Janczys: Koko, koko, rząd ma nas głęboko

 (7)
Prezenter telewizyjny, błyskając fałszywym uśmiechem, grymasi i strzela w widzów niczym z karabinu maszynowego wiadomościami, faktami i informacjami ze świata i Litwy. I chociaż od dawna starannie olewam wszelkie wiadomości spreparowane przez TV, czasami pokusa staje się jednak zbyt duża.
Witold Janczys. fot. autora
Witold Janczys. fot. autora

A ponieważ, jak zwykł mawiać Oscar Wilde, jedynym sposobem na pozbycie się pokusy jest uleganie jej, więc wiele nie myśląc wolę ulec. Ostatnio wśród informacyjnego bełkotu moje dziennikarskie ucho wychwyciło kilka zdawkowych frazesów o tym, że Sejm Litwy forsuje ustawę, na mocy której wystartuje budowa nowej elektrowni atomowej w Wisagini. „Przesympatyczną” niespodziankę serwują parlamentarzyści Litwinom. Chociaż - o czym tu gadać! - wcale nie sympatyczną, a raczej przypominającą śmiertelny zastrzyk podawany choremu na wściekliznę psu. Zanim ktoś się połapie, co jest grane, dostanie kamień w postaci zaciągniętych przez Litwę na budowę elektrowni wielomiliardowych kredytów, na szyję i hopsa - w ocean nędzy i biedy.

Czytelniku, masz inne zdanie? Cóż, na tym polega demokracja, każdy może mieć swoje zdanie, czasami można z tym zdaniem obnosić się publicznie i nie bać się szykanowania, ale rząd czy to Litwy czy to Stanów i tak ma to zdanie głęboko…. gdzieś. Jeżeli komuś się wydaje, że się mylę i to drastycznie, polecam przyjrzeć się nieco bliżej historii sławetnego ojca-mściciela Drąsiusa Kedysa oraz dramatowi jego córki.

„Miła” historia, no nie? Tyle, że jej zakończenie jakoś wcale nie wygląda na szczęśliwe. Kedys is dead, Andrius Usas - posądzany o gwałt na córeczce Kedysa - upił się, następnie jadąc czterokołowcem wywrócił się i najzwyczajniej utonął… bo nie dał rady wydostać się z kałuży z wodą. Tymczasem, gdy wszyscy z zapartym tchem obserwowali lansowany przez władze i media dramat, polityczne elity, niczym zdolny kuglarz, dalej robiły swoje: i niebotyczne podatki, i afera z bankiem „Snoras”…

Teraz mamy też nowy - stary melodramat pod tytułem „Gnębieni Polacy na Litwie”. Najnowsza jego odsłona - akt wandalizmu na Rossie, wileńskiej nekropolii. Nieznani sprawcy dopuścili się ohydnego czynu - nabazgrali słupy Giedymina na Grobie Matki i Serca Marszałka Piłsudskiego. Na skutek wcale nie trzeba było zbyt długo czekać. Zawrzało w polskich sercach w Koronie i na Litwie, zaszumiało w głowach i niczym u porywczego Kmicica dłonie same szukają szabli...

Tymczasem zaś, za tym mydleniem oczu, Sejm Litwy robi swoje i przyjmuje Ustawę o atomowej elektrowni. I wszystkie kwestie związane z olbrzymimi podatkami czy ucieczką ludności z kraju jakoś znikają, jak znikły nadzieje Polski i Ukrainy na zwycięstwo w Mistrzostwach Europy w piłce nożnej…

No więc, Polacy i Litwini, nadal „Koko, Euro spoko", a może już „hasta la vista baby" - jak mawiał Arnold Schwarzenegger w roli Terminatora?

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt