Komar: Prowokował i sprowokował

 (5)
Romeo Castelucci w ramach festiwalu sztuki „Sirenos” przedstawił swój skandaliczny spektakl zatytułowany „O koncepcji oblicza Syna Bożego”. Koncepcja artysty, którą postanowił przedstawić na Litwie wywołała nie tylko gorące dyskusje w mediach, ale też protesty polityków, hierarchów Kościoła i zwykłych ludzi.
Komar: Prowokował i sprowokował
© Organizatorių nuotr.

To chyba pierwszy taki wypadek protestów przeciwko artyście i jego twórczości od odzyskania niepodległości.

Autor sztuki stara się w drastyczny i bardzo realistyczny sposób analizować wewnętrzny stan ducha młodego człowieka, który samotnie zmaga się z sytuacją wcale już nie tak obcą dla wielu ludzi. Młody człowiek samotnie opiekuje się zniedołężniałą starszą osobą – ojcem , który już nie potrafi sam zatroszczyć się o siebie. Autor w szokujący sposób próbuje pokazać widzom, że nie jest to łatwe współżycie. W młodym człowieku narasta bezsilna złość, że został pozostawiony sam sobie, że nie pomaga mu nawet sam Bóg, który się przygląda jego zmaganiom.

Najwięcej emocji wywołały jednak nie drastycznie realistyczne sceny życia takich ludzi, ale użycie wizerunku Jezusa jako elementu scenografii. I to wykorzystanej aktywnie. Młody człowiek doprowadzony w swojej bezsilnej złości na wszystko swoją złość wyładowuje na wizerunku Chrystusa. I wyładowuje ją w sposób drastyczny, ale jednocześnie symboliczny – kilkunastu podrostków obrzuca wizerunek syna Bożego granatami.

Drastyczna forma spektaklu, więc i drastyczna forma wyrażenia złości.

Taka forma wyrazu nie spodobała się jednak wielu katolikom. Nie spodobała się także i hierarchom Kościoła. I nic dziwnego, gdyż cała dyskusja o obrazoburczym spektaklu rozpoczęła się właśnie od tego elementu – pojawiła się informacja, że wizerunek Chrystusa zostanie obrzucony fekaliami. Wiele osób uznało to za obrazę ich uczuć religijnych. To z kolei spotkało się z ostrą reakcją obrońców wolności słowa i wyrazu artystycznego. Według nich obrzucenie wizerunku Syna Bożego nie jest zbezczeszczeniem tego symbolu, a jedynie dosłownym wyrażeniem stanu ducha jednego z bohaterów. Wielu katolików uznało jednak, że została przekroczona granica i poczuło się urażona.

Problem jednak polega na tym, że sam autor nie do końca ma pojęcia o co mu tak chodziło. Autor dziennikarzom powiedział, że „spektakl nie jest z tego rodzaju dzieł, które narzucają konkretną wizję i w prosty sposób wyjaśniają koncepcje”. „Nie mam klucza do spektaklu. Każdy gest można interpretować inaczej, różnie. Np. granat można interpretować jako obrazę, ale też i jako modlitwę. Spektakl ten jest niejednoznaczny i nie ma jednoznacznego przekazu” – mówił autor.

Czyli autor nie ma pojęcia o tym, co chciał wyrazić poprzez swoją sztukę? Nic więc dziwnego, że do przedstawienia swojej niejasnej koncepcji wybrał wizerunek Syna Bożego. Wiedział, że wywoła to skrajne emocje. Wiedział, że obrazi. Prowokował i sprowokował. Ale tym samym przesłonił rzeczywisty problem, który poruszył w swojej sztuce.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt