Laučius: Wschodząca tęcza na scenie politycznej to dzieło opozycji

Wygląda na to, że Partia Pracy (Darbo Partija) i socjaldemokraci, dwie największe partie opozycyjne, robią wszystko, aby pomóc rządzącemu Związkowi Ojczyzny (Tėvynės Sąjunga – TS) zostać u sterów po wyborach.
Vladimiras Laučius
Vladimiras Laučius
© DELFI (Š.Mažeikos nuotr.)

Partia Pracy, choć publicznie krytykuje konserwatystów i chadeków, za kulisami utrzymuje z nimi przyjacielskie stosunki. Socjaldemokraci robią odwrotnie: za plecami szczerze przyznają, że koalicja ze Związkiem Ojczyzny byłaby dziwną i niekorzystną sytuacją, ale publicznie zachowują się tak, jakby chcieli zostać partnerami konserwatystów.

Partia Pracy powstała w końcu 2003 roku jako alternatywa dla konserwatystów i socjaldemokratów. Jej lider Wiktor Uspaskich ogłosił, że winę za wszystkie nieszczęścia ponoszą głównie Litewska Partia Socjaldemokratyczna (LSDP) i TS-LKD oraz że te dwie partie w ogóle nie powinny rządzić. Dzisiaj Partia Pracy nie pamięta tego, co mówiła osiem lat temu: nie przeszkadza im ani koalicja ze Związkiem Ojczyzny ani z LSDP.

Rodzi się więc pytanie dla zwolenników Wiktora Uspaskicha: jeżeli Partia Pracy powstała w celu zakończenia tandemu konserwatystów i socjaldemokratów, to czy nie mija się z celem głosowanie na nią w sytuacji, gdy Partia Pracy zamierza pomóc w utrzymaniu się u władzy konserwatystom bądź LSDP? W jaki sposób i od czego będą ratować nas „wybawiciele” z Partii Pracy, jeżeli sami po cichu omawiają wspólne przejęcie władzy w stolicy i głośno mówią o swoim zamiarze współpracy z socjaldemokratami po wyborach?

Wiktor Uspaskich lubi zapewniać, że Partia Pracy spełni swoje obietnice, jeżeli obywatele dadzą im władzę. Jednak oczywistym jest, że jego partia będzie zmuszona do utworzenia koalicji z którąś z większych frakcji w Sejmie (a i tak prawdopodobnie nie osiągnie większości). Dlatego gadanie o tym, jak to dzięki Partii Pracy życie ludzi się poprawi, jest wyłącznie pustosłowiem, o którym po wyborach można będzie zapomnieć: „Nie pozwolono nam spełnić obietnic, ponieważ nie mieliśmy większości w Sejmie”.

Tak czy inaczej, Partia Pracy dostosowuje się do sytuacji politycznej jak umie, a to, że oszukuje swój elektorat, w ogóle nie stanowi dla nich problemu – możliwe, że większość wyborców nawet nie orientuje się w tym, co się dzieje. Natomiast sytuacja LSDP w tym wypadku jest zupełnie inna: jeżeli wyborcy oddający swoje głosy na LSDP jako najlepszą alternatywę wobec obecnej władzy ujrzą na scenie politycznej kolory tęczy, to socjaldemokraci mogą znacznie stracić na popularności.

Mimo to, LSDP prowadzi kampanię wyborczą, jakby specjalnie dążąc do przyszłej tęczowej koalicji. Niektóre postawy socjaldemokratów oraz „mówienie o pozytywach, unikanie negatywów” działa na korzyść konserwatystów, a nie partii socjaldemokratycznej.

Politycy LSDP odpowiedzialni za kampanię wyborczą i PR, a przede wszystkim szef sztabu wyborczego Juozas Olekas i doradcy public relations, albo dopuszczają się trudno wytłumaczalnych błędów w komunikacji politycznej, albo po prostu nie chcą, by partia Algirdasa Butkevičiusa wypadłaby w wyborach „zbyt dobrze” (motywy mogą być różne, choć nie jest tajemnicą, kto chce przejąć stery w partii).

Trudno wytłumaczyć, co zadecydowało o tym, że socjaldemokracji, zamiast mówić o błędach rządu kończącego swoją kadencję (całą - po raz pierwszy od 1990 roku!) i walczyć tak, jak wypada walczyć z najsilniejszym przeciwnikiem, w swojej kampanii wyborczej oczekują od wyborców jedynie pogłaskania i podrapania za uszkiem za celującą recytację swojego programu.

Mało kogo obchodzi ta pozytywna propaganda. Przed wyborami, zamiast mówić o mrzonkach, należy walczyć. Oczywiście, pozytywny akcent również powinien się pojawić, ale gdy podczas kampanii wyborczej zachowujesz się tak, jakbyś śpieszył przedstawić wyborcom wszystko to, co „dobrego” wymyśliłeś tuż przed wyborami, wyglądasz jak student, który przygotował się do egzaminu przez jedną noc.

W ogóle metafora „egzaminu” dla partii jest błędna: wybory nie są egzaminem, a przede wszystko pokazową walką z oponentami. Swoją drogą, doradcy do spraw public relations LSDP dla swojej partii stworzyli wizerunek nie tyle silnego bojownika, co właśnie studencika, który przed chwilą skończył pisać swoją pracę dyplomową.

Jeżeli wszystko to nie jest zwykłym ciągiem błędów komunikacyjnych, to jedynym wyjaśnieniem dla łagodności politycznej socjaldemokratów jest niechęć przedstawienia swojej partii jako zdecydowanego politycznego oponenta dla TS-LKD. Prawdziwym wrogom życzy się przegranej, a LSDP chyba nie życzą konserwatystom porażki – przynajmniej takie wrażenie można odnieść obserwując obecną kampanię wyborczą. Tymczasem przyjazne pogaduszki Vytautasa Landsbergisa i Česlovasa Juršėnasa w telewizji aż nazbyt świadczyły o tym, że tęczowa koalicja jest nie tylko możliwa, a wręcz pożądana.

Skąd te tęczowe nastroje? Widocznie w obu partiach są chętni do wyswatania socjaldemokratów z konserwatystami, jak za czasów duetu Kirkilas-Kubilius (tzw. „2K”). Może istnieją też grupy, które dążą do ugody między LSDP i TS-LKD. Ostatecznie, należałoby przypomnieć, że zarówno Česlovas Juršėnas, jak i Vytautas Landsbergis prywatnie utrzymują dobre relacje z panią prezydent. Dlatego ich „tęczowa” rozmowa w telewizji mogła mieć choć wirtualnego, ale ważnego uczestnika poza kadrem.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt