Drukteinis: Ławrynowiczom nie wypada kandydować, a co z Sabonisem?

 (5)
Listy wyborcze kandydujących do Sejmu znów wzbudzają emocje i skłaniają do bicia na alarm. Ponownie wyłażą ze swych nor byli agenci KGB (kiedy oni wreszcie powymierają?), po raz kolejny osoby karane ubiegają się o immunitet poselski (kiedy ich wreszcie wsadzą za kratki?) i znów do udziału w wyborach kuszą sportowcy i piosenkarze (kiedy wreszcie załapią, że ich imiona wykorzystują jedynie ciemne moce?).
Drukteinis: Ławrynowiczom nie wypada kandydować, a co z Sabonisem?
© DELFI (K.Čachovskio nuotr.)

Tak zwani weterani polityki, których nie dziwi już ironia tej terminologii, smutno kiwają głowami i leją krokodyle łzy: że do Sejmu znów wkraczają showmani, że ludzie znów wybiorą „nie tych, co trzeba”, a Sejm ponownie zamieni się w cyrkową arenę. Inni politycy próbują kijem zawrócić rzekę i otworzyć narodowi oczy: posłami powinni być tylko prawnicy, ekonomiści, naukowcy, przedsiębiorcy, lekarze, dyplomaci oraz inni specjaliści różnych dziedzin (za wyjątkiem duchownych, których z jakiegoś powodu nikt nigdy nie wymienia), no i oczywiście oni sami – tzw. profesjonalni politycy (musicie przyznać, że ta ostatnia kategoria zawsze brzmi nieco mętnie). Do tego niedbale rzucone wyrażenie „powinni być”, które w swej istocie jest absolutnym zaprzeczeniem podstawowego prawa konstytucyjnego każdego obywatela Litwy – prawa kandydowania do Sejmu, które (jeśli oczywiście tylko tego zapragnie) posiada nawet najgłupszy sportowiec na Litwie.

Każdy amerykański uczeń wie, że niezależnie od nazwiska, jakie nosi, koloru skóry, czy wyznania, teoretycznie ma wszelkie szanse na to, by zostać prezydentem USA – najlepiej to oddaje przykład Baracka Husseina Obamy. Ta wiedza jest źródłem potęgi amerykańskiego patriotyzmu oraz świadomości obywatelskiej. Z kolei na Litwie nawet człowiek dorosły wie, że jego chęć czy nawet realne starania, by choćby trafić do Sejmu, zostaną odebrane jako „głupota”, a on sam, w najlepszym wypadku, zostanie okrzyknięty „pajacem”.

Bracia Ławrynowiczowie chcą się dostać do Sejmu? Politolodzy obruszyli się – jeśli nawet Ławrynowiczowie nie są skorumpowani, to na pewno są głupi, a tak w ogóle są marionetkami w czyichś brudnych łapach. Žydrūnas Savickas chce się przerzucić z podnoszenia ciężarów na pisanie projektów zmian ustaw? Jeszcze w roku 2008 napisano żartobliwie: czy ktoś mógłby sobie wyobrazić Žydrūnasa Savickasa w Sejmie, przeglądającego setki poprawek do ustawy, załączników, okólników, wniosków prawnych oraz zgłębiającego wersje porównawcze ? Z jakiegoś powodu bardzo łatwo możemy go sobie wyobrazić przewalającego pniaki, ale już nie widzimy go przy papierach wyprodukowanych z tego samego materiału...

Być może faktycznie ten strongman śmiesznie wyglądałby w Sejmie, ale jeśli się dobrze zastanowić, to który z obecnych posłów wygląda tam poważnie?

Bracia Ławrynowiczowie nie pokończyli szkół ani kursów poselskich? A który z byłych czy obecnych parlamentarzystów taką szkołę czy kurs ukończył? Zatem czy stanowi problem fakt, że Žydrūnas Savickas ponownie kandyduje do Sejmu? Kto wie, może to właśnie on obali ten obłąkany system biurokratyczny, a papiery, które do niego trafią, zwyczajnie odda na makulaturę. Państwo upadnie? „Rządzenie państwem to nie dłubanie w nosie” - tak niegdyś straszył lud sam minister bezpieczeństwa publicznego ZSRR Wiktor Abakumow. Ministra zastrzelono, a to państwo nie upadło jeszcze przez kolejne 40 lat.

Swoją drogą ciekawe, jak by zareagowali litewscy politolodzy i eksperci od opinii publicznej, gdyby Arvydas Sabonis również postanowił kandydować do Sejmu? Domyślam się, że tego rodzaju oświadczenie koszykarza sprawiłoby, że wielu futurologów znalazłoby się w bardzo niewygodnej sytuacji. Z jednej strony, to koszykarz, czyli automatycznie za głupi, by decydować o zmianie ustawodawstwa budżetowego w kraju, z drugiej strony – w końcu legenda, autorytet, działacz społeczny, zatem i krytykować go nie wypada...

Jeśli się tak zastanowić, to łatwa jest praca politologa – podobnie jak synoptyka. Oceniasz, przewidujesz, wypowiadasz się, a odpowiedzialności za swoje przepowiednie nie ponosisz żadnej.
Nie może zresztą być żadnej odpowiedzialności. Bo to, czy ktoś zostanie wybrany do Sejmu, czy też nie, zależy od proroctwa politologów w najmniejszym stopniu.

Największym urokiem demokracji nie jest to, że dziś możemy WYBRAĆ każdego. Większą zaletą jest to, że my możemy NIE WYBIERAĆ tego, kogo nie chcemy.

Ostatnie 20 lat historii Litwy pokazało, że prezydentami państwa czy posłami nie zawsze zostawali ci, którzy, jak się wydawało, chcieli i powinni byli nimi zostać. A zatem jeśli naród będzie chciał widzieć w tych funkcjach Žydrūnasa Savickasa czy braci Ławrynowiczów, to nic tu nie pomoże wściekłość czy kpiny profesjonalnych polityków (zwłaszcza, gdy nie można będzie oskarżyć nowych członków Sejmu o manipulowanie świadomością narodu, ponieważ twórcy obecnej ordynacji wyborczej i ustaw pochodnych zrobili wszystko, by te wybory były jak najbardziej ponure i nudne).

Bo to nie politolodzy i nie elity polityczne wskazują narodowi, który kandydat powinien zwyciężyć, a który z kolei nie powinien wygrać – to naród sam decyduje o tym, kogo wybrać do Sejmu i dzięki Panu Bogu za to.

Dlatego też wierzę, że architekci tego Państwa Litewskiego mają wszystkie powody do dumy z tego, że stworzyli nam państwo, w którym każdy obywatel – aktor, atleta, czy też tancerz może zostać posłem w Sejmie. A także prezydentem Litwy - jeśli tylko oczywiście bardzo mocno tego zapragnie.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt