Ks. Byliński: Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela

„Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan.
Ks. Byliński: Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela
© Shutterstock nuotr.

Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem” (Łk 1,57-66.80).

Dzisiejszy dzień i dzisiejsza Ewangelia pasują do siebie nie tylko tematycznie, ale w szczególny sposób podkreślają znaczenie jednego człowieka. Tego jednego, który w szczególny sposób wpisuje się w dzieje zbawienia. To właśnie on, ostatni z proroków Starego Testamentu, znajduje swoje szczególne miejsce i w Nowym Testamencie. Dlaczego jest aż tak wyróżniony?

Cała historia życia Jana Chrzciciela jest naznaczona wyróżnieniem, które w sposób szczególny przykuwa naszą uwagę. Już od chwili poczęcia mamy pierwszy cud. Ta, która uchodziła za niepłodną, poczęła w starszym wieku i swoim zachowaniem zadziwia wszystkich.

Odwaga Elżbiety budzi zdziwienie w oczach wszystkich. Nie przydatkowe jest pytanie: „Kimże będzie to dziecię?” Dziecię, które już w łonie matki rozpoznaje przychodzącego Zbawiciela, aby później w pełni Mu służyć i głosić Jego wielkość: „Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach”. Nikt się nie spodziewał, że zwykłe dziecko stanie się tak wielkim i powszechnie podziwanym człowiekiem, że władcy będą go słuchali. Może tylko na chwilę powstać pytanie: skąd on to miał? Ale już od razu nasuwa się odpowiedź: przecież głosił nie samego siebie. Żył na pustkowiu nie po to by rozważać o sobie, ale by być z Tym, który go powołał.

Ta historia życia jednego człowieka zmusza nie omijać tego, czym żył. Jego świadectwo, że życie ofiarowane w pokorze Bogu ma sens, ma zachęcić i nas by nie zostawać w stronie. Bo on szedł i głosił nawrócenie, które i w nasze czasy jest tak niezbędne. Treść jego przesłania jest i wymagająca, i jednocześnie zachęcająca. Tylko powstaje kłopot z tym, że nie za bardzo nas pociąga to, co jest wymagające. Starania i umartwienia, których przykładem jest Jan Chrzciciel, są jednak niezbędne. Ponieważ to one w tak niezwykły sposób zbliżają nas do Zbawiciela i Troskliwego Przyjaciela. To przez nie odpowiadamy na Jego niezmierną miłość.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt