Samsel: Mamy Franciszka I

 (41)
Jeśli chcesz Boga rozbawić to powiedz mu o swoich planach. Zawsze lubiłem to powiedzonko bo uważam je za prawdziwe i dowcipne. W środę trzynastego, roku trzynastego, miesiąca marca przekonałem się na własnym tyłku jak to z tym jest.
© AFP/Scanpix

Napisałem tekst który miał pojawić się na łamach PL DELFI w czwartek rano. Byłby on w pełni aktualny, gdyby papieża w środę nie wybrano. W końcu takie krótkie konklawe zdarza się dość rzadko. Jak wiadomo tego dnia wieczorem moje plany zostały ośmieszone. Co przyjmuję z pokorą. Bo niby jakie mam inne wyjście? Miałem ten tekst przerabiać i aktualizować, ale po namyśle stwierdziłem, że poddam wam jednak pod osąd bez przeróbek. Oto on:

„Konklawe. Czy klawe?

Zależy jak na to spojrzeć. Wynik wyboru papieża na pewno wszystkich nie zadowoli. Media pełne są spekulacji. Watykan to jednak takie państwo gdzie o wyborze jego władcy wiemy tylko tyle, że się odbywa. Słowem siwy dym. Znaczy tak właściwie to czarny jak na razie. Oczywiście tu nie chodzi tylko o wybór monarchy (bo papież nim jest) tego najmniejszego państwa na świecie. Także o wybór przywódcy jednego z największych kościołów na świecie. Dlatego wielu wpada w związku z tym w jakąś dziwną egzaltację wskazując, że tak naprawdę to się wybiera przywódcę ponad miliarda ludzi na świecie. Moim zdaniem tak nie jest.

Bo co to za przywódca który w żaden sposób nie wpływa na wysokość naszych podatków na przykład. Ani na ceny chleba. Rację mają jednak ci którzy całkiem słusznie wskazują, że nie samym chlebem człowiek żyje. Zgadzam się z nimi całkowicie. Papież jest przywódcą duchowym wierzących katolików. Czyli tym który wyznacza nam kurs życia duchowego. Tego innego życia niż tylko sprawy materialne. Zatem spójrzmy sobie i na to ale uczciwie. Sam uważam się za wierzącego i deklaruję się jako katolik. Czym nie różnię się zapewne od co najmniej 80 procent osób które ten tekst łaskawie czytają. Czy ze wszystkim co papież chce nam przekazać się zgadzamy? Wątpię. Czyli taki przywódca ale wybiórczo? Zresztą uderzmy się w piersi i zapytajmy sami siebie o to co właściwie wiemy o tym co chce nam przekazać? Weźmy Benedykta XVI który abdykował. Co wiemy o nim oprócz tego, że jest Niemcem i że „Pozdrafia serdesznie Polakuff”?
Czytał ktoś jakąś jego encyklikę? A może podobno dobrą książkę, pt „Jezus z Nazaretu”? Bo ja nie.

Owszem kilka razy miałem taki zamiar ale zawsze jakoś nie wychodziło. Słowem tak naprawdę to nie wiemy nic oprócz tego co nam serwuje telewizja. Czyli o czerwonych trzewikach albo o tym kto tam jakie dokumenty mu wykradł. Mimo wszystko jednak to kto będzie papieżem ma znaczenie i budzi zainteresowanie. Wydaje mi się, że dlatego iż większość katolików zdaje sobie sprawę, że tak dalej być nie może.
Bo dobrze nie jest. Kościół Katolicki ma poważne problemy. Obchodzą one także i mnie. Boli mnie gdy instytucja która powinna być wzorcem do życia także dla mnie, nie potrafi w godny sposób wyjść z okropieństwa pedofilii. Nie potrafię zrozumieć dlaczego to co ma do powiedzenia kościół musi dotyczyć spraw łóżkowo - seksualnych.

W każdym razie głównie. Reszta to najczęściej polityka. A gdzie cała filozofia (bo wiara jest swego rodzaju filozofią – umiłowaniem mądrości) i przebogata spuścizna dwóch tysięcy lat naszego kościoła? Owszem to prawda, że taki wizerunek kształtują media a te nie zawsze są tej instytucji życzliwe. Fakt. Takie już one są. Kiedy tylko jest okazja dokopać komuś kto chce uchodzić za autorytet to z tej okazji skorzystają na pewno. W końcu jednak niekoniecznie trzeba stwarzać im okazje do takiego kopania. Co więcej można nawet uznać takie media przy odrobinie pomyślunku, za swego sojusznika. Wskazują one przecież dość często i piętnują zło. Także takie jakie za zło uznaje kościół. Wskazują i często interweniują w przypadkach ludzkiej niedoli. Coś jak Caritas. To nie mogą być w pewnym sensie sojusznikiem w dziele który jest misją kościoła? Jeśli nie możesz wroga pokonać to się do niego przyłącz. Nie w całości w tym przypadku ale w tym co robi dobrze. To i reszta powoli się zmieni i wrogość z obu stron zacznie zanikać. Brak pomyślunku czy dobrej woli?

Także w tym bardziej przyziemnym wymiarze Kościół Katolicki ma problemy. Niestety ale ewangelizacja wymaga też i pieniędzy. A z tym nie jest dobrze. Bank Watykański ciągle pakuje się w jakieś niejasne sprawy. Finanse (szczególnie te wielkie) to nie jest sprawa przy której można przymykać oczy na miliardy gotówki którą przynosi np. handlarz narkotykami. Bo twierdzi, że akurat poczuł iż musi być dobry i nawet dwa razy zmówił „zdrowaśkę”. A jak nikt nie będzie zadawał zbędnych pytań to 200 milinów z tych dwóch miliardów może mu z konta zniknąć. Skutkuje to tym, że traci się znacznie więcej niż te 200 milionów zysku. Traci się zaufanie i dobre imię. Rzecz w finansach kto wie czy nie najważniejszą.
Oto tylko niektóre zadania jakie stoją przed nowym papieżem. Kogo zatem wybiorą? Czy zdają sobie z tego sprawę? Wydaje mi się, że kardynałowie sprawę sobie zdają. Wybierać będą zapewne spośród siebie. Choć wcale nie muszą. No ale o tym media tępo wlepiające się w rurę od kominka na dachu, już nam nie mówią. Papieżem może być ochrzczony mężczyzna który przed objęciem urzędu musi być wyświęcony na biskupa. Teoretycznie zatem kardynałowie mogą wybrać nawet osobę świecką. Przyjmijmy jednak, że wybiorą spośród siebie bo tak jest prawie zawsze od wielu wieków. Z czego wybierać? Przeczytałem sobie krótkie biografie wszystkich spośród kardynałów elektorów. Zadając sobie pytanie na kogo ja bym głosował. Brałem pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia. Szczególnie premiując te odbiegające od sztampy. Czyli najpierw ksiądz. Potem studia w Rzymie. Potem jakieś biskupstwo potem znowu studia i publikacja dzieł. Wreszcie nominacja kardynalska, często za „wysługę lat”. Sztampa.

Drugim ważnym dla mnie wyznacznikiem był wiek. Uważam bowiem, że wobec ogromu poważnych wyzwań warto aby nowy papież nie był jeszcze zupełnym piernikiem. Słowem żeby jeszcze mu się chciało chcieć. A to jak wiadomo z wiekiem się osłabia. Na niektóre sprawy po prostu nie ma rady. No i z tym wiekiem to był dopiero problem. Średnia wieku kardynałów wynosi 72 lata. To raczej nie przypomina młodych, gniewnych, energicznych tylko geriatykpark. Ci młodsi od średniej jakoś nie zainteresowali mnie na tyle abym chciał by byli papieżami. Może mieli za mało czasu? Ci starsi są … starsi. Zostało mi w końcu dwóch. Pierwszym jest kardynał Dominik Duka. Czech - lat 70 - dominikanin. Uznawany dość powszechnie w swoim rodzinnym kraju jako autorytet. Za życiorys. Bo w młodości pracował w fabryce jako zwykły robotnik. Potem był w wojsku. Potem dopiero wstąpił do seminarium. Ponieważ były to czasy kiedy w Czechach jak i u nas, panowali komuniści to lekko nie miał. Zakazano mu posługi to pełnił ją w podziemiu. W reszcie wpadł i półtora roku przesiedział w więzieniu. Po wyjściu pracował jako kreślarz. Dopiero po 1989 roku mógł wrócić do swego powołania. Regularnie odprawia na górze Śnieżka mszę dla Polaków i Czechów bo Polska bliska mu jest. Co dla mnie też ma znaczenie. Bo niby dlaczego by mieć nie miało?

Drugim jest wymieniany czasem wśród faworytów kardynał Oscar Maradiaga. Z Hondurasu lat 71 – między innymi szef międzynarodowego Caritasu. Także ciekawy odbiegający od sztampy duchowny. Gra na fortepianie. Był nauczycielem na przykład chemii. Włada sześcioma językami. Ma licencję pilota. Otwarty jest na dialog z innymi kościołami i jest w nich ceniony za otwartość. Podobnie jest ze światem tzw show biznesu. Przyjaźni się z Bono z U2. Co najważniejsze jest też bardzo ceniony przez tzw. „zwykłych ludzi” bo w jego kraju nie brakuje takich którym trzeba pomagać. I na niego liczyć mogli i mogą. Ma zdrowe podejście do współczesnego świata. Docenia jego blaski ale i cienie. Znany jest z krytyki Banku Światowego a muszę przyznać, że jest co krytykować. Kardynał robi to merytorycznie, spokojnie i bez nienawiści. Rzeczowo. Wskazuje, że to w dużej mierze winą banków jest obecny kryzys który odbija się na nas. Cenię to.
To są moi faworyci. Kto będzie tym papieżem przekonamy się już niebawem. Na razie - czarny dym.”

Dzisiaj już wiadomo że mamy papieża. Co nie zmienia wyzwań jakie przed nim stoją. Nie został nim żaden z moich faworytów. Nie został nim też żaden z faworytów watykanistów, publicystów, politologów. Duże zaskoczenie choć tak akurat zdarza się dość często.

Nowym papieżem jest Jorge Mario Bergoglio. Argentyńczyk, jezuita lat 76 –w grudniu tego roku 77. Pierwszy papież spoza Europy, pierwszy jezuita. Przyjął imię Franciszka. Co ma sygnalizować jego umiłowanie skromności. Bo też ten kardynał znany jest ze swojej skromności. U duchownego taka cecha z pewnością zjednuje sympatię. Pierwsze wystąpienie po wyborze także wywarło na mnie dobre wrażenie. Czy to wystarczy aby zmierzyć się z problemami kościoła? To się dopiero okaże. Nie spodziewam się żadnej bardziej liberalnej linii w podejściu kościoła wobec dogmatów, czy też spraw dotyczących rodziny i związków innych niż małżeństwo kobiety i mężczyzny. Tutaj będzie pełny konserwatyzm.

Kardynał Bergogilo już to prezentował podczas pracy na kurialnych stanowiskach. Konserwatyzm w tej dziedzinie nie jest niczym nowym w Kościele Katolickim. Moim zdaniem jeśli by społeczeństwo porównać do samochodu to musi on mieć silnik, aby go napędzał. Musi mieć kierownicę i inne urządzenia. Musi jednak mieć także i hamulec. Bo i on się dość często przydaje. Za taki hamulec uważam właśnie stanowisko kościoła. Nie da się korzystać tylko z niego. Nie da się jednak bezpiecznie poruszać bez niego. Zatem w tej dziedzinie zmian nie będzie. Są jednak inne sprawy bardzo ważne i wymagające interwencji. Tutaj szanse na zmiany oceniam jako znacznie większe. Wiek papieża nie jest jego sprzymierzeńcem. Jest on sporo starszy od średniej kardynalskiej wynoszącej 72 lata. Praca jaka przed nim stoi będzie wymagała dużego wysiłku. Niestety obawiam się że długi pontyfikat to nie będzie. Nie znaczy to jednak absolutnie tego, że nic nie można będzie zmienić w Kurii Rzymskiej w Banku Watykańskim czy w innych sprawach szkodzących kościołowi. Taki papież z poza układu jak go się teraz określa, ma na to „papiery”. Sytuacja jednak nie jest prosta. Na kimś będzie musiał się oprzeć. Z kimś współpracować. W końcu sam nic nie osiągnie. Kwestia doboru współpracowników będzie kluczowa dla przyszłości tego pontyfikatu. Będę kibicował z nadzieją tym działaniom.

Na koniec jeszcze jedno. Jest taka książka/modlitewnik pt. „Modlitwa na każdy dzień” księdza Mieczysława Malińskiego. Na dzień w którym wybrano papieża znajduje się tam taki cytat z księgi Izajasza- Iz 49: „Zabrzmijcie weselem niebiosa! Raduj się ziemio! Góry, wybuchnijcie radosnym okrzykiem! Albowiem Pan pocieszył swój lud, zlitował się nad jego biednymi”.

Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Facebook pl.DELFI.lt