Laučius: Konserwatyści w opozycji - poetyckie perły i duch arogancji

 (1)
Po ogłoszeniu wyników wyborów do Sejmu bardzo wiele mówiło się o tym, że działająca w nowym Sejmie i składająca się z konserwatystów oraz liberałów opozycja będzie rzeczowa, solidna i mocna. Tymczasem przyszłość Rządu Algirdasa Butkevičiusa malowała się w dość smutnych barwach: rządem miały szarpać wewnętrzne sprzeczności, miał on być populistyczny i niekompetentny, a do tego – uwzględniając problemy Wiktora Uspaskich – bardzo wrażliwy
Jurgis Razma
Jurgis Razma
© DELFI (T.Vinicko nuotr.)

„Rozmyty obraz” opozycjonistów

Prognozy owe jak dotąd nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Program szesnastego z kolei Rządu RL pozytywnie oceniają znani ekonomiści oraz politolodzy. Skład Gabinetu Ministrów również nie wzbudza większych kontrowersji. W związku z powyższym braknie podstaw do tego, by wraz z konserwatystami wytykać określone osobowości palcami czy też wykrzykiwać proroctwa o rychłym „końcu drugiej republiki”.

Jednym może się nie podobać nowa Minister Rolnictwa – socjaldemokratka Birutė Vėsaitė, z kolei innym mógł się nie podobać były minister rolnictwa - konserwatysta Dainius Kreivys, który nie potrafił odróżnić interesu publicznego od prywatnego. Zawsze tak jest, że komuś ktoś odpowiada, a innym z kolei nie. Tak czy inaczej, nie godzi się mieszać interesu prywatnego z publicznym.

Prawicę oburzają wypowiedzi niektórych członków nowego rządu, która twierdzi, że gadają oni głupoty. Tymczasem kto jak kto, a konserwatyści mogliby się powstrzymać od wypowiedzi, na temat paplania bzdur politycznych. Wszak to właśnie ich szanowny przewodniczący mówi o Marsjanach, „końcu drugiej republiki” i już od dawna puszcza nam w oczy fioletową mgłę Drąsiusa Kedysa.

Nie potwierdziły się też proroctwa opozycji, iż przewodniczący partii socjaldemokratów nie będzie w stanie oprzeć się naciskowi czy szantażom Wiktora Uspaskich. Oparł się, a na dodatek fantastycznie sobie z tym poradził. Poszedł na rozmowę z frakcją Partii Pracy (Darbo partija), poinformował, że socjaldemokraci przegłosują za pozbawieniem immunitetu trzech parlamentarzystów z ramienia Partii Pracy i po tym wszystkim Partia Pracy opowiedziała się po stronie programu rządowego.

Jeśli pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości co do kompetencji, rzeczowości i solidności, to nie dotyczą one rządu czy jego programu tylko, niestety, opozycji. Tak na przykład dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego Ramūnasa Vilpišauskasa zaskoczyła reakcja konserwatystów na program, jaki przedstawił Rząd Algirdasa Butkevičiusa. Dziwi się, że konserwatyści skrytykowali „socdemów” za wycofanie się z populistycznych obietnic, podczas gdy powinni byli ich właśnie za to pochwalić.

„Prawica, która wcześniej wiele mówiła o odpowiedzialnym zarządzaniu i odpowiedzialnym prowadzeniu polityki, teraz krytykuje program nowej rządowej większości tylko za to, że ta zrezygnowała z populistycznych czy lewackich obietnic. Bardzo mnie to dziwi” - powiedział dla portalu informacyjnego DELFI Ramūnas Vilpišauskas.

Jego zdaniem, krytyka konserwatystów powinna być nieco bardziej konstruktywna, inaczej można by przypuszczać, że liderom Związku Ojczyźnianego (Tėvynės sąjunga) zależy właśnie na realizacji tych populistycznych założeń. Według politologa, Związek Ojczyźniany bardzo szybko zapomniał o tym, co to jet odpowiedzialność za sytuację w kraju oraz finanse publiczne i zamiast przedstawiać poważne rzeczowe propozycje, przeszedł bezpośrednio do otwartej demagogii. Opozycja nie próbowała nawet zauważyć czy przyznać, iż program rządowy został znacząco wzbogacony.

Radzić się ekspertów? Do Razmy to nie pasuje

Program nowego rządu pozytywnie ocenia również ekonomista Raimondas Kuodis. Z jego wypowiedzi wynika, „że ogólne wrażenie jest o wiele lepsze, niż można się było tego spodziewać”. Raimondas Kuodis powiedział, iż podoba mu się to, że mówiąc o ważnych obszarach politycznych i gospodarczych Algirdas Butkevičius zasugerował, by unikać podejmowania pochopnych decyzji i tworzyć grupy robocze. „Jest to dowodem na to, że teraz bardziej się będzie liczyć zdanie eksperta, a nie improwizacja” - powiedział Raimondas Kuodis.

Tymczasem jeden z liderów opozycji Jurgis Razma czemuś właśnie w tym dopatruje się słabości rządu. „Teraz standardową odpowiedzią na wszystko będzie zwrot: stworzymy grupę roboczą. Dlatego też śmiejąc się w duchu, wymyśliłem wierszyk na określenie programu rządowego: mamy problem – co tu robić? Trzeba stworzyć grupę roboczą” - szydził Razma.

Jurgis Razma – to poeta nad poetami! Pozostaje tylko rozłożyć się pod gwiazdami i delektować się perłami poetyckimi w wydaniu konserwatysty: „Co tu robić? Trzeba zrobić!” Na początku wierszem do narodu przemówił Vytautas Landsbergis, następnie - Rasa Juknevičienė, a teraz tylko patrzeć, jak inni wodzowie konserwatystów zaczną konkurować z Maironisem, czy Majakowskim...

Śmiech śmiechem, ale tak naprawdę te przemyślenia Razmy absolutnie nie bawią. Przypomnijmy sobie: krytykować rząd demokratyczny za to, że miast działać szybko i władczo, do rozwiązywania różnego rodzaju problemów powołuje grupy robocze oraz komisje, próbował już Adolf Hitler. Przywódca nazistów szydził z procesu wysłuchiwania racji, a następnie ich rozważania i dyskutowania.

Ale takie są praktyki i właśnie na tym polega demokracja. Jak widać, dla konserwatystów jest ona wprost nie do przyjęcia. Wszak to oni zawsze wszystko wiedzą najlepiej. Nie lubią się radzić ani ekspertów, ani narodu. Przez cztery lata mieliśmy niebywale aroganckie i nie zważające na nikogo władze, najwidoczniej teraz będziemy mieć arogancką opozycję. Oto, co pozostało z wartości wiecznych...

Po „przełomie” Andriusa Kubiliusa zostaliśmy w tyle nawet za Łotyszami

Ponadto, przy okazji chciałoby się przypomnieć nowej opozycji, że to właśnie ona nas wszystkich „załatwiła”. Prezes Litewskiej Konfederacji Przemysłowców (Lietuvos pramonininkų konfederacija) Robertas Dargis mówi otwarcie o tym, że po ostatnich rządach konserwatystów, pod względem ważnych wskaźników ekonomicznych, Litwa pozostaje w tyle nie tylko za Estonią, ale także za Łotwą.

Swoją ocenę prezes LKP uzasadnia danymi Światowego Forum Ekonomicznego, Eurostatu, Departamentu Statystyki i Banku Centralnego krajów bałtyckich.

Jak wynika z niniejszych danych, w ostatnim czasie wskaźnik bezpośrednich inwestycji i ich relacja do wartości PKB na Litwie, Łotwie i Estonii obniżył się na niekorzyść Litwy: przez ostatnie pięć lat Estonia prawie zawsze prowadziła ze znaczącą przewagą, a Litwa i Łotwa walczyły o drugie miejsce.
Jeśli porównamy stosunek procentowy to okaże się, że w 2008 r. prowadziła Estonia (7,28 proc.), na drugim miejscu uplasowała się Litwa (4,15 proc.), na trzecim - Łotwa (3,77 proc.). W roku 2012 prowadziła Estonia (6,98 proc.) na drugie miejsce wybiła się Łotwa (1,69 proc.), trzecie miejsce zajęła Litwa ze wskaźnikiem równym „aż” 0,05 proc.

Gdybyśmy spojrzeli na wykres odzwierciedlający wyżej wymienione wskaźniki, zobaczylibyśmy trzy słupki, które odzwierciedlają bezpośrednie inwestycje i ich relację do wartości PKB w Estonii, na Litwie i na Łotwie. Obecnie słupki są tylko dwa: Estonii – duży, Łotwy – skromniutki, natomiast słupka Litwy nie da się nawet dojrzeć - tej liczby ( pięć setnych) nie sposób zobaczyć.

To samo się tyczy wskaźnika tak zwanych inwestycji produkcyjnych (maszyny, urządzenia i środki transportu) i ich relacji do wartości PKB Litwy (5,4 proc.), który jest o wiele niższy niż na Łotwie (11,3 proc.) czy Estonii (10,1 proc.). Pod tym względem Litwa ledwo o włos odstaje od wyróżniających się znikomą konkurencyjnością Grecji (5 proc.) i Portugalii (5,1 proc.).

Jakby tego było mało, również ogrom biurokracji na Litwie jest o wiele bardziej przytłaczający, niżeli w krajach sąsiednich. Według danych Światowego Forum Ekonomicznego w latach 2009-2012 pod względem regulacji i biurokracji Litwa znalazła się w gorszej sytuacji niż Łotwa. W tym roku w/w wskaźnik wskazuje iż Litwa kilkakrotnie oddaliła się od Estonii i dwukrotnie od Łotwy.

Przewodniczący Litewskiej Konfederacji Przemysłowców Robertas Dargis tłumaczy sytuację tym, że na Litwie, w odróżnieniu od jej północnych sąsiadek, przez ostatnie kilka lat nie zaszły niezbędne przemiany. Powstaje pytanie: dlaczego więc Rząd Andriusa Kubiliusa tytułował się „koalicją przemian” ? Gdzie one są? I gdzie jest ten zapowiadany „przełom”, o którym tak chętnie opowiadał Andrius Kubilius, jeśli w tej chwili wyprzedza nas nawet Łotwa?

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt