Samsel: Obdarowani. Czy bezradni?

 (14)
Polacy na Litwie w kontaktach z Polakami z „korony” często występują w roli tych obdarowywanych. Dotyczy to organizacji społecznych, szkół czy zespołów, a czasem i osób indywidualnych. Nie ma w tym w sumie nic dziwnego. Czy ktoś się dziwi temu, że Włosi starają się wspomagać swych rodaków za granicami kraju? Tak samo Litwini. Ci to nawet wspomagają swoich rodaków w granicach kraju. W rejonie wileńskim czyli tuż koło stolicy. Takie kuriozum. Dlaczego zatem inaczej mieliby postępować Polacy?
© DELFI

Ciągnie to jednak za sobą pewne konsekwencje. Kreuje wizerunek szkodzący samym Polakom na Litwie, a polegający na tym, że jakby nie „macierz” to nic by się nie dało zrobić. Każdy przecież widzi, że jeśli tylko pojawia się jakiś problem czy to z zespołem folklorystycznym lub piłkarskim, z radiem czy gazetą z domem kultury czy czymkolwiek innym, natychmiast pojawiają się głosy – niech Polska da. To naturalne bo do kogo niby mają się zwracać? Do Buenos Aires?

Tyle tylko, że nie uczy radzenia sobie samu. W pierwszej kolejności. Polska przekazuje całkiem spore sumy dla Polaków za granicami. W tym dla tych na Litwie też. Niestety nie są to sumy wystarczające na wszystko. Czy nam się to podoba czy nie, tendencja jest taka, że te kwoty raczej w najbliższych latach nie będą zwiększane. Co więcej zmienia się sposób udzielania dotacji. Coraz częściej są to środki na konkretny projekt przewidujący konkretne efekty. To będzie warunek ich pozytywnego rozliczenia lub nie. Będzie to też miało wpływ na przyznanie kolejnych dotacji. Środki „na trwanie” najwyraźniej będą ograniczane.

Co w takiej sytuacji robić? Po pierwsze nie wiem dlaczego dużą część swoich potrzeb polska społeczność na Litwie, nie mogłaby zaspokoić sama. W końcu w dość zwartej formie mieszka tutaj około 200 tys. Polaków. Miasto Olsztyn w Polsce liczy kilkanaście tysięcy mniej mieszkańców. Posiada jednak samowystarczalne media. Teatry, kina, muzea, galerie, kluby sportowe. Największa organizacja społeczna Polaków na Litwie twierdzi, że co roku jest w gronie krajowych rekordzistów uzyskujących środki z odpisu podatkowego. Często nawet na pierwszym miejscu. Kiedyś organizacja ta miała dobry zwyczaj upublicznia sposobu wydatkowania tych środków. Od kilku lat nie da się tego odszukać od tak sobie w internecie. Nawet na stronie ZPL. Szkoda. Może to jest powodem tego, że tak trudno z tą samowystarczalnością? Gdyby każdy Polak na Litwie na cele kultywowania swojej tożsamości narodowej przeznaczał rocznie choćby tylko 60 litów czyli 5 litów miesięcznie. To byłoby to około 9 milionów litów rocznie. Wiem, że takie wyliczenia nijak się mają do rzeczywistości bo większość nie przeznaczy nic. Mimo wszystko w samej społeczności jest niewykorzystany potencjał na realizację celów które sami zainteresowani deklarują jako im drogie. Owszem drogie ale najwyraźniej nie na tyle aby to się przełożyło na najskromniejsze choćby składki.

Jest jeszcze inna droga, alternatywna wobec „macierzy” a moim zdaniem zdecydowanie zaniedbywana. Fundusze unijne. Czasem słychać, że jakiś samorząd jakieś środki uzyskał. Jednakże nie tylko organa administracji mogą o takie środki się starać. Nie słyszałem jednak aby jakakolwiek polska organizacja (poza chlubnym wyjątkiem - EFHR) taki wniosek składała już nie mówiąc o pozyskaniu pieniędzy. Nie mam pojęcia dlaczego. Co więcej dostępne są nie tylko środki Unii Europejskiej. Są także możliwości uzyskania pomocy z krajów spoza tej Unii. To tak zwane Fundusze Norweskie. Podobne możliwości stwarza Program Szwajcarski. Podaję linki do ich polskich stron internetowych, ale te fundusze są dostępne także na Litwie. Możliwości zatem są. Trzeba jednak umieć po nie sięgnąć. Tutaj nie wystarczy obszernie i płakliwie rozwodzić się nad „lietuvską przemocą”. To za mało.

Skończyć czas z wizerunkiem prześladowanego i oczekującego pomocy. Taka postawa wchodzi w krew i nie dość, że tępi zaradność i rzutkość to jeszcze umniejsza poczucie własnej wartości. Dodatkowo jeszcze czasem prowadzi do postawy roszczeniowej w stylu „mnie się należy”. Zupełnie jak w tym starym dowcipie:

„Pewien zamożny Żyd miał ubogiego brata. Wspomagał go więc co miesiąc określoną kwotą pieniędzy. Kwotę tę bratu wypłacano w biurze. Pewnego miesiąca jak zwykle, ubogi zgłosił się do biura po swoją zapomogę. Otrzymał jednak tylko jej połowę.

- Proszę zrozumieć, Pana brat ma w tym miesiącu poważne wydatki. Wydaje córkę za mąż. – tłumaczono mu w biurze.
- A niech sobie wydaje jak chce. Tylko dlaczego za MOJE pieniądze?”

Właśnie. Niestety ale czasem i takie postawy się zdarzają.
Tymczasem nic tak nie wzmacnia poczucia własnej wartości jak samowystarczalność i niezależność. Zacząć zatem należy kształtować wizerunek samodzielnego i zaradnego Polaka na Litwie. To jest możliwe. Społeczności mniejszości narodowych w Europie znaczną część środków na swoje cele kulturalno-oświatowe pozyskują właśnie z takich źródeł jak te wymienione powyżej alternatywne rozwiązania no i ze swoich własnych składek. Czemu Polacy na Litwie by nie mogli? Polska zawsze będzie ich wspomagać bo tego wymaga i jej racja stanu. Duży kraj nie może sobie pozwolić na odwrócenie się od swoich rodaków za granicami.

To by poderwało jego prestiż w oczach innych krajów, a to przełożyłoby się na skuteczność w polityce międzynarodowej. Nie oznacza to jednak, że ma zaspokajać wszystkie ich potrzeby w dziedzinie kultywowania wartości narodowych. Zresztą nawet nie jest wstanie tego robić. Najlepiej o swoje dobro każdy dba sam a jak to będzie wymagało wysiłku to i wartość tego co się uzyska jest bardziej ceniona. Chyba właśnie o docenienie tego, że się kultywuje swoją tożsamość; chodzi? A tożsamości nikt nie może darować ani jej kroplówką podtrzymywać przy życiu. Ona jest albo jej nie ma. Jak ma być i zdrowa; to powinna być jak najbardziej samowystarczalna, co najwyżej tylko trochę wspomagana przez „macierz” ale nie utrzymywana. Chcieć to móc.

Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt