Radczenko: Polskość is nice

 (67)
Pobili, bo mówił po polsku, kolejny cios w polskie szkolnictwo, kolejna przegrana sprawa sądowa — wypowiedzi lokalnych polskich działaczy, artykuły w lokalnej polskiej prasie przypominają doniesienia z frontu. Wyłania się z nich obraz Polaka na Litwie, który jest ciągle dyskryminowany, bity, poniżany, sprowadzony do poziomu obywatela drugiej kategorii bez szans na przyszłość, na dobrą pracę, karierę, uznanie.
Radczenko: Polskość is nice
© Reuters/Scanpix

Zapewne w ten sposób mediom, organizacjom i politykom łatwiej jest zdobywać pieniądze na swoją działalność. Nie należy jednak się wówczas dziwić, że z każdym rokiem liczba Polaków na Litwie maleje. Nikt nie chce być kojarzony z obciachem, skansenem, gettem i wiecznymi przegranymi. Polacy z Wilna chcą żyć spokojnie i dostatnio, a nie w stanie permanentnej walki.

Nasi politycy i dziennikarze nadal z dumą mówią o ćwierć milionowej mniejszości polskiej, ale w rzeczy samej — według szacunków litewskiego Departamentu Statystyki — Polaków na Litwie jest prawie o 40 tys. mniej, ok. 212 tys. (w 2011 r.; według spisu powszechnego z roku 2001 Polaków było blisko 235 tys.). Nie zdziwię się jeśli wyniki ubiegłorocznego spisu powszechnego wykażą, że liczba Polaków na Litwie zmalała jeszcze bardziej.

Narodowo zakręceni powiedzą, że te statystyki są wynikiem nagonki litewskich władz na polskość na Litwie. Jak w takim razie wytłumaczyć fenomen geometrycznego wręcz wzrostu liczebności mniejszości śląskiej w Polsce? Mniejszości, której istnienia władze polskie w ogóle nie uznają, która nie ma własnych szkół, nie dostaje dotacji i subwencji, którą lider największej opozycyjnej partii nazywa „zakamuflowaną opcją niemiecką”? W 2001 r. narodowość śląską zadeklarowało 173 tys. osób, a w ubiegłym roku – już 809 tys.!

Od lat przyglądam się działaniom Górnoślązaków i muszę przyznać, że oni nie tylko walczą o uznanie swojej narodowości czy o stołki w sejmach i sejmikach, ale też swoją śląskość propagują na wszelkie możliwe sposoby. Nie tylko po przez konserwację śląskiej godki czy folkloru, ale też za pomocą działań na miarę XXI w.: happeningów, koncertów hiphopowych i rockowych, promowania w mediach Ślązaków, którym się udało coś osiągnąć w Polsce czy na świecie i zarazem nie wyrzec się swojej śląskości, a nawet za pomocą jajcarskich koszulek. Widzę w ich działalności pomysłowość i dowcip, i prawie nie widzę tego u nas, na Litwie, gdzie dla części Polaków polskość stała się po prostu intratnym zawodem, dla części zaś — coraz bardziej niepotrzebnym balastem.

Polacy na Litwie mają z czego i z kogo być dumni. Nie tylko w sensie historycznym. Obok nas mieszkają osoby, które całym swoim przykładem świadczą o tym, że na Litwie można być jednocześnie i Polakiem, i człowiekiem sukcesu. Dziesiątki litewskich biznesmenów, top-menedżerów, sędziów, adwokatów, policjantów, naukowców, ludzi kultury i sztuki polskiego pochodzenia są na to najlepszym dowodem. Niestety o większości z nich mówi się mało albo wcale. Mamy też sporo gwiazd, które są na samym świeczniku, notorycznie są w litewskich mediach, w telewizji, na stronach gazet i czasopism. Mamy sporo utalentowanych osób, które pojedynczym wysiłkiem tworzą coś pozytywnego, ocieplają stosunki polsko-litewskie, tworzą tzw. powody medialne i… nie umiemy tego wykorzystać.

Ewelina Saszenko, po tym jak w roku ubiegłym reprezentowała Litwę na „Eurowizji”, zrobiła na Litwie zawrotną karierę. W tym roku po raz pierwszy, za mojej pamięci, litewska państwowa telewizja złożyła życzenia noworoczne po polsku. Złożyła ustami właśnie Eweliny Saszenko. Obawiam się, że gdyby wizerunek litewskich Polaków był kształtowany tylko przez interpelacje Waldemara Tomaszewskiego w Brukseli czekalibyśmy na to kolejnych 20 lat. Tomek Sinicki, ex-lider jednego z najlepszych litewskich zespołów rockowych „Gravel”, przed kilkoma laty sporo namieszał w litewskim showbizie nie tylko ostrymi gitarowymi riffami, ale też ironiczno-sarkastycznymi komentarzami, nadal jest cenionym autorem piosenek i muzykiem.

Ostatnio jak meteor na salony litewskiej rozrywki wdarła się Katarzyna Niemyćko. Wszyscy z zadowoleniem przyglądamy się sukcesom jej „Kasztanowego Chóru” w „Chorų karai”. Każdej niedzieli rejon wileński jest na ustach tysięcy mieszkańców Litwy i… nic. Samorząd rejonu wileńskiego co prawda finansowego wsparcia chórowi, który go reprezentuje, udzielił, jednak najwyraźniej nie ma żadnego pomysłu na wykorzystanie swojej nieoczekiwanej popularności. Można też przypomnieć dziś już nieco zapomniane, ale kiedyś świecące tryumfy piosenkarki Agnieszkę Dobrowolską czy Beatę Wilkin. W litewskiej muzyce poważnej również można odnaleźć wiele polskim imion i nazwisk: Jan Maksymowicz – doskonały saksofonista jazzowy, Zbigniew Lewicki – koncertmeister Litewskiej Państwowej Orkiestry Symfonicznej, Gabriela Vasiliauskaitė – śpiewaczka operowa.

Są wielbieni przez dziesiątki tysięcy osób, nie tylko (a może nawet w dużym stopniu nie przez) Polaków, są w centrum zainteresowania mediów, są współcześni, dowcipni, inteligentni, sympatyczni, niezależni, mówią poprawnie po litewsku. Gdy Ewelina Saszenko mówi o tym, że po polskiej szkole można doskonale znać język litewski – w to uwierzy większość Litwinów, gdy o tym samym łamaną litewszczyzną mówi którykolwiek z naszych czołowych polityków – tylko leje wodę na młyn „reformatorów” oświaty.

Żaden z nich nie wyrzekł się swojej polskości — w odróżnieniu od np. litewskich gwiazd pochodzenia rosyjskiego, które o swoich korzeniach wspominają bardzo niechętnie — i to właśnie oni powinni być symbolami naszej społeczności, przykładem do naśladowania. To przede wszystkim o nich powinny pisać polskie media — wiem, że to trudne, bo sądy naszych młodych gwiazd są bardzo często tak inne od opinii lokalnych polskich działaczy, na których się nasze dziennikarstwo orientuje i które przedstawia czytelnikom jako jedyne opinie Polaków z Litwy, a nawet wobec nich krytyczne — jeśli im naprawdę zależy na przetrwaniu polskiej mniejszości na Litwie i kształtowaniu pozytywnego wizerunku polskości nie tylko w oczach Litwinów, ale przede wszystkim młodego pokolenia litewskich Polaków.

Wystarczy włączyć MTV, wybrać się do kina lub na jakiś koncert, żeby przekonać się, że dziś Afroamerykanie dominują w amerykańskim (i nie tylko amerykańskim) sporcie i kulturze masowej, cały świat słucha Beyonce Knowles czy Jay Z, ogląda filmy z Halle Berry, Denzelem Washingtonem czy Whoopi Goldberg. Przed czterema laty Barack Obama został prezydentem USA. Kilkanaście lat temu coś takiego mogło się zdarzyć tylko w hollywoodzkim filmie z kategorii science fiction, zaś 50-60 lat temu w USA czarni muzycy grali tylko dla czarnych, biali – tylko dla białych. Każda rasa miała swój własny świat. I ten murzyński bardziej przypominał getto. Murzyni nagminnie prostowali sobie włosy i wybielali skórę, starając się w ten sposób upodobnić się do białych, zintegrować się, zasymilować z większością. Aż w latach 60. ktoś powiedział: „Black is beautiful!” Przestańmy naśladować innych, jesteśmy tacy jacy jesteśmy i możemy być z siebie dumni! Czarne jest piękne!

Nikt nie chce być nieudacznikiem, ludzie chcą utożsamiać się wyłącznie z sukcesem. Dziś dla bardzo wielu młodych Polaków na Litwie z sukcesem kojarzy się wyłącznie litewskość, stąd gwałtowny spadek liczby pierwszoklasistów polskich szkołach i wzrost liczby polskich dzieci w litewskich szkołach. W 1989 r. w języku polskim na Litwie uczyło się 10623 uczniów (2,09 proc. ogółu uczniów). Przez dziesięć lat notowaliśmy wzrost, osiągając w 2000 r. liczbę 22300 uczniów (4 proc. ogółu uczniów), ale następnie tendencja się odwróciła i nastąpiła ponowna „ucieczka" Polaków ze szkół polskich, po blisko tysiąc osób rocznie, w wyniku, której obecnie w polskich szkołach się uczy 12895 uczniów (ok. 3 proc. ogółu uczniów). Przyczyn jest sporo, ale niewątpliwie jedną z nich jest brak promocji nowoczesnej polskości, brak różnorodnej oferty kulturalnej.

Spotkałem się z poglądem, że bez dwujęzycznych tabliczek z nazwami ulic lub bez oryginalnej pisowni nazwisk Polacy na Litwie zlituanizują się w ciągu dwóch pokoleń. Przykład Litwinów w Polsce czy Saami w Finlandii wskazuje, że nawet posiadanie wszystkich możliwych praw niczego w tej materii nie gwarantuje. Polskość na Litwie wówczas dostanie szansę na przetrwanie, gdy stanie się symbolem sukcesu. Jak już wspomniałem wyżej – bez trudu dziś można wykazać, że polskość i sukces mogą iść w parze. Jednak trzeba nie zmarnować tej szansy i obecną koniunkturę wykorzystać. Każdy marketingowiec wie, że nie wystarczy stworzyć dobry produkt, trzeba jeszcze sporo zainwestować w reklamę, aby go sprzedać.

Jeśli polskość nie stanie się „beautiful”, nie stanie się „nice”, nie stanie się „cool”, cała obecna walka o polskie szkoły, o oryginalną pisownię imion i nazwisk, o dwujęzyczne tabliczki z nazwami ulic i miejscowości może się okazać syzyfową pracą. Dostaniemy te wszystkie prawa, ale okaże się, że już nie ma komu z nich korzystać.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt