Radczenko: Kreatywna Wileńszczyzna

 (15)
W 1920 r. Włodzimierz Lenin i narkom oświaty Anatolij Łunaczarskij trafili na wystawę malarzy-abstrakcjonistów. Pochodzili, pooglądali i w pewnym momencie Lenin mówi do Łunaczarskiego: „Nic z tego nie rozumiem”. „Ja również” — zgodził się Łunaczarskij. Byli to, zgodnie z tym starym sowieckim kawałem, ostatni przywódcy ZSRS, którzy nie znali się na sztuce.
Radczenko: Kreatywna Wileńszczyzna
© Shutterstock nuotr.

Muszę przyznać, że na sztuce, szczególnie tej współczesnej, podobnie jak bohaterzy powyższego kawału znam się amatorsko. Zresztą nie o sztuce chce dziś pisać. Wychodzę zawsze w jej ocenie z subiektywnego założenia, które kiedyś (w piosence „Poet”) sformułował klasyk rosyjskiego rocka Jurij Szewczuk: „Я называю плохое – дерьмом/А хорошее - красотой!”.

Dlatego pewnie czuję szacunek wobec osób, które nie tylko na tej współczesnej sztuce się znają, ale także ją tworzą. Kreują własne światy. Podziwiam więc Marzenę i Agnieszkę Mackojć, Ewę Szostak, Katarzynę Pieczuro, Daniela Krajczyńskiego i Dariusza Kaplewskiego z Nowej Awangardy Wileńskiej. Podziwiam Romualda Ławrynowicza, Bartka Połońskiego z siekiel/priot. Podziwiam Jana Drawnela, Agatę Meilute i Joannę Moro, którzy powoli, ale nieuchronnie wspinają się na polski Olimp aktorski. Podziwiam wielu innych młodych polskich muzyków, malarzy, grafików, plastyków, scenografów z Wileńszczyzny za to, że tworzą coś pozytywnego i budującego, czerpią i ze spuścizny polskiej, i litewskiej. Gdy – parafrazując klasyka amerykańskiego punku Jello Biafrę – „wizualizuję sobie” nową i kreatywną Wileńszczyznę – mam na myśli właśnie ich.

U schyłku XX w. amerykański socjolog Richarda Floridę wprowadził do socjologii, w swojej rewolucyjnej pracy „Narodziny klasy kreatywnej”, pojęcie klasy kreatywnej. Klasa kreatywna - to bardzo zróżnicowana grupa artystów, specjalistów, menedżerów tworzących nowe idee, sposoby zarządzania, technologie i regulacje prawne, zamieszkujących dzielnice i miasta, które oferują im dobrą infrastrukturę oraz otwartą, wielokulturową i przyjazną mniejszościom etnicznym, rasowym i seksualnym atmosferę. „Ich praca wiąże się nie tylko z rozwiązywaniem, ale i ze wyszukiwaniem problemów. Ludzie ci zajmują się twórczym rozwiązywaniem konkretnych problemów, korzystając z rozległej wiedzy” — uważa Florida i przewiduje, że w przeciągu najbliższego dziesięciolecia staną się oni głównym motorem wzrostu gospodarczego. Kreatywni to, według Floridy, awangarda, która nie tylko tworzy nowe sposoby wypracowywania zysku, ale wykuwa również nowe style życia.

Według obliczeń Floridy w Stanach Zjednoczonych już w 1999 roku 30 procent ogółu zatrudnionych pracowało w tzw. kreatywnych zawodach. Zalicza się do nich między innymi naukowców, prawników, dziennikarzy, inżynierów, architektów i projektantów, ludzi pracujących w szkolnictwie i rozrywce, artystów i muzyków, „czyli ludzi których funkcją ekonomiczną jest tworzenie nowych idei i pomysłów, nowych technologii i nowych treści kreatywnych”. U nas pewnie jest ich nieco mniej, ale klasa kreatywna niewątpliwie powstaje powoli także na Litwie, a obecny model stosunków społecznych, gospodarczych i politycznych wybudowany na ruinach Sowieckiego Imperium przez(post)komunistyczne elity chwieje się jak domek z kart. Powstaje także na Wileńszczyźnie.

Nie wmawiajcie mi, że polska młodzież z Wilna to jacyś nacjonaliści, ksenofobi i wirtualni bojownicy z wyimaginowanymi okupantami litewskimi. W życiu w to nie uwierzę! Nacjonalizm – to azyl dla nieudaczników i tchórzy. Mogę zrozumieć, że gdy masz 16-17 lat, a zbliżające się siedmiomilowymi krokami dorosłe życie napawa cię pewnego rodzaju strachem, szukasz jakichś mechanizmów obronnych. Najłatwiejszym zaś z nich jest zrzucenie winy za możliwe przyszłe porażki na kogoś innego. Na spisek żydowski, litewski lub rosyjski. Podobnie na studiach o wiele łatwiej uznać, że oblałeś egzamin z uwagi na akcent, kolor skóry czy orientację (nieważne polityczną czy seksualną), niż się – przed sobą samym — przyznać, że czegoś się nie nauczyło. Jednak te kompleksy trzeba w sobie przełamywać, a nie pielęgnować.

Jeśli jesteś dobry, jeśli masz wiedzę i doświadczenie— nikt ci nie podskoczy. Dasz sobie radę z każdym „spiskiem” czy „klanem”. I właśnie dlatego polska młodzież z Wilna doskonale sobie radzi i będzie radziła coraz lepiej w (nie tylko) litewskim środowisku, bo ma nie tylko talent, wiedzę, znajomość języków, ale i częstokroć dużo większą motywację niż litewscy rówieśnicy. Nie musi się więc ukrywać za murami dobrowolnego getta.
O Marzenie Mackojć i jej kolegach z Nowej Awangardy Wileńskiej robi się powoli głośno nie tylko nad Wilią, ale i w Warszawie, Moskwie, a nawet Sofii. Joanna Moro robi karierę aktorską nie tylko w Polsce, ale i na dużo bardziej wymagającym rynku rosyjskim.

Brain Rain Elizy Łozowskiej gra koncerty w Brukseli i Berlinie. Ekstrawaganccy i sarkastyczni „Pulaki z Wilni” biją rekordy popularności na Facebooku… Przykłady można mnożyć. Wystarczy przyjrzeć się karierom, które robią w litewskim show biznesie piosenkarki polskiego pochodzenia: Saszenko, Niemyćko, Dobrowolska, Wilkin, Wojciechowska. Wystarczy przyjrzeć się biznesmenom, adwokatom, lekarzom, muzykom, naukowcom, muzykom, aktorom, dziennikarzom polskiego pochodzenia, których jest coraz więcej i więcej.

Już wkrótce nie tylko Wileńszczyzna, ale także i Litwa będzie (a może już jest?) dla nich zbyt ciasna. Nie oznacza to, że nie są Polakami albo nie są patriotami. Po prostu ich patriotyzm nie jest kapuściany, słomiany czy jakkolwiek go zwał; nie ma tego kwaśnego nacjonalistycznego zapachu. Nie jest „anty”, tylko „pro”…

Ta utalentowana, młoda, kreatywna Wileńszczyzna ma wszelkie szanse by przełamać stereotypy, rozwiać negatywne mity i wybudować mosty między naszymi narodami. Szczególnie, że po stronie litewskiej zachodzą przecież podobne procesy. Wiele osób na Litwie dziś z zaniepokojeniem spogląda w stronę Garliavy, skinheadów, „talibów”, ludowych trybunów przemawiających z sejmowych trybun, prawicowych i lewicowych populistów, ale nie bagatelizując tych zjawisk to już wczorajszy dzień, przeszłość. To nie tam zachodzą rzeczywiste zmiany.

Zmiany zachodzą w młodym pokoleniu, pokoleniu obecnych 20- i 30-latków, którzy studiują (przynajmniej przez część nauki na uniwersytecie) i pracują za granicą, podróżują, chłoną światowe mody i tendencje. To tam, wśród nich, się rodzi litewska klasa kreatywna. A dla przedstawicieli kreatywnej klasy liczy się przede wszystkim różnorodność i wielokulturowość oraz towarzyszące im postawy tolerancji i otwartości – nie tylko w stosunku do wyglądu zewnętrznego, ale również kwestii religijności, rasy, etniczności, orientacji seksualnej, kultury.

Motorami współczesnego rozwoju, według Floridy są tolerancja, technologia, talent. Tam gdzie jest powszechna postawa tolerancji, tam kierują się ludzie utalentowani, a ze względu na ich obecność powstają wynalazki technologiczne. Jeśli Litwa chce być państwem nowoczesnym i postindustrialnym – a taki cel przecież stawiają sobie litewskie elity - będzie musiała postawić na tolerancję. Takie są zasady tej gry: albo jesteś tolerancyjny, albo spadasz wraz ze swoim jaskiniowym nacjonalizmem do ligi krajów Trzeciego Świata.

Jestem pewien, że młodym i kreatywnym się uda. Uda się to, co się nie udało pokoleniu moich rodziców i mojemu. W 1990 r. również mieliśmy taką szansę, mogliśmy wszystko zacząć od nowa, od czystej kartki papieru. Niestety wybraliśmy najgłupszą z możliwych dróg — wróciliśmy do tych samym jałowych kłótni i sporów. Zawsze jest jednak nadzieja, że młodzi — może nie wszyscy, ale większość —będą od poprzednich pokoleń mądrzejsi.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt