Samsel: Władza nasza kochana

 (37)
Już niebawem skończy się wyborczy maraton na Liwie. Wybrani zostaną posłowie, wyłoniony rząd. Może to dobry czas na refleksję, kogo właściwie wybieramy. Kto będzie rządził w naszym imieniu? Komu w jakimś wcale nie małym sensie, powierzamy nasz los? Odpowiedź powinna brzmieć, że ludziom, którym ufamy.
Dalius Misiūnas, Andrius Kubilius
Dalius Misiūnas, Andrius Kubilius
© DELFI (K.Čachovskio nuotr.)

Tylko, że praktycznie wszystkie badania opinii publicznej wskazują, iż prawie każdy rząd i parlament ma zaufanie co najwyżej połowy obywateli. To i tak jest dobry wynik, bo najczęściej są to notowania daleko poniżej tej połowy. Co więcej, kiedy pyta się respondentów jaka grupa zawodowa ma najniższe zaufanie obywateli to wychodzi, że politycy praktycznie zawsze zajmują jedne z pierwszych miejsc, jeśli nie pierwsze. Polityk to człowiek który jak jedną ręką głaszcze dzieci po głowie to drugą kradnie im cukierki – powiedział kiedyś ktoś, kto znał się na rzeczy. To o jakim zaufaniu tu mowa?

Innym aspektem są kwalifikacje. Teoretycznie rządzić powinni ci, których nazywamy elitami w tym prawdziwym znaczeniu tego słowa. Czyli najmądrzejsi z nas. Profesorowie, naukowcy legitymujący się wielkimi osiągnięciami i powszechnym autorytetem. No i ilu takich jest w we władzach? Wcale nie rzadkie są przecież przypadki, kiedy ministrem jest co najwyżej magister, a czasem nawet i to nie. Zbyt często funkcję taką pełni „szwagier szwagra”, co to zna się na wojsku bo jak był mały to tato kupił mu czołg na baterię. Trudno mówić, aby pod względem wykształcenia parlament nas jakoś zachwycał.

To może chodzi o tak zwaną kulturę osobistą i umiejętność konstruktywnej debaty w celu rozwiązania problemu? Też nie. Wystarczy włączyć telewizję, radio czy poczytać gazety. Nie ma mowy o kulturze i konstruktywnej debacie. Jest obrzucanie się wyzwiskami, insynuacje, pomówienia. Nie ma dążenia do rozwiązania problemu tylko dążenie do postawienia na swoim. Im ktoś skuteczniej obsmaruje innego tym jest bardziej cenionym politykiem. Wychodzi na to, że karierę w polityce zrobiłaby sklepowa plotkara czy inny pieniacz. Ładunek agresji w polityce jest znacznie większy niż w codziennym życiu tzw. „zwykłych ludzi”.

Można by przyjąć wyznacznik finansowy. W końcu jak ktoś osiągnął sukces w interesach to musi mieć jakieś umiejętności. Tutaj też jest problem. Po pierwsze dlatego, że to my wyborcy odnosimy się do tych bogatych bardzo nieufnie. Jest w tym trochę pozostałości dawnej mentalności z czasów słusznie minionych. To jednak tylko część wyjaśnienia. Druga część wskazuje, że jak już bogaty wchodzi do polityki to często i rychło wychodzi na jaw, że za wzór uczciwości to uznać go trudno. Czyli nieufność społeczeństwa jest uzasadniona. Inną sprawą jest to czy da się na Litwie dojść do znaczącej fortuny będąc czystym jak łza. Kiedy od decyzji byle urzędnika z komisji ochrony życia robaka pospolitego, może zależeć np. zamknięcie fabryki przynoszącej spory dochód właścicielowi i miejsca pracy pracownikom. A nawet jak mu nic się nie udowodni z przeszłości to okazuje się, że jest politykiem tylko po to, aby jego firma miała się jeszcze lepiej.

Zasadniczo podobno wybieramy spośród siebie, nas, obywateli. Czyli politycy są przekrojem nas samych. Gdyby tak jednak było to życie codzienne byłoby koszmarem. Codziennie musiałbym udowadniać sąsiadowi, że jego pies to obrzydliwe bydlę. A on mi, że mój samochodu niewątpliwe został ukradziony przeze mnie samego na ulicach Berlina. Nie. To polityka i wejście na jej scenę robi z ludźmi coś takiego, że dostają szaleju. Wydaje im się że my/wyborcy od nich tego oczekujemy. Wybieramy ludzi spośród tych, którzy po pierwsze chcą, aby ich wybierano. I nie są to właśnie ci najmądrzejsi z najwyższymi kwalifikacjami. Bo oni wiedzą, że pchanie się na świecznik polityki na pewno spowoduje wylanie kubłów pomyj na ich głowy.

Są w stanie godnie się utrzymać z dala od polityki. To, na co im ona? Polityka jest potrzebna tym, którzy w inny sposób nie potrafiliby się utrzymać na takim poziomie oraz tym, którzy mają tę cechę charakteru, aby odczuwać, że przewodzą innym. Choć z tym przewodzeniem to różnie bywa. Jak się szybko i często okazuje ci sami, którzy kogoś wybrali zaraz mają go za durnia gorszego niż ustawa przewiduje. Mówi się, że aby dojść do jakiejś władzy trzeba mieć autorytet. Znaczy to co on uważa jest wyznacznikiem wyrobienia sobie zdania przez innych. Takich polityków można jednak wskazać na palcach jednej ręki. Reszta ma autorytet nieporównywalny z tym, jaki posiada lokalny ksiądz, dziadek czy ciocia Zosia z Ejszyszek.

Czyli wybieram tych co chcą i dlatego, że kogoś jednak musimy. Mimo to choć sam sobie zaprzeczam jako autor tego tekstu, uważam że powinno się jednak chodzić na wybory. Starać się wybierać tych komu najbardziej się ufa i uważa, że ma najbardziej właściwe kwalifikacje. Bo trzeba pamiętać, że do wyborów mogą pójść (i zapewne pójdą z braku innych rozrywek) ci którzy takich rozterek nie mają. A wtedy to ci, których wybrali ci „bez rozterek” będą rządzić także i nami. No to chyba lepiej próbować dać swój głos dla swego własnego dobra choćby było ono mocno iluzoryczne. Nie wygra meczu ten kto nawet nie wchodzi na boisko. A nuż się kiedyś uda. Szczególnie, kiedy nauczymy się także po wyborach patrzeć politykom na ręce i rozliczać z każdej obietnicy nam danej.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt