Komar: To politycy i historycy chcą dyskusji o powstaniu

 (8)
Powstanie Warszawskie - największa akcja zbrojna ruchu oporu w Europie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17.00. Trwało 63 dni. Ten zryw zbrojny Armii Krajowej był zwieńczeniem akcji „Burza“ , czyli planu obejmowania władzy na terenach okupowanych przez Niemców przed nadejściem Armii Czerwonej.
Komar: To politycy i historycy chcą dyskusji o powstaniu
© DELFI (A.Didžgalvio nuotr.)

Chodziło o to, aby występować w roli gospodarza, co miało być atutem w politycznej walce o niezależność wobec ZSRR. Plan „Burza“ zupełnie nie powiódł się na terenach w 1939 r. zajętych przez sowietów. Najlepszym przykładem jest tutaj Wilno. Ale w przypadku Warszawy sytuację zmieniało powołanie w lipcu 1944 r. komunistycznej namiastki władz przyszłej Polski komunistycznej – Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego.

Dowództwo Armii Krajowej zakładało, że właśnie dlatego sowietom będzie zależeć na szybkim zajęciu stolicy Polski. Planowali, że walki z wycofującymi się z miasta Niemcami potrwają kilka dni i zdążą przejąć władzę w mieście jeszcze przed wejściem Armii Czerwonej.

Z kolei dla warszawiaków Powstanie Warszawskie miało być szczytowym momentem oporu wobec okupanta niemieckiego, zemsta za 5 lat niewoli, upokorzenia, tortur i masowych morderstw. Za 5 lat bycia podludźmi.

Jest to dość ważne rozróżnienie potrzebne do oceny Powstania. Dla zdecydowanej większości byłych powstańców, ale także dla dużej części społeczeństwa polskiego było to heroiczny zryw umęczonej Warszawy. I nie chcą oni dyskutować o politycznych ocenach i skutkach tego zrywu. Dla nich ważne jest to, że zdobyli się na odwagę i poszli w bój z nienawidzonym wrogiem. Nie chcą ocen politycznych Powstania Warszawskiego. Dla nich to świętość, przykład największego poświęcenia dla ojczyzny, bezprzykładnego bohaterstwa.

Politycy i historycy chcą jednak takiej dyskusji. I toczy się ona od wielu lat, praktycznie od samego upadku Powstania. O refleksję nad powstaniem apelował już gen. Władysław Anders w swojej słynnej wypowiedzi: "Jestem na kolanach przed walczącą Warszawą, ale sam fakt powstania w Warszawie uważam za zbrodnię. Dziś oczywiście nie jest jeszcze czas na wyjaśnienie tej sprawy, ale generał Komorowski i szereg innych osób stanie na pewno przed sądem za tak straszliwe, lekkomyślne i niepotrzebne ofiary. Kilkaset tysięcy zabitych, doszczętnie zniszczona Warszawa, straszliwe cierpienia całej ludności, zniszczony dorobek kultury kilku wieków i wreszcie całkowite zniszczenia ośrodku oporu narodowego, co dziś szalenie ułatwia zadanie sowietyzacji Polaków".

W zeszłym roku oliwy do ognia dolał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który w swoim wpisie na Twitterze stwierdził, że "warto wyciągnąć lekcje także z tej narodowej katastrofy". I jako głos w tej dyskusji wskazał link do strony internetowej www.powstanie.pl. Autorzy tej strony nazywają się "przeciwnikami kultu sprawców Powstania Warszawskiego".

Na stronie można przeczytać m.in.: "Ciągle pozostaje niezwykle trudnym dotarcie do świadomości społecznej, że Powstanie Warszawskie posiadało dwa aspekty. Z jednej strony niebywałego bohaterstwa Powstańców i poświecenia ludności cywilnej - z drugiej strony kompromitującego braku wyobraźni politycznej, nieodpowiedzialności i ignorancji zawodowej pomysłodawców Powstania - bo nie można ich nazywać dowódcami. Prawda jest taka, że żołnierze AK zaufali przywódcom Powstania, że poprowadzą ich do zwycięstwa, czyli pokonania garnizonu niemieckiego w Warszawie - a ci poprowadzili ich do z góry zaplanowanej klęski". Wpis ministrą Sikorskiego wywołał ostre reakcje opozycyjnych polityków z PiS, którzy stwierdzili, że słowa Sikorskiego godzą w pamięć o Powstaniu Warszawskim. Politycy PiS-u uznali, że są taka postawa przywołuje w pamięci praktyki władz komunistycznych.

Ale prawda jest taka, że ogromne wątpliwości wybuch powstania wywoływał od samego początku. W dyskusjach o podjęciu decyzji o powstaniu ważne są dwa momenty – postawa premiera Stanisława Mikołajczyka, któremu zależało na wykorzystaniu tego faktu w wzmocnieniu swojej pozycji politycznej w negocjacjach ze Stalinem i pozycja Wodza Naczelnego gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który uważał, że w sytuacji gdy jeden okupant „przegania“ drugiego okupanta, powstanie nie ma żadnego politycznego sensu i w najlepszym wypadku dojdzie do tego, że zmieni się tyko okupant. I chociaż o swoich wątpliwościach uprzedził dowództwo AK, to nie odważył się jednoznacznie zabronić powstania.

Dowództwo AK miało więc tutaj wolną rękę. I właśnie ocena sytuacji w Warszawie „na własną rękę“ spowodowało, że została podjęta decyzja o rozpoczęciu powstania. Rozkaz o wybuchu powstania wydał 31 lipca 1944 r. dowódca AK gen. Tadeusz Komorowski "Bór", uzyskując akceptację Delegata Rządu Jana S. Jankowskiego.

Przez 63 dni żołnierze AK prowadzili heroiczny i samotny bój z wojskami niemieckimi. Ostatecznie wobec braku perspektyw dalszej walki 2 października 1944 r. przedstawiciele KG AK podpisali akt kapitulacji Powstania Warszawskiego. W czasie walk w Warszawie zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych. Straty wśród ludności cywilnej były ogromne i wynosiły ok. 180 tys. zabitych. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono z miasta, które po powstaniu zostało zrównane z ziemią.

Właśnie tak ciężkie straty i niezrealizowane cele wywoływały dyskusje o odpowiedzialności za powstanie.

Ale w tej dyskusji należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt, który jest raczej rzadko przytaczany. Chodzi o to, że powstania w stolicy Polski nie chcieli także Alianci. Polska praktycznie była już oddana Moskwie. Na Zachodzie więc nie widziano sensu tego zrywu. Dlatego też jak można było unikano udzielenia pomocy powstańcom. W wydanej nazajutrz po kapitulacji powstania odezwie do "Do Narodu Polskiego" Krajowa Rada Ministrów i Rada Jedności Narodowej z goryczą stwierdzały:

"Skutecznej pomocy nie otrzymaliśmy. (...) Potraktowano nas gorzej niż sprzymierzeńców Hitlera: Italię, Rumunię, Finlandię. (...) Sierpniowe powstanie warszawskie z powodu braku skutecznej pomocy upada w tej samej chwili, gdy armia nasza pomaga wyzwolić się Francji, Belgii i Holandii.

Polacy już po raz drugi w tej wojnie musieli walczyć samotnie – na samym początku, we wrześniu 1939 r. i pod koniec, w sierpniu 1944 r.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt