Ks. Byliński: Słowo na Niedzielę

„A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś?
Ks. Byliński: Słowo na Niedzielę
© Shutterstock nuotr.

W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał. Rzekli do Niego: Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.” (J 6,24-35)

W Ewangelii ubiegłej niedzieli Jezus rozpoczął wątek o chlebie, który da życie wieczne. Dając chleb, który zaspakaja głód ciała, chce zwrócić uwagę na zaspokojenie głodu naszej duszy. Dając znak oczekuje, że wzbudzi on poszukiwania i rozmyślania na temat chleba, który może nasycić. Jak widzimy tak się nie dzieje, ponieważ chcieli go ogłosić królem, który zaspokoi ich doczesne zapotrzebowania. Można ganić wszystkich tych, którzy szukają Jezusa tylko dlatego, by mieli wszystkiego pod dostatkiem. Tylko tak czyniąc musimy zdawać sobie sprawę z tego, że rzucamy kamień i w swój ogród. Jak często nasza wiara polega tylko na ograniczonym przez nas Bogu.

Ograniczamy Boga, gdy On staje się tylko tym, którego prosimy o dobra doczesne. Taki „Święty Mikołaj” od prezentów. Tylko w wypadku Boga nie czekamy do świąt. Wiara staje się czymś w rodzaju barteru. My wypełniamy pewne reguły, a Bóg za to wynagradza. Tak czynili i Żydzi z całym mnóstwem swoich zakazów i prawideł, których wypełnianie miało gwarantować błogosławieństwo w formie dóbr doczesnych.

Jezus zwraca uwagę na ten chleb dany z nieba, który daje dobra duchowe, nieprzemijające. Mówi do zebranych, że to on jest tym chlebem i nawet daje wskazówkę jak go przyjmować. Wskazówka jest dosyć prosta - przychodzić do Niego i wierzyć. Może to wyglądać, że jest takie proste, ale tak nie jest. Bóg jak i wiara jest wymagający. Tu już powstają kolejne kłopoty, ale przecież Chrystus zapewnia nas o tym, że „kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. Czy na pewno? A może wątpię? Dlaczego?

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt