
Umiarkowani kosmopolici twierdzą, że ten sposób do Konstytucji wprowadzono pojęcie „narodu politycznego”, którego nie powinno się mylić z etniczną litewskością. Nawet słowo „Litwin” może dziś być definiowane jako „obywatel Litwy”, tak jak Francuzami zazwyczaj nazywa się ogół obywateli Francji.

Nawet jeżeli zgodzimy się z definicją „narodu politycznego”, która, jak się okazuje, nie ma nic wspólnego z litewskością, to pojęcie to nadal nie będzie równoznaczne z koncepcją „społeczeństwa obywatelskiego”. Choćby dlatego, że konstytucyjny „naród polityczny” koncentruje w sobie nie tylko obecne pokolenie, lecz również wszystkie pokolenia z przeszłości i przyszłości, póki istnieje państwo (czy to w rzeczywistości, czy to w pamięci historycznej). Decydując o losie państwa kontynuujemy przecież prace naszych przodków i troszczymy się o dzieci naszych dzieci. Funkcjonujące w historii społeczne ciało narodu (według M. Römera) przyodziewa konstytucyjną powłokę państwa, niezależnie od czasu. Zatem nowożytne pojęcie „narodu” konstytucyjnego nawet formalnie nie mieści się w koncepcji indywidualistycznej, które podkreślałaby prawa i osobiste interesy obecnego obywatela.

Jednak nie można zapomnieć, że „naród polityczny” nie wziął się z kosmosu. Konstytucja jasno mówi, że tradycje i korzenie narodu są litewskie. Nie chodzi więc o abstrakcyjne społeczeństwo, bez konkretnego spoiwa. Ten naród jest przywiązany do języka, do wydarzeń historycznych i swego dziedzictwa. Ten naród jest przywiązany do swej kultury, publicznej przestrzeni komunikacji i działania na rzecz wspólnego dobra. Obywatele innych narodowości i goście kraju powinni szanować tę przestrzeń, to jedyny dom narodu litewskiego. Z drugiej strony, czy ktoś mówi, że ten kraj istnieje tylko dla Litwinów?

Łotwa – dla Łotyszy czy dla Rosjan?

Wiele wniosków można wyciągnąć z referendum, które niedawno odbyło się na Łotwie, gdy imperialne siły Rosji próbowały narzucić Łotwie drugi język państwowy („prisvojitj gosudarstvennij status russkomu jazyku”). Język rosyjski miał otrzymać status języka państwowego. Próby wyjaśniania, że język łotewski jest tylko dogodnym narzędziem funkcjonowania publicznego, niestety nie wystarczą. Przecież język łotewski na Łotwie nie pojawił się przypadkowo, dla czyjejś wygody, nie był to też tymczasowy kompromis „społeczeństwa obywatelskiego”, polegający na wyborze języka komunikacji publicznej. Zwolennicy rosyjskojęzycznej Łotwy przedstawili wiele argumentów, by nadanie oficjalnego statusu językowi rosyjskiemu było wygodne nie tylko dla sporej części społeczeństwa Łotwy, lecz by również przynosiło korzyści gospodarcze i nowe perspektywy.
Ta argumentacja przypomina hasła wierchuszki litewskich konserwatystów, że obecny, litewski patriotyzm powinien się zmienić, że angielski powinien stać się drugim obowiązkowym językiem urzędników litewskich. Przecież wtedy Litwa stanie się bardzie „konkurencyjna”. Publiczne napisy mogą być też po polsku, w końcu poprawiłoby to relacje z krajem sąsiednim, byłoby nowoczesne, korzystne i nie takie „etnocentryczne”.
Jednakże raczej nie wszyscy zwolennicy rosyjskojęzycznej Łotwy są automatycznie wrogami niepodległości Łotwy. Z artykułów, które pojawiały się w rosyjskojęzycznej prasie łotewskiej, wynika, że większa część ludzi po prostu inaczej widzi przyszłość Łotwy. Oni proponują zamiast określenia „Łotysze” (ros. Łatyszy) nieco inne: „Łotwianie” (ros. Łatwijcy). Proponują też tworzyć nowe społeczeństwo, ten ich „naród polityczny”, w którym Łotysze i Rosjanie mieszkaliby obok siebie na takich samych prawach. Prawdopodobnie kochają Łotwę (podobnie jak nasz Tomaszewski kocha Litwę), tylko, jak podsumowała jedna dziennikarka, Rosjanka, mieszkająca na Łotwie: ich nieszczęście polega na tym, że obok nich mieszkają Łotysze, którzy nie chcą się integrować. Organizator referendum, Linderman, obrońców języka łotewskiego nazwał zombi.
Udało się obronić język łotewski na Łotwie, gdyż społeczeństwo i elita polityczna Łotwy nie zdradziła interesów, kultury narodowej, a także konstytucji państwa. W trakcie referendum większość, w tym obywatele należący do innych grup etnicznych, opowiedziała się za utrzymaniem języka łotewskiego jako jedynego języka państwowego, ponieważ - jako lojalni obywatele Łotwy - zaliczają się do narodu łotewskiego, a nie do jakiegoś abstrakcyjnego narodu politycznego (są zatem „Łotyszami”, a nie „Łotwianami”).

Dla kogo istnieje Litwa?

Hasło marszu młodzieży 11 Marca „Litwa dla Litwinów” zwraca uwagę na to, że Litwę należy obronić, powinna ona pozostać ziemią Litwinów. Naród litewski i kultura stanowią podstawowe fundamenty naszej państwowości. Nawet jeżeli obecnie próbuje się hołdować takim ideologiom, że naród jest niby sztucznym, urojonym tworem. Jednakże historia naszego narodu udowadnia coś zupełnie innego. Dostarcza ona licznych przykładów jedności narodu, współpracy, poświęcenia na rzecz dobra kraju. Wystarczy sobie przypomnieć, jak się tworzył Sąjūdis. Naród litewski pokazał wtedy, że żyje, że ma swój kręgosłup. Gdyby go nie miał, nie byłoby ani naszego państwa, ani jego „społeczeństwa obywatelskiego”.

Poeta Vydūnas mówił, że tożsamość narodowa jest drogą do człowieczeństwa. Dlatego jest ona nieodłączną częścią osobistego samostanowienia, prawości i szacunku wobec dziedzictwa naszych przodków. Zdaniem narodowców, tożsamość narodowa jest nieodłączną częścią tożsamości kulturowej. Troska o kulturę narodową najlepiej definiuje istotę i cel istnienia państwa (przecież o inne potrzeby obywateli mogą równie dobrze zadbać okupanci!). Nawet niektórzy krytycy narodowców w tej sytuacji przyznają im rację, lecz tuż potem wyciągają niczym z kapelusza zarzut, że narodowcy widzą w tożsamości narodowej dar „nadawany z automatu”, nie wymagający żadnych dodatkowych wysiłków ze strony obdarowanego. Litwin nie jest lepszy tylko, dlatego, że jest Litwinem (oczywiście nie jest też gorszy z tego powodu). Oczywiście, chcielibyśmy, by wizerunek Litwina kojarzono z najlepszymi atrybutami człowieczeństwa. Jednakże jest to stan „docelowy”, a nie znak jakości nadawany z góry każdemu Litwinowi. Można jednak zauważyć coraz bardziej wyraźną tendencję umniejszania wartości kultury litewskiej, godności narodu litewskiego, siania niczym nieuzasadnionego poczucia niższości, nieufności i rozczarowania, ślepego naśladownictwa, wyrzekania się własnych wartości, szerzenia prowincjonalnej „europejskości”.

Hasło „Litwa dla Litwinów!” zachęca do sprzeciwu wobec takiej samozapaści, do poznania i kultywowania swych korzeni. O tym, do czego prowadzi tłumienie poczucia własnej wartości, można poczytać w książce Aloyzasa Gudavičiusa „Etnolingwistyka (Naród w języku)“ (lit. „Etnolingvistika (Tauta kalboje)”), 2009, ,w której na str. 221 – 223 przytoczone są interesujące wyniki badań społecznych na temat wzajemnych stereotypów młodzieży litewskiej, polskiej, rosyjskiej, niemieckiej oraz wizerunku własnego. Litwini oceniają siebie najgorzej. Niestety, młodsze pokolenie ocenia siebie jeszcze bardziej krytycznie niż starsze. Dziwne jest to, że wizerunek Litwinów w oczach innych jest lepszy niż ich własna opinia o sobie. Natomiast Polacy oceniają samych siebie lepiej, niż widzą ich inni.

Litwa jest naszą ziemią, na sami której tworzymy swoje życie. Niestety, należy przyznać, że zaniedbaliśmy nasze państwo, dlatego borykamy się z ogromnymi trudnościami i czasami wydaje się, że jesteśmy obszarem samowoli grup o niejasnej proweniencji, z którego ucieka, kto tylko może. Według takiego scenariuszu Litwa istnieje dla nie wiadomo kogo, a miejsce Litwinów jest na całym świecie. Cóż, przynajmniej młodzież narodowa nie zgadza się na taki scenariusz. A co o tym sądzi młodzież liberalna? Jaki szlak wytacza nam obecna oświata?.
Odzyskanie polityki narodowej

W obecnych czasach zachowanie tożsamości kulturowej jest najważniejszym imperatywem polityki bezpieczeństwa państwa. Kto tak powiedział? Okazuje się, że pierwsi nie byli wcale współcześni narodowcy i nawet nie byli to Litwini. W taki sposób formułowali swe wnioski autorytety nauk społecznych, zgłębiający w Danii niuanse obecnych wojen informacyjnych. (zob. informacje na temat tzw. konstruktywizmu: „(Nie)oczywista wojna” (lit. „(Ne)akivaizdus karas”), Mantas Martišius, 2010 r., str. 106). Jako że do rozwoju tego kierunku najbardziej przyczynili się Duńczycy, nazywany jest on tzw. szkołą kopenhaską. Zgodnie z tym prądem, zachowanie tożsamości narodowej staje się najważniejszą osią polityki bezpieczeństwa państwowego, nawet dla większych narodów. Uważa się, że w obecnych czasach główne „zagrożenia bezpieczeństwa wiążą się z tożsamością i kulturą”.

W przypadku Litwy dodałbym, że bez wyraźnej polityki państwowej nakierowanej na dobrobyt narodu, nasze istnienie w Unii Europejskiej zakończy się brnięciem w coraz to nowe problemy, a w końcu zniknięciem i roztopieniem się. Niebezpieczeństwo to dziś jest bardziej niż oczywiste, choć polityczna elita kraju wciąż próbuje społeczeństwu wcisnąć różowe okulary, jakoby wszystko miało się samo rozwiązać, gdy większość zatroszczy się o siebie sama. Bez jedności narodowej, bez odpowiedzialności i konsekwentnej obrony interesów narodowych, bez koncentracji narodu i harmonii na pewno nic się nie rozwiąże.

Próbując zmienić obecny stan, głosimy hasło „Żeby Litwa była Litwą” (tudzież „Za Litwę na Litwie”). Czy to ma być alternatywą dla istniejącego politycznego systemu, będzie zależało wyłącznie od nas. Mamy nadzieję, że poszczególne prądy polityczne i organizacje mogą stanowić zdrowy, potrzebny dla Litwy fundament. Jednakże konieczna jest poważna odnowa, trzeźwe podejście do czynników i procesów politycznych na Litwie. Dlatego też marsz 11 Marca ma być nie tylko świąteczną imprezą, lecz również sposobem wskazania nowej drogi dla Litwy, samostanowienia w odzyskaniu siebie, uporządkowania własnych spraw i zaprzestania błądzenia po pustkowiach.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt