Janczys: Egipska lekcja dla Grybauskaitė

 (9)
„Na placu jest coraz więcej ludzi. Są wściekli, że Pani po wydarciu władzy z łap Butkevičiusa i Uspaskicha powołała na premiera Kubiliusa” – wysapał doradca. Grybauskaitė przez chwilę wsłuchiwała się w coraz głośniejsze polsko-litewskie okrzyki tłumu. Wezbrała w niej złość. „Rozkazać policji rozpędzić te szumowiny! Niech wiedzą, że może na Litwie i jest demokracja, ale rządzi nie naród i Sejm, a prezydent” – chrapliwie rozkazała Grybauskaitė, sięgając po tajne akta z kompromitującą informacją na członków opozycji. W krzykach dochodzących z placu brzmiała już nie wściekłość, a złość i ból. Policja rozpoczęła pacyfikację…
Janczys: Egipska lekcja dla Grybauskaitė
© Reuters/Scanpix

I co, czytelniku? Wydaje Ci się, że jest to fikcja, która raczej pasuje do Grecji lub Egiptu, a nie do spokojnych i zazwyczaj apatycznych republik bałtyckich? Być może tak, ale obserwując ostatnie poczynania prezydent Litwy trudno nie mieć wrażenia, że Grybauskaitė szanuje tylko swoje własne zdanie, a wszyscy pozostali są dla niej tłumem. Tłumem, który należy krótko trzymać za mordę. Dalia Grybauskaitė pamięta z czasów studiów na radzieckich uczelniach, że hasła demokracji i tolerancji mają działać wybiórczo. W wyborach, w których do władzy doszła partia konserwatystów wszystko było cacy. Dziś, gdy wyborcy woleli Butkevičiusa i Uspaskicha – jest źle. Źle do takiego stopnia, że kandydaci na ministrów są osobiście weryfikowani przez panią prezydent – czy się nadają do władzy czy nie. Ciekaw jestem, jak sprawdzano samą Grybauskaitė, gdy zwyciężyła w wyborach prezydenckich. Na węch, a może na dotyk?

Zresztą, nowa historia Litwy ma za sobą kilka przykładów, gdy władze pokazały wyborcom, co tak naprawdę o nich sądzą. Jednym z takich przykładów jest historia prezydenta Rolandasa Paksasa, którego obalono i wykasowano z życia politycznego bez żadnych skrupułów. I nie ważne, że czyny zarzucane Paksasowi w świetle dnia dzisiejszego wyglądają nad wyraz blado. Także bez litości się rozprawiono z uczestnikami protestów przeciwko złej sytuacji gospodarczej w 2009 roku. Kary sądowe, mandaty i inne „przyjemne” niespodzianki, na jakie są skore litewskie sądy na dobre zniechęciły obywateli do jakichkolwiek protestów przeciwko władzy. Dobrze się natomiast czują przedstawiciele mniejszości seksualnych, którzy od czasu do czasu pod ochroną policji maszerują sobie ulicami Wilna domagając się większej tolerancji.

Ciekawa jest ta demokracja z menu, jaki serwuje Litwa swym mieszkańcom. Mogę zrozumieć taką demokrację, jaka ma miejsce w Egipcie, Grecji, Francji lub Wielkiej Brytanii. Wystarczy spojrzeć, jak Egipcjanie reagują na próby umocnienia władzy swego nowego prezydenta. Wczoraj agencja Reuters podała, że Mohammed Mursi opuścił pałac prezydencki w obliczu zamieszek, jakie trwają w jego okolicy. Demokracji po litewsku zrozumieć się nie da… Bo i jak? W ciągu ostatnich lat kraj, gorzej od dżumy, spustoszyła emigracja. Większe projekty gospodarcze są spalone. Zamiast raju gospodarczego jesteśmy europejską prowincją, o której Europejczycy wiedzą z kronik kryminalnej.

Kronik, w której regularnie wspomina się Litwinów i Polaków. Zamiast marzeń Wilna i Warszawy o gospodarczym podboju Europy mamy na razie exodus emigrantów i przestępców do Unii. I jedni, i drudzy walczą o lepsze warunki do życia. Tym, którzy zostali w kraju, władze każdego dnia udzielają lekcji pokory. Tyle, że udzielając owej lekcji i rząd, i prezydent wolą nie pamiętać o lekcjach z Aten, Paryżu, Londynu i Kairu.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt