Bajki Dowgiały: Trolling litewski i Nova Roma

 (4)
I była ciemność na PL DELFI. Nie było nic albo prawie nic. Najpierw była decyzja, później plan. Przyszli redaktorzy, podciągnęła stara gwardia i nowa również. Z nimi od dzisiaj i ja. Dlaczego bajki? Moim zadaniem, to jest najbardziej elastyczna i niewinna forma przekazu rzeczywistości. Jak w pisaniu, tak i w czytaniu. Poza tym stwarza komfort psychiczny czytającemu. Przecież zawsze możesz sobie powiedzieć „to tylko bajka” albo „to tylko sen”, uszczypnąć się i życie potoczy się dalej.
Bajki Dowgiały: Trolling litewski i Nova Roma
© Shutterstock nuotr.

Jasność pomroczna

Polityka, polityki, polityką, o polityce. Taka jest medialna rzeczywistość litewska. Spójrzcie na ostatnie wiadomości. W telewizji, internecie, gazetach. Kubilius, Uspaskich, Degutiene, Obama, Merkel. Otwierasz w sobotę rano lodówkę, a tam np. Tomaszewski.
Nawet w „Opiniach” w osiemdziesięciu procentach wszystko jest związane z polityką. Oprócz kazań niedzielnych. Będę starał się dołączyć do apolitycznego grona mniejszościowego. W pełni rozumiejąc, że jeżeli ty się nie zajmiesz polityką, to polityka zajmie się tobą . Ale narodzie! Nie w takim stopniu!

Tajemnicą poliszynela jest od dawna, iż polityka to tylko część aktywności naszej. Do czytania i opisywania motywami nieśmiertelnymi, jak ostatnio modne jest określać „słupowymi”, również i w polityce, są seks, krew i pieniądze. Kolejność dowolna, ilość również.

Jak i grzechy główne, „słupy” owe nie są rankingowane. Nikt nie wie, co gorzej. Mieszkając naprzeciwko Caritasu kupić trzeci Porsche Cayanne, czy, będąc wkurzonym z powodu kolejnej nieudanej miłości, po pijaku, rozpieprzyć szybę na przystanku autobusowego.

Owych „słupów” na pewno w swoich bajkach nie uniknę, nie unikam, a nawet będę z umysłem je opisywał.
 
Trolling litewski
 
Temat z najbardziej świeżych.
Na początku mi się skojarzył, jak i każdemu pospolitemu czytelnikowi, z muminkami od Tove Marika Jansson. Swoim rzędem, bardzo miłymi istotkami bajecznymi, a nawet, w pewnym sensie, będącymi podstawą filozofii XX w.
Przepraszam, ale okazuje się że nie. Wiek XXI ma swoje zboczenia.

Trolling, w czasach internetu i sieci socjalnych, jest formą humoru. Taką próbą wyśmiania osoby w formie szyderczej, tzn. nakierowany jest na konkretną osobę. Jak tłumaczą się najwięksi „trolle” litewscy, trolling jest formą humoru, która ma na celu najpierw wyprowadzić z równowagi oponenta, zaś później szczodrze go wyśmiać. Aha, są jeszcze pewne warunki okolicznościowe. Oponent powinien być osobą ciemną albo niezbyt ogarniętą, o odpowiednio rozdmuchanym ego, ,„wszechwiedzącą i znającą tą jedyną prawdę o wszystkim”.

Obecnymi prowodyrami litewskiego trollingu są Andrius Užkalnis (troll wkurzający), Protingas Chamas (troll wstrzemięźliwy), Rokiškis Rabinovičius (troll mądry) i Aidas Puklevičius (troll intelektualny).

Okoliczności, w których ostatnio trolling u nas uzyskał nową jakość i wyższy stopień popularności są dość banalne. „W Litwie żywiom”. Tak mi raz odpowiedział pewien człowiek i o tym również kiedyś będzie bajka.

Bajka pierwsza. O miłości i nienawiści.

Pewnego późnego wieczoru niejaki, młody (bo rzeczywiście młody) i ambitny (bo i wolnonajemny PR specjalista, i książki pisze, języki obce mu nieobce, blog własny ma, na uniwersytecie wykłada i do Głównej Komisji Wyborczej należy, prawnik z Stamford University w tle. Słowem, żyć i zazdrościć) Liutauras Ulevičius postanowił poobcować z niejakim, nie mniej młodym i ambitnym politykiem z Partii Pracy Vytautasem Gapšysem.

Pogadali sobie o tym i o tamtym na Facebooku. O przyszłości Partii Pracy i roli w niej pana Vytautasa, o przyszłości pana Liutaurasa w Ministerstwie Ochrony Środowiska, bo tam ma kontrakt na swoje usługi. Chyba i o panienkach, bo ludzie młodzi.

I wszystko byłoby cacy. Aczkolwiek treść owej pogawędki panowie ocenili diametralnie różnie.

Pan Vytautas potraktował ją jako dyskusję o podłożu korupcyjnym, bo usługi pana Liutaurasa w ministerstwie są opłacane z budżetu. I złożył skargę w GKW. Pan Liutauras natomiast tłumaczy, że był to trolling klasyczny czyli próba sprowokowania i późniejszej publicznej chłosty pana Vytautasa.

Wniosek owej krótkiej narracji jest taki, że od trollingu do korupcji, jak i od miłości do nienawiści, jeden krok.

Bajka powinna mieć szczęśliwy koniec. Więc przyjmijmy, że panu Liutaurasowi powinęła się noga (a raczej ręka) i próba trollingu była niezbyt udana. Szanowny wykładowca to zrozumiał i przyrzekł sobie w przyszłości być bardziej opatrznym.

Pan Vytautas dowiedział się trochę więcej o współczesnych trendach humorystycznych, zrozumiał, że i jeden z liderów Partii Pracy może być trollowany i wybaczył.
 
Bajka druga. O miłości i koszykówce.
 
Pewnego słonecznego dnia październikowego koszykarska społeczność litewska na chwilę oniemiała z wrażenia, szybko wyszła z transu i oburzeniu swojemu dała upust ogromny.

Sprawcą owego zdarzenia, a i innych nie mniej emocjonujących od pewnego czasu, był niejaki Władimir Romanow. Postać barwna jak obraz impresjonistyczny i absolutnie niejednoznaczna. Oprócz tego, że pan Władimir, jak ten mister Twister („władelec zawodov, sudow, parochodow”), jest człowiekiem biznesu przez duże B (w końcu nie każdemu jednego dnia 20 osób daruje po niespełna 10 mln litów każdy), w chwilach wolnych od kontraktów zarządza „Żalgirisem”, legendarnym klubem koszykarskim z Kowna.

W latach 80-ych „Żalgiris”, a razem z nim cała Litwa, odnosił spektakularne zwycięstwa w mistrzostwach ZSRR, a szczególnie nad klubem CSKA - ucieleśnieniem Imperium Zła, bo szefowanym przez Ministerstwo Obrony ZSRR z bardzo oryginalnym sposobem kontraktowania zawodników.  Do wojska iść musisz? Musisz. Na dwa lata? Na dwa. Jesteś bardzo dobry w koszykówce? Jesteś. Więc zawsze masz wybór. Albo CSKA, albo w „stroi bat”.

Minęło 30 lat. W Kownie – show koszykarskie „Legendy koszykówki.„Żalgiris” vs. „CSKA”. Według reguł takiego show na parkiecie: Jovaiša vs. Tarakanow, Sabonis vs. Tkaczenko, i ... Władimir Romanow.

Wyrażenie „zawrzało jak w ulu” osiągnęło poziom 12. z 12. Główne określenia to „sponiewieranie legendy”, „matactwo historyczne”, „och...”, w stylu ogólnym — gdyby „Ruscy idą”. I popadło w chwilowe zapomnienie prawie wszystko. I że gdyby nie owy Władimir przed trzema laty, dzisiaj „Żalgiris”, z powodu ogromnego zadłużenia, można byłoby częściej spotkać w sali sądowej niż na treningu. Pomijając już fakt „prawa właściciela” (w końcu „wolność Tomku w swoim domku”).Wiadomo — emocje.

Mecz był nawet w miarę fajny i nostalgiczny. Pan Romanow został przedstawiony. I wygwizdany. Pokazał się na chwilę na parkiecie. I znów został wygwizdany.

Morałem tej bajki zaś będzie: czytając, gadając, słuchając albo oglądając jakieś nowości i inne wiadomości nie zapominajcie, że może to być trolling klasyczny. Jak i w tej bajce.

Próbując zaś zatrollić trolling, napiszę tak: szanowny panie Władimirze. Będąc osobą konsekwentną i trzymającą się reguł takiego rodzaju show, pana oponentami na boisku powinni być na zmianę Dmitrij Fiodorowicz Ustinow, Sergej Leonidowicz Sokolow i Dmitrij Timofejewicz Jazow. Ówcześni ministrowie obrony ZSRR. W ostateczności – Sergej Borisowicz Iwanow, obecny opiekun CSKA.

Epilog

Normalni reagują normalnie na normalne. Wszystkich z pierwszym śniegiem.„Połajkujcie” mnie, proszę. Od tego zależy moje honorarium.

pl.delfi.lt
Zostaw komentarz
albo komentuj anonimowo tutaj
Publikując komentarz zgadzasz się z zasadami komentowania
Czytaj komentarze Czytaj komentarze
 
Zaprenumeruj nas
Facebook pl.DELFI.lt