Radczenko: Przyszły Sejm będzie bardziej różnorodny etnicznie. Jeśli będzie

 (6)
Trzeba przyznać, że po II turze wyborów o składzie przyszłej koalicji rządzącej wiemy nadal niewiele. Każdy układ koalicyjny – centrolewicowy, tęczowy, a nawet – wbrew pozorom – centroprawicowy jest możliwy. Ba, możliwe jest nawet rozpisanie nowych wyborów sejmowych lub przeprowadzenie impeachmentu!
Radczenko: Przyszły Sejm będzie bardziej różnorodny etnicznie. Jeśli będzie
© I. Labutytės nuotr.

Po II turze najbardziej oczekiwaną jest oczywiście koalicja centrolewicowa socjaldemokratów, Partii Pracy i „Porządku i Sprawiedliwości”. Być może z Akcją Wyborczą Polaków na Litwie jako tym mniejszym, czwartym partnerem, który daje centrolewicy bezpieczną większość 3/5 w parlamencie i możliwość usunięcia ze stanowiska nawet prezydenta Republiki.

Jednak po słowach prezydent Grybauskaitė, iż nie udzieli ona poparcia koalicji w której będzie partia, której liderzy są podejrzanymi w sprawie tzw. podwójnej księgowości i zamieszani w kupowanie głosów, ten „pasjans” nie wydaje się już być jedynym możliwym. Nie ulega wątpliwości, iż Grybauskaitė wolałaby w przyszłym rządzie koalicję konserwatywno-liberalną z socjaldemokratami, któraby kontynuowała dotychczasowy kurs rygorystycznej dyscypliny finansowej oraz na energetyczną niezależność i której mogłaby dalej dyktować warunki, niż koalicję centrolewicową, która nie tylko kwestionuje potrzebę budowy elektrowni atomowej w Wisagini (ten projekt jest takim samym „oczkiem w głowie” Grybauskaitė, jakim była budowa Pałacu Władców dla Algirdasa Brazauskasa), ale zamierza trochę popuścić pasa i w kwestiach socjalnych.

Konserwatyści już zapowiedzieli, iż są gotowi do współpracy z lewicą w przyszłej koalicji, podobnie liberałowie są otwarci na alternatywne scenariusze, jednak takiej koalicji obawiają się socjaldemokraci. Byliby zmuszeni do rezygnacji ze zbyt wielu swoich postulatów programowych, a to nawet ich „twardy” elektorat niewątpliwie uznałby za zdradę. Stąd pomysł, aby jednak tworzyć koalicję z Uspaskichem, ale bez Uspaskicha w składzie rządu. Trudno powiedzieć, czy taki „zgniły” kompromis zadowoli prezydent. Teoretycznie głowa państwa litewskiego nie ma większego wpływu na obsadę stanowisk w rządzie i zgodnie z doktryną Sadu Konstytucyjnego powinna przedstawić Sejmowi taki rząd, jaki proponuje większość sejmowa. Teoretycznie, bo w praktyce Grybauskaitė może zaryzykować pat konstytucyjny i rządu z Partią Pracy w składzie nie przedstawić parlamentowi do zatwierdzenia. Prawo nie przewiduje takiej sytuacji, więc trudno wyobrazić sobie jaki byłby dalszy rozwój wypadków: impeachment dla Grybauskaitė? Rząd mniejszościowy? Rząd techniczny i rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych?

Szczególnie ten ostatni scenariusz byłby niewdzięczny. Mamy bowiem po raz pierwszy od dłuższego czasu, w zasadzie od lat 1990-92 i Sejmu Odrodzeniowego, litewski parlament, w którym tak licznie są przedstawieni przedstawiciele mniejszości narodowych. Po raz pierwszy od 1996 roku własną frakcję będzie miała polska mniejszość na Litwie (w latach 1992-96 w Sejmie istniała frakcja Związku Polaków na Litwie w składzie: Ryszard Maciejkianiec, Jan Gabriel Mincewicz, Artur Płokszto i Zbigniew Siemienowicz, ale wówczas do utworzenia klubu poselskiego wystarczało trzech (a nie siedmiu jak dzisiaj) posłów), wielkość tej frakcji jest identyczna z wielkością frakcji polskiej w ostatniej Radzie Najwyższej Litewskiej SSR – Sejmie Odrodzeniowym Republiki Litewskiej. Wówczas do frakcji polskiej należało ośmiu posłów: Ryszard Maciejkianiec, Stanisław Pieszko, Stanisław Akanowicz, Walentyna Subocz, Czesław Okińczyc, Zbigniew Balcewicz, Leon Jankielewicz i Edward Tomaszewicz. Najpewniej jednak nie uda się powtórzyć sukcesu z roku 1990 i wprowadzić do parlamentu dziewięciu Polaków (wówczas w Radzie Najwyższej zasiadał także Medard Czobot, który nie należał do frakcji polskiej).

W chwili obecnej w przyszłym Sejmie jest ośmiu Polaków, którzy weszli z ramienia AWPL: Waldemar Tomaszewski, Józef Kwiatkowski, Zdzisław Palewicz, Michał Mackiewicz, Wanda Krawczonok, Rita Tamašunienė, Leonard Talmont i Jarosław Narkiewicz. Jednak lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie już zapowiedział, iż jeden poseł-Polak będzie musiał ustąpić miejsce dla koalicjantki z Sojuszu Rosjan Iriny Rozowej, która po rankingowaniu uplasowała się dopiero na miejscu siódmym na liście AWPL w okręgu wielomandatowym.

Tymczasem Związkowi Rosjan, konkurencyjnej wobec kłajpedzkiego Sojuszu Rosjan (współpracującego z AWPL) rosyjskiej organizacji politycznej na Litwie, opłacił się start z listy Partii Pracy. Lider Związku Siergiej Dmitrijew już dostał się do Sejmu, a jego siostrze Łarisie brakuje niewiele i w razie jakichkolwiek przetasowań na liście posłów Partii Pracy również ma spore szanse na wejście do przyszłego parlamentu. Do Sejmu dostał się także Mołdawianin Siergiej Ursul z Partii Pracy, który w Nowej Wilejce w II turze pokonał kandydata AWPL Tadeusza Andrzejewskiego, oraz oczywiście sam lider Partii Pracy Wiktor Uspaskich, który jest z pochodzenia Rosjaninem. Natomiast Żydzi będą mieli swojego przedstawiciela we frakcji konserwatystów – do Sejmu dostał się bowiem także Emanuelis Zingeris.

Mamy więc szansę na Sejm nie tylko bez większości dotychczasowych pajaców, bardziej lewicowy, ale i bardziej różnorodny etnicznie, niż ten obecny. Oczywiście to stwarza szanse i na większe zrozumienie dla problemów mniejszości narodowych, i na rozwiązanie przynajmniej ich części. Zapewne można się spodziewać przyjęcia Ustawy o mniejszościach narodowych, odrodzenia (zlikwidowanego przez Kubiliusa w ramach oszczędności budżetowych) Departamentu ds. Mniejszości Narodowych (co prawda jego istnienie nie miało większego wpływu na sytuację mniejszości narodowych, jednak stanowiło pewnego rodzaju symbol, iż rząd nadaje sprawom mniejszości narodowych dużą wagę), mniejszych lub większych zmian w przeprowadzonej przez rząd Kubiliusa reformie oświaty. W programie przyszłego rządu znajdą się też postulaty rozwiązania kwestii pisowni imion i nazwisk oraz zwrotu ziemi, chociaż wątpliwe, by zaproponowano rozwiązania idealne.

Szkoda by było, gdyby taki parlament został rozwiązany. Za pół roku powtórzenie obecnego sukcesu mniejszości narodowych (nie tylko AWPL) może już być niemożliwe lub niezwykle trudne. Już bowiem II tura wyborów pokazała zmęczenie elektoratu w okręgach, gdzie mniejszości narodowe stanowią większość.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt