Girnius: Polityka zagraniczna Prezydent RL – jechać czy nie jechać?

 (6)
W ubiegłym tygodniu politolodzy i analitycy zastanawiali się nad tym, czy Dalia Grybauskaitė
ma pojechać na Ukrainę na spotkanie z Prezydentem Wiktorem Janukowyczem i czy tego rodzaju wizyta będzie korzystna dla Litwy.
Kęstutis Girnius
Kęstutis Girnius
© DELFI (Š.Mažeikos nuotr.)

Prezydent RL udała się na Ukrainę, spotkała się z więzioną obecnie byłą premier Ukrainy Julią Tymoszenko i oświadczyła w rozmowie z Janukowyczem, że jego obecna polityka oddala Ukrainę od Zachodu. I niebo się nie zawaliło.

Sporo uwagi poświęca się spotkaniom Prezydent z politykami z zagranicy, czy też jej decyzjom związanym z odrzuceniem zaproszenia. „Polityka podróży” (jeśli można to tak ująć) jej poprzedników nie wzbudzała aż tyle kontrowersji. Algirdas Brazauskas w ogóle niewiele podróżował, a wizyty Adamkusa – ani częste wyjazdy do Tbilisi, ani odmowa udziału w obchodach rocznicy zakończenia II wojny światowej w Moskwie w 2005 r. - nie wzbudzały tak wiele kontrowersji. Nie można tego powiedzieć o decyzjach podejmowanych przez obecną Prezydent.

Odpowiedzialność za rozgłos wokół wymienionej kwestii ponosi sama Prezydent. Chodzi o to, że nigdy nie wyjaśniła szczegółowo głównych założeń uprawianej przez siebie polityki zagranicznej. Nie uzasadniała także szerzej swoich decyzji, w wyniku czego jej podróże stały się wyjątkowym materiałem wykorzystywanym do zrozumienia uprawianej przez nią polityki zagranicznej.

Zaskakujące było odrzucenie przez Dalię Grybauskaitė zaproszenia Prezydenta USA Baracka Obamy na spotkanie mające odbyć się w Pradze w 2010 r. Z reguły nie unika się spotkań z sojusznikami, a nieoficjalne wyjaśnienia – że Prezydent obawiała się, iż Obama zamierza ogłosić niekorzystne dla Litwy decyzje, – nikogo nie przekonały, tym bardziej, że USA nie podjęły żadnych kroków mogących zaszkodzić Litwie.

Przed miesiącem Prezydent odrzuciła zaproszenie Prezydenta Bronisława Komorowskiego, by razem z Prezydentami Estonii i Łotwy omówić kwestie dotyczące przygotowywanego szczytu NATO w Chicago. Również i tym razem tłumaczeń - iż kwestie te dawno zostały omówione- trudno nazwać szczytem dyplomacji. Decyzja została wymierzona nie w jednego, lecz w trójkę sojuszników. Stanowisko Dalii Grybauskaitė poparli Vytautas Landsbergis oraz Česlovas Juršėnas.

Grybauskaitė skrytykowano za to, że już w ciągu pierwszych lat swojej kadencji, najpierw w Wilnie, a następnie pod koniec 2010 r. (gdy zbliżały się wybory prezydenckie na Białorusi) w trakcie swojej wizyty w Mińsku, nieoficjalnie spotkała się z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką. Za każdym razem zarzucano jej, że w ten sposób popiera dyktatora. Wówczas krytyka była nieuzasadniona. Rola głowy państwa wymaga rozmów nie tylko z nieskazitelnymi demokratami, lecz też z osobami, których „nigdy nie zaprosiliby do siebie do domu”.

Brutalne rozprawy władz Białorusi z opozycją oraz demonstrantami ostatecznie przekreśliły wszelkie nadzieje na to, że uda się Aleksandra Łukaszenkę zwrócić w kierunku poszanowania praw człowieka. Jednakże takiej reakcji Aleksandra Łukaszenki nie można było przewidzieć.
Wizyty oraz podróże Prezydent nabrały większego znaczenie po części dlatego, że Litwa nie dysponuje środkami, by móc w jakikolwiek sposób wpływać na inne kraje – nie ma ani kija, ani marchewki. Litwa nie jest krajem bogatym - nie stać jej na udzielenie wsparcia finansowego innym państwom, a tym bardziej nie może zagrozić, że zaprzestanie tego typu wsparcia w przypadku nieodpowiedniej polityki tego państwa. Znaczenie naszej dyplomacji również jest skromne – sami nie bylibyśmy w stanie zbojkotować innego kraju, należałoby poprosić o wsparcie jakieś bardziej wpływowe państwo.

Nie posiadamy nie tylko możliwości, ale też skutecznych środków nacisku. Wątpię, byśmy byli w stanie przyciągnąć czy też odstraszyć jakiś kraj, który wstępuje do NATO czy UE, oświadczeniem, iż nie podzielimy się swoim doświadczeniem w tym temacie.

Litwa ma większe możliwości manewru wyłącznie wewnątrz struktur NATO i UE, ponieważ posiada prawo weta w ważnych kwestiach. Jednak w normalnych warunkach nie może skorzystać z tego prawa, gdyż zagrażałoby to jedności tych organizacji - taki krok odizolowałby Litwę i na dłuższą metę mógłby jej zaszkodzić. Zresztą jeżeli państwo nie jest w stanie przekonać nawet jednego sojusznika do poparcia swej pozycji, wówczas zachodzi bardzo duże prawdopodobieństwo, że się ono po prostu myli.

Litwa nie posiada skutecznych środków oddziaływania, dlatego w tej sytuacji symboliczne gesty czy kroki nabierają szczególnego znaczenia.

Decyzja Prezydent o odmowie spotkania z którymkolwiek z przywódców zagranicznych niejako wyraża niezadowolenie Litwy polityką uprawianą przez dane państwo. Przyjęcie zaproszenia zaś, zwłaszcza gdy zostaje wystosowane przez państwo, które nie wyznaje wartości demokratycznych, interpretowane jest, jako gest grzeczności lub przynajmniej sygnał, że jeszcze istnieje nadzieja wywarcia jakiegokolwiek wpływu na ów kraj.

Istnieje też inne uzasadnienie, dlaczego podróżom polityków poświęca się tak wiele uwagi. Decyzje Prezydent są trudne do przewidzenia (kto przewidział, że nie pojedzie do Pragi?) i nie towarzyszy im odpowiednie uzasadnienie. Niebagatelne znaczenie ma fakt, że Dalia Grybauskaitė nie przedstawiła społeczeństwu koncepcji swej polityki zagranicznej. Wiemy, że dąży do zacieśnienia więzi z UE, zwłaszcza z krajami Skandynawii oraz Niemcami, że neguje aspiracje Litwy w kwestii zajęcia pozycji lidera w regionie, że sceptycznie odnosi się do Gruzji? Lecz na jakiej podstawie ? Jak sobie wyobraża relacje Litwy z USA ? Z Polską? Z Łotwą? I w ogóle, w jaki sposób Prezydent wyobraża sobie miejsce i rolę Litwy w świecie?

Wcześniej sceptycznie oceniałem krytyków, którzy się domagali, by Prezydent przedstawiła społeczeństwu swoją wizję Litwy, wyjaśniła, jak ją sobie wyobraża. Grybauskaitė nie jest bowiem tym człowiekiem, którego obchodzą wizje oraz towarzyszący im patos. Jaki jest pożytek z atrakcyjnie zaprezentowanej wizji, jeśli pozostaje ona niezrealizowana i nie wpływa na codzienną politykę państwa?

Przyznaję, moja wcześniejsza obojętność była nieuzasadniona. Przydałaby się jakaś wizja i koncepcja, ponieważ pomogłaby zrozumieć cele i posunięcia Prezydent oraz zachodzące między nimi współzależności, co chce za ich pomocą osiągnąć oraz jaką logiką kieruje się Prezydent w swych decyzjach.

Jasno sformułowana koncepcja przydałaby się również samej pani Prezydent, ponieważ nakreśliłaby ramy myślenia oraz pole manewru. Przykładowo, skoro zależy jej na dobrych stosunkach z Estonią i Łotwą, wówczas być może należało jednak przyjąć zaproszenie Komorowskiego i udać się do Warszawy, mimo iż nie ma innej realnej możliwości, aby dać Polsce do zrozumienia, że mamy już dość ciągłych i nieuzasadnionych zarzutów w kwestii polskiej mniejszości narodowej. Być może w tym wypadku przyjęto by zaproszenie Komorowskiego.

Rozumiem, że wszystko nie jest takie proste. Powiedzmy, pojawiłyby się głosy, że Łotwa ostatecznie ulega wpływom Rosji, toteż nie należy z nią uzgadniać polityki energetycznej, albo że USA zbytnio ingeruje w wewnętrzne sprawy Litwy. Takich stanowisk nie można upubliczniać. Ponadto, świat nie jest czarno-biały, rozwój wypadków jest nieprzewidywalny (kto przewidział kryzys finansowy USA i w strefie euro czy też rozwój międzynarodowego dżihadyzmu), dlatego też czasem potrzebne są nagłe i niezwykłe posunięcia, niezależnie od głoszonych zasad.

Niemniej jednak koncepcja przydałaby się, zarówno przy definicji polityki zagranicznej, jak i przy jej realizacji oraz wyjaśnianiu. W przeciwnym razie nadal pozostanie nam interpretacja polityki Litwy przez pryzmat podróży polityków, podobnie jak niegdyś badacze polityki ZSRR śledziły śledzili, w jakiej kolejności poszczególni członkowie Biura Politycznego zajmowali miejsca na trybunie honorowej w czasie obchodów rocznicy Rewolucji Październikowej. Równie dobrze możemy czytać horoskopy...

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt