Jurkynas: Pięć zalet wyborów

Obserwowanie, systematyzacja, wyjaśnianie, rozumienie oraz... komentowanie życia politycznego – to chleb codzienny (i masło) badaczy polityki. W ostatnich dniach w mediach nie brakuje wystąpień politologów i analityków politycznych, popyt na komentarze których wywołały niedawne wybory parlamentarne, stanowiące swoisty punkt odliczania zmian politycznych w kraju.
Jurkynas: Pięć zalet wyborów
© DELFI (K.Čachovskio nuotr.)

Towarzyszący wyborom oraz kompaniom wyborczym rozgłos pomaga lepiej zrozumieć rozwój społeczeństwa Litwy i organizacji państwa, a zatem - zmiany polityczne. Polityka w naszym kraju bardzo często przez obywateli oceniana jest w sposób skrajnie ironiczny, powiedziałbym nawet, że z pewną dozą pesymizmu, mimo to mamy powody do radości – trzeba tylko chcieć je zobaczyć. Na początku omówię znaczenie wyników wyborów, później krótko je podsumuję i powiem, czego możemy się spodziewać po drugiej turze wyborów.

Litewska odmiana demokracji

Po pierwsze, demokracja na Litwie funkcjonuje, jako „jedyna zabawa w mieście”. Do dobrego na ogół bardzo szybko się przyzwyczajamy. Demokracji, jako dobra (czy też - mówiąc słowami brytyjskiego Premiera Winstona Churchilla - „mniejszego zła”) w samej sobie, nie zauważamy. Fakt, że od roku 1990 na Litwie odbyły się już siódme wybory, stanowi dowód na to, że demokracja na Litwie funkcjonuje w postaci skonsolidowanej oraz zinstytucjonalizowanej. Demokrację się krytykuje, a jej „litewską odmianę” (mam tu na myśli przypadki kupowania głosów wyborców) jeszcze bardziej. Niemniej nie można nie doceniać egzaminu, jakiemu obywatele, w sposób pokojowy i ogólnie-narodowy, poddają rządzących krajem. Zdarzyło mi się kiedyś białoruskim studentom Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego (Europos humanitarinis universitetas) wyjaśniać trywialną zaletę demokracji, która polega na tym, że w kraju demokratycznym „zużytych” przedstawicieli narodu możemy sobie wymienić: „My, kiedy tego chcemy, tak właśnie robimy, wy zaś jeszcze nie.”

Po drugie, wzrosła liczba aktywnych i świadomych politycznie obywateli. Aktywność wyborcza, w ciągu ostatnich czterech lat, wzrosła o cztery procent: z 48,6 do 52,9 procent. Warto zaznaczyć, że wskaźnik aktywności wyborców wzrasta już trzeci raz z rzędu. Biorąc pod uwagę fakt, że emigracja i śmiertelność przerzedziły szeregi osób uprawnionych do głosowania, radością napawa fakt, że frekwencja zwiększyła się o około 60 000 – jest to liczba, na której najbardziej zależało zwłaszcza partii, walczącej o przekroczenie 5-procentowego progu wyborczego w okręgu wielomandatowym. Nie ulega wątpliwości, że w celu oszacowania i znalezienia podstaw do tego optymistycznego poglądu należałoby sprawdzić informacje dotyczące członkostwa w partii czy też dane aktywności społecznej, jednakże rosnąca liczba osób uczestniczących w wyborach świadczy o tym, że „nie jest nam wszystko jedno, a już na pewno nie „dzyń” ”.

Po trzecie, znaczenie nowych partii maleje. Często się narzeka, że przy okazji wyborów na Litwie pojawiają się kolejni mesjasze polityczni. Na szczęście jest inaczej. Od roku 2000 liczba nowych partii w parlamencie wciąż się zmniejsza. W 2004 r. prawie połowę miejsc w parlamencie zdobyli polityczni nowicjusze, w 2008 r. Partia Odrodzenia Narodowego (Tautos prisikėlimo partija – TPP) Arūnasa Valinskasa zdobyła 15 proc. (187 000) głosów, a w tym roku partia „Droga Odwagi” („Drąsos kelias“) zebrała zaledwie 8 proc. (109 000) głosów i nic nie wskazuje na to, że doczeka się większego poparcia w drugiej turze wyborów w okręgach jednomandatowych.

Po czwarte, system partyjny jest średnio rozdrobniony. Zapomnijmy o tym, że na Litwie mamy dziesiątki partii. Owszem, na papierze marginalnych czy jednodniowych partii jest bardzo wiele, jednakże realne - wpływowe oraz decyzyjne organizacje polityczne możemy policzyć na palcach jednej ręki.

Potencjał koalicyjny

Tak jak i przy okazji ubiegłych wyborów, 5-procentowy próg wyborczy pokonało 7 partii, jednakże w istocie tylko 5-6 partii ma potencjał koalicyjny, a w związku z powyższym - możliwość wywierania wpływu na politykę. Polityczne wpływy antysemickiego, tj. opowiadającego się przeciwko politycznym „regułom gry”, Socjalistycznego Frontu Ludowego (Socialistinis liaudies frontas) zmniejszyły do rozmiarów mikroskopijnych, a „Drodze Odwagi” prorokuję, jak rozproszonym pszczołom Grigasa, los pasożytów politycznych. Wysuwam przedwczesną hipotezę, że skoro „Droga Odwagi” podzieliła się głosem protestu z partią Porządek i Sprawiedliwość (Tvarka ir Teisingumu), a także „showmenami” Valinskasa, to można śmiało stwierdzić, iż skala protestów zaczęła się zmniejszać.

Po piąte, wzmacnia się wskaźnik stabilności wyborców - ludzie stają się coraz bardziej wierni wcześniej obranym partiom, które konsolidują pole rozgrywek politycznych. Aczkolwiek, niektórzy mogą to krytykować, jako kartelizację systemu partyjnego. Jak wynika z liczb, wahania wyborcze na Litwie (zmienność) zmniejszają się trzeci raz z rzędu. Jeśli w roku 2000 i 2004 w wyborach do Sejmu prawie co drugi wyborca głosował na inną partię niż w roku 1996, czy w roku 2000, to w roku 2008 wskaźnik ten osiągnął 29 proc., a w roku 2012, według wstępnych danych, spadł do 25 proc.

Czy Wiktor Uspaskich jest „swingerem” politycznym?

Choć faktyczne znaczenie partii w nowym Sejmie wyjaśni się dopiero po drugiej turze wyborów, już teraz można przypuszczać, że socjaldemokraci mają największe szanse na to, by stać się największą frakcją sejmową. Po wyborach samorządowych w roku 2011, najwięcej merów w oraz najwięcej radnych w samorządach mianowano z ramienia socjaldemokratów. Znając charakterystyczne cechy lokalnej kultury politycznej, a także uwzględniając rolę prasy, opowiadającej się po stronie „lokalnych wodzów”, można się spodziewać, że sporo stanowisk polityczno-administracyjnych znajdzie się w rękach socjaldemokratów.

Z drugiej strony, socjaldemokraci nie będą czuli się zbyt swobodnie, jeśli w drugiej turze wyborów wzrośnie liczba kandydatów z ramienia Partii Pracy i konserwatystów. Jeśli zaś, na dodatek, dojdzie do porozumienia pomiędzy Partią Pracy, socjaldemokratami i partią „Porządek i Sprawiedliwość” w sprawie wzajemnego wspierania się w drugiej turze wyborów, wtedy będziemy mogli mówić o kolejnej zmianie władzy, do której dojdzie w wyniku kolejnych w miarę spokojnych wyborów sejmowych.

Układanka polityczna i teoretycznie, i uwzględniając obietnice wyborcze, powinna opierać się na najbardziej zbieżnych punktach programów i umowach liderów partyjnych. Dlatego też można się spodziewać koalicji socjaldemokratów z Partią Pracy i... najmniejszą spośród partii, które pokonały 5- procentowy próg wyborczy (za wyjątkiem partii „Droga Odwagi”), jeśli tylko pozwoli na to wystarczająca liczba głosów. Może to być Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (AWPL), bo dla najmniejszego działacza można dać najmniej stanowisk, wpływów itd.

Jeśli centrolewicowa koalicja rządząca zapragnie bardziej solidnej większości, to szeregi socjaldemokratów i Partii Pracy uzupełnią stronnicy Rolandasa Paksasa. Mówi się, że Wiktor Uspaskich może stać się tzw. „swingerem” politycznym, który pokazuje się jak z lewicą, tak też z prawicą, tym bardziej, że w szeregach partii konserwatystów może pojawić się parcie na to, by pozostać przy władzy, co by pozwoliło uniknąć przetasowań i utraty wpływów w biznesie i administracji.

Żądza władzy może konserwatystów drogo kosztować, ponieważ podejmując ryzyko zbierania plonów z niedawnym „wrogiem Nr 1”, można, powiedzmy, po pół roku zostać na lodzie, bez władzy i moralnie zdyskredytowanymi w oczach wyborców. Jednakże zakończenie postępowania w sprawie Partii Pracy może stać się kluczem do przyszłej koalicji. Pani Prezydent także, jak wiadomo, nie jest pasywnym obserwatorem politycznym. Zatem będzie naprawdę ciekawie. Ciąg dalszy nastąpi.

Mindaugas Jurkynas, jest adiunktem Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Wileńskiego

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt