Panka: Druga połowa XXI wieku będzie czasem, gdy zatryumfuje nacjonalizm

 (55)
Tomaszewski wyznaje poglądy, które są nam bardzo bliskie, zresztą czas zweryfikuje, czy Tomaszewski jest prawdziwym patriotą Litwy, powiedział PL DELFI Julius Panka, prezes Litewskiego Związku Młodzieży Narodowej (Lietuvių tautinio jaunimo sąjunga) i jeden z czołowych litewskich nacjonalistów. Odmawiam jedynie szacunku tym akowcom, którzy działali na tak zwanych kresach. Są oni przestępcami, dodał Panka.
Julius Panka
Julius Panka
© DELFI (Š.Mažeikos nuotr.)

Przed kilkoma tygodniami zbezczeszczono sanktuarium na wileńskiej Rossie. Mauzoleum Matki i Serca Syna zostało przykryte plakatem z pogróżkami wobec przewodniczącego Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Waldemara Tomaszewskiego…

Jak można zbezcześcić to, co od dawna jest zbezczeszczone nienawiścią do Litwy?

Polacy z podobną opinią się nie zgodzą. Zresztą sam Piłsudski uważał się za Litwina.

Oddaję hołd Piłsudskiemu, jako człowiekowi, który z popiołów przywrócił do życia Polskę. Jednak dla nas Litwinów-narodowców był, jest i będzie wrogiem niepodległej Litwy. Uważał, że jest Litwinem, a tymczasem działał na szkodę Litwy. To jemu możemy „podziękować”, że straciliśmy wówczas Wilno i kraj wileński. Właśnie jemu zawdzięczamy to, że z powodu późniejszych zatargów pomiędzy Kownem a Warszawą o Wilno nigdy nie powstał jeden wspólny front łączący Niemcy, Litwę, Polskę oraz Łotwę i Estonię przeciwko dyktatorowi w Moskwie.

Policja dość szybko ujęła sprawców, którzy sprofanowali grób Marszałka. Podobno są to członkowie jednej z radykalnych organizacji prolitewskich.

Ci ludzie do naszej organizacji nie należą. Zresztą znając tempo w jakim nasza policja prowadzi sprawy dziwi mnie to, że tym razem błyskawicznie ujęto rzekomych sprawców. Temida jest ślepa. Moim zdaniem kwestią otwartą pozostaje, czy ci, na kogo teraz wiesza się psy zrobili to, o co ich się oskarża.

Kiedyś powiedział Pan, że Litwa cierpi na antynarodową histerię…

Różni ludzie w różny sposób pojmują i odbierają patriotyzm i nacjonalizm. Komuś wydaje się to zagrożeniem, inni dostrzegają w tych pojęciach miłość do swego kraju i narodu. Prawdziwy nacjonalizm kocha i szanuje swój i inne narody. Od chwili, gdy wywiedziałem tamte słowa, upłynęło już sporo czasu. I wiele rzeczy się zmieniło. Tak, na przykład społeczeństwo przyzwyczaiło się i akceptuje obecność nacjonalistów w swoim życiu. Wydaje się, że władze również akceptują nasze istnienie. Co prawda nie brakuje i negatywnych zjawisk. Media za wszelką cenę unikają nagłaśniania naszej działalności, a jeżeli nagłaśniają, to robią to w zupełnie wypaczony sposób. Stosuje się wobec nas informacyjną blokadę, z tego powodu nasza sytuacja wcale się nie polepszyła.

Czyżby? Nacjonaliści mogą maszerować ulicami Wilna skandując bądź co bądź szowinistyczne hasło „Litwa, dla Litwinów”, wcale się nie obawiając kar ze strony policji i sądów. Nie wygląda to na miłość do mniejszości narodowych…

Nie jesteśmy wrogo nastawieni wobec tych mieszkańców Litwy, którzy należą do mniejszości narodowych. Jestem przekonany, że wszyscy: i Polacy, i Rosjanie, i przedstawiciele innych narodowości, którzy od setek lat mieszkają na Litwie, zasługują na te same prawa, co i Litwini.

Tu przypominają mi się historia Ponar. W których to między innymi litewscy oprawcy przyczynili się do mordu tysięcy cywilów, Polaków i Żydów. Ani wówczas, ani dziś nie wyglądało to na przesadną miłość do ludzi innej, nielitewskiej narodowości.

Znamy wiele, wiele wypadków, gdy Litwini ryzykując własnym życiem ratowali Żydów. Nasi oskarżyciele pomijają milczeniem ten fakt, że Litwa w żaden sposób nie miała wpływu ani na początek, ani na koniec Drugiej Wojny Światowej. W Ponarach ginęli nie tylko Polacy i Żydzi, ale również Litwini. Mówią o Polakach i Żydach, a o Litwinach ani mru, mru.

Niemcy ponoć dotychczas spłacają reparacje wobec narodu żydowskiego za Holokaust…

Absolutnie się nie zgadzam z tym, że nasz kraj ma się upokarzać i raz za razem przepraszać. Wystarczająco już uczyniliśmy, aby zadośćuczynić. Przeprosiliśmy, co się dało zwróciliśmy, więc wystarczy się wobec nich płaszczyć. Poza tym Żydzi, którzy służyli w jednostkach NKWD, wobec nas Litwinów łagodni też nie byli.

Rozumiem, że miłością do Armii Czerwonej Pan nie pała?

Jak można pałać miłością do czerwonej zarazy?

Kim są dla Pana weterani Armii Czerwonej, którzy walczyli z armią hitlerowską o wolność Litwy?

Dziś ich liczba skurczyła się do minimum. Uważam, że najlepsze stanowisko, jeśli chodzi o weteranów Armii Czerwonej, zajmuje nasz rząd. Nikt ich nie prześladuje, otrzymują wojskowe emerytury z Moskwy i zwykłe litewskie. W czasach ZSRR mogli się cieszyć wieloma przywilejami, ale chyba i dziś ich życie na Litwie wcale nie wygląda na makabrę.

Skoro Armia Czerwona jest dżumą, to żołnierze Armii Krajowej, którzy walczyli i z Wermachtem, i z krasnoarmiejcami są bohaterami?

W historii nigdy nie ma, że jest tylko białe i czarne. Wiele zależy od stron konfliktu. Moim zdaniem akowcy, którzy walczyli na rdzennych terenach Rzeczpospolitej są bohaterami.

Dziwne stanowisko dla litewskiego nacjonalisty, który ma tępić wszystko, co polskie.

Wcale nie dziwne. Odmawiam jedynie szacunku tym akowcom, co działali na tak zwanych kresach. Są oni przestępcami. Wiem, że kierownictwo AK głosiło, że kresy są etnicznie polskie, więc działali tu jak u siebie w domu, na co nie mieli żadnych praw.

Na rękach litewskich żołnierzy jest krew pomordowanych w Glinciszkach Polaków.

Tak samo jak na polskich rękach - pomordowanych w odwecie Litwinów w Dubinkach. Nie zamierzam usprawiedliwiać żołnierzy z litewskiej jednostki, którzy wymordowali cywili, ale dobrze ich rozumiem. Gdy padają strzały, giną twoi koledzy, a ty wiesz, że cywile pomagają i donoszą ich mordercom wówczas jedynym wyjściem pozostaje pacyfikacja. Zresztą każde wojsko stosuje nawet dziś podobną taktykę. Co rusz w prasie pojawiają się informacje o pomyłkach Amerykanów w Afganistanie, bombardowali terrorystów, a rozwalili wiejskie wesele i często uchodzi im to na sucho.

Tego roku już po raz trzeci w Dziewieniszkach, przy akompaniamencie krytyki w polskiej i litewskiej prasie, odbył się obóz nacjonalistów.

Obozy w Dziewiniszkach urządzamy wcale nie po to, aby rozpoznać teren i rozpocząć rzeź miejscowej ludności. Podczas każdego z tych obozów współpraca z miejscową ludnością układała się wzorowo. Prawie zawsze staraliśmy się pomagać miejscowym dzieciom z  rodzin ryzyka socjalnego. Cieszę się, że od czasów drugiego obozu udziela nam symbolicznego wsparcia Fundusz Wsparcia Kultury.

Skoro wszystko jest pięknie i różowo to, po co tym uczestnikom obozu, którzy mieli rozmawiać po polsku lub rosyjsku płukano jamę ustną „mydłem”?

Zwykła kaczka dziennikarska. Jedną z reguł naszych obozów jest to, że na obozach rozmawia się w bałtyckich językach. Robimy to, ponieważ chcemy, aby młodzież lepiej poznała ojczystą mowę: litewską lub łotewską. Na „mydlaną karę” są narażeni jedynie ci uczestnicy obozów, którzy klną. Obojętne czy w litewskim, czy polskim, czy rosyjskim językach. Niestety dziennikarz albo się pomylił, albo szukał sensacji. Gdy wybuchł skandal, chciałem znaleźć tamto nagranie z wywiadem, niestety nikt nie umiał powiedzieć gdzie jest.

Krytycy, których nie brakuje nawet w tradycyjnych litewskich partiach, twierdzą, że Związek Młodzieży Narodowej, któremu Pan przewodniczy jest pionkiem Moskwy. Pionkiem, którym Kreml się posługuje, gdy chce dolać oliwy do ognia na Litwie.

Chciałbym zacytować nasze hasło, z którym maszerujemy: „Nie Zachodowi i Wschodowi. Litwa – dzieciom Litwy”.

W XXI stuleciu, gdy rządzą liberalizm i tolerancja, a świat staje się jedną wielką wioską, nacjonalizm wydaję się być przeżytkiem.

Wcale się z tym nie zgadzam. Jestem pewien, że narody zrozumieją, że tolerancja rozdmuchanych wolności i tryumf „zjednoczonych pod tęczową flagą” prowadzi do zagłady. Zagłady moralnej i fizycznej. Wierzę, że druga połowa XXI wieku będzie czasem, gdy zatryumfuje nacjonalizm. Nie szowinizm, a zdrowy nacjonalizm i miłość do swej nacji i narodu.

Czy w takim nacjonalizmie obok Litwinów w jednym szeregu staną Polacy, Rosjanie i inni przedstawiciele mniejszości narodowych?

Moim zdaniem – tak. Przecież nie jesteśmy obcymi. Mieszkamy bok o bok, pracujemy, zawieramy wspólne małżeństwa. Dlaczego, więc musielibyśmy odrzucać Polaków czy też Rosjan?

Taki scenariusz, w którym prezydentem Litwy mógłby zostać Polak jest możliwy?

Gdyby ktoś przed dwudziestoma laty w USA powiedział, że krajem będzie rządził Murzyn, takiego fantastę by wyśmiano, może nawet obito. Teraz w Stanach rządzi czarnoskóry Obama i to jest norma. Każdy naród zasługuje na taką władzę, jaką wybiera.

Teraz w Sejmie mamy ośmiu posłów Polaków z ramienia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. W Europarlamencie AWPL reprezentuje jej lider – Waldemar Tomaszewski.

Tomaszewski wyznaje poglądy, które są nam, Związkowi Młodzieży Narodowej, bardzo bliskie. Też opowiadamy się za wartościami chrześcijańskimi. Reprezentujemy podobne stanowisko w sprawie obrony życia poczętego. Zresztą czas zweryfikuje, czy Tomaszewski jest prawdziwym patriotą Litwy i czy naprawdę będzie tak jak zapowiada.

Dobrze, że nacjonaliści zgadzają się z postulatami AWPL. Jednak jestem zdania, że są kwestie gdzie owe poglądy są różne.

Polacy często zarzucają nam, że dążymy do asymilacji wszystkich mniejszości, w tym polskiej. Chciałbym powiedzieć, że naszym, jako nacjonalistów marzeniem jest silne, zwarte państwo. Państwo wybudowane na narodowym fundamencie. Moim zdaniem, w tradycyjnie polskich miejscowościach obok polskich szkół mają powstać litewskie. Powstać nie dlatego, że chcemy zniszczyć polskość, ale dlatego, aby rodzice mieli alternatywę pomiędzy polską a litewską placówką oświatową. Dalej sprawa zależy od rodziców, jeżeli chcą, aby ich pociecha została mówiącym po polsku Litwinem wybiorą polską szkołę. Jeżeli chcą, aby dziecko obrało drogę ku litewskości – szkołę z litewskim językiem nauczania.

Ostatnio w Wilnie i rejonie wileńskim nabiera rozpędu akcja klejenia nalepek ze sloganami: „Mów po polsku”, „Jesteśmy u siebie”.

Dziwne, nikt nikomu nie zakazuje ani mówienia, ani myślenia po polsku. Na ulicach Wilna, często słychać polsko-rosyjską mowę. Jest to, co najmniej dziwne i mocno trąci szowinizmem. Również zastanawia mnie, dlaczego na tych nalepkach jest orzeł. Herbem Litwy zawsze była i jest Pogoń.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt