Laučius: Wyniki wyborów i referendum: lud nie słucha prezydent

 (8)
Każda z partii, która przekroczyła próg wyborczy, ma powody do radości. Partia Pracy może pochwalić się pozycją lidera w okręgach wielomandatowych. A w porównaniu z wyborami 2008 roku, socjaldemokratom przybyło około stu tysięcy nowych wyborców. Poza tym, socjaldemokraci mogą jeszcze wskoczyć na pierwsze miejsce, gdy zostaną zliczone wyniki głosowania w okręgach jednomandatowych.
Laučius: Wyniki wyborów i referendum: lud nie słucha prezydent
© DELFI (Š.Mažeikos nuotr.)

Partia rządząca, mimo nieprzychylności społeczeństwa wobec premiera, zebrała więcej głosów, niż w wyborach samorządowych rok temu. Jest to bardzo dobry wynik, szczególnie, że rząd Kubiliusa wytrwał całą kadencję – w przeciwieństwie do swoich poprzedników – i musiał wziąć na siebie cały ciężar odpowiedzialności. Oprócz tego, konserwatyści tylko trochę zostali w tyle za socjaldemokratami w okręgu wielomandatowym i znaleźli się na trzeciej pozycji. Związek Ojczyzny zebrał prawie 200 tys. głosów, a socjaldemokraci po zakończeniu swojej kadencji w 2008 roku – tylko 145 tys., przy czym z konserwatystami przegrali ze znacznie większą różnicą. 

Powody do radości mają zarówno Ruch Liberałów, „Droga Odwagi“, jak i AWPL. Ci ostatni w końcu przekroczyli magiczną barierę 5 proc i jest to najlepszy wynik, jakiego mogli się spodziewać. Partia Neringi Venckienė otrząsła się ze skandali i głosy z wielomandatowego okręgu zapewniły jej frakcję w Sejmie. Być może dla towarzyszy Neringi Venckienė nie jest to najlepszy wynik, ale narzekać nie mogą.

Ruch Liberalny udowodnił, że nawet wchodząc w skład małopopularnego rządu można zbudować potencjał polityczny. Wyniki mówią nam o tym, że liberałowie nie tylko utrwalili swoją pozycję po prawej stronie liberalnej flanki, ale i zepchnęli na skraj politycznej egzystencji swoich głównych konkurentów: partie Artūrasa Zuokasa ir Algisa Čaplika o liberalnym zabarwieniu.

Wśród tych, co trafili do Sejmu chyba tylko Rolandas Paksas może czuć się niedoceniony przez wyborców. Może jednak pocieszać się tym, że jego partia utrzymała się na fali - Partia Pracy i „Droga Odwagi” walczyły o względy wyborców o podobnych preferencjach politycznych i zagrożenie nieosiągnięcia wyniku 5proc. było duże. Na „Porządek i Sprawiedliwość” („Tvarka ir teisingumas“) zagłosowało mniej więcej tyle samo wyborców, co w ostatnich wyborach samorządowych. A uwzględniając okoliczności powstania partii „Droga Odwagi“ można to uznać za zwycięstwo. 

Najwięcej straciła prezydent Dalia Grybauskaitė. W trakcie kampanii wyborczej publicznie skrytykowała socjaldemokratów i Partię Pracy oraz poprosiła wyborców o dokładne przemyślenie, czy warto na nich oddawać swój głos. Wyborcy sprawę przemyśleli i zdecydowali, że jednak warto.

Tuż przed wyborami Dalia Grybauskaitė jeszcze bardziej wciągnęła się w rozgrywki partyjne i nie szczędziła pochwał konserwatystom i ich koalicjantom. Trudno wyobrazić bardziej otwartej agitacji – chyba, że padłyby konkretne słowa o głosowaniu na konserwatystów, Ruch Liberałów i liberalnych centrystów.

Można zrozumieć chęć odwdzięczenia się partiom, które poparły ją w wyborach prezydenckich. Ale jak będzie wyglądać współpraca z rządem, który będzie tworzony przez skrytykowane ekipy? Znów padnie „ludzie mnie kochają, a elicie nie podobam się”? Ale jeżeli naród naprawdę żywi do prezydent tak ciepłe uczucia, to dlaczego nie zagłosował na jej partię (są powody, żeby użyć takiej nazwy)?

Największą porażką prezydent Dalii Grybauskaitė stało się jednak referendum ws. projektu elektrowni atomowej w Visaginas (VAE), który jest przez nią konsekwentnie popierany i który prawdopodobnie chciałaby uważać za główne osiągnięcie swojej kadencji. Oto wyborcy w referendum powiedzieli „nie” dla elektrowni. I z ust Dalii Grybauskaitė znów padły słowa, które nie brzmią najlepiej. Zamiast zapewnić, że szanuje wolę wyborców (a może nie szanuje?), próbowała tłumaczyć, że swoją wolę wyraziła tylko część obywateli, a w korzyści płynące z budowy elektrowni nie wierzy mniej niż 33 proc. uprawnionych do głosowania. Jak to rozumieć? Czy wynik referendum jest nic nie wart, o ile nie jest zgodny z wolą prezydent? Może nie liczmy się też z rządami, jeżeli tworzą je partie, które zebrały po mniej niż trzecią część wszystkich głosów?

Dobrze jest, gdy głowa państwa zażarcie broni interesów państwa. Gorzej, gdy głowa państwa stwierdza, że tylko on (lub ona) zna te interesy najlepiej i może tworzyć monopol na ich reprezentowanie. Monopol na wiedzę o tym, co jest dobre, wcale nie jest gorszy od tych monopoli, z którymi państwo walczy w gospodarce.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt