Ks. Byliński: Słowo na Niedzielę

„Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał.
Ks. Byliński: Słowo na Niedzielę
© Shutterstock nuotr.

A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa.

Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę.

On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi.

Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.” (Mk 5,21-43)

Trudne sytuacje w naszym życiu, co to takiego? Czy przeżywaliśmy kiedyś coś takiego? A może mówiliśmy, czy mówimy, że więcej tak nie mogę, nie mam sił? Może spotkała nas śmierć bliskiej osoby? Może nasze życie jest poważnie zagrożone? Sporo pytań, na które trzeba szukać odpowiedzi chcąc zrozumieć przesłanie dzisiejszej Ewangelii. Czasem nachodzi myśl o tym, że więcej już nie potrafię walczyć w życiu. W taki to sposób mogli myśleć w dzisiejszej Ewangelii opisani: Jair i śmiertelnie chora kobieta. Właśnie, że mogli myśleć, ale nie myśleli. Widzimy, że nie tracą nadziei, ponieważ jest coś, co ich prowadzi i wspiera.

Często przecież chcemy, aby w naszym życiu coś się zmieniło, ale nie wiemy jak tego dokonać. Może jak ta chora kobieta wypróbowaliśmy już wszystko, a ciągle nam się nie udaje. Nie mamy już sił dalej walczyć. Już nic się nie zmieni. Tak mogła powiedzieć i ta kobieta, ale miała wiarę i właśnie ta wiara jej pomogła. Bo przecież ten wielki tłum, który „szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał” miał w sobie nie jednego chorego, który pragnął uzdrowienia. Tylko w tym pragnieniu brakowało właśnie wiary. Chora kobieta wiarę miała, ponieważ sam Chrystus to zauważył i jej powiedział: „twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!”.

Przełożony synagogi Jair też pada na kolana przed Jezusem, bo nie wie, co może jeszcze uczynić. Wierzy, że boska moc może dać mu nadzieję i uzdrowić jego córkę. W tej sytuacji człowiek nie zwraca uwagi, że może nie wypada. Tak często i my chwytamy się wszystkiego, gdy jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Ale przecież właśnie wtedy musimy zadać sobie pytanie: w czym pokładam nadzieję? Dlaczego często próbujemy wszelkich alternatyw, które nie pomagają, a tylko w ostateczności w rozpaczy zwracamy się do Boga? Chyba brakuje nam wiary, aby usłyszeć słowa: „Nie bój się, wierz tylko!”.

Wzrastanie w wierze jest naszym celem, który nie powinien gdzieś przepadać. Jaka jest sytuacja tu i teraz - możemy ocenić tylko sami. Właśnie dlatego, zobaczmy jak jest z naszą wiarą, gdy nie ma naglącej potrzeby pokładać pełnej nadziei wyłącznie w Bogu…

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt