Komar: Polscy narodowcy wolą bronić Orbana, niż rodaków z Litwy

 (42)
A miało być tak strasznie – hordy polskich nacjonalistów i kiboli demolujące stolicę 17 marca. Pan Ozolas słyszał, że będzie nawet kilkadziesiąt autobusów z kibolami i nacjonalistami. I aż złapał się za głowę.
Komar: Polscy narodowcy wolą bronić Orbana, niż rodaków z Litwy
© LNK

Jako prawomocny obywatel pośpieszył poinformować o tym zagrożeniu najważniejsze osoby w państwie. Poszedł także na policję sprawdzić czy zdają tam sobie sprawę w ogromnego „zagrożenia bezpieczeństwa narodowego” państwa.

Tylko, że kibole jakoś nie chcieli demolować Wilna i spokojnie pojechali nawalać się na polskie stadiony. A polscy nacjonaliści zamiast jechać do Wilna, wybrali wycieczkę do stolicy Węgier. Okazało się, że milsze ich sercu było zaproszenie premiera Węgier Viktora Orbana niż obrona rodaków z Litwy przez „zakusami” władzy litewskiej. I nic dziwnego. Węgierski obiecał wszystkim suto zastawione stoły oraz transport tam i z powrotem. A także bogaty program pobytu w Budapeszcie – wsparcie radykalnie prawicowego premiera w sporze z lewicową i liberalną częścią społeczeństwa węgierskiego. A w Wilnie? Polaków z Korony nikt nie zapraszał ani tutaj na nich nie czekał. A ci, którym udało się przedrzeć przez granicę stali pod Sejmem zaskoczeni, tym co zobaczyli – młodzież, spokojni rodzice z dziećmi, emeryci. Chyba się pogubili w takiej sytuacji. Przyznał to jeden z uczestników, który rozmawiał z polskimi dziennikarzami.

Z kolei na wezwanie węgierskich nacjonalistów stawiło się, według portalu niezalezna.pl 2-3 tys. Polaków. Orban wezwał na pomoc polskich narodowców, bo szeregi własnych, czyli węgierskich topnieją tak szybko, jak śnieg na Saharze.

Dziś będącą u władzy centroprawicową partię Fidesz premiera Viktora Orbana popiera jedna czwarta Węgrów. Wyraźnie na to wskazują wyniki opinii publicznej z początku marca. Opublikowane przez agencję Median. Według tych badań partia rządząca utraciła niemal połowę poparcia, które uzyskała w kwietniu roku 2010. W wyniku wielkiego rozczarowania rządami lewicy Wegrzy władzę oddał w ręce prawicy. W parlamencie narodowcy zdobyli aż dwie trzecie miejsc. Prawica przystąpiła do reformowania państwa, według nich zepsutego przez lewicę.

W czasie rządów Fidesza wprowadzono nową konstytucję, przeprowadzono reformę administracji publicznej, sądownictwa, systemu zdrowia i edukacji. Nie wszystkie reformy podobały się jednak Brukseli i szefom dużej części państw unijnych, a przede wszystkim Niemcom. Wśród krytykowanych posunięć były m.in. próby kneblowania mediów, nadzwyczajne opodatkowanie banków oraz firm telekomunikacyjnych, energetycznych, sieci supermarketów, a także upaństwowienie prywatnych funduszy emerytalnych. Rządowi węgierskiemu zarzuca się także posunięcia polityczne mogące stwarzać zagrożenie dla demokracji. W nowej konstytucji partię komunistyczną, z której wywodzi się obecna opozycyjna partia socjalistyczna, została uznana za "organizację przestępczą", a parlamentarnej większości stworzono możliwość ekspresowego uchwalania ustaw praktycznie bez debaty.

Więc dlaczego szeregi zwolenników Orbana tak szybko topnieją? Mimo reform, Węgry nadal są strząsane spazmami kryzysu. Ludzie nie odczuwają poprawy swojej sytuacji materialnej, a jednocześnie narodowcy zachłysnęli się swoją władzą i swoimi ludźmi obsadzają wszystko, co jest możliwe do obsadzenia. Taka arogancja władzy nie może się podobać.

Sobotni masowy marsz zwolenników węgierskiej prawicy pokazuje, że rozczarowanie rządami Orbana nie przekłada się na wzrost poparcia dla postkomunistycznej lewicy. A to oznacza, że ludzie bardziej boją się porostu lewicy do władzy niż eksperymentów obecnego premiera. Ale też wyrażając poparcie dla obecnych władz, wyrażają swój sprzeciw przeciwko Unii Europejskiej, stora uznała, że Węgry zbyt daleko odeszły od jej głównej linii ideologicznej i chcą je za to ukarać.

Udział polskich narodowców w marszu w stolicy Węgier był w opinii samych narodowców wyrazem poparcia dla Orbana, ale też i wyrazem dezaprobaty dla Unii. - To oczywiście wyraz wsparcia dla rządu Viktora Orbana i jego działań na rzecz odbudowy suwerennego państwa, opartego na wartościach chrześcijańskich. Wyraz wsparcia dla próby wyzwolenia się z komunizmu i różnych wypaczeń liberalno-lewicowych, proponowanych przez eurokomunę. Wsparcie jest potrzebne, bo Węgry są w sposób bezprecedensowy atakowane przez Unię. To są działania podejmowane z przyczyn politycznych – takimi słowami Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej“ dziennikarzom wyjaśniał cel polskiego desantu w węgierskiej stolicy. Wyjazd zorganizowały kluby "Gazety Polskiej", Ruch Społeczny im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i Solidarni 2010.

Polskich narodowców przez wycieczką na Wegry próbowali powstrzymać węgierscy Polacy. „Gazeta Wyborcza“ opublikowała dramatyczny list Sławka Zabagło, który od wielu lat mieszka na Węgrzech. W liście pan Sławek pisze: „ Węgrzy was teraz nie potrzebują! Potrzebuje was natomiast rząd węgierski. Jesteście potrzebni do demonstracji siły, gdyż rząd Orbana traci na poparciu, a po nasilających się protestach jest zmuszony organizować pochody popierające siebie samego. Teraz posunął się do rzeczy niebywałej: importuje z zagranicy statystów do machania proporczykami na jego cześć“.

Ktoś powie, że żyjemy we wspólnej Europie, która nie wszystkim się podoba, więc takie wycieczki poparcia to powinna być rzecz normalna. Niekoniecznie. Wystarczy tyko sobie przypomnieć, jak ci sami narodowcy odsądzali od czci i wiary niemieckich lewaków, którzy postanowili w Dniu Niepodległości Polski 11 listopada ubiegłego roku swoją obecnością wspomóc polskich lewaków.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt