Komar: O plotkach i administracji państwowej

 (3)
W latach 60. i 70. w Polsce krążyły legendy o kursującej po mieście czarnej wołdze porywającej dzieci. Według różnych wersji dzieciom spuszczano krew albo wycinano narządy, które potem sprzedawano bogatym Niemcom.
Komar: O plotkach i administracji państwowej
© DELFI (A.Didžgalvio nuotr.)

Do końca nie wiadomo, kto rozpowszechniał te plotki. Jedna z wersji twierdzi, że plotkę o czarnej wołdze rozpowszechniały tajne służby komunistycznej Polski, czyli SB. Funkcjonariusze w tamtych czasach często dokonywali niespodziewanych aresztowań podejrzanych wprost na ulicy. Poruszali się cywilnymi samochodami, bardzo często właśnie produkcji radzieckiej.

Plotka była potrzebna po to, aby ośmieszyć takie historie, aby w efekcie społeczeństwo po prostu nie reagowało na plotki o aresztowaniach. Jeśli to prawda, to można stwierdzić, że SB w dość prymitywny sposób wykorzystując elementy inżynierii społecznej osiągnęła pożądany efekt . Część społeczeństwa rzeczywiście nie chciała wierzyć w aresztowania wprost na ulicy.

Pod koniec XX wieku plotka czy też legenda czarnej wołgi powróciła na krótki czas. Tym razem w postaci czarnego BMW albo Mercedesa. W samochodzie mieli siedzieć gangsterzy, którzy porywali młode kobiety i wywozili je za granicę.
Niedawno taką historię mieliśmy i na Litwie. Chodzi tutaj o plotkę o tym, że w dużych miastach ,w centrach i galeriach handlowych porywane są dzieci. Nie do końca było wiadomo po co to się robi, ale najczęściej powtarzano, że dla adopcji za granicę lub na narządy. Ostrzeżenia przed pozostawianiem dzieci choć na kilka sekund bez opieki i bez nadzoru dorosłych pojawiły się w sieciach społecznych i jakiś czas były intensywnie powtarzane.

Co ciekawe, po za znanym publicystą Rimvydasem Valatką, który wyśmiał plotkę, nikt w mediach nie podjął tego wątku. To dość ciekawe mając na uwadze dość dużą tabloizację litewskich mediów. Widocznie w redakcjach uznano, że absurdalność tej plotki jest tak duża, że nawet dla litewskich tabloidów to za dużo.
Miejskie legendy i plotki to nie tylko polska czy litewska specjalność. Można je usłyszeć praktycznie na całym świecie. Według specjalistów szczególnie popularne są w USA i Wielkiej Brytanii. W tych krajach wydaje się nawet zbiory opisów takich legend.

Są oczywiście one najczęściej nieprawdziwe, ale łatwo je zapamiętujemy. Jedni dlatego, że wydają im się po prostu absurdalne, wywierają wrażenie. Inni dlatego, że w nie wierzą.
Najczęściej jednak nie wywołują jakiś specjalnych reakcji organów administracji państwowej czy stróżów prawa. Prawdziwy problem zaczyna się wtedy, gdy takie plotki są wykorzystywane do walki politycznej, a na nogi są postawione wszystkie możliwe służby.
Taka akcja miała niedawno miejsce w Warszawie na budowie metra. W sieci nagle zaczęły krążyć plotki o tym, że na budowie praktycznie co dzień odnajdywane są setki kości ludzkich i pod osłoną nocy po prostu wyrzucane na wysypisko. Plotki postawiły na nogi policjantów aż trzech dzielnicowych komisariatów. Policjanci przez kilkanaście dni, zamiast łapać złodziei obserwowali budowniczych metra, czy nie wywożą z placów budowy kości ludzkich.

Sprawą zajął się Instytut Pamięci Narodowej i Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz prokuratura. Wszyscy intensywnie szukali szkieletów ludzkich, bo podobno były to szczątki powstańców warszawskich albo ewentualnie ludności cywilnej rozstrzeliwanej przez Niemców w czasie powstania i ofiary prześladowań komunistycznych.

Plotkę, która w sieci zaczęła od razu żyć swoim życiem wymyślili i rozpowszechnili dwaj działacze prawicowi z Białegostoku. Sprawę od razu podchwycił Artur Górski, polityk z warszawskiego PiS. Uznał, że jest to doskonała okazja do „zdemaskowania” niecnych poczynań pani prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Bo to chyba ona miała polecić wywożenie kości po cichu, aby nie wstrzymywać i opóźniać budowy metra.

Policja jakoś jednak nie wpadła na pomysł przesłuchania autorów plotki i dotarcia do ich tajemniczego informatora. Po za tym, jakoś nikt nie zadał sobie pytania dlaczego Niemcy i komunistyczni oprawcy mieli chować swoje ofiary aż 7 metrów pod ziemią, bo na takiej głębokości jest drążone metro.

Jak już wspomniałem plotki i legendy najczęściej są nieprawdziwe, ale łatwo je zapamiętujemy a potem sobie i innym przypominamy według zasady wyrażonej w znanym przysłowiu: „Nie ważne czy ukradł, czy jemu ukradli. Ważne, że doszło do kradzieży”. W tym przypadku do zbezczeszczenia szczątków ludzkich. A to ciężkie oskarżenie.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt