Radczenko: Garliava – katharsis czy katalizator?

 (10)
Jeśli ktoś uważa, że wraz z przekazaniem córki Drąsiusa Kedysa Laimutė Stankūnaitė ta sprawa się zakończyła – jest niepoprawnym optymistą. Teraz to się dopiero zaczną cyrki!
Radczenko: Garliava – katharsis czy katalizator?
© DELFI (T.Vinicko nuotr.)

Autorytet nie tylko sądów, nie tylko policji czy komorników, ale i państwa prawa sięgnął u nas bruku. I ten autorytet każdy, zaczynając na osobach na najwyższych stanowiskach państwowych i kończąc na kowieńskich gangsterach, stara się dzisiaj – im boleśniej, tym lepiej — kopnąć. W imię rankingów, szemranych interesów lub własnej przyjemności. Zapewne już w najbliższym czasie pojawią się jakieś komisje śledcze, interpelacje i inne imitacje burzliwej działalności. Bo to jest prostsze niż inicjowanie i wcielanie w życie prawdziwych zmian systemowych. I jak zawsze polecą głowy tych, co najmniej są winni. Tłum żąda krwi i należy mu dać jakiegoś kozła ofiarnego. Albo dwóch.

Może się wydawać, że wydarzenia w Garliavie nas, Polaków, nie dotyczą. Niektórzy polscy politycy próbują, za przykładem litewskich kolegów, nawet na tym śmierdzącym ogniu upiec własne kasztany. Jest to bardzo niebezpieczna zabawa, bowiem prawa mniejszości narodowych mogą być zagwarantowane tylko pod rządami państwa prawa. Pod rządami tłumu mniejszości po prostu zawisną na slupach obok pedofilów lub kedofilów (w zależności od tego kto zwycięży).

Przyznam się szczerze, że nie wiem po czyjej stronie leży prawda w sprawie Kedysa. Nie wiem, czy córka Drąsiusa Kedysa była wykorzystywana przez pedofilów, czy też nie. Nie wiem czy Laima Stankūnaitė ma jakieś grzechy na swoim sumieniu, czy też nie. Im więcej czytam i widzę – tym bardziej podejrzanie wyglądają obie strony konfliktu, które najwyraźniej „bawią się” losem dziewczynki w swoich własnych interesach.

Wiem natomiast jedno: z bezprawia nie rodzi się prawo. Skoro wszelkie zarzuty wobec Laimy Stankūnaitė zostały oddalone, a ojciec dziewczynki nie żyje, córka Kedysa naturalną koleją rzeczy powinna była wrócić do matki. I to nie ma nic wspólnego z tym jak oceniam nasz system wymiaru sprawiedliwości, a oceniam go krytycznie. Dura lex sed lex – mawiali antyczni Rzymianie. Twarde prawo, ale to prawo. Można się z decyzją sądu zgadzać albo nie, można ją zaskarżyć w odpowiednim trybie i dochodzić swoich racji w wyższych instancjach, można wreszcie zmienić prawo i nawet cały wymiar sprawiedliwości wymienić, ale decyzja powinna być wykonywana.

Ignorowanie decyzji sądu może bowiem prowadzi jedynie do chaosu. Dziś rodzina Venckusów nie wykona decyzji w sprawie córki Kedysa, jutro – ktoś inny, korzystając z precedensu, odmówi zwrotu zasądzonego długu, pojutrze – policja machnie ręką na decyzję sądu i wypuści niebezpiecznego maniaka na wolność zamiast wsadzić go do więzienia. I już wkrótce okaże się, że żyjemy w litewskiej wersji Somali czy innego Zimbabwe – w kraju gdzie „moja wolność kończy się tam, gdzie nie sięgają kule z mojego karabinu maszynowego”…

Przez wiele lat żyliśmy na Litwie w błogim przeświadczeniu, iż jeśli nawet nie mieszkamy jeszcze w prawdziwym państwie prawa, to do niego zmierzamy. Okazało się jednak, że mieliśmy do czynienia w zasadzie z fikcją państwa prawa, skoro policja, komornicy i sądy potrzebowali dwóch lat, żeby przekazać dziecko matce. Jednocześnie sprawa Drąsiusa Kedysa, wydarzenia w Garliavie ukazały jak głęboka jest nieufność litewskiego społeczeństwa, a przynajmniej jego części, wobec państwa, wobec sądów, wobec systemu wymiaru sprawiedliwości.

Dziś litewska ulica wierzy, że sprawiedliwość należy wymierzać na własną rękę, na przykład za pomocą przerobionego pistoletu marki „Bajkał”, i nie wierzy w sprawiedliwość wymierzaną przez sądy. Ta niewiara przybiera wręcz postać zbiorowej paranoi. Zaufanie Litwinów do sądów jest prawie tak samo niskie, jak zaufanie do polityków, ale jednocześnie 93 proc. wyroków i decyzji sądów pierwszej instancji nie są w ogóle zaskarżane! Tak więc zdecydowana większość tych, którzy mają do czynienia z sądami, akceptuje ich decyzje, a brak zaufania do sądów charakteryzuje przede wszystkim tych, którzy z sądami nigdy nie mieli do czynienia!

Ulica zawsze żyje w świecie czarno-białych schematów, w świecie emocji. Gorzej że w tych nihilistycznych nastrojach od lat dzielnie jej sekundują politycy i media. Dziś zbieramy „piękne” żniwo takich postaw. Bo to powszechne odrzucenie zasad liberalnej demokracji i państwa prawa przez litewska ulicę nie wzięło się znikąd. Jest lustrzanym odbiciem tego, co wyrabiają nasze „elity”. Skoro posłowie na Sejm bezkarnie rozbijają się po pijaku samochodami, wyłudzają łapówki, skaczą przez płoty i rzucają się na policjantów z pięściami, oby tylko pozwolono im skopać jakiś gejowski tyłek, to dlaczego żądamy by ludzie z ulicy zachowywali się bardziej racjonalnie i praworządnie?...

Wydarzenia w Garliavie mogą stać się albo katharsis, które doprowadzi do gruntownej reformy politycznej, prawnej i sądowej na Litwie, totalnej odnowy całego państwa, albo katalizatorem nowej, jeszcze bardziej masowej fali emigracji, po której w kraju zostaną już chyba tylko sami politycy, kedofile i pedofile.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt