Radczenko: Witamy w niezbyt nowej rzeczywistości politycznej

 (10)
Po czterech latach zaciskania pasa, cięć budżetowych, obniżania wynagrodzeń i emerytur litewscy wyborcy powiedzieli rządzącej konserwatywno-liberalnej koalicji: „Do widzenia!” Wbrew jednak prognozom niezbyt stanowczo. Furtka powrotu do władzy nie została przed nimi zatrzaśnięta definitywnie.
Radczenko: Witamy w niezbyt nowej rzeczywistości politycznej
© DELFI (V.Kopūsto nuotr.)

Największą niespodzianką niedzielnych wyborów parlamentarnych było nie zwycięstwo Partii Pracy (Darbo Partija) i socjaldemokratów, nawet nie historyczne przekroczenie progu wyborczego przez AWPL, tylko nieoczekiwanie bardzo dobry wynik obecnie rządzących Litwą konserwatystów i Ruchu Liberałów.

Socjaldemokraci górą

Po pierwszej turze w okręgu wielomandatowych prowadzi Partia Pracy Wiktora Uspaskicha. Jednak różnica pomiędzy nią a plasującymi się na miejscu drugim socjaldemokratami sięga mniej więcej jednego punktu procentowego. Nie ulega wątpliwości, że socjaldemokraci znacząco polepszą swoje wyniki po drugiej turze wyborów, która odbędzie się za dwa tygodnie i w której zostaną wyłonieni zwycięzcy w większości okręgów jednomandatowych. Lewica, która ma silne zaplecze kadrowo-organizacyjne w terenie oraz wielu znanych i charyzmatycznych liderów niewątpliwie zdeklasuje w większości okręgów jednomandatowych kandydatów Partii Pracy, której popularność opiera się de facto na osobistej charyzmie i popularności Wiktora Uspaskicha. Tak więc niewątpliwie za dwa tygodnie to socjaldemokraci będą mieli najliczniejszą frakcję sejmową i oddelegują swojego lidera Algirdasa Butkevičiusa, którego brak charyzmy i stał się przyczyna gorszego wyniku Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej w pierwszej turze, na stanowisko premiera (o ile oczywiście Wiktor Uspaskich nie dogada się wcześniej z konserwatystami).

Zwycięzcy konserwatyści

Związek Ojczyzny-Litewscy Chrześcijańscy Demokraci (Tėvynės sąjunga-Lietuvos krikščionys demokratai) Andriusa Kubiliusa może mówić o sporym szczęściu. Najmniej lubiany litewski premier uzyskał wraz ze swoją partią trzecie miejsce w przedwyborczej gonitwie, niewiele ustępując zwycięskim socjaldemokratom i Partii Pracy, a w porównaniu ze swoim wynikiem z roku 2008 niewiele także tracąc. Jest to sukces porównywalny z sukcesem centroprawicowego premiera Valdisa Dombrovskisa, który w ubiegłym roku objął stanowisko premiera Łotwy po raz trzeci. Andrius Kubilius także ma na to szansę, bowiem to kto zostanie nowym premierem Litwy – Kubilius czy Butkevičius — będzie zależało w dużym stopniu od tego, kogo poprze Wiktor Uspaskich. Niewątpliwie koalicja socjaldemokratów z Partią Pracy jest bardziej oczywista, socjaldemokraci, Partia Pracy i „Porządek i Sprawiedliwość” (Tvarka Ir teisingumas) Rolandasa Paksasa już w nocy po wyborach rozpoczęli wstępne rozmowy o przyszłej koalicji rządzącej. Jednak nie ulega wątpliwości, iż te partie wiele różni. Partia Pracy jest za budową Wisagińskiej Elektrowni Atomowej, socjaldemokraci i „Porządek i Sprawiedliwość” są wobec niej sceptyczni (szczególnie w obliczu wyników referendum w sprawie atomówki – 33 proc. obywateli powiedziało elektrowni „tak”, ale 62 proc. – „nie”). Z kolei socjaldemokraci i „Porządek i Sprawiedliwość” są za podatkami progresywnymi, które nie pasują Wiktorowi Uspaskichowi.

Przegrani populiści

O sporym pechu mogą mówić zwolennicy Rolandasa Paksasa i Neringi Venckienė. Sondaże przedwyborcze prognozowały partii „Porządek i Sprawiedliwość” trzecie miejsce, tuż za socjaldemokratami i Partia Pracy. Rzeczywistość okazała się jednak inna, paksiści są dopiero czwarci, a trzeci konserwatyści znacznie ich wyprzedzają. Najwyraźniej „Porządek i Sprawiedliwość” potrzebuje radykalnego zredefiniowania swojej tożsamości politycznej. Sympatie i współczucie wyborców wobec usuniętego w drodze impeachmentu prezydenta RL Rolandasa Paksasa, które przez lata napędzały popularność partii, powoli wygasają, a innego sztandaru „Porządek i Sprawiedliwość” nie ma. Brakuje tej partii ideologicznej wyrazistości. Z jednej strony paksiści próbują grać na nacjonalistycznych i populistycznych nastrojach, z drugiej być konstruktywną mainstreamową partią.

Takich dylematów nie ma założona na kilka miesięcy przed wyborami „Droga Odwagi” (Drąsos kelias), która określa się jako partia jednoznacznie antysystemowa. Najwyraźniej jednak dylemat co do tej partii mają wyborcy (wiele osób osobiście współczuje Venckienė, jednak w debatach przedwyborczych liderka tzw. kedofilów wypadła niezwykle blado, w zasadzie nie mając żadnego czytelnego stanowiska w żadnej z nurtujących państwo litewskie kwestii), którzy co prawda wprowadzili partię Neringi Venckiene do Sejmu, jednak o wynikach politycznych pajaców Arūnasa Valinskasa z 2008 r. fioletowi mogą jedynie pomarzyć. W nocy powyborczej Venckienė nie ukrywała swojego rozgoryczenia wynikami. Jeszcze w przeddzień wyborów liderka „Drogi Odwagi” zapowiadała zdobycie 20, 30, a nawet 40 mandatów poselskich. Najwyraźniej jednak będzie musiała się zadowolić 7-10 i niewiadomo czy nawet nad nimi będzie w stanie zapanować i uchronić się przed ich migracja do innych partii i frakcji.

Krystalizacja liberałów

Nieoczekiwanie dobrze wypadł także Ruch Liberałów (Liberalų sąjūdis), który nawet polepszył swój wynik z roku 2008, pomimo współrządzenia przez cztery kryzysowe lata Litwą. Jak wiadomo o głosy liberalnego elektoratu w tych wyborach zabiegały aż trzy partie: Ruch Liberałów, Związek Liberałów i Centrum (Liberalų ir centro sąjunga) oraz Związek TAK (Sąjunga TAIP) Artūrasa Zuokasa. Liberalni centryści wypadli blado, natomiast Związek TAK przegrał z kretesem. Wygląda na to, że wyborcy postawili duży, gruby, czarny krzyżyk na ogólnolitewskich ambicjach mera Wilna. Wyborcy nie zapomnieli afer korupcyjnych kojarzonych z Zuokasem, jego ucieczki do Polski przed agentami STT, ale przede wszystkim wadliwej wymiany elektronicznych biletów komunikacji miejskiej przeprowadzonej w Wilnie w przeddzień wyborów sejmowych. Poza tym trzeba przyznać, że obecny Zuokas nie ma już tego wigoru jaki miał mer Wilna przed kilkoma laty, brakuje mu charyzmy, pomysłów i, co ważniejsze, spektakularnych zmian w mieście. Wilno dziś tonie w długach i stagnacji, zaś wyborcy tę sytuacja utożsamiają przede wszystkim z osobą obecnego włodarza miasta.

Najwyraźniej po tych wyborach parlamentarnych można stwierdzić, iż powoli postępuje krystalizacja na liberalnej flance jednej siły politycznej (Ruchu Liberałów) wokół której będą się jednoczyli wszystkie litewscy liberałowie. Liberalni centryści oraz zuokasowcy albo dołączą, albo powoli zejdą ze sceny.

Historyczne choć oczekiwane zwycięstwo AWPL

W zasadzie wszyscy (w tym także i ja), którzy poważnie się interesują sprawami mniejszości narodowych na Litwie, przepowiadali przekroczenie przez AWPL progu wyborczego. Oczywiście zapowiedzi jej liderów o 7, 8 czy nawet 10 procentach poparcia były typowym przedwyborczym zagraniem, ale Akcja Wyborcza znacząco polepszyła swoje wyniki i będzie miała w nowym Sejmie własną frakcję. Po raz pierwszy od wielu lat. Na sukces polskiej partii złożyły się dwa podstawowe czynniki. Po pierwsze, lider AWPL Waldemar Tomaszewski zrezygnował z konfrontacyjnej retoryki, wyciągnął rękę do Litwinów i zapowiedział poszukiwanie kompromisu. To przyciągnęło na listę AWPL głosy części Litwinów (oczywiście niezbyt licznej) i dużo bardziej licznej grupy Polaków i Rosjan o poglądach umiarkowanych. Po drugie, idiotyczna polityka rządu Andriusa Kubiliusa w kwestiach mniejszości narodowych, a przede wszystkim nowelizacja Ustawy o oświacie, zmobilizowała twardy elektorat partii.

AWPL ma też historyczną szansę na wejście do przyszłego rządu. Jeśli rozmowy socjaldemokratów i Partii Pracy z „Porządkiem i Sprawiedliwością” w którymś momencie staną w martwym punkcie (a jest to bardzo możliwe), pojawi się szansa dla AWPL, chociaż o to trzecie miejsce w przyszłej koalicji rządzącej pewnie będą zabiegały i inne partie. Czy AWPL tę szansę wykorzysta? Czy jednak zdecyduje się na bardziej bezpieczną grę i pozostanie w opozycji? Oba warianty niosą dla partii spore zagrożenia. Uczestnicząc w rządzeniu krajem partia będzie musiał wziąć na siebie odpowiedzialność i za decyzje pozostałych partnerów koalicyjnych, w tym decyzje niepopularne. Będzie też musiała pójść na poważne ustępstwa w sprawach mniejszości narodowych. Czy twardy elektorat nie uzna tego za zdradę? Poza tym litewskie media i politycy będą niezwykle uważnie śledzili poczynania posłów oraz ministrów AWPL i punktowali wszystkie błędy, a to się natychmiast odbije na popularności partii. Z drugiej strony pozostanie w opozycji może zostać przez ten sam elektorat odczytane, jako zaprzepaszczenie jego wysiłku mobilizacyjnego i w następnych wyborach AWPL może się już ten „cud” przekroczenia progu wyborczego nie udać.

Przekroczenie progu wyborczego przez AWPL natomiast dobitnie wykazało błędność założeń polityki konserwatywno-liberalnego rządu wobec mniejszości narodowych, przede wszystkim w dziedzinie oświaty. Jeśli wcześniej litewscy politycy i politolodzy protesty mniejszości narodowych kwitowali wzruszeniem ramion, że niby garstka otumanionych przez działaczy AWPL osób protestuje, bo nie rozumie, jak wiele dobra władze Republiki dla nich czynią, to teraz będą musiały zredefiniować swój stosunek do tych problemów. To już nie garstka, tylko 70 tysięcy obywateli, którzy na taką politykę się nie zgadzają. Pomoże to zapewne wypracować nową i bardziej liberalną politykę państwową w dziedzinie praw mniejszości narodowych nawet niezależnie od tego, czy AWPL będzie w koalicji rządzącej, czy też poza nią.

Klęska „talibów”

No i at last but not at east wyniki wyborów pokazują totalną klęskę litewskich nacjonalistów, których część litewskich politologów bez owijania w bawełnę nazywa „talibami”. Koalicja „Za Litwę na Litwie” („Už Lietuvą Lietuvoje") Gintarasa Songaily oraz różne mniejsze ugrupowania żerujące na nacjonalistycznych sloganach, krawatach ze swastykami i antysemickich karykaturach zebrały minimalną liczbę głosów, oscylującą w okolicach błędu statystycznego. Być może pojedynczy przedstawiciele litewskiego Talibanu trafią do parlamentu z list „Drogi Odwagi”, konserwatystów i z okręgów jednomandatowych, jest jednak spora nadzieja, że będzie ich dużo mniej niż dotychczas. A to oznacza, że pojawia się szansa nie tylko na nowe otwarcie między Litwą i Polską, ale i w wewnątrzkrajowych stosunkach polsko-litewskich.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt