Kasprzycki: Polscy anarchiści a antysemityzm

Antysemityzm niektórych współczesnych nurtów konserwatywno-narodowych nie jest niczym odkrywczym. Zaszeregowanie zaś tego zjawiska po lewej stronie budzi już pewne zdziwienie. Jednak przekonanie o antysemickich tendencjach pewnej części europejskiej lewicy, znajduje również swoich zwolenników.
Kasprzycki: Polscy anarchiści a antysemityzm
© AFP/Scanpix

Jednym z nich jest Alian Finkielkraut, który uznaje, że francuską lewicę cechuje coraz większa wrogość wobec Żydów. Przykład Francji jest o tyle istotny, że żydowska diaspora wywołuje nienawiść wśród licznej mniejszości islamskiej w tym kraju. Konflikt ten jest widoczny na ulicach francuskich miast. W przekonaniu A. Finkielkrauta, po stronie islamskiej, w coraz większym stopniu opowiada się właśnie otwarta, zlaicyzowana, i lewicowa część społeczeństwa Francji, a nie zaś zwolennicy Le Pena. Paradoksalnie, przedstawiciele skrajnej prawicy widzą realne zagrożenie nie wśród Żydów, ale w ekspansji wojowniczego islamu.

Lewicowa grupa zaś „mieszkańców znad Sekwany i Loary” lokuje podstawowy element destabilizacyjny wśród żydowskiej diaspory. Wedle A. Finkielkrauta Żydzi zwiedli właśnie tę grupę francuskiego społeczeństwa. Nie hołdują już dzisiaj idei kosmopolityzmu i są w większości zwolennikami asymilacji. Kiedyś oskarżano ich o brak tożsamości i integracji, a obecna francuska lewica wini ich za konserwatyzm, za silne przywiązanie się do Francji i brak wrażliwości wobec prześladowań Palestyńczyków.

Palestyńczycy stają się Żydami naszych czasów

Na źródła antysemityzmu wśród lewicy zwrócił uwagę również brytyjski socjolog z uniwersytetu w Kent, prof. Frank Furedi. Profesor z uniwersytetu w Kent stwierdził, że lewicowych demonstrantów popierających Palestyńczyków cechuje coraz większy brak wrażliwości na antysemickie hasła. Według licznych socjalistów i lewicujących związkowców, to właśnie Palestyńczycy stają się Żydami naszych czasów. Symbolizują cierpienie, poniżenie i tragedię zagłady. Zdaniem Finkielkrauta czy Furdeiego oznacza to niebezpieczne zrównanie współczesnych wydarzeń z pamięcią szoah.

W Polsce problem konfliktu żydowsko-palestyńskiego nigdy nie interesował przeważającej części społeczeństwa. W kraju pozbawionym praktycznie mniejszości narodowych, zupełnie obcy wydaje się dramat i złożoność polityczna Bliskiego Wschodu. Wśród Polaków wyrażających się negatywnie o Żydach przeważa raczej tradycyjny przedwojenny antysemityzm. Te same osoby w sporze żydowsko-palestyńskim pozostają zazwyczaj obojętne. Taki podział dostrzega S. Zgliczyński, który w swojej książce poświęconej obliczą polskiego antysemityzmu napisał: „[…]-polski antysemityzm jest po prostu hermetyczny, absolutnie nie czuły na rzeczywistość. Trwał i trwa niezależnie od obecności Żydów czy od obecności państwa Izrael i prowadzonej przezeń polityki. Akcje solidarności z Palestyńczykami wymierzone w Izrael nie wzbudzają w polskim społeczeństwie większego odzewu. Nie aktywizują też specjalnie polskich antysemitów”.

Polskie grupy antyglobalistyczne zostały jednak w niektórych środowiskach, a także przez pewnych publicystów napiętnowane za postawę w czasie amerykańskiego ataku na Irak. W 2003 roku nie były to oskarżenia expressis verbis o antysemityzm. Stanowiły one bardziej sugestie, że polscy „lewacy” stają po stronie państw terrorystycznych. Ukazanie tego marginalnego nurtu politycznego jako sojuszników polskiej skrajnej prawicy miało miejsce już dziesięć lat wcześniej.

Idea sojuszu anarchistyczno-faszystowskiego

W tym miejscu należałoby przypomnieć, że Gazeta Wyborcza, jako pierwsza z tzw. nurtu liberalnej prasy ogłosiła, że anarchiści i faszyści tworzą naturalne sojusze. Odkrywcą tego faktu był Stanisław Mancewicz, który relacjonując demonstracje krakowskich anarchistów z lutego 1993 roku pisał: „Po spaleniu formularzy podatkowych kilkudziesięcioosobowa grupa demonstrantów przeszła ulicę Mikołajską, gdzie mieści się biuro Unii Demokratycznej. Paru anarchistów weszło do biura, skąd z okna rozrzucili ulotki. Dołączyło do nich dwóch członków Polskiej Wspólnoty Narodowej Bolesława Tejkowskiego, którzy krzyczeli na próbujących ich wyprosić wiceprzewodniczącego regionu krakowskiego UD Jana Okońskiego: „Zmierzymy ci czaszkę i wyślemy do Izraela”, „Ty Żydzie, do pieca”.

W Krakowie lat 90. ówczesna Unia Demokratyczna (później Unia Wolności), zwłaszcza w pierwszej połowie tejże dekady, posiadała znaczne wpływy polityczne. Osoby takie jak prof. Jacek Woźniakowski (ojciec Róży Thun), Jan Maria Rokita, Jerzy Zdrada, czy też Krzysztof Kozłowski wzbudzały antypatie wśród środowiska narodowego, które wytykało im nie tylko zaniechanie lustracji, politykę grubej kreski, ale też żydowskie pochodzenie. Nie mniejszą niechęć, choć zupełnie z innych powodów Unia Demokratyczna wywoływała wśród uczestników krakowskiej Federacji Anarchistycznej.

Niestety, dla sporej grupy publicystów, subtelności te były często nie do rozróżnienia. Anarchiści zarzucali środowiskom związanym z UD zdradę ideałów Solidarności, cyniczne opuszczenie środowisk robotniczych, wchodzenie w układy z postkomunistami, a także forsowanie polityki neoliberalnej. Krakowska FA obarczała lokalną UD za podejmowanie rozwiązań niekorzystnych dla miasta. Jedną z nich był zarzut opieszałość w rozwiązaniach ekologicznych i braku socjalnych inicjatyw zabezpieczających najbiedniejszą grupę mieszkańców. To właśnie m.in. dlatego coroczna akcja krakowskiej FA tzw. „Anty-balu” była skierowana przeciwko organizowaniu tzw. Balu Charytatywnego w krakowskim magistracie. Inicjatorami tego balu byli zaś przede wszystkim politycy związani z UD.

Dlatego, jak wspominał lider krakowskiego środowiska anarchistów z lat 90. Marek Kurzyniec, Stanisław Mancewicz, autor o sojuszu anarchistyczno-faszystowskim długo ukrywał się przed krakowskimi anarchistami. Publicysta Gazety Wyborczej obawiał się, że po tak skandalicznej manipulacji krakowscy anarchiści dokonają na nim zemsty. Ideę sojuszu anarchistyczno-faszystowskiego bezkrytycznie podchwyciły inne krakowskie media.

Takie sformułowanie zaczęły również szybko odpowiadać krakowskiej policji. Taka argumentacja została użyta po brutalnie stłumionej demonstracji krakowskich anarchistów i Akademickiego Stowarzyszenia na Rzecz Wolnej Czeczenii. Manifestacja z 10 listopada 1994 roku zapoczątkowała serię demonstracji w Krakowie organizowanych przez te środowiska na rzecz niepodległości Czeczenii. 14 listopada tegoż roku, jeden z krakowskich policjantów, w rozmowie z dziennikarzem Czasu Krakowskiego triumfalnie oświadczył, że w dniu 10 listopada udało się zapobiec terrorystycznym bojówkom skinów i anarchistów. Idea sojuszu anarchistyczno-faszystowskiego została zaakceptowana przez różne media.

Pisano o niej przy różnych okazjach, nie zastanawiając się, że z logicznego i światopoglądowego punktu widzenia współdziałanie takie jest wprost niemożliwe. Za świadomymi lub przypadkowymi połączeniami tych grup we „jednolitą wspólnotę czynu” stali dziennikarze prestiżowych tygodników publicystycznych w Polsce. Po blisko 17 latach od „przełomowego” tekstu S. Mancewicza, B. Pietkiewicz, dziennikarka „Polityki” barwnie opisywała europejską paradę gejów i lesbijek z lipca 2010 roku, jaka odbyła się w Warszawie. Zwróciła również uwagę na przeciwników 10 tysięcznej parady równości, pisząc: „Anarchiści lub faszyści rzucają ku platformom [na nich m.in. przemieszczali się uczestnicy i organizatorzy parady równości – uwaga R.K] butelki, lecz słabną. Policja zręcznie wyłapuje co bardziej energicznych, ręce w tył, głowa ku ziemi i energiczny znika z widoku”.

Ekologia ojczyźniana

Monitoring środowisk ekologicznych i lewacko-anarchistycznych prowadziło w ostatnich dwóch dekadach stowarzyszenie i redakcja czasopisma Nigdy Więcej. Jesienią 1998 roku, w ósmym numerze pisma Nigdy Więcej Rafał Pankowski redaktor naczelny tegoż pisma, zinterpretował ideę tzw. ekologii ojczyźnianej, której propagatorem stał się Remigiusz Okraska, jako nowy nurt będący syntezą faszyzmu i ekologizmu. W kręgach ekologów, tekst Pankowskiego Egzotyczne sojusze wywołał szok. R. Okraska wydał oświadczenie w którym nie tylko obalił argumenty R. Pankowskiego, ale przypomniał, że redakcja Nigdy Więcej wysuwała podobne insynuacje wobec innych ekologów; Marka Głogoczowskiego, Rafała Jakubowskiego i Jarosława Tomasiewicza. Ostatni z wymienionych również został uznany za faszystę. Książka J. Tomasiewicza: Między faszyzmem a anarchizmem. Nowe idee dla nowej ery (wyd. Pyskowice, 2000) uznana została przez osoby ze stowarzyszenia za zachętę do tworzenia sojuszu faszystowsko-anarchistycznego.

Szczególną wrogość w stowarzyszeniu Nigdy Więcej zyskał kwartalnik anarchistyczny Inny Świat. Mieleckie pismo, wychodzące od 1993 roku, od lat w środowisku Nigdy Więcej zaliczane jest do awangardy faszystowsko-antysemickiej. Do końca nie jest jasne, dlaczego mielecki kwartalnik Pankowski umieścił w „brunatnym zbiorze”. Pewną podpowiedzią może być fakt, że Inny Świat, podjęło merytoryczną krytykę polityki państwa Izrael wobec Palestyny.

Po raz pierwszy na szeroką skalę problemu konfliktu izraelsko-palestyńskiego, mieleckie pismo zwróciło uwagę w 2000 roku. W 13 numerze kwartalnika, zostały podjęte takie tematy, jak: Żydowski antysyjonizm, Ekologiczne akcje bezpośrednie w Izraelu, Anarchia w Izraelu, a także prezentując fragmenty antysyjonistycznego manifestu żydowskiej organizacji Return1. W kolejnych numerach Innego Światu zagadnienia relacji żydowsko-arabskich, czy też palestyńsko-izraelskich powracały niejednokrotnie.

Dla przykładu w 20 numerze pisma, Beata Nowak przeprowadziła obszerny wywiad z francuskimi dziennikarzami From Occupied Palestine Org. Jonem Elmerem i Valerie Zink. Francuscy publicyści stwierdzili, że spuścizna holokaustu jest wykorzystywana w konflikcie palestyńsko-żydowskim, jako alibi przy działaniach armii Izraela. Dziennikarze z Francji uznali, że indoktrynacja historyczna młodzieży i żołnierzy walczących pod sztandarami Gwiazdy Dawida służy wyrobieniu świadomości młodych Żydów, iż realizacja zadań bojowych sił wojskowych Izraela ma zapobiec powtórzeniu się szoah.

Jeśli krytykowanie polityki Izraela oznacza bycie antysemitą, to ja jestem antysemitą

Wspomniani publicyści stwierdzili, że polityka historyczna Tel -Awiwu ma wykształcić wśród walczących izraelskich żołnierzy bojowego ducha i utrzymać wysokie morale. Dziennikarze z Francji dowodzili, że odwoływanie się do mroków przeszłości, wytwarzanie zagrożenia narastającego antysemityzmu i snucie analogi między historycznymi okresami ma wzmocnić egzekwowanie prawa. Niestety, skutek nieustannego operowania hasłem „antysemityzmu” może być zupełnie inny od zamierzonego.

Według V. Zinka wymiar tego tragicznego słowa urasta do frazesu. V. Zink powiedział: „Wracając do problemu antysemityzmu, krytyka antysemityzmu nie sprowadza się do krytykowania i zwalczania prawdziwych objawów antysemityzmu, który oczywiście istnieje, ale do nazywania antysemityzmem jakiejkolwiek próby krytykowania polityki państwa izraelskiego. Pojęcie antysemityzmu jest do tego stopnia nadużywane, że stało się terminem właściwie nie posiadającym znaczenia. J. Elmer dodaje zaś: Termin antysemityzmu jest środkiem używanym w „szlachetnej społecznej” walce o sprawiedliwość. Jak powiedział Uri Avnery: „Jeśli krytykowanie polityki Izraela oznacza bycie antysemitą, to ja jestem antysemitą i jestem z tego dumny”.

Inny Świat jako jedyne polskie pismo przedrukował za Viva Palestyna! list Sergio Yahni, który był skierowany do Bena Elizea, izraelskiego ministra obrony. Yahni odmówił w nim jako rezerwista służby w izraelskim wojsku. Swoją decyzję uzasadniał również odniesieniami historycznymi. O swoim wyborze napisał: Moją powinnością jako Żyda i istoty ludzkiej jest stanowcza odmowa służenia w tej armii. Jako syn narodu, który padł ofiarą pogromów i zagłady, nie mogę brać udziału w tej szaleńczej polityce. Jako istota ludzka uważam za swoją powinność odmawiać udziału w działalności jakiejkolwiek instytucji, która popełnia zbrodnie przeciwko ludzkości”.

Imperialistyczna polityka państwa Izrael

Relacje między niszowymi pismami Inny Świat i Nigdy Więcej zaczęły przypominać stan permanentnej wojny. Redaktor naczelny pisma anarchistycznego Janusz Krawczyk, kilkakrotnie podejmował obronę kwartalnika oskarżanego o antysemityzm. Miało to miejsce w 2002 roku. Jednak, jeden z najobszerniejszych tekstów w tym anarchistycznym piśmie ukazał się w numerze 20. J Krawczyk odniósł się w nim do informacji zamieszczonych stronach internetowych Uniwersytetu w Tel Avivie, gdzie w corocznym raporcie (Antisemitism Worldwide) Inny Świat, jak i część środowisk ekologicznych i anarchistycznych w Polsce znalazło się na tej niechlubnej liście.

J. Krawczyk oceniał raport uniwersytetu ze stolicy Izraela jako całkowicie niedorzeczny. Redaktor kwartalnika Inny Świat uznał sprawozdanie Antisemitism Worldwide za imputacje. Ironicznie odpowiadał na zarzuty: Antysemityzmem według „izraelskich” naukowców są też zapewne artykuły w prasie anarchistycznej poświęcone sytuacji na Bliskim Wschodzie i ukazujące prawdę o imperialistycznej polityce państwa Izrael. Jeśli to wszystko jest antysemicką propagandą to śmiało mogę stwierdzić , iż „IŚ” jest w takim razie pismem antysemickim a ja sam, jak osoba w głównej mierze odpowiedzialna za powstawanie tego pisma, mogę powiedzieć , że w takim rozumieniu problemu, jestem antysemitą!”.

Mając negatywne doświadczenia „antysemicko-faszystowskiej łaty”, osoby przygotowujące mieleckie pismo pragnęły w kolejnych numerach zostać właściwie zrozumiane. Z tego powodu, już w słowach wstępu pisano, że redakcja nie zawsze identyfikuje się z autorami artykułów. Komentowano również wszelkie wydawałoby się kontrowersyjne publikacje. We wstępie do artykułu Johna Zerzana: Radykalizm wewnątrz Ku Klux Klanu w latach dwudziestych XX wieku, który zamieszono w 25 numerze pisma, J. Krawczyk zaznaczył, że tekst nie ma na celu propagowania rasistowskiej ideologii Klanu.
Zaangażowanie polskich, jak i europejskich anarchistów na rzecz wolnej Palestyny i krytyka Izraela miała miejsce nie tylko na łamach Innego Świata. Szczególnie nasiliła się w okresie poprzedzającym amerykańską interwencję w Iraku. Już w listopadzie 2002 roku, w ulotnym dodatku do Biuletynu Informacyjnego Federacji Anarchistycznej sekcji Poznań pisano: „Także arsenały Izraela są pełne dzisiaj broni nuklearnej, nie jest to problem dla Georga W. Busha gdyż Izrael stanowi największą bazę wojskową USA na Bliskim Wschodzie. Dlatego Izrael może spokojnie łamać (od 1947 roku) rezolucję ONZ-blokując powstanie Palestyny”.

Paradoksalnie anarchiści obok środowisk związanych z tzw. nurtem Radia Maryja byli najbardziej krytyczni wobec nadciągającej wojny. Środowiska konserwatywno-katolicko -narodowe pisały wprost, że w wojnie w Iraku chodzi o zdobycie pól z ropą naftową, a także pokazanie innym krajom kto rzeczywiście rządzi w świecie. Co ciekawe, osoby z tych środowisk spotkały się na demonstracjach przeciwko wojnie w Iraku. Fakt obecności narodowców oraz anarchistów na wspólnej demonstracji odnotowała Gazeta Antywojenna.

Przypuszczalnie widok osób z politycznych antypodów sprawił, że publicyści zbliżeni głównie do Gazety Wyborczej po raz kolejny odkryli sojusz lewacko-faszystowski. Fakt budowania takiego połączenia oburzył liczne osoby. N. Michejda pisała: „Toteż wszelkie wysiłki, podejmowane na łamach „Gazety Wyborczej”, by zaliczyć przeciwników wojen o złoża naturalne do antysemitów, czy „anty-Amerykanów” (lub też zwolenników Saddama” ) – jak czynią to m.in. Michnik, Unger, Warszawski, Edelman w swych bardzo słabych „esejach” – spełzną na niczym”.

Wzniecanie nastrojów antyarabskich

Na długie lata, środowisko Gazety Wyborczej stało się wrogiem polskich anarchistów. Animozje widoczne były przy różnych okazjach. Jedną z nich stała się obrona Achmeda Ammara, imama i doktoranta z Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu. Nakaz wydalenia z Polski imama wydała ABW. Anarchiści niemal natychmiast zaprotestowali. Swój gniew przenieśli nie tylko na służby specjalne, ale także na przedstawicieli polskiej czołówki prasowej. W jednym z informatorów pisali: „Takie działania nastawione są także na wzniecanie nastrojów antyarabskich w naszym społeczeństwie. Okazało się ono generalnie chybione, o czym świadczy poparcie społeczne okazywane Ammarowi, bez względu nawet na komentarz na stronie tytułowej „Gazety Wyborczej”, który wysmaży jej redaktor naczelny Adam Michnik”.

Inicjowanie akcji ulicznych przeciwko wojnie w Iraku, jak przeciwko polityce Izraela, a zarazem za wolną Palestyną widoczne było w środowiskach anarchistyczno-lewicowych, również w kolejnych latach. Nie sposób wymienić tutaj wszystkich tego rodzaju demonstracji i pikiet.

Oskarżanie o antysemityzm organizacji pacyfistyczno -anarchistyczno-lewicowych spowodowało, że Inicjatywa Stop Wojnie, a także część ugrupowań antyglobalistycznych skierowało w sierpniu 2004 roku list otwarty do Unii Wolności, Partii Zielonych, zarządu Amnesty International, Human Rights Watch, Fundacji Helsińskiej, Reporterów bez Granic, Ugrupowania „Nigdy Więcej”, Wirydarza, Fundacji Batorego, redakcji „Gazety Wyborczej” i „Midrasza”. W otwartym liście nie tylko zaprotestowano przeciwko insynuacją, ukazano cele działalności organizacji, ale również wskazano na osoby i partie polityczne, które ponosiły największą odpowiedzialność za rozpowszechnianie teorii, że Inicjatywa Stop Wojnie i ruchy antyglobalistyczne szerzą faszyzm i antysemityzm. W pierwszym przypadku pisano o Adamie Michniku: „[…] otóż w referacie odczytanym na posiedzeniu Polskiej Rady Biznesu „antyglobalistów” – czyli przeciwników imperialistycznej ekspansji i wojen korporacyjnych – określił mianem protofaszystów”.

W drugim, największą rolę propagandzisty utrwalającego mit, że antyglobaliści są antysemitami i faszystami przypisano Unii Wolności i jej zwolennikom. O fakcie tym napisano: „Mocniejsze zarzuty –a mianowicie: faszyzmu, znalazły się na liście dyskusyjnej Unii Wolności, kompletnie nie poparte żadnymi dowodami; m.in. atakujący nas dyskutant nie tylko wątpił w prawdziwość zamieszczonej przez nas informacji o szkolonych przez Izrael szwadronach śmierci, lecz również uznał umieszczenie doń linku na naszej stronie właśnie jako corpus delicti brunatnej zarazy”.

List Inicjatywie Stop Wojnie wywołał bardzo ożywioną dyskusję na forum internetowym sympatyków i członków Unii Wolności. Internauci oceniając list inicjatywy zaprezentowali szeroki wachlarz wypowiedzi. Nie brakowało komentarzy nie życzliwych, lecz głosy poparcia dla Inicjatywy Stop Wojnie też nie należały do rzadkości.

Paradoksem jest, że kiedy w Polsce przedstawia się protesty środowisk anarchistycznych przeciwko atakom Izraela na Autonomię Palestyńską jako nowy antysemityzm czy popieranie terroryzmu, działania o podobnym charakterze budzą sympatię wśród licznych żydowskich intelektualistów w Izraelu. Jednym z nich jest Michael Warschawski, żydowski dysydent i dziennikarz. Z dużą sympatią pisał on o inicjatywie izraelskiej młodzieży zwanej Anarchiści Przeciwko Murowi (dalej APM). Podkreślał, że te oddolne działania rozpoczęły się od ustawienia namiotu w jednej wiosek, w której miała rozpocząć się budowa muru oddzielającego społeczność żydowską od palestyńskiej.

Lata świetności polskiego ruchu anarchistycznego

Metody działań APM przypominają lata świetności polskiego Ruchu Wolność i Pokój czy Pomarańczowej Alternatywy. Prowadzone protesty mają często przebieg niekonwencjonalny. Wyznacznikiem działań APM jest w większości zasada nie odpowiadania przemocą na przemoc. Do strategii APM D. Warschawski odniósł się niezwykle pozytywnie. Nadzieję i radość w żydowskim dziennikarzu wyzwoliło jednak przede wszystkim autentyczne zbliżenie między Palestyńczykami i Żydami. O fakcie współpracy żydowskich anarchistów i mieszkańców palestyńskiej wioski przeciwko izraelskiemu wojsku D. Warschawski napisał: „Ta wspólnie przeprowadzona akcja scementowała ich sojusz z młodymi Palestyńczykami. Fakt, że byli skłoni coś dać z siebie, zjednał Anarchistom Przeciwko Murowi większą sympatię palestyńskiego społeczeństwa niż miała jakkolwiek inna izraelska organizacja”.

Dla licznej części współczesnych anarchistów nie ma tematów tabu, a cenzura nie istnieje. Na równi więc wyśmiewa się polityków, kościelne struktury, jak i wszelkiego rodzaju świętości i warstwy uprzywilejowane. Nie ma tutaj żadnych wyjątków, ani określonego kryterium działania. W nurcie desakralizującym wszelkie możliwe wartości bardzo dobrze odnaleźli się gdańscy i gdyńscy anarchiści z lat 90. XX wieku. Trójmiejscy anarchiści kontynuowali tradycje powstałego w 1983 roku Ruchu Społeczeństwa Alternatywnego (RSA). Warto przypomnieć, że RSA, pierwsza anarchistyczna grupa powstała w Polsce po 1945 roku, walczyła przede wszystkim z komunistycznym aparatem państwa.

Kolejna generacja młodych anarchistów, nie traciła zaś swojego zaangażowania w latach 90. Spektrum działalności RSA i ich spadkobierców po 1989 roku było niezwykle szerokie. Od manifestacji i blokad ulicznych zacząwszy po wydawanie własnej prasy skończywszy. Do czołówki pism anarchistycznych w połowie lat 90. XX wieku należała m.in. Mać Pariadka. W publicystycznym magazynie trójmiejskich anarchistów nie było żadnych zakazanych tematów. Dlatego też, w kolejnych czterech numerach ukazano komiksową historię Zenka, który stracił swoją kobietę w wyniku działań zbrodniczej organizacji żydowskiej ŻYRAFA. Bohater komiksu postanowił się zemścić, a pomoc ofiarowali mu towarzysze z NSDAP, a także profesor, który wyklonował Romana Dmowskiego.

Rozstrzygnięcie komiksowej historii nastąpiło w części IV p.t. Zabójczy Popcorn –decydujące starcie. W końcowym odcinku okazało się, że dzięki operacją plastycznym dokonanym przez doktora Jozefa Menegele Herman Göring i Ewa Braun zostali ucharakteryzowani na ortodoksyjnych Żydów, Adolf Hitler odkrył zaś drogę Kriszny, a tajna organizacja żydowska ŻYRAFA została zdekonspirowana2. Komiks ten wydaje się szokujący, nieprzyzwoity i obrażający ofiary hitleryzmu. Z pewnością to, że nikt nie skierował autorów Zabójczego Popcornu do sądu wypływa z faktu, że tylko nieliczni śledzili losy ŻYRAFY. Tak, więc wypadłoby potępić komiks, jeśli zastosowano by zasadę równiej odpowiedzialności dla wszystkich kontrowersyjnych autorów tej formy literackiej komunikacji.

Dla niektórych, równie obraźliwe treści znajdują się w słynnym amerykańskim komiksie, autorstwa Art Spiegelmana: Maus I. My father bleeds history oraz Maus II. And here my troubles began. (Polskie wydanie: Maus I. Mój ojciec krwawi historią, Kraków 2001. i Maus II. I tutaj zaczęły się moje kłopoty, Kraków 2001). W komiksie Spiegelmana Żydzi przedstawieni są jako myszy, Niemcy jako koty, a Polacy jako świnie. To ostatnia metafora, dla licznych osób wydała się szczególnie obraźliwa. Oburzenie zapanowało przede wszystkim w redakcjach pism związanych z odcieniem narodowo-katolickim. Z trwogą o ukazującym się komiksie, pisał w 2001 roku Andrzej Echolette: „Zostaliśmy bowiem jednoznacznie przedstawieni jako pomocnicy Niemców w mordowaniu Żydów. Jest to więc rewizja najnowszych dziejów historycznych, ukazująca Polaków jako brakujące ogniwo zbrodni w systemie holokaustu”. Dalej A. Echolette podawał przykłady w komiksie, które miały być argumentami antypolskiego wymiaru komiksu.

W kulturze europejskiej przyrównanie do świni wywołuje negatywne emocje. W Azji już niekoniecznie. Nie wiadomo, więc czy metafory A. Spiegelmana były celowe i złośliwe. W opinii autora Mausa alegoria ze świniami miała budzić sympatyczne skojarzenia z bohaterami amerykańskich kreskówek, takimi jak Miss Pigy czy Pork Pig. Speiegelman tłumaczył, że personifikacja Polaków ze świniami była wybrana dlatego, że świnie nie uczestniczą w łańcuchu pokarmowym, który łączy koty z myszami. Stwierdził też, że w Folwarku zwierzęcym Orwella są również świnie, które są podłe i szlachetne.

Być może mało kto wie, że Art Spiegelman również wśród amerykańskiej diaspory wywołuje kontrowersje. Po arabskich atakach z 11 września 2001 roku, pracując jako grafik w The New Yorker popadł w konflikt z redaktorem naczelnym gazety. Jego krytycyzm wobec polityki Georga W. Busha w działaniach antyterrorystycznych skutkował odejściem z The New Yorker. Stało się to w momencie, kiedy jego rysunki wymierzone w politykę Białego Domu gazeta rozpoczęła cenzurować.

Równie szokujące dla polskich intelektualistów-ochroniarzy czuwających nad dobrym imieniem holokaustu mogły być słowa: „Gdy pisałem Maus, istniał już wypracowany przez Elie`go Wesela sposób pisania o Zagładzie.: przejmująca przemoc i żałobna prawość. Jest w tym coś świętoszkowatego, co prowadzi do prezentowanego często w telewizji „holokiczu”, kiczu holokaustowego. Do podrabianych emocji kultury masowej. A ja za Wiktorem Szołowskim uważam, że sztuka polega na stwarzaniu trudności”.

Auschwitz jako symbol kompromitacji władzy

Bezkrytyczne zaklasyfikowanie anarchistów do nurtu antysemicko-faszystowskiego nie znajduje uzasadnienia. Na dowód tej niedorzeczności świadczy fakt, że liczni, wybitni działacze anarchistyczni wywodzili się ze środowiska żydowskiego. Byli nimi m.in. Emma Goldman i Gustav Landauer. Współcześnie dużą sympatię dla anarchistów okazuje dobrze znany i ceniony w środowiskach lingwistycznych i zarazem antyglobalistycznych Noam Chomsky. Krytyka N. Chomskyego koncentruje się przede wszystkim na polityce amerykańskiej i działaniach Izraela względem swoich sąsiadów.

Wśród licznych Żydów sympatyzujących z wolnościowymi ideami anarchistów z pewnością nakładają się przeżycia II wojny światowej. Dezaprobata, desakralizacja wszelkiej władzy jest zdeterminowana przez obozy koncentracyjne. Symbolem kompromitacji wszelkiej ziemskiej władzy staje się Auschwitz. Po takim wstrząsie nie jest łatwo zaufać kolejnym politycznym zachętom, wszystkie deklaracje wydają się jałowymi obietnicami. Nie można więc po czymś tak tragicznym traktować władzy poważnie. Symbol Auschwitz w kontekście upadku autorytetu władzy świetnie opisał Imre Kertesz.

Laureat literackiej nagrody nobla pisał: „[…] i nie widzicie rozwierającej się przed wami, za wami i pod wami przepaści, nicości, pustki, czyli naszego rzeczywistego położenia, a więc tego, czemu służycie, wiecznej natury każdej władzy, która ani nie jest konieczna, ani zbyteczna, jest jedynie kwestią decyzji, podjętej bądź nie podjętej przez konkretnego człowieka, nie jest ani szatańska, ani mroczna i zniewalająco przebiegła, ani porywająca, nie, jest pospolita, nikczemna, mordercza, głupia i zarozumiała, a w chwilach największych sukcesów najwyżej dobrze zorganizowana, powiedziałem, o ile dobrze pamiętam, tak, a przede wszystkim >niepoważna<, odkąd bowiem powstały wokół nas fabryki śmierci, nadszedł kres wszelkiej powagi, w każdym razie powagi jakiejkolwiek władzy”.

Nie znaczy to, że wcześniej ruch anarchistyczny był wolny od antyżydowskich uprzedzeń. Niektórzy widzą takie inklinacje u Pierre Josepha Proudhona. Historycy pochodzenia żydowskiego nie pozostawiają jednak na tworzącym podwaliny XIX wiecznego anarchizmu P.J. Proudhonie przysłowiowej „suchej nitki”. Do bezwzględnego antysemity zaliczył go m. in. David I. Kertzer, który przy okazji badania relacji papiestwa z Żydami poświęcił znaczne fragmenty swojego opracowania analizie XIX i XX wiecznym narodzinom nowoczesnej „nienawiści do narodu żydowskiego”. D. I. Kertzer przypominał słowa P.J. Proudhona, który stwierdził, że Żydzi są wrogami całej ludzkości i należałoby ich odesłać do Azji lub zgładzić.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt