Komar: Wystrzegać się języka agresji

 (5)
Polska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego i prokuratura udaremniły zamach na najwyższe polskie władze. Celem ataku miał być budynek Sejmu. Zamach miał zostać przeprowadzony, gdy w parlamencie znajdowaliby się posłowie, premier oraz prezydent. Główny podejrzany chciał zdetonować pod Sejmem aż 4 tony ładunków wybuchowych, umieszczone w samochodzie.
independent.co.uk nuotr.
independent.co.uk nuotr.

Podejrzany częściowo przyznał się do winy. To 45-letni pracownik Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. Brunon Kwiecień przyznał, że działał „pod wpływem sugestii innych osób" i, że miał swojego ideowego guru – jednego z polskich polityków. Podejrzany nie należy do żadnej partii, nie jest związany z żadną organizacją polityczną. Twierdzi, że kierował się przesłankami nacjonalistycznymi i antysemickimi. Oświadczył także, że aktualna sytuacja społeczna i gospodarcza kraju zmierza w złym kierunku z uwagi na fakt, że władze w Polsce sprawują osoby, które nie są prawdziwymi Polakami.

To cytaty z oficjalnych komunikatów prokuratury i ABW. Ale jak widzimy odbijają się w nich słowa radykalnej prawicy, ale także i prawicowych polityków z obozu Jarosława Kaczyńskiego. Nic więc dziwnego, że premier Doland Tusk reagując na te słowa apelował, aby wystrzegać się języka agresji w debacie publicznej, bo sprzyja on takim zachowaniom.

Znana dziennikarka Monika Olejnik na swoim profilu na Facebook`u napisała: „Szukaliście zamachu - to macie“. Dotychczasowe pobłażanie dla nacjonalistów ostro krytykują i inni. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego w mediach mówił, że „nie ulega wątpliwości, że obóz narodowy, nacjonalistyczny, który w gruncie rzeczy powinno nazywać się co najmniej obozem faszyzującym, jest dziś silny i nie napotyka właściwie żadnego oporu. Niebezpieczne jest to, że takie tendencje rozwijają się pod patronatem takich aktorów sceny politycznej, jak PiS“

Nic więc dziwnego, że w takiej atmosferze rodzą się pomysły na samotne zbawianie świata. Brunon Kwiecień jest Ted Kaczynski, Breivik i Van der Graaf.

I wszystko byłoby jasne i godne najwyższego podziwu – chodzi o pracę tajnych służb. Problem jednak kolega na tym, że takich niedoszłych terrorystów służby po akcji Breivika złapały już kilku. Jak na przykład przed Euro 2012. Tuż przed ceremonią rozpoczęcia święta futbolowego służby złapały młodego Polaka, islamistę, który także planował zamach. Służby nie urządziły wtedy takiego spektaklu. O co więc chodzi tym razem? Wyraźnie to powiedział Konstanty Miodowicz, szef komisji parlamentarnej ds. służb specjalnych, w audycji Moniki Olejnik w Radiu Zet. Stwierdził, że wystąpienie prokuratorów było "profesjonalnym lobbingiem" na rzecz zachowania uprawnień ABW. O co chodzi? O plany przekształcenia tajnych służb w agencję monitorująca i analizującą zagrożenia, ale bez uprawnień policyjnych. Łapaniem terrorystów miałaby zająć się policja. ABW uważa, że jest to poroniony pomysł.

Niezależnie od swoich zamierzeń wywołali w Polsce ostrą dyskusję na temat stanu zagrożenia państwa. Dyskusja toczy się wokół tego, czy pobłażanie władz dla prawicowych radykałów nie jest właśnie takim zagrożeniem. Dyskusja, która nałożyła się na komentarze po obchodach Święta Niepodległości jeszcze raz pokazała, że społeczeństwo jest radykalnie podzielone. Na tych co nienawidzą Tuska i lewicy i na tych co nienawidzą prawicy Kaczyńskiego.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt