Markuckas: analizując kryzys rządowy – czy faktycznie nie ma zwycięzców?

 (6)
Tak zwany kryzys rządowy zmierza ku końcowi. Jednocześnie ucichają prognozy dziennikarzy, którzy co prawda wolą nazywać siebie politologami, że 15. Rząd RL upadnie z dnia na dzień.
Marius Markuckas
Marius Markuckas
© Asmeninio archyvo nuotr.

Codziennie przybliżają oni nam wszystko, cokolwiek zobaczą czy też usłyszą, od czasu do czasu ignorując to, co zobaczą, nic więc innego oprócz fantazji o upadającym (a może już upadłym) rządzie nie można było po nich się spodziewać.

Tymczasem ostateczne zakończenie kryzysu będzie prawdopodobnie o wiele mniej imponujące niż to, które przed dwoma tygodniami przepowiadali co niektórzy bardziej „przezorni”. Najprawdopodobniej stanie się tak, że na stanowisku ministra jedna łysina zmieni inną. I tyle.

Z drugiej strony, to „i tyle” nie oznacza bynajmniej, że wszystkie te utarczki rządowe były bez znaczenia. Mimo iż obecnie socjologowie zdają się uważać, że w „rzekomym kryzysie” nikt nie zwyciężył, to ich opinię można z łatwością zakwestionować.

Co niektórzy zarzucają premierowi Andriusowi Kubiliusowi, że ostatecznie wybrał koryto, a nie zasady czyli obronę zwolnionych ze służby funkcjonariuszy FNTT. Jednak w oczach przynajmniej części obywateli premier jawił się jako pokonany, aczkolwiek nie przegrany, tzn. trochę się wysilił i w końcu złamał ambicje liberalnych centrystów, a najlepszym na to dowodem jest niewątpliwie odebranie Raimundasowi Palaitisowi stołka ministra spraw wewnętrznych.

To, że na tym samym stołku najprędzej zasiądzie inny liberalny centrysta – co prawda mało prawdopodobne jest, że będzie się kierował innymi zasadami czy też innymi ambicjami partyjnymi – z biegiem czasu i w związku z brakiem zainteresowania ze strony mediów mało kogo będzie obchodzić.

Tym, których w dalszym ciągu będzie martwił los wyrzuconych na bruk pracowników FNTT i którzy oskarżać o to będą nie tylko spisanego na śmietnik historii politycznej Raimundasa Palaitisa, lecz również nazbyt obojętnego premiera, zostanie wytłumaczone w sposób dostępny, „bez politykowania” — jak to miało miejsce wcześniej w wielu innych przypadkach – że ich sprawą zajmie się praworządne Państwo Litewskie.

Swoją drogą liberałów w koalicji – i liberalsajudistów, i liberalnych centrystów — również nie możemy jednoznacznie umiejscowić na pozycji przegranych. Dopóki liberalsajudiści (najczęściej w osobie Eligijusa Masiulisa) nawoływali do jak najszybszego zakończenia kryzysu i dalszej bohaterskiej współpracy dla dobra Litwy, liberalni centryści uzyskali możliwość zaprezentowania się, co też zrobili. Rotacja w jednym ministerstwie – jakiż to brak szacunku, zwłaszcza, że wszystko to dla dobra Litwy i jej mieszkańców?

Dlatego też najpierw ostentacyjnie walczyli, lecz ostatecznie „poświęcili się” na rzecz stabilności Litwy i mogą liczyć na to, że wyborcy o nich nie zapomną. Co więcej, wygląda na to, że po usunięciu Palaitisa ze stanowiska ministra, partnerzy koalicyjni żadnych poważniejszych pretensji do liberalnych centrystów nie mają – nawet ci najbardziej „zasadniczy” konserwatyści.

Co prawda, w tej sytuacji wszyscy zwyciężyć nie mogą, zatem jak na razie za pokonaną można by uznać prezydent RL Dalię Grybauskaitė. Jeszcze przed tygodniem wychwalana przez niektórych politologów za konsekwencję i zasadniczość, w koniec końców zmieniła swoje zdanie - wygląda na to, że wyraźnie przyznaje się do błędu i w ten sposób, niech nie dosłownie, jednak pochyliła głowę przed „racją” premiera.

Z drugiej strony, nie można nie przyznać, że tak naprawdę trudno się dopatrzeć jakiejkolwiek tragedii w fakcie, że popularność pani prezydent, która rosła jeszcze w styczniu tego roku, zjedzie o kilka procent w dół. Zwłaszcza, że owe procenty popularności w przyrodzie nie zginą, a co niektórym przed zbliżającymi się wyborami mogą nawet się przydać. Może więc właśnie o to chodziło?

Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt