Mieczkowski: Polskie media na Litwie - Przetrwają czy nie, a jeśli tak to jakie?

 (34)
Można mówić o globalnym zanikaniu czytelnictwa, jego przeistaczaniu się w formy audiowizualne, kryzysie gospodarczym, o trudnej sytuacji Polaków na Litwie, jako mniejszości narodowej. Czy przy takich uwarunkowaniach obecne polskie tytuły prasowe tam przetrwają? A jeśli tak – jakim kosztem, co należy zrobić, aby przetrwały? Warto też się zastanowić: czy w dzisiejszej postaci muszą przetrwać.
Mieczkowski: Polskie media na Litwie - Przetrwają czy nie, a jeśli tak to jakie?

Powodem do takich rozważań stała się konferencja, jaką w kwietniu pt. Aktualne problemy mediów polskojęzycznych na Litwie zorganizowała Ambasada RP w Wilnie, zapraszając z jednej strony VIP-ów z Polski, zajmujących się mediami, a z drugiej – przedstawicieli owych mediów.

Litwa zalana mediami rosyjskojęzycznymi

Po powitaniu ambasadora Janusza Skolimowskiego wypadło mi prowadzić pierwszy panel. Zadałem na wstępie pytanie: Jak to się dzieje, że tygodnik, wydawany w Wilnie po rosyjsku („Ekspress Niediela”), ma 68 tysięcy nakładu, choć Rosjan na Litwie statystycznie jest mniej niż Polaków (według Departamentu Statystyki, Polaków w 2011 było 6,6 proc, co przekłada się, według tychże danych, na 212 tys., zaś Rosjan – 5,4 proc.), a wszystkie tytuły polskie – ukazujący się 4 razy tygodniowo dziennik „Kurier Wileński”, samorządowy „Tygodnik Wileńszczyzny” (rejonu wileńskiego), miesięcznik „Magazyn Wileński”, tygodnik Związku Polaków na Litwie „Nasza Gazeta” oraz kwartalnik „Znad Wilii” razem oscylują na rubieży 10 tysięcy?

Prawda, niektórzy wydawcy są zdania, że ich nakłady należy pomnożyć nawet przez 10, ponieważ w niektórych miejscowościach, szczególnie wiejskich, ich tytuł przekazywany jest z rąk do rąk. Zupełnie tak, jak podczas zaborów przekazywano kaganiec oświaty! Takie czytanie może być jednakże uciążliwe: druk bywa niskiej jakości i się po prostu ściera.
Co się stało, że czytelnik, tak patriotycznie polski, chodzący do kościoła i głosujący podczas wyborów na swoich, nie czyta po polsku? Z góry zaznaczam, iż nie mam pretensji do tego czytelnika. Będę nawet polemizował z redaktorami, którzy twierdzą, że jest on na tyle biedny, że go nie stać na kupno gazety, bo go stać nierzadko na zakup flaszki.

Jedno drugiemu może i nie przeszkadzać, ale sprawa jest znacznie głębsza i za taki stan rzeczy odpowiedzialność ponoszą sami redaktorzy i wydawcy. To czytelnik musi chcieć sięgnąć po czasopismo w swoim języku, a nie rosyjskim. A w tym języku ma do wyboru drukowanych na Litwie po rosyjsku …17 tytułów! W tym dzienniki: „Obzor” – nakład 34 400 egz.; rosyjskie mutacje „Respubliki” – 6600 i „Kłajpedy” – 6100; „Komsomolską Prawdę” - 3500, plus tygodniki i inne czasopisma – „Litowskij Kurier” – 20600 egz. i o mniejszym nakładzie – „Nasz kraj”, „Szwienczionskij kraj”, „Piensionier”, „Vilnius” (o literaturze i kulturze litewskiej po rosyjsku), „Sportiwnyj fitnes”, „Pierekriostki” i in. Gołym okiem widać, że ich nakład jest 10-15 razy większy niż ogólny nakład czasopism, wydawanych na Litwie po polsku!

Litwa ponadto jest zalana rosyjskimi programami telewizyjnymi (wszystkie podstawowe), również zagranicznymi w wersji rosyjskiej, zaś gusty muzyczne, i nie tylko, kształtuje „Russkoje Radio Baltija”. Według sondażu Radia Znad Wilii, przeprowadzonego przez agencję TNS, w Wilnie i okręgu wileńskim, a więc gdzie Polacy stanowią zdecydowanie większość, średni zakres radia według czasu słuchania wśród respondentów narodowości polskiej dla tej rozgłośni rosyjskiej wynosi 41 proc., gdy dla polskiej Znad Wilii – 9! Media litewskie mają tu znikomy procent udziału.

Zostawmy mentalny aspekt zjawiska dla socjologów i politologów. Dzieje się tak w wyniku nieobecności tytułów prasowych z Polski, profesjonalnie robionych własnych periodyków. Wpływa na to brak Radia Polskiego (tak powszechnie słuchanego na Litwie w sowieckich czasach!), którego przy najlepszych chęciach nie wyręczy Znad Wilii, ani inne programy mniejszościowe. Przy obecności – i to sporadycznej – Telewizji Polonia (w niektórych sieciach bywa słabiutki kanał TV5), stan posiadania polskich mediów, paradoks – przy otwartych granicach – jest marginalny, nawet Białoruś ma tu swój podstawowy program. Nic dziwnego, że oglądający i słuchający to wszystko po rosyjsku rodak, niekiedy obok Litwina – a obydwaj mają żenująco kiepskie programy radiowe i telewizyjne po litewsku – sięga po prasę w języku rosyjskim.

Ta prasa, z aktywną promocją kultury innego kraju, o innym systemie politycznym, bywa Polakowi litewskiemu bardziej zrozumiała i bliska niż polska?

Śmiem sądzić, iż właśnie tego typu „otwarcie się” Litwy na Rosję, z jej stylistyką i narracją medialną, nie mogło nie wpłynąć i na pogorszenie się stosunków litewsko-polskich. Imperialny ton niektórych programów rosyjskich może wpływać na kształtowanie postaw roszczeniowych wobec Polski, z podświadomym przyjmowaniem opcji Rosji. Część polityków litewskich zachowuje się tak, jakby Litwa (niczym Rosja!) mogła na wszystko sobie pozwolić w „kwestii polskiej”.

Polskie media może zachować tylko profesjonalizm

Powracam jednak do mediów polskich na Litwie. Tytuły prasowe sprzed 20 lat w porównaniu z ich wizerunkiem dzisiejszym mają zmiany …minimalne, są przypadki nawet kroków do tyłu. A przecież mocno się zmieniła poligrafia, trzeba wkalkulować wpływy Internetu, strategiczną rolę promocji i reklamy. Tymczasem nadal panuje archaiczna forma przekazu, jakby wyjęta spod pióra Konopnickiej czy Orzeszkowej. Jej podłożem pozostaje „walka”, to „męczennicy” za sprawę polskości – dzielni posłowie i radni, wciąż ci sami działacze społeczni, są głównymi bohaterami polskich mediów!

Nie mam na myśli przymykania oczu na problemy, z jakimi się stykamy. Chodzi o proporcje, promocję naszych osiągnięć, by cierpliwie budować właściwe dla nas relacje partnerskie. Miałem nadzieję, że w plebiscycie (prasowym) na Polaka Roku na Litwie wysoką lokatę osiągnie, na przykład, Ewelina Saszenko, która jako pieśniarka i Polka dokonała rzeczy wyjątkowej, reprezentując Litwę w Interwizji. O lepszej piarowskiej szansie, spełniającej wszelkie wymogi, trudno marzyć.

Kwiat polskiej inteligencji naszej „górnej półki” – naukowcy, literaci, muzycy, malarze wciąż pozostają na poboczach. Przeglądając rodzime czasopisma, widać, iż niemało redaktorów, zamkniętych w swoich maleńkich kręgach, nie potrafi wartościować realnych osiągnięć rodaków, zachwyca się amatorszczyzną, nie szczędząc jej pochwalnych przymiotników. I ten patos. Wystarczy przejrzeć tytuły: Trwanie w polskości; Lekcja polskości; Święto wiary i patriotyzmu; Śmiali i prawi; W hołdzie…; Triumf…; Wierni tradycji ojców; W patriotycznym korowodzie; Waleczni i ambitni… Niektóre nasze czyny bywają najwyższej miary, jak choćby – uwaga – sukcesy w Światowym Dniu Poezji…

Sprzyja czemuś takiemu, co tam mówić, bardzo ostra, choć niekiedy kamuflowana, konkurencja. Przy wyolbrzymianiu własnych dokonań nagminne bywa „niezauważanie” tego, co zorganizowali koledzy z innych mediów (nie my!) – czy to będzie konferencja, konkurs, koncert, wystawa itp. Mało imprez robionych razem. Ale zjawisko tak rozumianej ambicji spotykamy i gdzieindziej.

Redakcje polskich mediów mają różne siedziby – są rozlokowane w wieżowcach, w Domu Kultury Polskiej, w galerii obrazów, w warsztacie samochodowym. Różne są ich podmioty (organizacje społeczne, samorząd, własność prywatna), ale wszystkie są dofinansowywane z Polski. Tych środków, w przypadku prasy, głównie przeznaczonych na druk, wygląda na to – nikt nie otrzyma w niezbędnym zakresie, zaś era pracy społecznej na naszych oczach się kończy, zmienia swój kształt. Zresztą któż na nią może pozwolić? Najlepiej jest, gdy praca społeczna jest wykonywana po pracy zawodowej, nie zamiast niej. Prasę może zachować tylko profesjonalizm.

Niezbędny jest szacunek dla czytelnika

Ze strony polskiej padła propozycja stworzenia wspólnego portalu dla mediów polskich na Litwie. By w ten sposób, przy większej „masie”, skutecznie promować wszystkie tytuły, razem „pracować na reklamę”. Ale rozmowy w kuluarach przyniosły wątpliwości, co do realizacji przedsięwzięcia. Chyba że coś takiego zostanie utworzone w Polsce, ale to nie takie proste – na specyfice polskiej prasy na Litwie trzeba się znać. Dlatego m.in. nie powiodły się wcześniejsze próby wprowadzenia pisma, pilotowanego przez dziennikarzy w Polsce. I jeszcze – uskutecznianie pomocy nie może więcej kosztować niż sama pomoc.

W realizacji dofinansowywanie wniosków dla mediów „polonijnych” pomocne by było sprecyzowanie priorytetów. Jak to zrobić – nie wiem, gdyż pokutuje zasada: nie tyle ważne jak, ile – kto to robi. Ponadto trudno w jednym koszyku oceniać i wspierać tytuły, redagowane na różnym poziomie i szczeblu. Powszechne są jeszcze przypadki, gdy „się każe za sukces” – kto wkłada większy wysiłek własny, traci. Tytuły, które proponują materiały oryginalne – analityczne i twórcze, przegrywają z pismami, drukującymi przemówienia prezesów i informacje wtórne.

Razem można i trzeba zająć się dystrybucją. Jest to ogniwo ważniejsze nawet od wydawania czasopism. Przeszkodą dla niszowych periodyków, często nie do pokonania, a takimi są prawie wszystkie pisma „polonijne”, jest ich rozpowszechnianie. Czy dałoby się utworzyć takie ogniwo – jakieś przedsiębiorstwo, które obok prowadzenia innych usług (np. drukarskich, przewozowych, reklamowych) zajęłoby się kompleksowym dostarczaniem prasy polskiej do zainteresowanych placówek na Litwie, również w Polsce? Inna rzecz, że takich placówek prawie nie ma.

Pomocne byłyby patronaty znanych tytułów w Polsce. Pozwoliłoby to wykształcić korespondentów spośród Polaków litewskich w ich redakcjach, którzy by przekazywali korespondencje. Bądź co bądź operatywnie i z pierwszej ręki. Ale na przeszkodzie tu są interesy dziennikarzy polskich. Zresztą który to redaktor nie chce przy takiej okazji odbyć podróż zagraniczną, dostając w dodatku za to diety?

W Wilnie nie da się zrobić w chwili obecnej jednego mocnego polskiego tytułu. Powiedzmy, nowoczesnego dziennika, z dodatkiem tygodniowym. Natomiast w wymiarze ekonomicznym jest to możliwe! Takie pismo musiałoby jednakże mieć zupełnie inną optykę, więcej wygrywać na punkty. Mocny serwis informacji lokalnej, z dobrymi i opiniotwórczymi komentarzami wydarzeń, z kreowaniem zupełnie innego typu lokalnego bohatera-Polaka – nie Grzymały i Janka Muzykanta, tylko wykształconego rodaka-Europejczyka, czerpiącego swe inspiracje z wielokulturowości i specyfiki pogranicza, żyjącego z wysoko podniesioną głową.

Robienie czasopisma to żadna misja. Nie da się uszczęśliwiać wszystkich, redaktorzy mają wiedzieć, dla kogo pracują. Jaka jest ich grupa docelowa – jak to się dziś fachowo mówi. Większość tytułów prasy polskiej na Litwie, niestety, stara się ogarnąć wszystko. Ale ten, kogo interesuje choćby motoryzacja, nie sięgnie do gazety z czarno-białym zdjęciem najnowszego porsche; miłośnik sportu nie będzie emocjonował się sprawozdaniem z meczu sprzed kilku dni, a dziecko bajeczkę ma w komputerze. Przy całym szacunku do historii, nakładu nie powiększy już Piłsudski na Kasztance, ani Rota, ani karty męczeństwa i chwała narodu. Szanujmy swojego czytelnika i w nienatrętny sposób go edukujmy – bez chorągwi i bojowych szpalerów, które w złym wykonaniu pełnią rolę tandetnych atrap.

W dobie globalizacji, tabloidalnej informacji i rozrywki, element edukacji w warunkach mniejszości narodowej jest niezbędny. Jest to kwestia zachowania jej tożsamości i kultury, poprawności językowej, poczucia dumy z małych ojczyzn. I oczywiście – umiejętnego kształtowania postawy obywatelskiej wobec kraju zamieszkania, wobec Litwy.

Jeden z kolegów-redaktorów mi powiedział: „Przecież my to wszystko robimy! Tylko nie ma pieniędzy, a stąd – ludzi i jakości”. To mi przypomina przypowiastkę Exupery’ego. Mały Książę pyta pijaka, dlaczego tamten pije. Pijak odpowiada, bo się wstydzi. A dlaczego się wstydzisz? – docieka Książę. Bo piję – poda odpowiedź. Kiedy powstaje zamknięty krąg, trudno temu zaradzić i pomóc. Prasa jest taka, ponieważ nie ma pieniędzy. A pieniędzy nie ma, ponieważ pisma źle się sprzedają.

Portal polski… po litewsku

Mniej miejsca poświęciłem innym mediom polskim. Można przypuszczać, że Radio Znad Wilii i portal Wilnoteka mają najlepsze perspektywy wsparcia. Przemawia za tym forma przekazu. Ale o kierunkach ich rozwoju, sposobach naświetlania wydarzeń, promocji kultury lokalnej, o roli w kształtowaniu postaw można wiele dyskutować.

W związku z powstaniem litewskiego portalu po polsku pl.delfi.lt najwyższy czas, mówiłem o tym dawno temu, założyć lokalny portal polski, ale po litewsku i dla Litwinów! Ażeby informować ich o tym, co mamy najlepszego, przybliżać od najlepszej strony Polskę.
Potrzebne są rozmowy nt. obecności na Litwie programów Telewizji Polskiej 1 i 2, może TVP Kultura i Historia i vice versa – większej obecności korespondencji z Litwy w Polsce, która sprzyjałyby odbudowaniu dobrosąsiedzkich relacji, bez pejoratywnego aspektu problemów mniejszości w naszych krajach. Takie próby przywrócenia TVP (wąsko środowiskowe, nawet z powołaniem fundacji) już były, ale nie wypadły dobrze.

Goście podczas rozmów – miałem takie wrażenie – nie zawsze potrafili zrozumieć rację tubylców. Z kolei, nie wszyscy nasi redaktorzy rozumieli, co do nich mówili goście. Niektórzy pozostali niejako w roli żab z baśni Krasickiego, które powiedziały do bociana: Dla ciebie to igraszka, nam chodzi o życie…

Czas podyktuje nowe rozwiązania. Oby nie za późno.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt