Drozd: Z dziejów moskiewskiej dyplomacji- Amanat, przyjaźń utwierdzana zakładnikami

Jedną z cech szczególnych rosyjskich kontaktów dyplomatycznych oraz stosunków z sąsiednimi plemionami koczowniczymi w epoce nowożytnej, było uzyskiwanie dodatkowych gwarancji zabezpieczających postanowienia zawieranych z nimi traktatów. Skutecznym „narzędziem” w rękach rosyjskich okazało się w tym względzie, „pobieranie” od miejscowych plemion, zakładników, którzy mieli gwarantować swą wolnością i życiem, spokojne dotrzymanie warunków danej umowy. Takowych zakładników określano arabskim mianem amanat, lub rosyjskim słowem zakład.
Drozd: Z dziejów moskiewskiej dyplomacji- Amanat, przyjaźń utwierdzana zakładnikami
© Reuters/Scanpix

Zakładników wybierali spośród siebie tubylcy, by następnie przekazać ich władzom rosyjskim. A te – dosyć skutecznie – realizowały w ten sposób swe cele. Jeden z nich został zakreślony w liście do carycy Katarzyny II przez gubernatora Astrachania Piotra Kreczetnikowa.

Pisał on, że „Ucząc zakładników rosyjskiego, cywilizując ich i zniechęcając do barbarzyńskich zachowań, w krótkim czasie osiągniemy to, że zakładnicy nie będą nam potrzebni, a barbarzyńcy nawrócą się na chrześcijaństwo”. Drugim było unaocznienie symboliki rosyjskiej zwierzchności nad tymi ludami. Zgoda na ich dostarczenie równała się utracie suwerenności, i było to widoczne już w rosyjskiej korespondencji odnoszącej się do lokalnego wodza. Stawał się on bowiem „poddanym w służbie władcy i przekazywał syna z prawego łoża jako zakładnika”, lub też był zmuszony „złożyć przysięgę na wierność i dać zakładnika”. Jak widzimy, sama przysięga wierności nie wystarczała władzom rosyjskim i domagały się one dodatkowego zabezpieczenia umów. W tym wypadku, znaczenie miała także „jakość” danego zakładnika. Dążono do tego, by byli to członkowie najznamienitszych rodów i rodzin danej społeczności (np. synowie lub bracia lokalnego władcy), a urzędnicy carscy często odmawiali przyjęcia osób o nieodpowiednim pochodzeniu. Najcenniejszym „nabytkiem” był potencjalny sukcesor danego władcy.

Czasami żądania moskiewskie stawały się aż nazbyt aroganckie i prowadziły do konfliktu z miejscowymi watażkami. Gdy w 1606 roku posłowie rosyjscy zażądali (w formie ultimatum) od wodza Kałmuków by ten przysięgał wierność moskiewskiemu władcy i dostarczył zakładników, lub opuścił swą ziemię, w odpowiedzi spotkała ich jedynie śmierć. Poza tym, potomkom Czyngis – chana (za takowych uważało się wiele ludów żyjących na stepach północnego Kaukazu i Azji Środkowej. Kałmucy nimi nie byli, ale miało to mniejsze znaczenie w danym momencie) nie godziło się składać zakładników w ręce władcy, który jeszcze nie tak dawno sam był wasalem tatarskim i płacił im trybut.

Moskwa stosowała w omawianych działaniach jeszcze jedną metodę. Mianowicie, bardzo często – gdy zawiodły już inne sposoby na wymuszenie od miejscowych plemion zakładników – uciekano się do obietnicy złożenia darów. Pieniądze, wełna, futra, przedmioty zbytku, były skutecznym sposobem na zaspokojenie moskiewskich żądań i łamały nawet najdumniejszych wodzów. Zakładników zazwyczaj umieszczano w specjalnie dla nich przygotowanych siedzibach tzw. amanatnych dworach, zlokalizowanych w miastach pogranicznych.

Obowiązywał zakaz opuszczania miejsca pobytu, a sami zakładnicy pozostawali cały czas pod strażą. Traktowano ich różnie. Jedni mogli kontaktować się bez przeszkód ze swoimi rodzinami, innych zakuwano w kajdany i podlegali ścisłemu rygorowi. Zakładnikom przysługiwała jednak żywność i ubrania, choć zdarzały się także często w tym względzie, „nadużycia” rosyjskich urzędników. Trzeba sobie także zdać sprawę z faktu gwałtownej zmiany sposobu życia (i diety) tych ludzi (z wolnego, swobodnego życia koczowniczego na ciasnotę pojedynczych kwater w rosyjskich miastach), która to zmiana wpływała na ich psychikę. Reakcją bywały próby ucieczki lub śmierć z powodu złego traktowania i chorób. Status zakładnika zmieniał się w momencie nierealizowania przez stronę tubylczą postanowień umowy, lub gdy chodziło o wywarcie większego nacisku na miejscowych władców. Zakładnicy stawali się wtedy więźniami. Po określonym czasie (dowolnie i dosyć swobodnie określanym i interpretowanym przez stronę rosyjską), zakładnicy powinni byli zostać zwolnieni, nagrodzeni pewną sumą pieniędzy i podarkami, a w ich miejsce powinni przybyć nowi zakładnicy.

Jednakże, jeśli zakładnik był naprawdę „wartościowy” przetrzymywano go tak długo jak to tylko było możliwe, „aż ich pobratymcy staną się zależni i lojalni”, jak to określano w rosyjskiej korespondencji wewnętrznej. XVIII wiek przyniósł zmiany w wielu dziedzinach rosyjskiego życia, także w tej. Proceder brania zakładników zyskał teoretyczną i retoryczną podstawę oraz oprawę. Trwał on przez całe to stulecie, pomimo głosów postulujących zastąpienie tego sytemu bardziej efektywnymi i skutecznymi metodami kontrolowania lojalności tubylców. Gubernator Orenburga D. W. Wołkow zwracał się do carycy Katarzyny II, by dać im szkoły – „Czy nie powinniśmy traktować młodocianych zakładników lepiej niż bydło? Czy zamiast uczyć ich rzemiosła wojennego, nie powinniśmy ich cywilizować i umoralniać?”. Zaczęto coraz częściej używać argumentu o cywilizacyjnej misji Rosji. I tak np. w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XVIII wieku gubernator Astrachania Piotr Kreczetnikow chciał, by dzięki działaniom rosyjskiej administracji miejscowe języki kaukaskie ustąpiły przed rosyjskim, a islam przed chrześcijaństwem. Miały w tym pomóc szkoły dla dzieci miejscowych władców i wodzów. Synów kazachskich wodzów wysyłano natomiast do Sankt Petersburga.

Tam mieli oni mieszkać na carskim dworze, nabierać ogłady, nabyć wykształcenie i rosyjskie stopnie wojskowe, otrzymać zaszczyty i przywileje oraz zostać włączonymi w poczet rosyjskiej arystokracji. Zakładnicy stanowili także argument dla Rosji w jej sporach z większymi sąsiadami (np. Chinami) o zwierzchność nad danymi terenami (argumentacja była następująca: skoro miejscowi dostarczają Rosji zakładników, to oznacza, że są oni i uznają się za jej poddanych). Sprawy komplikowały się wtedy, gdy dany lud dostarczał zakładników i płacił trybut kilku „suwerenom” jednocześnie, co zdarzało się bardzo często. Jak podkreśla znawca tematyki kontaktów Rosji ze stepowymi organizacjami plemiennymi w epoce nowożytnej Michael Khodarkovsky:

„Jeśli chodzi o zakładników, to władze rosyjskie i lokalni wodzowie mieli różne poglądy i różne oczekiwania. Rosja wciąż traktowała ich jako potwierdzenie przysięgi wierności tubylców oraz bezwarunkowego i wyłącznego podporządkowania się rosyjskiemu carowi. Z kolei tubylcy traktowali dostarczanie zakładników jako niemiły, lecz konieczny akt towarzyszący paktowi o nieagresji i sojuszowi militarnemu zawieranemu w zamian za gratyfikacje pieniężną i dary z Moskwy. Traktaty i sojusze z Rosją wcale nie musiały wykluczać podobnych traktatów i sojuszy z kimś innym. Jednak dla Rosjan taka <> była nie do zaakceptowania, a zapewnienia wodzów, że dostarczanie zakładników innym nie wpływa na wierność rosyjskiemu imperatorowi, nie uspokajały Moskwy”.

Pod koniec XVIII wieku byli pograniczni zakładnicy stali się już uprzywilejowanymi poddanymi Imperium Rosyjskiego.

Polityka Wschodnia
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt