Janczys: Wilk Wiktor i czerwony kapturek Dalia

 (8)
Przed nami jeszcze II tura wyborów parlamentarnych, ale na większe niespodzianki chyba próżno już czekać. Wygląda na to, że tym razem czekają nas rządy Partii Pracy i jej przywódcy milionera-przedsiębiorcy Wiktora Uspaskicha, który niczym wilk z bajki o Czerwonym Kapturku ma dziś chrapkę na rządzenie Litwą.
Janczys: Wilk Wiktor i czerwony kapturek Dalia
© DELFI (K.Čachovskio nuotr.)

Co prawda tym razem na drodze „wilka” ku rządzeniu stoi nasz blondwłosy „czerwony kapturek” Dalia. Dalia, która jak wiadomo nie pała miłością do przywódcy Partii Pracy. Starcie wydaje się być nieuniknione, wynik pozostaje nieznany. W naszej opowieści rządzą prawa polityki, które pomimo bajkowych analogii są o niebo bardziej okrutne. „Wilk” może „rozszarpać” „czerwonego kapturka”, który przez lata prezydentowania, tak samo jak poprzednik Adamkus, nie zrobił generalnie nic a nic. Oczywiście jeżeli nie brać pod uwagę wygłaszanych co roku prezydenckich orędzi, w których piętnowano korupcję, polityków... Ma rację bytu i inny wariant. Pani prezydent sprawi ostre lanie „wilkowi” z Kiejdan i jego partii, tryumfalnie dotrwa do zakończenia swojej kadencji i zapewne wystartuje w następnym wyścigu do prezydenckiego stołka. Tak czy siak my, wyborcy, na pewno nie będziemy się nudzili.
Na brak nudy nie będziemy mogli narzekać z jeszcze jednego powodu. Gospodarka ostatnio płata wszystkim mieszkańcom naszego globu przykrego psikusa, a co za tym idzie - i nam, mieszkańcom naszej pięknej Litwy. O czym mówię? Łatwo zgadnąć, oczywiście, że o wzroście cen na stacjach paliwowych, o wzroście cen na produkty spożywcze i na gaz, dostarczany nam z Matuszki Rosji.

Niestety znakomita większość mieszkańców Litwy, jeżeli oczywiście nie zaliczymy do tego grona garstki reprezentującej klasę wyższą, nie ma tyle pieniędzy, aby żyć wesoło i szczęśliwie obserwując polityczne show. Większość Litwinów, mówiąc „Litwinów” mam na myśli (ku zgrozie patriotów) również Polaków na Litwie, ma na karku problemy jak najbardziej prozaiczne. I bynajmniej nie są to problemy związane z tym, czy w Sejmie zasiada więcej o jednego lub o dwóch posłów reprezentujących polską partię, czy też narodową litewską. Wynagrodzenia stają się coraz bardziej skąpe, wzrost cen skutecznie hamuje popyt wewnętrzny, a emigracja nadal dziesiątkuje populację kraju. Wątpię, że przyszły rząd- bez względu na to, jakie partie polityczne go stworzą - da radę wyciągnąć kraj z gospodarczego bagna. Zadłużenie jest olbrzymie, wydatki na socjał również, a dochody budżetu mizerne. Słabą pociechą może służyć to, że z podobnymi problemami borykają się także sąsiednie kraje.

Wrócę na chwilę do politycznych zagrywek w przyszłym Sejmie. Polska społeczność na Wileńszczyźnie odniosła wspaniały sukces. Po raz pierwszy została pokonana 5-procentowa bariera wyborcza. Tryumf i zwycięstwo, z którego możemy się cieszyć i być dumni. Tyle, że drzemie w nim i pewne niebezpieczeństwo. Czy posłowie polskiej partii potrafią wykorzystać swój sukces? Czy może znowu skończy się na tym, że Polacy będą w opozycji do rządzącej koalicji? W opozycji, ramię w ramię z konserwatystami Kubiliusem i Landsbergisem? Mam nadzieję, że historyczny tryumf nie skończy się na historycznej klapie. Klapie, po której pozostanie tylko niesmak i zdziwienie: jak to w Sejmie byli nasi i znowu?...

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt