Iškauskas: Katyń - łagodność Trybunału Europejskiego

 (1)
Wreszcie Europejski Trybunał Praw Człowieka z należytą uwagą rozpatrzył sprawę zbrodni katyńskiej. 16 kwietnia, po 72 latach, Trybunał w Strasburgu orzekł, że masowe morderstwo polskich oficerów i jeńców wojennych podczas II wojny światowej należy zakwalifikować jako zbrodnię wojenną.
Česlovas Iškauskas
Česlovas Iškauskas
© DELFI (A.Didžgalvio nuotr.)

Rosja, która w 1991 roku przejęła wszystkie prawa i obowiązki ZSRR, dopuściła się „nieludzkiego traktowania” wobec rodzin ofiar katyńskich i złamała dwa artykuły Europejskiej Konwencji Praw Człowieka przyjętej w 1950 roku.

Jednocześnie Trybunał stwierdził, że nie może dokonać oceny rosyjskiego śledztwa w związku z brakiem wymaganych dokumentów z Moskwy, oświadczył też, że Rosja nie wykazała należytego szacunku i współczucia wobec bliskich ofiar. Jednocześnie Trybunał w Strasburgu orzekł, że Rosja nie ponosi odpowiedzialności za dokonaną zbrodnię.
Dziennik „Gazeta Wyborcza” cytuje moskiewski dziennik „Moskowskije nowosti”, który twierdzi, że sprawa zbrodni katyńskiej to kolejne zawody piłki nożnej pomiędzy Rosją a Polską.

Salomonowy werdykt sądu

Nawet tak „łagodny” wyrok Trybunału w Strasburgu stał się możliwy dopiero wtedy, gdy bliscy ofiar zbrodni katyńskiej zaapelowali do Strasburga, by uznał, że Rosja złamała prawa Konwencji Europejskiej, do której dołączyła się w 1998 roku. Po pierwsze, Rosja złamała art. 38, nie ujawniając kopii dokumentów w sprawie umorzenia śledztwa w 2004 roku, a także art. 3, który zakazuje „tortur oraz nieludzkiego i poniżającego traktowania” jeńców. Rosja została zobowiązana do pokrycia kosztów sądowych w wysokości 6500 euro.

Rosyjski historyk, politolog Oleg Nemenski twierdzi, że decyzja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest podobna do wyroku wschodnich mędrców – obie strony są zadowolone i mogą ogłosić swoje zwycięstwo. Przecież sąd się nie pokwapił, by rozpatrzyć istotę sprawy, lecz jedynie ograniczył się do uwag na temat lekceważącego stosunku rosyjskich sądów do polskich roszczeń. Nawet to, że zabójstwa zostały nazwane zbrodnią wojenną, nic nie zmienia: jeszcze podczas procesu w Norymberdze w ten sposób zakwalifikowano wszystkie morderstwa czasów wojny oraz likwidację jeńców wojennych.

W 1990 roku Michaił Gorbaczow i Borys Jelcyn uznali winę ZSRR i Józefa Stalina, choć nie uznali masowego mordu za ludobójstwo. A przyznane kwoty odszkodowań na pokrycie kosztów sądowych są po prostu śmieszne.
Ministerstwo Sprawiedliwości Rosji od razu więc po ogłoszeniu wyroku oświadczyło, że wyrok Trybunału był satysfakcjonujący dla strony rosyjskiej, więc nie zamierza się od niego odwoływać. Pozostaje tylko moralna odpowiedzialność, jednakże Rosja też nie ma zamiaru nią sobie zaprzątać głowy. To nie jest łatwe – przyznać prawdę tak, by nie przynosiło to ujmy dumie narodowej. Rosja nie jest wcale osamotniona w tej dziedzinie: działalność wielu dyktatorów na świecie zakwalifikowano później jako zbrodnie wobec ludzkości.

Przedstawiciel niemieckiej fundacji EVZ „Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość” (http://www.stiftung-evz.de, założona 12 sierpnia 2000 r.), Erich Munke mówi, że dopiero wtedy, gdy narody zrozumieją swą zbiorową odpowiedzialność, będzie można iść do przodu. „Przecież ta wina siedzi gdzieś w środku nas i gryzie. Trzeba ją wypowiedzieć, oddalić, wypchnąć, inaczej zepsuje nam całe życie”, - mówi historyk.

Zamykają się mury Kremla

Jednakże rosyjscy historycy i propagandziści nadal negują tożsamość winowajców zbrodni katyńskiej. Półtora roku temu w jednej z audycji telewizyjnych, deputowany rosyjskiej Dumy z ramienia frakcji komunistów, Wiktor Iliuchin (zmarł przed rokiem, w wieku 63 lat) w emocjonalny sposób komentował materiały nadesłane przez anonimowego funkcjonariusza służb bezpieczeństwa o słynnym liście Ławrientija Berii do Józefa Stalina, w którym wysunięto propozycję skazania na śmierć ponad 20 tys. polskich oficerów i jeńców wojennych.

Pismo zostało zatwierdzone przez Biuro Polityczne KC partii, a uchwałę podpisał sam Stalin. Na podstawie odpisu 13. protokołu postanowiono zlikwidować 14 tys. więźniów z obozów w zachodniej Białorusi i Ukrainie, a także 11 tysięcy polskich oficerów, policjantów, urzędników, rolników i innych „elementów kontrrewolucyjnych”. Jeńców z obozu w Kozielsku rozstrzelano w lesie katyńskim. Z pisma, które w 1959 roku do Nikity Chruszczowa wysłał przewodniczący KGB Aleksander Szelepin, wynika, że zamordowano ok. 22 tys. Polaków.

Jednakże w programie telewizyjnym Wiktor Iliuchin udowadniał, że trzy strony z protokołu są napisane na jednej maszynie, zaś czwarta strona (z podpisem Stalina) już na innej, co doprowadza go do wniosku, że podpis mógł być sfałszowany. Deputowany twierdził też, że również pakt Ribbentrop-Mołotow został sfałszowany, jak również tajne protokoły.

Takie wyjaśnienia są nie tyle śmieszne, co groźne. Po pierwsze, obstrukcja niektórych rosyjskich historyków i polityków w kwestii ujawnienia wszystkich dokumentów związanych ze zbrodnią katyńską wskazuje na kompleks niższości Rosji: skoro rzekło się A, to trzeba też powiedzieć B. „Gazeta Wyborcza” pisze, że Polska nie potrzebuje skruchy Moskwy, nie potrzebuje też przyznania się Rosji do popełnienia zbrodni.

Moskwa powinna jednak sama przed sobą przyznać się do zbrodni reżimu komunistycznego, gdyż przecież z ręki Stalina i jego pachołków ucierpiało wielu Rosjan. Jednakże obecnie tę odpowiedzialność przyjmuje się połowicznie. A to wprowadza zamęt do relacji polsko-rosyjskich.

Uczestnicy konferencji organizowanej na Uniwersytecie Wileńskim „Stosunki Polski i Rosji po drugim Katyniu” (chodzi o smoleńską tragedię sprzed dwóch lat) mówią, że polityka pragmatyzmu eliminuje aspekt moralny w relacjach obu państw. Zastępca prezesa moskiewskiego stowarzyszenia Memoriał, Nikita Pietrow, twierdzi, że po tragedii miało nastąpić ocieplenie w stosunkach obu krajów, które jednak zderzyło się z murem kremlowskim, za którym dominują bariery ideologiczno-historyczne, niepozwalające na ujawnienie wszystkich zbrodni stalinowskich oraz uzupełnienie pragmatyzmu politycznego o zadośćuczynienie moralne. Podczas prywatnej rozmowy historyk powiedział, że właśnie te kompleksy władzy rosyjskiej sprawiały, że on sam czuł się niezręcznie jadąc do krajów bałtyckich.

Wartość zasad moralnych,/strong>

Analityk Tomas Vaiseta po tej dyskusji rozważał, jakie odniesienie ma temat Katynia i Smoleńska do Litwy. Dziwne, pisał, że po otwarciu śluzy dla ocieplenia relacji pomiędzy Rosją, Polską a Litwą nie ruszyły się one z miejsca, a te z Warszawą nawet się pogorszyły. Powstaje wrażenie, że Wilno jak gdyby wcale nie chce przejaśnienia na linii Warszawa – Moskwa. Rosja, ze względów pragmatycznych, nie tylko obserwuje, lecz i docenia coraz większe znaczenie Polski w Unii Europejskiej, a Wilno sądzi, że to jest skierowane przeciwko Litwie.

Wiadomo, winę ponoszą nie tylko Litwini. Przestrzeń kulturową w regionie UPB (Ukraina, Polska, Białoruś) współtworzy czwarty gracz – Rosja, a Litwa w tej sytuacji tylko podaje piłkę. Litwa musi to zrozumieć oraz kształtować relacje z sąsiadami identyfikując się jako część niesłowiańskiej przestrzeni kulturowej i ideologii. A Katyń – 1 i Katyń – 2 pozostaną moralną dominantą tych relacji.

Nikita Pietrow podczas konferencji wspomniał, że film Andrzeja Wajdy „Katyń” był dwa razy transmitowany w telewizji rosyjskiej, przez co trafił do świadomości Rosjan. Jednakże ten przebłysk natychmiast zgasł, gdy rosyjskim szowinistom udało się przekonać Kreml, by nie nagradzał „polskiego rusofoba” za ten wspaniały film.

To był jeden z pierwszych znaków, że w kwestii relacji polsko-rosyjskich Kreml robi krok do tyłu” – powiedział moskiewski historyk.
Litewska elita powinna mieć na uwadze owe prądy i perypetie oraz kształtować swoje stosunki z sąsiadami na bazie podstawowych zasad moralnych i historycznych.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt