Integracja Polaków litewskich vs. asymilacja

 (24)
W ciągu ostatniego roku w relacjach Litwy i Polski bardziej pozytywne akcenty zaobserwowano na płaszczyźnie kulturowej, sprzyjały temu takie wydarzenia, jak obchody 100-lecia urodzin poety Czesława Miłosza czy 100-ej rocznicy śmierci kompozytora, malarza Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa.
Vilius Ivanauskas
Vilius Ivanauskas
© DELFI (A.Didžgalvio nuotr.)

Uroczystości odbyły się w Wilnie i w Warszawie. Miały miejsce również inne wydarzenia kulturalne, dyskusje w środowisku intelektualistów, obrazujące dziejowe stykanie się cech kulturowych i symbolizujących obydwa społeczeństwa, które wyróżniają występujące w nich podobieństwa tożsamości oraz tzw. kolce. Ton zaczepny, pod adresem sąsiadów, występujący w retoryce politycznej, łatwo przeistacza się w atak, a społeczeństwa pogrążają się w matni przedwojennych stereotypów. To właśnie problem tożsamości stał się kwestią zasadniczą obustronnych relacji.

Integracja Polaków litewskich vs. asymilacja. Ograniczanie oświaty Polaków na Litwie - to stwierdzenie, wysunięte przez lokalnych Polaków, popiera Polska i neguje Litwa. Litewska Ustawa o Oświacie odzwierciedla pogląd części polityków, zgodnie z którym zwiększenie liczby godzin wykładowych języka litewskiego pomoże miejscowym Polakom lepiej przygotować się do studiowania w języku państwowym, a przez to ułatwi integrację z litewskim społeczeństwem, i uzyskanie statusu konkurencyjnych obywateli. Argumenty inicjatorów powtórzyło następnie wielu wpływowych polityków, chociaż część tych także argumentów powtórzono w odpowiedzi na oskarżenia miejscowych Polaków i polityków Polski.

Warto spojrzeć na to zagadnienie z punktu widzenia zarządzania. Po pierwsze, politycy litewscy byli oskarżani o próbę narzucenia sposobu, w jaki Polacy mają integrować się, a to zahacza o naruszenie praw mniejszości narodowych. Jest trochę logiki w sceptycznym podejściu do jednostronnej decyzji pt. „my wiemy, jak ci pomóc”. Wszak, na przykład, w biznesie, gdy się wchodzi na rynek, zazwyczaj bada się preferencje użytkowników oraz analizuje, w jaki sposób należałoby nawiązywać dialog. Wstępnego schematu dialogu, tak samo jak i przejrzystych sondaży, nie sporządzono. Wskutek tego, nie przypadkowo politycy obu stron uzyskali zbyt dużą swobodę w manipulowaniu nastrojami społeczeństwa, co z kolei prowadzi do oporu wzajemnego skłócenia oddzielnych grup narodowych, pomnażania stereotypów itd. Przecież oczywiste jest, że społeczności polskiej najbardziej przeszkadza przepis dotyczący ujednolicenia w 2013 r. egzaminu z języka państwowego dla uczniów szkół litewskich i mniejszościowych. Konsensus, który obecnie się pojawił, i zgodnie z którym należy wydłużyć okres przejściowy, prawdopodobnie jest dowodem na to, że tzw. ostre kąty mogły być poddane szlifowi już wcześniej i tym samym dało by się uniknąć przynajmniej części eskalowanych obecnie problemów. Czy potraktujemy to jak lekcję na przyszłość? Oczywiście, sytuację nieco komplikował fakt, iż politycy litewscy tak i nie osiągnęli porozumienia w temacie, które grupy społeczne danego regionu, czy też organizacje, mają być traktowane jako „gospodarze” tego problemu, od początku nie powiodły się próby podjęcia konstruktywnego dialogu z AWPL, innego także nie nawiązano.

Po drugie, podkreślanie faktu wzajemności, że również w Polsce mniejszość litewską obowiązują podobne zasady, nie prowadzi bezpośrednio do konieczności wdrażania w pierwszej kolejności języka państwowego, przecież początkowo można by poruszyć kwestię nie tylko języka państwowego, lecz i kwestię zapewnienia możliwości posługiwania się językiem ojczystym w tych państwach. Po trzecie, ustawa ta wzbudziła została przyjęta w czasie, gdy jeszcze nie opadło rozczarowanie Polaków (którzy być może wciąż mieli nadzieję) w sprawie używania liter ich alfabetu w dokumentach i nazwach ulic. Ów chronologiczny zbieg okoliczności stworzył warunki do jeszcze większej eskalacji niezadowolenia z powodu ingerencji w tożsamość miejscowych Polaków.

Kwestie te, związane z zarządzaniem wewnątrzpaństwym, przenoszone są także i na płaszczyznę polityki tożsamościowej. W jakim stopniu etniczny patriotyzm polski może pokrywać się z obywatelskim patriotyzmem litewskim? Czy jesteśmy w stanie zaproponować taki typ patriotyzmu obywatelskiego, w którym mniejszości narodowe czułyby się dobrze, a swoją etniczną swoistość mogłyby zintegrować z tożsamością, w szerszym tego słowa znaczeniu, w której część mitów, wartości oraz kierunków stałaby się dobrem wspólnym miejscowych Litwinów, miejscowych Polaków, miejscowych Rosjan i przedstawicieli innych narodów? Idealny przykład takiej kompatybilności przedstawił Czesław Miłosz w tożsamości “litewskiego Polaka”, gdzie różnice językowe nie są przeszkodą dla litewskości. Być może litewskość postrzegana jest przez pryzmat tożsamości WKL, kiedy, chcąc się poczuć Litwinem, w kontekście obywatelstwa, nie trzeba koniecznie mówić po litewsku, ale ważne jest, by kojarzyć siebie z tym terytorium, jego suwerennością oraz instytucjami.

Historyk Rimantas Miknys upatruje w tym szansę dla tożsamości litewskich Polaków, z utrzymaniem której miejscowi Polacy mają niestety coraz większy kłopot: coraz powszechniej przyjmowana jest linia pt. „Polacy na Litwie”. Być może odpowiedź na to pytanie, z historycznego punktu widzenia, znajdziemy w studiach pani historyk Vitalii Stravinskienė, które właśnie się ukazały i dotyczą kwestii powojennej repatriacji miejscowych Polaków do Polski. Historyk ukazuje okoliczności, w jakich z ówczesnej Litewskiej Republiki Radzieckiej wyjechało ok. 190 tys. litewskich Polaków – praktycznie cała elita, inteligencja, nauczyciele, pozostała tylko robotnicza oraz rolnicza część społeczeństwa. A wszak to właśnie elity budują i pielęgnują tożsamość. Patrząc na współczesność i oceniając niedawne głosy niezadowolenia liderów litewskich Polaków, nasuwa się pytanie i o skuteczność polityki w stosunku mniejszości narodowych realizowanej przez Litwę.

Przewodniczący Rady Wspólnoty Mniejszości Narodowych Vitalijus Karakorskis podkreśla zjawisko próżni w tej kwestii, które sprzyja ingerencji innych państw: „Efektem obecnej polityki jest to, że rosyjską mniejszość narodową oddaliśmy w ręce ambasady rosyjskiej, a polską – w ręce ambasady Polski. Gdyby na Litwie była ambasada Izraelu, prawdopodobnie również Żydzi zostaliby przekazani w jej ręce. Nie ma nic złego w tym, że ambasady obcują i wspierają swoich rodaków. Tymczasem nie powinny one formować ich programów. Na Litwie niestety mamy do czynienia właśnie z tym zjawiskiem, ponieważ własne państwo nie zwraca na nich uwagi.”3 W rzeczywistości powinniśmy zastanowić się, co możemy zrobić lepiej w kwestii polityki mniejszości narodowych i w kwestii rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.

Wyjątkowo czułym punktem jest kwestia mniejszości polskiej – w każdym bądź razie, zniwelowanie różnic kulturowych między Polakami z Litwy i Polakami z Polski należy uznać za porażkę Litwy. Kto jest odpowiedzialny za to, że do tego doszło? Z ust odpowiedzialnych polityków słychać jedynie głosy, że interesów wschodniej i południowo-wschodniej Litwy nieproporcjonalnie broni Polska lub za bardzo „tutejsze” organizacje mniejszości narodowych (czyt. przemówienie Vytautasa Landsbergisa)4. Można by było zapytać zatem, czy ze strony innych partii politycznych, czy też instytucji państwowych, litewskim Polakom udzielono wystarczająco „serca i uwagi”, czy też odwrotnie – pozostawiono lukę, z której korzystają inne siły.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt