Litwa i Polska: zagubione w tłumaczeniu

 (34)
Relacje Litwy i Polski obecnie nie są idealne, chociaż współpraca gospodarcza, wprost przeciwnie, układa się bardzo dobrze. Oczywistym jest, że obecna sytuacja jest prawdziwą łamigłówką dla polityków, jednakże jeszcze większy niepokój budzi kwestia, jak ta sytuacja odbije się na relacjach przyszłych pokoleń i pespektywach współpracy polsko-litewskiej.
Litwa i Polska: zagubione w tłumaczeniu

Można twierdzić, że obecne stosunki dwóch sąsiednich krajów stały się zakładnikami historii, a także napiętej wewnętrznej sytuacji politycznej w każdym z nich.

Obserwatorzy zagraniczni, próbując krótko określić relacje między Litwą a Polską, uciekają się do różnych epitetów: rodzinna kłótnia, syndrom wielkiego brata, a nawet ostrzej, np. zła krew. Większość z omawianych problemów można rozwiązać w dość łatwy sposób, jednakże gdy doda się historię, ideologię i sztuczną wrogość, to sytuacja wymyka się spod kontroli. Nie zważając na to, porównanie relacji polsko – litewskich z wojnami bałkańskimi w latach 90.1 wydaje się nieporozumieniem.

Dyskurs publiczny na Litwie i w Polsce stał się szczególnie wrażliwy – często słyszymy o wzajemnych oskarżeniach o arogancję czy niewiedzę, jednakże brakuje w tym wszystkim strony merytorycznej i dyskusji. Obecny konflikt jest głęboko zakorzeniony w historii obu państw. Nie jest tajemnicą, że tożsamość litewską, w większej mierze, kształtuje język. Właśnie dlatego ważne jest zrozumienie, jakie znaczenie ma język i edukacja, a także fakt, że polityka oświatowa ma szczególny wpływ nie tylko na mniejszość polską, lecz także rosyjską i inne mniejszości narodowe na Litwie. Litwini i Polacy często zapominają o tym, jak bardzo ich polityka oświatowa i językowa jest pochodną wydarzeń 1920 roku, a także okresu sowieckiego.

Na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy Litwa odzyskała niepodległość, rozważało się możliwość, aby Rząd Litwy działał na uchodźctwie w Polsce. Jednakże w tym samym czasie mniejszość polska poparła zainspirowany przez Moskwę zamysł stworzenia autonomii litewskiej w ramach Związku Radzieckiego – Polacy są skłonni nie pamiętać o tym „szczególe”.
Jeśli bezstronny obserwator zastanawia się, dlaczego partnerzy strategiczni zaangażowali się w ten irracjonalny wir emocji, powyższe fakty mogą pomóc wstępnie zrozumieć sytuację. Jednak w celu uniknięcia niejednoznacznych interpretacji, analizę należałoby zacząć od formuły amerykańskiego politologa Harolda Laswella „kto, co, kiedy i jak otrzyma?”

Kto z tego skorzysta?

Podczas gdy politycy się kłócą, a media pogłębiają konflikt, główne pytanie polega na tym, czy ta sztuczna wrogość może w jakikolwiek sposób wpłynąć na społeczeństwo Polski i Litwy. Sondaże wykazują, że zmalała liczba Polaków pozytywnie oceniających Litwinów, natomiast oceniających negatywnie wzrosła o ponad 5 punków procentowych. To niepokojący fakt, a zarazem otwarte pytanie, czy Polska i Litwa podążają we właściwym kierunku?

Oczywiście media mają skłonność do wychwytywania kontrowersyjnych wypowiedzi polityków oraz doszukiwania się tła etnicznego nawet w zwykłych incydentach. Oczywiście w kontekście każdego konfliktu ważna jest rola poszczególnych osób, dlatego nie można bagatelizować wypowiedzi przedstawicieli obu państw (prezydentów: Dalii Grybauskaitė i Bronisława Komorowskiego, premierów: Andriusa Kubiliusa i Donalda Tuska, ministrów spraw zagranicznych: Audroniusa Ažubalisa i Radosława Sikorskiego). Jednakże na stosunki polsko-litewskie mocny wpływ wywierają dwie grupy czynników - zewnętrznych i wewnetrznych.

Twierdzenia, że Rosja to jedna ze stron najbardziej zainteresowanych konfliktem litewsko-polskim, nie są niczym nowym. Unikając teorii spiskowych, oczywiste jest, że Rosja raczej nie była zadowolona z silnego sojuszu Liwy i Polski w Unii Europejskiej, które nawet były nazywane jedynymi „żołnierzami zimnej wojny”, już nie wspominając o mocnej wspólnej pozycji w 2004 r. w kwestii Ukrainy oraz w 2008 roku w kwestii Gruzji. Dialog partnerów strategicznych może stwarzać Rosji problem, zwłaszcza rozumiejąc, że długoterminowe cele Polski i Litwy w polityce zagranicznej w zasadzie są podobne.

Zasada „dziel i rządź“ z czasów imperium Rzymskiego dla Rosji przez dłuższy czas miała i nadal ma zastosowanie, szczególnie, jeśli chodzi o rozmontowywanie sojuszu Litwy i Polski. Można też założyć, że takiej polityce może towarzyszyć dofinansowanie projektów mających na celu kreowanie pozytywnego wizerunku Rosji na Litwie (rosyjskie media, imprezy kulturowe na wielką skalę).

W zasadzie łatwo jest grać w tę grę z rosyjską mniejszością narodową na Łotwie i Estonii, jednakże Litwa, gdzie Rosjanie stanowią zaledwie pięć procent ludności z trudem mieści się w kreowanym narratywie nacjonalistycznych krajów bałtyckich (istnienie „nie-obywateli” na Łotwie i w Estonii jest plamą na honorze dzisiejszej Europy). Dlatego w celu wzmocnienia tego narratywu i stworzenia wizerunku Litwy łamiącej prawa człowieka Moskwie potrzebny jest na Litwie sojusz mniejszości polskiej i rosyjskiej.

Polska, jako jeden z największych sąsiadów, a zarazem partner strategiczny jest w litewskiej przestrzeni publicznej prawie niewidoczna. W czasach sowieckich litewscy inteligenci czytali polskie książki, oglądali polską telewizję, a Polska była swoistym symbolem – oknem na Zachód. Obecnie, w XXI wieku coraz trudniej jest się doszukać polskich programów w telewizji, a księgarniach prawie nie ma polskich książek. Czy to oznacza, że brakuje na Litwie głosu, który by zaakcentował tę sytuację? W tej sytuacji powstaje pytanie o jakość relacji pomiędzy Polską a mniejszością polską na Litwie.

W kontekście procesy wewnętrznych należy zwrócić uwagę na scenę polityczną obu krajów. Koalicja rządząca Litwy, składająca się z czterech różnych partii, jest bardzo krucha, a utrata kilku, a nawet jednego miejsca w parlamencie grozi utratą większości.

System polityczny w Polsce jest bardziej stabilny, władza jest podzielona pomiędzy partię konserwatywno-liberalną (Platforma obywatelska) a konserwatywną prawicę (Prawo i Sprawiedliwość). Jednakże Polska w ciągu dwudziestu lat nawet nie rozpoczęła dyskusji, w jaki sposób należy wspierać mniejszości polskie za granicą i czego od nich oczekiwać. Polscy politycy, mówiąc o Wilnie, Lwowie, a także Grodnie, nazywają cały ten obszar „kresami”. To jednak się czyni bez żadnej refleksji, że sam termin „kresy” w sąsiednich krajach – na Litwie, Białorusi i Ukrainie – może być postrzegany jako chęć odzyskania utraconych terytoriów. Jednakże należy rozumieć, że słowa te w Polsce kierowane są do starszego elektoratu i wcale nie oznaczają, że Polska potajemnie snuje jakieś plany względem tych ziem.

Na Litwie często skupia na sobie uwagę działacz mniejszościowy Waldemar Tomaszewski, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL), najliczniejszej partii etnicznej, jeden z dwunastu posłów do Parlamentu Europejskiego. W społeczeństwie Litwy, AWPL jest postrzegana wyłącznie jako partia walcząca o poprawny zapis polskich nazwisk w litewskich paszportach, o dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości i o „polskie szkoły”. Nawet delegacja polskich dziennikarzy, która przybyła z wizytą w listopadzie 2011 roku, zdziwiła się, że oprócz tych postulatów AWPL nie ma innych, wyraźnych i wyróżniających ją aspektów w swoim programie politycznym.

Powszechnie wiadomo, że osoby pochodzenia polskiego działają również w innych litewskich partiach, dlatego powstaje pytanie, czy wykazują zatem brak zainteresowania poruszaniem problemów swojej mniejszości w tych ugrupowaniach, czy może widzą inne wyzwania w litewskim społeczeństwie?

Problem stosunków litewsko-polskich nabierze ostrości, ponieważ zbliżają się wybory do Sejmu. Ci, którzy liczą na to, iż zmiana władz przyniesie ocieplenie relacji, prawdopodobnie się rozczarują, ponieważ za rządów socjaldemokratów rządziła do 2008 roku nie zanotowano żadnych postępów w rozwiązaniu „zamrożonych problemów”. Jednakże, gdy owe problemy poruszane są w wystąpieniu rocznym ministra spraw zagranicznych Polski na temat kierunków polityki zagranicznej w 2012 roku, to interpretowane jest to przez partnerów litewskich jako wtrącanie się w wewnętrzne sprawy kraju. Przy braku zaufania i dialogu, takie oświadczenia na pewno nie zbliżą nas do rozwiązania dotychczasowych problemów.

Nie ulega wątpliwości, że wybory do Sejmu w październiku 2012 roku (a może nawet w lipcu) stworzą takim politykom jak Waldemar Tomaszewski doskonałą możliwość maksymalizacji kapitału politycznego, a także mobilizacji wyborców poprzez politykę polaryzacji społeczeństwa.

Akcja Wyborcza Polaków na Litwie i Sojusz Rosjan, figurujące pod wspólną nazwą „Blok Waldemara Tomaszewskiego” to kolejny ciekawy fakt. Sama AWPL, albo Rosjanie w pojedynkę z trudem uzbieraliby niezbędne 5 procent, by przekroczyć próg wyborczy. Partie etniczne w ogóle są nietypowym zjawiskiem w demokratycznym społeczeństwie, natomiast jeszcze dziwniej wygląda sojusz Polaków i Rosjan – to nieporozumienie w sposób naturalny budzi obawy, że jeżeli nie Warszawa, to przynajmniej AWPL może stać się dogodnym instrumentem w rękach Rosji. Znając historię Litwy, takie obawy wydają się mieć uzasadnienie.

Oczywiste jest, że zarówno dla Polski, jak i dla Litwy dialog i obustronne zrozumienie są o wiele bardziej potrzebne, niż emocje.

Wymuszony pokój?

Istnieją drażliwe kwestie w dwustronnych stosunkach Litwy i Polski, do których bez wątpienia należy zaliczyć nowe poprawki do ustawy oświatowej.

Zmiany w ustawie oświatowej, które powinny były uregulować sytuację w oświacie, nie były rewolucyjne. Część przedmiotów, tj. język litewski, historia i geografia, ma być wykładane po litewsku, bez względu na przyjęty w szkole język nauczania. Należy też zauważyć, że ani przedstawiciele mniejszości białoruskiej, ani żydowskiej, ani nawet rosyjskiej nie zgłaszali sprzeciwu wobec ustawy.

Po ustroju komunistycznym Litwa odziedziczyła również szkolnictwo mniejszościowe, w ramach którego wykształcenie zdobywa się w języku ojczystym. Malejące szeregi młodzieży w społeczeństwie litewskim oraz mniejszości narodowych wymagają jednak reformy w zakresie oświaty. Należy zauważyć, że niektórzy uczniowie – Polacy świadomie wybierają litewskie szkoły. Jednakże głównym problemem nie jest sama ustawa, lecz tempo jej wprowadzenia oraz krótki okres przejściowy (vacatio legis). Wszystko to sprawia, że ani nauczyciele, ani uczniowie, ani rodzice nie są przygotowani do takich zmian.

A więc tylko dialog może zlikwidować strach i zwiększyć zaufanie, a także obustronne zrozumienie.

Kwestie zapisu polskich nazwisk w litewskich paszportach i dwujęzycznych znaków byłe bliskie rozwiązaniu. Niektórzy polscy eksperci twierdzą jednak, że cierpliwa polityka nie przyniosła oczekiwanych wyników do 2007 roku, dlatego należało ją zmienić. Jednakże, czy zmiana polityki na bardziej ofensywną przyniosła jakiekolwiek postępy? Na przykład w 2008 roku ponad połowa Litwinów (51 proc.) wyrażała obojętnośc w kwestii dwujęzycznych tablic, a obecnie ok.80 proc. jest absolutnie przeciw. Czy ktokolwiek może nazwać taką politykę efektywną?

Jednakże pozostaje pytanie, na ile deklarowane do 2007 r. partnerstwo strategiczne Litwy i Polski wypełnione było rzeczywistą treścią, a na ile był to tylko spektakl polityczny? Czy owe „zamrożone problemy” rzeczywiście dotyczą kwestii, które mają wpływ na codzienne życie zwykłych Polaków na Litwie? Wystarczy tylko spojrzeć na stopę bezrobocia czy poziom inwestycji w przeliczeniu na obywatela w rejonach, gdzie większą część mieszkańców stanowią Polacy – rejon solecznicki, wileński, trocki i święciański. Na przykład stopa bezrobocia w Solecznikach wynosi 15,5 procent, a średnia w całym okręgu wileńskim wynosi 10,71proc. Różnica poziomu inwestycji zagranicznych przypadających na mieszkańca jest wprost oszałamiająca – średnia w Solecznikach w porównaniu ze średnią w okręgu wileńskim jest aż 570 razy mniejsza! Można tylko zadać retoryczne pytanie, czy przynajmniej jeden przedstawiciel Wileńszczyzny dba o poprawę sytuacji społeczno-gospodarczej, poziomu życia i o to, w jaki sposób przyciągnąć inwestycje i rozwijać infrastrukturę, a nie wciąż eskalować problem oświaty.

Jeśli jest zaufanie, tłumaczenie nie jest potrzebne,

Polska coraz bardziej atakuje, a Litwa naturalnie staje w pozycji obronnej. Wymagania są raczej mało skuteczne, doprowadzą tylko do niekończących się wzajemnych oskarżeń i roszczeń, a to szkodzi wizerunkowi obu krajów. Rozważano włączenie arbitra, proponując w tej roli Wysokiego Komisarza OBWE ds. Mniejszości Narodowych. Jednakże taki arbiter czy tłumacz nie jest potrzebny, jeśli obie strony zgodzą się, że jest potrzebny dialog.

Polska, kształtując politykę względem Litwy, powinna uwzględnić swoje doświadczenie w relacjach z innymi sąsiadami. Jako kraj większy powinna wziąć pod uwagę zaszłości historyczne, a także głęboko zakorzenione niepokoje i urazy swych sąsiadów. To nie jest łatwe, ale wygląda na to, że niektórzy polscy politycy rozumieją, że takie kroki są niezbędne.

Pytanie „kto ma ustąpić” w tej dyskusji nie jest odpowiednim postawieniem sprawy – należy raczej poszukać przykładów pozytywnej współpracy poza granicami zamrożonych problemów. Zaufanie można wzmacniać na przykładach, a takowe istnieją - zarówno na płaszczyźnie dwustronnej (w dziedzinie energetyki, kultury i gospodarki), jak i wielostronnej – przyszłość Unii Europejskiej, współpraca transatlantycka i wciąż kuśtykające sąsiedztwo wschodnie. Oba państwa muszą wspierać i zachęcać do współpracy swe organizacje pozarządowe, ośrodki analityczne (think tanks), umacniać dyplomację publiczną. Jeśli spojrzeć na relacje polsko-litewskie na poziomie społeczeństwa obywatelskiego, uderza w oczy brak kontaktu i rzadka wymiana myśli. Potrzebujemy więcej zaufania i mniej podejrzliwości.

Centrum Stosunków Międzynarodowych (CSM) jest fundacją - niezależnym, pozarządowym ośrodkiem analitycznym zajmującym się polską polityką zagraniczną i najważniejszymi problemami polityki międzynarodowej, które są ważne dla Polski i Europy. CSM realizuje własne projekty badawcze, przygotowuje raporty i analizy oraz uczestniczy w międzynarodowych projektach we współpracy z podobnymi instytucjami w wielu krajach. Działalność CSM ma charakter badawczy i edukacyjny. Od momentu powstania Centrum w 1996 r. udało się zbudować wpływowe forum dla debaty nad polityką zagraniczną z udziałem polityków, dyplomatów, pracowników administracji publicznej, przedsiębiorców, dziennikarzy, studentów oraz przedstawicieli wielu innych organizacji pozarządowych.

Celem CSM jest:
- wzmocnienie polskiego środowiska zajmującego się polityką zagraniczną oraz pogłębienie wiedzy o polityce międzynarodowej w społeczeństwie polskim;  
- pogłębianie rozumienia celów polskiej polityki zagranicznej wśród elit politycznych, dyplomatycznych i dziennikarskich innych państw, jak również uświadamianie polskich liderów co do celów polityki zagranicznej innych państw; 
- wpływ na najważniejsze kierunki debaty o polityce międzynarodowej w Polsce i za granicą.
W dotychczasowej swojej działalności CSM szczególny nacisk kładło na problematykę NATO i bezpieczeństwa międzynarodowego, różnych aspektów integracji europejskiej oraz funkcjonowania Polski w UE, stosunków transatlantyckich, szeroko pojętej polityki wschodniej, migracji, polityki klimatycznej i energetycznej, bilateralnych i multilateralnych kierunków polskiej polityki zagranicznej.  Centrum badało też inne zagadnienia dwustronnych i wielostronnych relacji w polityce zagranicznej.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt