Komar: „Wykastrowane" godło jednostki to najbardziej czytelny symbol jej zdolności bojowych

 (52)
Kilka dni temu Cecilia Ruthstrom-Ruin , ambasador Szwecji na Litwie oficjalnie zaprosiła Litwę do przyłączenia się do Nordyckiej Grupy Bojowej UE
Komar: „Wykastrowane" godło jednostki to najbardziej czytelny symbol jej zdolności bojowych
© V.Džiavečkos nuotr.

Dla wielu polityków litewskich to potwierdzenie słuszności powrotu Litwy na kierunek nordycki. Ostatnio dużo pisało się o nieodwzajemnionej miłości politycznej litewskich władz do Skandynawii. Z kolei media nie uniknęły laurek dla NGB. Według nich jest to obecnie najlepiej wyposażona grupa bojowa w UE. A jest ich 15.

Nie dysponuję żadnymi porównaniami, aby komentować te twierdzenia. Pewne jest jednak to, że grupa ta czasami wywołuje uśmiech. A wszystko za sprawą herbu. Otóż NGB w herbie ma lwa szwedzkiego. Na prośbę służących w armii szwedzkiej kobiet, w 2007 r. lwa pozbawiono genitaliów. Szwedzcy satyrycy pokpiwali wówczas, że „wykastrowane" godło jednostki to najbardziej czytelny symbol jej nikłych zdolności bojowych.

Grupy bojowe UE nie mają dobrej prasy w Europie. Są one jedną z części systemu bezpieczeństwa UE niezależnego od NATO, czyli w praktyce od USA. Głównym elementem Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony są Siły Szybkiego Reagowania. Wojsko to miało liczyć 100 tys. żołnierzy. Do tej pory udało się „zebrać“ 60 tys. i to bardziej na papierze, niż w koszarach. Ponadto siły te potrzebują aż 60 dni, by osiągnąć pełną wartość bojową. Dlatego też, aby zwiększyć mobilność armii europejskiej zaczęto tworzyć grupy bojowe liczące od 2 tys. do 2,5 tys. żołnierzy. Grupy te sprawność bojową powinny w założeniu osiągnąć w ciągu 15 dni.

Zakres działania grup został określony na 6 tys. km. od Brukseli. Pierwszą taką grupą bojową UE była właśnie Nordycka Grupa Bojowa powstała w 2007 r. sformowali ją Szwedzi (2 tys. żołnierzy) wraz z Finami, Estończykami, Norwegami i Irlandczykami. Grupy bojowe UE chrzest bojowy mają już za sobą. Przeszły je w Macedonii i w Kongu. Ale jak twierdzą specjaliści, misje te wyraźnie pokazały, że zdolności operacyjne jednostek unijnych są raczej skromne.
NGB to nie jest pierwsza grupa bojowa, w której uczestniczy Litwa. W 2010 r. dołączyła ona do innej międzynarodowej grupy bojowej, którą tworzą Polska, Niemcy, Słowacja i Łotwa.

Przyglądając się reakcji w mediach, to przyłączenie się do NGB wydaje się ważniejsze. W przekonaniu komentatorów stanowi to alternatywę dla trzymania się Polski w kwestiach wojskowych i politycznych. Cieszy ich to, że Litwa już nie będzie skazana na pomoc Polski w przypadku militarnego zagrożenia.

Kilka miesięcy temu Gunilla Herolf, analityk z Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem w Sztokholnie zapewniała gorliwie, że każdy atak na Litwę Szwecja będzie odebrany jako zagrożenie dla Szwecji. I jej kraj, chociaż nie jest członkiem NATO, to jest gotowy udzielić jak najdalej posuniętej pomocy. Nawet militarnej. I chociaż trudno sobie wyobrazić, że Szwecja włącza się w konflikt zbrojny po stronie Litwy, to zaprasza ją do wspólnych projektów wojskowych. Szwedzi ze swej strony są przekonani, że w przypadku zbrojnego konfliktu, kraje nadbałtyckie nie będą w stanie obronić się.

Półtora roku temu w estońskim Delfi dość szeroko były omawiane szwedzkie badania nad stanem obronności krajów nadbałtyckich. Według Szwedów żadne z tych państw nie wytrzyma ataku militarnego, gdyż mają za mały potencjał militarny i gospodarczy oraz polityczny.

Gen. Jonas Kronkaitis, były dowódca wojska litewskiego, który swoją wojskową karierę robił w USA, chociaż przyznał, że możliwości litewskie są ograniczone i Litwa samodzielnie nie utrzyma sie długo, to nie zgodził się ze szwedzką analizą. Kronkaitis uważa, że atak nie nastąpi nagle, a o przygotowaniach do zajęcia któregoś z krajów bałtyckiego wywiady państw NATO dowiedzą się wystarczająco wcześniej, aby przygotować się do odpowiedniej reakcji.

Tak właśnie powinno być. Im więcej sojuszników i współpracy z nimi tym więcej bezpieczeństwa. Chodzi oczywiście o udział w wielu projektach wojskowych zarówno NATO jak i UE. A wszystko po to, aby tak naprawdę odstraszyć przeciwnika, niż liczyć na to, że ktoś z sojuszników od razu pośpieszy na pomoc i wyprze agresora z Litwy.

Oczywiście należy zdawać sobie sprawę, że siła NATO, jako siły wojskowej, szczególnie w ostatnich latach, gdy USA są zaangażowane militarnie w wielu miejscach na świecie, jest mniejsza niż powinna, to jednak wciąż działa odstraszająco. Należy także zdawać sobie sprawę, że i przyszłość UE jest niejasna, a kryzys gospodarczy powoduje cięcia budżetowe na obronność. Niemniej jednak Litwa nie ma wyjścia i w jej interesie są sojusze polityczne i militarne we wszystkich kierunkach.
Błędem jednak byłoby przeciwstawianie jednego kierunku innemu. Powinny się one uzupełniać, inaczej nie będą żadną gwarancją bezpieczeństwa, a tylko dodatkowym źródłem napięć niebezpieczeństwa. Uczy nas tego historia.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt