Ks. Byliński: Słowo na Niedzielę

„Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami.
Ks. Byliński: Słowo na Niedzielę
© Dainiaus Tunkūno nuotr.

A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać.

Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.” (J 6,1-15)

Ewangelia na pierwszy rzut oka niczym niewyróżniająca się. Jezus jak zawsze idzie, naucza i czyni cuda. Możemy nawet nie zauważyć nic takiego, co mogłoby przykuć naszą uwagę. Tylko widzimy końcówkę Ewangelii, w której Jezus musi usunąć się sam na górę. Co się tu wydarzyło?

Sytuacja wygląda standartowo: Jezus w otoczeniu uczniów naucza zebrany tłum. Mamy wyróżniony czas - zbliża się święto Paschy. Ten szczególny czas wspomnienia i świętowania wyjścia z Niewoli Egipskiej ma na celu przypomnieć wszystkim Żydom cuda Boże, których wtedy doświadczyli. Właśnie w tym kontekście Jezus widzi tłum, który ma być nakarmiony. Jezus zdaje sobie sprawę, że człowiek syty będzie mógł go słuchać i przyjmować Jego naukę i znaki. Możemy się spodziewać, kogo zapyta o chleb. Zapytani uczniowie nie wiedzą jednak jak można nakarmić cały zebrany tłum. I wówczas Jezus czyni ten gest, aby przyjęli jeszcze jeden znak dla wzmocnienia ich wiary i ufności. Wróćmy jednak do naszej myśli przewodniej. W czasie wyjścia z niewoli egipskiej lud otrzymał chleb dający życie doczesne.

Jezus też karmi zebrany lud w cudowny sposób. Chce by przyjęli to jako znak, że ciągle pragną i nie potrafią w swoim ograniczeniu tego głodu zaspokoić. Ciągle brakuje czegoś większego. Nie mogą zaspokoić ten głód sami, ale Chrystus może to uczynić. Daje znak, że tak jak daje ten chleb, tak też da samego siebie. Właśnie wtedy będzie pokarm na życie wieczne, który ich nasyci. Zebrani tego jeszcze nie pojmowali. Koncentrowali swoją uwagę na sprawach przyziemnych. Nie myśleli na poważnie o życiu wiecznym. Tego, co zobaczyli wystarczyło, aby chcieli go porwać. Jednak oczywiście Jezus nie chce być ogłoszony królem tu na ziemi, ponieważ głosi i jest królem Królestwa Niebieskiego.

Widzimy, że Jezus ciągle przemawia przez znaki, byśmy zrozumieli wagę chleba, który może nas nasycić, chleba na życie wieczne. Tylko czy my jesteśmy spragnieni tego chleba, którym jest sam Chrystus?

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt