Radczenko: Być może czas na arbitraż specjalistów?

 (86)
„Litewska Ustawa o oświacie, przyjęta przed rokiem i krytykowana przez litewskich Polaków, wzbudza pewne wątpliwości" — oświadczył podczas wizyty w Wilnie komisarz OBWE ds. mniejszości narodowych Knut Vollebaek.
Radczenko: Być może czas na arbitraż specjalistów?
© DELFI (A.Solomino nuotr.)

17 marca, w rocznicę przyjęcia przez Sejm kontrowersyjnej ustawy, przedstawiciele komitetów strajkowych oraz Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie zamierzają przeprowadzić w Wilnie manifestację protestacyjną.

Taka manifestacja mogłaby być poważnym wsparciem dla negocjatorów ze strony polskiej w rozmowach z litewskimi władzami. Jednak z tego co mi wiadomo żadne rozmowy na temat oświaty polskiej na Litwie pomiędzy polską społecznością i władzami litewskimi się nie toczą. Problem polega też na tym, że jak dotychczas wszystkie pikiety, wiece, manifestacje – w kraju demokratycznym absolutnie normalny i naturalny sposób na wyrażenie swojego niezadowolenia z tych czy innych decyzji — nie odniosły większego skutku. A jeśli zdominują go marginalne grupki nacjonalistów z Polski. które wybierają się podobno do Wilna z „odsieczą” — pomimo iż organizatorzy dokładają wszelkich starań by tak się nie stało — to być może szansa na porozumienie w sprawie Ustawy zostanie zaprzepaszczona w ogóle. Zresztą i bez ich „pomocy” dialog polsko-litewski najwyraźniej znajduje się dziś w głębokim impasie.

Obecny konflikt polsko-litewski o prawa mniejszości narodowych uderza nie tylko w interesy Polaków na Litwie, nie tylko w polsko-litewskie „strategiczne partnerstwo”, nie tylko w międzynarodowy wizerunek Litwy. Jak zauważa „The Economist” konfliktem są zaniepokojeni także najbliżsi nasi sąsiedzi (przede wszystkim Szwecja), ale i Komisja Europejska oraz USA. Uderza bowiem w strategiczne projekty transportowe i energetyczne w naszym regionie, a nawet w system bezpieczeństwa NATO.

Podobno gdy w 1977 roku niemieccy terroryści z RAF porwali Hansa Martina Schleyera, prezesa Federalnego Zrzeszenia Niemieckich Związków Pracodawców, kanclerz Helmut Schmidt, szukając wyjścia z sytuacji nieomal beznadziejnej, powiedział do członków kryzysowego sztabu: „Chcę usłyszeć propozycje egzotyczne!" Być może więc najwyższy czas i nam poszukać nowych sposobów na rozwiązanie polsko-litewskiego konfliktu?

„Problemy związane z polską oświatą na Litwie muszą być rozwiązywane przez specjalistów“ — powiedział w czasie dyskusji „Zawód: prezydent“, która odbyła się w ramach Wileńskich Targów Książki 2012, eks-prezydent RL Valdas Adamkus. Myśl nie jest nowa. Jeszcze niemiecki dyplomata Gottfried Wilhelm Leibniz bowiem mawiał, że „kto szuka prawdy, nie powinien liczyć głosów”. Podobnego zdania jest też Vytis Jurkonis, analityk litewskiego Centrum Studiów Wschodnioeuropejskich: „Sądzę, że nie politycy powinni je (problemy polsko-litewskie – przyp. aut.) rozstrzygać, powinni to robić eksperci.”

Niestety w chwili obecnej za rozwiązywanie problemów polskiej mniejszości narodowej na Litwie zabrali się — po obu stronach — prawie wyłącznie politycy. I dlatego wszystkie dyskusje i grupy robocze powołane przez obie strony wyglądają jednakowo: najpierw jedna strona wygłasza swój monolog, następnie druga strona – swój, i na tym dyskusja się w zasadzie kończy. Nikomu bowiem nie chodzi o znalezienie kompromisu, tylko o zdobycie kilku dodatkowych punktów przed wyborami. Najwyraźniej tak długo jak politycy będą dominować w dyskusji na temat polsko-litewskich stosunków, niczego więcej poza monologami nie można się po niej spodziewać. Dlatego być może faktycznie najwyższy czas stwierdzić, iż rozwiązać tych problemów w rozmowach dwu- lub trójstronnych polityków nie jesteśmy w stanie i powołać bezstronnego mediatora-specjalistę? Coś podobnego sugerował ostatnio „The Economist", wskazując OECD jako organizację mogącą podjąć się takiej mediacji w polsko-litewskim konflikcie. A skoro możliwa jest mediacja, dlaczego nie pokusić się o więcej, np. o arbitraż?

Arbitraż – to sposób rozwiązywania sporów bez udziału sądu; kompetencje takiego sądu powierza się bezstronnemu specjaliście. Jedną z metod arbitrażu jest wybór kolegium składającego się z trzech arbitrów – jednego wyznacza jedna strona, drugiego – druga, zaś trzeciego wyznaczają obie strony postępowania razem. Dlaczego tej samej metody nie zastosować w przypadku sporu polsko-litewskiego (np. o oświatę)? Niech Polacy na Litwie i litewski Rząd wyznaczą po jednym specjaliście lub po jednakowej liczbie specjalistów (specjalistów, a nie polityków!) i wspólnie wybiorą arbitra, co do którego bezstronności mają absolutną pewność, kogoś z międzynarodowym autorytetem i doświadczeniem. Np. tego samego Knuta Vollebæka. I niech to gremium rozpatrzy postulaty obu stron. I podejmie decyzję. Oczywiście zawczasu musimy uzgodnić, iż niezależnie od tego jaka będzie decyzja – uznamy ją i wcielimy w życie.

Jeśli strona polska jest przekonana, co do słuszności swoich żądań i dyskryminacyjnego charakteru Ustawy o oświacie – a osobiście uważam np. przepisy nowej Ustawy o oświacie wprowadzające ujednolicony egzamin z litewskiego dla uczniów szkół litewskich i nielitewskich bez odpowiedniego okresu przejściowego za w sposób oczywisty dyskryminacyjne, a sam tryb przyjęcia nowelizacji bez uwzględnienia zdania 60 tysięcy osób (gdy tymczasem wystarczyło 600 protestujących przeciwko ACTA by rząd wstrzymał procedury ratyfikacyjne) za skandaliczny — nie powinno być przecież problemów z udowodnieniem swoich racji przed taką komisją arbitrażową Podobnie jeśli racje strony litewskiej, notorycznie wypominającej Polakom litewskim słabą znajomość języka państwowego i wskazującej na potrzebę jak najszybszej zmiany tej sytuacji w celu lepszej integracji mniejszości polskiej i zapewnienia jej równych możliwości, są słuszne – również nie powinno być problemu z udowodnieniem tych tez, nieprawdaż? Prawda się przecież zawsze obroni.

Jednak obawiam się, że hipotetyczny polsko-litewski arbitraż — mimo iż jest chyba najbardziej racjonalnym wyjściem z obecnej patowej sytuacji — nigdy nie dojdzie do skutku. Tak jak nie wypaliły tysiące innych racjonalnych pomysłów na rozwiązanie irracjonalnych konfliktów. Politycy mają zbyt medialny temat, żeby go ustąpić specjalistom. Gdy się wygłasza – z trybuny sejmowej, na wiecach lub w mediach — zaangażowane i emocjonalne monologi, można pominąć pewne niewygodne fakty albo wybrać tylko te, które pasują do Twojej wizji świata, ale przecież niezależny arbitraż przyjrzy się wszystkim faktom, danym i liczbom. Poza tym taka lub inna decyzja specjalistów-arbitrów będzie oznaczała zwycięstwo jednej ze stron i porażkę drugiej, a politycy zbyt obawiają się nawet częściowej przegranej, nawet częściowego uszczerbku na swoim autorytecie, szczególnie przed wyborami, żeby na to pozwolić.

Tak więc pewnie nadal będziemy wzywali, iż najwyższy czas by w tej kwestii wypowiedzieli się specjaliści i eksperci, natomiast słyszeć nadal będziemy jedynie monologi polityków.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt